Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 listopada 2014

Wielka księga humoru. Hania Humorek – Megan McDonald, Peter H. Reynolds


Tytuł: Hania Humorek. Wielka księga humoru
Autor: Megan McDonald, Peter H. Reynolds
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7031-2
Ilość stron: 474



Hani Humorek chyba nikomu nie trzeba już przedstawiać. Ta mała, rezolutna dziewczynka, to jeden z największych wulkanów energii i pomysłów znany mi ze współczesnej literatury dziecięcej. Czytanie najmłodszym [i sobieJ] każdej kolejnej książeczki poświęconej jej życiu, to wielka frajda, a zebranie trzech najbardziej poprawiających humor części w jedną, to już prawdziwa bomba radości.
W tomie tym utrwalone zostały części  Hania Humorek. W osiem i pół dnia dookoła świata, Hania Humorek idzie na studia oraz Hania Humorek. Mały detektyw.
Wielkim plusem książki są duże litery i odstępy między nimi – dzięki temu dziecko samodzielnie będzie mogło sprawnie przeczytać sobie całą książkę, nie tylko szkoląc tę umiejętność, ale też przeżywając niezwykłe przygody wraz z małą bohaterką i jej przyjaciółmi – bez pośredniczącego udziału rodziców.
Hania nie tylko stawi czoła kłopotom ze znajomymi, nie tylko przemierzy cały świat w niespełna dziewięć dni, ale też odnajdzie porywaczy psów, rozszyfruje zagadkę zbyt trudną dla organów ścigania, a także przeniesie się w świat uniwersytecki, gdzie zasmakuje studenckiego życia.
Dowcipna, pełna humoru i gwarantująca przednią zabawę – idealna na prezent gwiazdkowy.

Polecam!

czwartek, 2 października 2014

Labirynt Śniących Książek – Walter Moers


Tytuł: Labirynt Śniących Książek
Autor: Walter Moers
Wydawnictwo: Publicat
ISBN: 9788324591244
Ilość stron: 384
Gdy kilka lat temu zajrzałam do jednego z najcudowniejszych i najbardziej wartych odwiedzenia fantastycznych światów – Camonii – przepadłam i pokochałam go miłością taką, na jaką stać jedynie mola książkowego, zdolnego pojąć czym Miasto Śniących Książek może być i czym jest – spełnieniem wszystkich marzeń o świecie idealnym.
Rzeczywistość utkana przez Waltera Moersa, obdarzonego nieopisanie plastyczną wyobraźnią, której projekcje przelane na papier, są w stanie oczarować, uwieść i całkowicie opętać czytelnika to uniwersum, o istnieniu którego każdy lubujący się w spijaniu liter z powieści, prędzej czy później zamarzy. Przestrzeń, w której chciałoby się być, namalowana słowami tak misternie, że momentami ma się wrażenie całkowitego zespolenia z bohaterami i stania się jednym z nich – tych zakochanych w księgach bibliofilach, specjalizujących się w czytaniu, pisaniu i sprzedawaniu tego co napisane.
Gdy tylko (z nieukrywanym smutkiem i żałością) opuściłam Miasto Śniących Książek, które spłonęło niemalże na mych oczach, niosąc smród spalenizny i rozrzucając tlące się jeszcze skrawki papieru po całym moim świecie na długo po wydarzeniach opisach w powieści, gdzieś w sercu wciąż tliła się nadzieja, że może jednak coś ocalało, że Moers nie pozwoli swoim bohaterom na tak marny koniec, jasno i precyzyjnie sugerujący zagładę kultury czytania i książek. Nie chciałam i nie mogłam się z tym pogodzić. Podejrzewam, że w swoich pragnieniach nie byłam odosobniona – miliony czytelników na całym świecie chciało znów znaleźć się w Camonii, kolejny raz kroczyć labiryntem jedynym w swoim rodzaju i rozkoszować się trwaniem w objęciach Orma.
Wydawało się jednak, że jest to sprawa przegrana i podczas gdy wszyscy pogrążeni byli w żałobie po tym niezwykłym mieście, niezauważony przez nikogo, Książę Cieni powrócił.
Zapytacie: jak to możliwe? Przecież spłonął! Nikt nie jest w stanie powrócić z zaświatów, nawet on! Dla Moersa jednak nie ma nic niemożliwego.
Tworząc Labirynt Śniących Książek, odpowiedział on na głosy fanów i dokonał niewykonalnego – powrócił do życia utraconych, zdawałoby się, bohaterów i po raz kolejny zaprosił do miasta, w którym najważniejsza jest literatura.
Wraz z Hildegunstem zwabionym do Księgogrodu tajemniczym listem, będziemy kroczyć po dwustu latach od ostatnich wydarzeń odbudowanym i na tyle na ile było to możliwe, odrodzonym miastem, który po doświadczonej tragedii stał się siedliskiem jeszcze większych dziwów i kuriozów, np. książek do kupowania w plasterkach niczym kiełbasę. Chociaż dawna świetność już minęła, jego mieszkańcy nadali mu zupełnie nowego znaczenia, wykorzystując to, co pozostało. Jedną z moich ulubionych postaci jest ”gazeta na nóżkach” – cśś. Więcej nie zdradzę.
Książka ta uświetniona jest arcypięknymi szkicami, pobudzającymi wyobraźnię i prowokującymi wzdychania z tęsknoty za światem marzeń, a przewodnik w postaci nieco styranego już i osławionego Rzeźbiarza Mitów, kręcącego się po znanym, a jednak nieco obcym świecie, potęguje wrażenie zagubienia i ponownego uczenia się tego, co zostało utracone, a tym samym pozwala nam na odnowienie przyjemności z kroczenia niezbadanymi wciąż terenami Księgogrodu.
Tym razem częściej niż do antykwariatów, zaglądać będziemy wraz z narratorem do teatrów, wykorzystujących dość niecodzienne formy przekazu i stymulowania wyobraźni. To one staną się nauczycielami historii i strażnikami przeszłości.
By jeszcze bardziej niż po ostatnim zakończeniu podenerwować czytelnika, Moers uciekł się do klasycznego cliffhangera – zawiesił akcję tam, gdzie powinna się dopiero rozpoczynać, każąc w mękach czekać na kontynuację.  Pozostaję pod wielkim czarem jego talentu, bałwochwalczo wręcz chwalę go za wyrażenie wszystkiego tego, co siedzi w głowach czytelniczych moli, pragnących wziąć Hildegunsta pod ramię i wraz z nim udać się do Księgogrodu. Autor nie zrezygnował z literackich zagadek, znajdujących się w nazwiskach bohaterów, będących anagramami, tworząc tym samym coś na wzór własnego camońskiego języka. Strona lingwistyczna zdecydowanie wskoczyła na wyższy poziom niż ostatnio – wpadek składniowych rzucających się cieniem na poprzednią część tutaj nie uraczycie.
Autor bawi się konwencjami, co rusz puszcza do czytelnika oko, licząc na jego oczytanie.
Czym większą wiedze na temat literatury macie – tym przyjemność płynąca z lektury będzie większa. Jestem ciekawa, czy jest na świecie choć jeden człowiek, który zdołał wychwycić wszystkie intertekstualności i zagadki. Ta książka, to prawdziwy labirynt dopracowany w każdym calu, przemierzanie którego jest gwarancją przedniej zabawy.
Piękne wydanie to jedynie skrawek cudowności, jakie kryje w sobie ta publikacja – KONIECZNIE sięgajcie!  Ja, jak wszystkim co stworzył Moers, jestem urzeczona. Wyborny tekst, łączący gatunki, mieszający style, stymulujący wyobraźnię!


Brawa – dla narratora, dla tłumacza i dla tłumaczki tłumaczącej tłumacza – wspaniała robota!

Inne książki Moersa:


http://shczooreczek.blogspot.com/2013/03/bibliofilska-arkadia-miasto-sniacych.html?q=moershttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/09/walter-moers-kot-alchemika.html?q=moers


sobota, 5 lipca 2014

Rycerz widmo – Cornelia Funke


Tytuł: Rycerz widmo
Autor: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-4367-5
Ilość stron: 264


Najcenniejszych przyjaciół – powiedziała mi kiedyś matka – spotykamy w najmroczniejszych czasach, bo  nie sposób zapomnieć tych, którzy nam pomogli wydobyć się z mroku[i].

Za sprawą ksiązki Rycerz widmo, Cornelia Funke porwała mnie w przestrzenie, które w pierwszych kilku latach mojego czytelnictwa lubiłam eksplorować najbardziej. Rzecz ta chyba wcale nie uległa zmianie – wciąż znajduję ogromną przyjemność w zwiedzaniu ruin i zabytkowych przestrzeni oraz czytaniu o nich. Klimatyczne zamczyska, pałace i wnętrza tętniące historią, stanowią naturalną pożywkę dla mojej rozszalałej wyobraźni, która właśnie w tych miejscach rozwibrowana jest najbardziej.

Jedenastoletni Jon, mimo swojego młodego wieku zmaga się z wieloma problemami – po śmierci ojca, jego mama znalazła nowego partnera, nazywanego przez bohatera Brodaczem. Jako że nie potrafili się oni ze sobą porozumieć, zadecydowano o wysłaniu chłopca do szkoły z internatem. Jona bardzo zagniewał taki obrót spraw – czuł się odrzucony i niechciany, a jego negatywne uczucia do narzeczonego mamy uległy jedynie eskalacji. Bohater był pełen negatywnych przeczuć: podejrzewał, że w nowej szkole nie znajdzie przyjaciół (zresztą nawet nie miał zamiaru ich szukać), będzie się nudził i tęsknił za domem.
Wówczas jednak nie wiedział jeszcze, że dotkliwy brak najbliższych będzie jego najmniejszym problemem w nowym miejscu zamieszkania. Już pierwszej nocy okazało się bowiem, że na jego życie czyha żądny zemsty duch, wraz ze swoimi kompanami. Jedyną osobą, która wierzy w jego  nieprawdopodobną opowieść jest Ella – dziewczynka (sic!), której ciocia zna się na zjawach jak nikt inny. Młodzi bohaterowie zaprzyjaźniają się i razem stają do walki z ogromnym niebezpieczeństwem. Po ich stronie stanie duch rycerza Williama Longspee, który leży w katedrze na skutek złożonej setki lat wcześniej przysięgi, a także… Brodacz. Skąd się tam wziął? Nie zdradzę:)

Funke po raz kolejny zafundowała mi przemiłe popołudnie w towarzystwie barwnych i sugestywnie zarysowanych postaci. W wielu momentach miałam ochotę wskoczyć do książki (skutek uboczny nadmiernej fascynacji Atramentowym sercem) i wraz z nimi zamykać się na noc w katedrze, by niwelować otaczające ich zewsząd zagrożenie.
Wartka narracja, żywy język, szybka zmiana wydarzeń, kalejdoskop ciekawych postaci, pamiętających czasy średniowiecza, żądne krwi zjawy, dobrotliwe duchy i wielka przyjaźń – oto elementy spajające tę powieść w całość i nadające jej wyjątkowy koloryt. Oprócz warstwy przygodowej, bardzo ważna okazuje się w niej także warstwa dydaktyczna: między wierszami snute są tutaj bowiem rozważania o istnieniu piekła i nieba, sile przyjaźni oraz miłości. Wpleciono również gros legend i historii, które z całą pewnością zachęcą czytelnika do zgłębiania tajemnic podanych miejscowości i – być może –  także i podróży.

Ilustracjami Andrei Offerman do tej książki zachwycam się bez końca. Są precyzyjne, dopracowane, hojnie obdarowane detalami. Zastanawia mnie tylko jedno – dlaczego wszystkie polskie wydania Funke konsekwentnie posiadają czarno-białą szatę graficzną. Nie ukrywam, że w przypadku tej książki tworzy to niezwykły klimat opowieści, obudowuje ją tajemniczością i doskonale się sprawdza, są jednak takie jej teksty, obok których chętnie widziałabym barwne rysunki. To już jednak uwaga poboczna, na zupełnie inną dyskusję.

Polecam tę książkę młodym (i tym trochę starszym) miłośnikom tajemnic, sekretów, klątw, historii miłości, rycerzy, duchów, opowieści związanych ze starymi i nawiedzonymi zamczyskami. W tej publikacji znajdziecie wszystkie te elementy, sowicie doprawione mądrością życiową, problemami wielu dzisiejszych młodych ludzi (nowi partnerzy rodziców, brak przyjaciół itp.), które dzięki przygodzie zostają całkowicie rozwiązane.



[i] Cornelia Funke, Rycerz widmo, Warszawa 2014, s. 215-216.


Inne książki Funke:

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/07/krol-zodziei-cornelia-funke.html?q=funkehttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/02/reckless-kamienne-ciao-cornelia-funke.html?q=funkehttp://shczooreczek.blogspot.com/2013/05/reckless-nieustraszony-cornelia-funke.html?q=funke


sobota, 18 stycznia 2014

Na szczęście mleko – Neil Gaiman


Tytuł: Na szczęście mleko
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: Galeria Książki
ISBN: 9788364297090
Ilość stron: 160

Neil Gaiman dotąd znany był mi z tekstów takich jak, Koralina, Nigdziebądź, Amerykańscy bogowie, Ocean na końcu drogi.
Na szczęście mleko to pisana z myślą o dzieciach i młodzieży książeczka, utrzymana w podobnej konwencji, co teksty dla dorosłego czytelnika.
Oto mama dwójki dzieci wyjeżdża na konferencję, podczas której głosić będzie referat o jaszczurach. W tym czasie opiekę nad pociechami sprawować ma ich tata, który został dokładnie poinstruowany o tym, co należy zrobić pod jej nieobecność. Na szycie listy znajdował się zakup mleka, z czym tato niestety zwlekał. Gdy rano okazuje się, że dzieci nie mają z czym zjeść płatków śniadaniowych, mężczyzna udaje się na misję w celu pozyskania nieobecnego produktu.
Jego wyjście do sklepu bardzo się jednak przedłużało. Tak bardzo, że rodzeństwo zdążyło już czytać książki, bawić się dinozaurami, leżeć nogami do góry, rysować, grać w ping-ponga, korzystać z komputera i tak dalej, i tym podobne.
Gdy tato w końcu wrócił, na dzieci czekała niesłychana historia. Mężczyzna twierdzi bowiem, że został uprowadzony przez kosmitów, a to było jedynie początkiem jego niewiarygodnych przygód. Heroicznie walczył o mleko z bogami dżungli, niebiańskim potworem, piratami, wumpirami, policją galaktyczną [a tutaj sędzia Rexx, funkcjonariusz Pterry, sierżant Diplo, agent Anyklo i inni przedstawiciele dinozaurów].
Podczas owej potyczki rzucany był z miejsca na miejsce: podróżował w czasie, kilka razy otarł się o śmierć, musiał wykazać się niebywałą wprost odwagą i pomysłowością.

Opowieści jego słuchały dzieci z zainteresowaniem, ale i niedowierzaniem. Miały bowiem pewne prawo sądzić, że wszystko to jest jedynie wytworem wybujałej fantazji ojca. Dlaczego? Tego już nie zdradzę…:)

Gaiman tworząc opowieść o podróżach w czasie, dinozaurach, antycznych bogach i innych barwnych postaciach, zakończył najlepszy w swojej twórczej karierze rok wydawniczy.

Jego książka bawi i zaciekawia. Choć czytając, wiemy, że to, co dzieje się na kartach książki jest jedynie owocem pracy w laboratorium wyobraźni,  zostajemy wessani przez narrację tak intensywnie, że sami mamy wrażenie podróżowania w czasie.
Stajemy na szczycie buchającego wrzącą lawą wulkanu, toczymy potyczki z międzygalaktycznymi policjantami, umykamy przed żądnymi zagłady Ziemi kosmitami i ciągle, raz po raz, folgujemy rozbuchanej imaginacji.

Książkę wzbogacają utrzymane w tonacji czarno-białej ilustracje Chrisa Riddella, grafika, który – jak wspomina – „tworzy z natury”J  Jego projekty są bardzo sugestywne i przemawiające do wyobraźni. Bogate w szczegóły, portretują nawet charaktery i sposób zachowania opisywanych postaci. Moi ulubieni bohaterowie, to zdecydowanie nierozgarnięci piraci, których należało dopiero uczyć obyczajów, panujących na statku.
Świetna historia, za nic sobie mająca linearność i ciągłość.
Gdyby tak każdy z nas potrafił tłumaczyć się ze swoich spóźnień w podobny sposób, co tata dwójki rodzeństwa, oczekującej na mleo, żyłoby nam się o wiele ciekawiej.

Polecam!

niedziela, 17 listopada 2013

Mała wróżka Amelka. Sekret ślimaków


Tytuł: Mała wróżka Amelka. Sekret ślimaków
Autor: Claire Gaudriot
Wydawnictwo: Papilon
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-245-7413-1
Ilość stron: 32
Cena: 14,99 zł

Wróżka Amelka i jej prawa ręka – Gucio, zostali wezwani do poważnego zadania.
Przebywając w ogrodzie, Szymek i Misiak zauważyli, że przemieszczające się obok nich ślimaki, pozbawione są skorupek. Jako że padał deszcz, a chłopczyk ze swoim towarzyszem bardzo zamartwiali się o los spotkanych zwierząt, postanowili wezwać wróżkę. Miała ona dociec co stało się ze ślimaczymi skorupkami: czy zostały zniszczone? Czy ktoś je skradł?
Amelka, dzięki swoim umiejętnościom rozwiązywania zagadek i odnajdywania śladów, szybko znalazła rozwiązanie. Wystarczyło kilka poszlak, troszkę rozumowania i szczypta magii, a wszystkie problemy zostały rozwiązane.

Książka dla dzieci złaknionych przygód, może być pierwszym impulsem do późniejszej fascynacji powieściami detektywistycznymi, przy których nadrzędną umiejętnością, staje się – wbrew obiegowym opiniom o nudzie gatunkowej i bezwartościowości tego typu książek – umiejętność logicznego myślenia i łącznia faktów.
Amelka może rozbudzić późniejszą pasję, będąc bohaterką dobrą, na miarę dziecięcych wyobrażeń, a przy tym zmyślnie podążającą za odnalezionymi poszlakami. Jej przygodom towarzyszy wierny kompan Gucio, zajmujący się badaniem materiału dowodowego w laboratorium, stanowiącym miniaturową wersję tych znanych z seriali, takich jak CSI.
Świetna zabawa, idealna dla najmłodszych, wszędzie wietrzących tajemnice i namiętnie je rozwiązujących.
Polecam! Wróżka Amelka z całą pewnością przyjmie ich do swojej detektywistycznej drużyny, zapewniając emocjonujące przygody.
To książka, która subtelnie, niby mimochodem wtrąca wartości dydaktyczne, podkreśla wartość przyjaźni i dobroci, którą kierują się głowni bohaterowie, zawsze za cel nadrzędny stawiający sobie niesienie pomocy potrzebującym: czy to ślimakom, czy człowiekowi.

Warstwa plastyczna książki jest dopracowana w najmniejszym szczególe. Ilustracje są barwne, utrzymane głównie w żywych, intensywnych, rześkich kolorach, budując u dziecka poczucie bezpieczeństwa i swojskości. Badając przestrzenie ogrodu, poprzez dobór kolorystyki, sam ma wrażenie przebywa w nim. Postaci mają delikatne rysy i uśmiechnięte twarze, przez co wzbudza w czytelniku radość i zadowolenie.
Ta mikropowieść kierowana jest do najmłodszych i oferuje im ciepło oraz gwarancję dobrze wykorzystanego czasu. Oprócz rozrywki, dostarczy wiele prawd moralnych, które z pewnością zakiełkują w przyszłości, przynosząc pożądane efekty. Ponadto uczy spostrzegawczości i łączenia faktów w spójną całość. Prawdziwa gratka dla przyszłych detektywów;)
Lektura tej książeczki to prawdziwa przyjemność. Jako że nie jest ona długa, dziecko nie zdąży się znudzić, lecz szybko, wraz z bohaterami, dotrze do rozwiązania.

Zapraszam do świata Amelki i Gucia!


Mała wróżka Amelka. Nocne strachy


Tytuł: Mała wróżka Amelka. Nocne strachy
Autor: Sophie de Mullenheim, Claire Gaudriot; opowiada Natalia Usenko
Wydawnictwo: Paplion
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-245-7420-9
Ilość stron: 22
Cena: 14, 99 zł

Wróżka Amelka to prawdziwa mistrzyni w swoim fachu. Jako detektyw, odznacza się niebywałą odwagą, przydatną podczas kolejnych poszukiwań i niesieniu pomocy.
Jak jednak jej umiejętności zostają wykorzystane po zgaszeniu światła, gdy z mroku wyłonią się wszystkie nocne strachy?

Amelka stała się właśnie posiadaczką własnego domku na kółkach. Pierwszej nocy towarzyszyć ma jej Gucio, pomagający jej uporać się ze zjedzeniem wszystkim smakołyków pozostawionych przez mamę. Przyjaciel przyniósł ze sobą straszną książkę o wiedźmie z brodawką na twarzy, którą na krótko po przybyciu zaczął odczytywać na głos. Jego recytację przerwała mała wróżka, przestraszona odgłosem kroków dochodzących sprzed domu. Nieustraszony Gucio postanawia zlokalizować źródło hałasu, jednak szybko się okazuje, że to nie jedyne dziwne dźwięki dochodzącego tego dnia z domku na kółkach…

Ta krótka opowieść to historia o odwadze i tym, co niesie ze sobą noc. Autorzy snując tę ciekawą narrację, starali się oswoić nocne strachy, poprzez ich wizualizację. Amelka i Gucio stają oko w oko z najczęstszymi źródłami lęków dzieci, które zmuszone są zasypiać przy zgaszonym świetle. Wspólnymi siłami próbują oni pokonać i okiełznać strach, któremu mimowolnie się poddają.
Historia ta ujmuje swoją prostotą i ciepłem. Ukazuje dwoje dzieci, zmagających się z własnymi obawami i przekazuje znaną prawdę, że gdy tylko zaczynamy się bać, wystarczy włączyć nocną lampkę, by przegonić wszelkie potencjalne niebezpieczeństwa.

Książeczka ta to dobry pomysł na prezent zarówno dla fanów przygód Amelki, jak i – przede wszystkim – dzieci zmagających się strachem przez nocą i towarzyszącym jej koszmarom. Bohaterowie nauczą ich jak radzić sobie z lękiem, a także pokażą, że tak naprawdę nie ma powodów do obaw, bo naszym jedynym nocnym wrogiem jest wyobraźnia, strojącą sobie z nas żarty.

Piękne, bogate ilustracje, charakterystyczne dla całej serii przygód Amelki, to jedynie dobitne podkreślenie jasności, przekreślenie mroku i doskonałe uzupełnienie opowieści. Skrzące się kolorami stronice pozwolą zapomnieć o strachu i zaspokoją wszelkie estetyczne potrzeby dziecka, czyniąc jego zasypianie o wiele przyjemniejszym. A wyobraźnia na pewno podsunie o wiele piękniejsze, senne obrazyJ

Polecam gorąco!

niedziela, 10 listopada 2013

Lilka i spółka – Magdalena Witkiewicz


Tytuł: Lilka i spółka
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788310122346
Cena: 26,90
Ilość stron: 160


Choć Magdalena Witkiewicz najbardziej płodna literacko jest w dziedzinie tworzenia tekstów dla dorosłych, ma na swoim koncie również kilka prób dedykowanych dzieciom – wierszyki i jedną powieść. To właśnie ona stanowi moją propozycję dla Waszych pociech (i dla Was, jeśli tylko niestraszna Wam taka lektura) na długie jesienne wieczory.

Bohaterami tej wciągającej historii są Lilianna, Wiki i Matewka. Oni to, jak co roku mieli wyjechać na wakacje do uwielbianej przez siebie cioci Franki. Niestety, na skutek wypadku, którego konsekwencją jest złamana noga jednej z sióstr, plany rodzeństwa legły w gruzach. Zamiast do ukochanej cioci, rodzice kierują ich do innej – znienawidzonej i osławionej cioci Jadźki, zwaną przez nich, przez wzgląd na imię i charakterystyczny wygląd oraz nieustanne paradowanie z miotłą, Babą Jagą. Lato zarysowuje się w czarnych barwach, toteż Lilka i spółka bardzo się trudzą, by plany rodziców zmienić – niestety bezskutecznie. Lądują u cioci, która od progu przywitała ich kąśliwymi uwagami, nakazami i dziwnymi zachowaniami. Jedynym celem dzieci staje się więc próba przetrwania w tych niewyobrażalnie ciężkich warunkach.  Sprawy nie ułatwia to, że znad morza pojechali… nad morze, a do tego w odwiedziny do cioci Jadwigi ma przyjechać również Wojtuś – znienawidzony, bo według opowieści idealny, członek rodziny.
Szybko okazuje się, że problemy, przed którymi dzieci stanęły do tej pory są niczym w obliczu prawdziwej nadciągającej katastrofy – zdaje się, że Baba Jaga, wraz ze swoim absztyfikantem Anatolem planują napad na bank – i to zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Dzieci stają w obliczu ogromnego wyzwania: muszą przekonać dorosłych, że to wcale nie ich wymysł, a realne zagrożenie. By tego dokonać, zobowiązani są do połączenia sił i wykoncypowania strategii działania, z uwzględnieniem najmniejszych detali.


Witkiewicz zaprasza nas w świat rozbrajających przygód dzieci o nieposkromionej wyobraźni. Ich potyczki są na tyle zajmujące, że nawet dorosły spędzi z nimi urocze chwile wytchnienia. Raphacholin, Rutinoscorbin, Witaminka – te nazwy po lekturze nabiorą zupełnie innego znaczenia, wywołując na naszych twarzach uśmiech. Weryfikacji poddać też będziemy musieli swoje dorosłe wyobrażenia o tym, co nielubiane i niechciane – bohaterowie Witkiewicz są niejako odezwą na wieczne narzekanie i niezadowolenie z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Uczą oni bowiem, jak znaleźć pozytywne strony w momentach, zdawałoby się, nie do pozazdroszczenia. Ich głowa pełna jest od pomysłów realnie zmieniających nudną rzeczywistość w mieniącą się kolorami przygodę.
Zabawne perypetie tej rodzinki, to doskonały pomysł na jesień, kiedy zaczyna przytłaczać nas pogoda i coraz dłuższe wieczory. Witkiewicz proponuje opowieść, która uczyni je niezapomnianymi maratonami śmiechu i dobrej zabawy. Wszystko to w powieści napisanej językiem zrozumiałym i jasnym, ale też wcale nie dziecinnym.

Polecam serdecznie!

niedziela, 3 listopada 2013

Magiczna cukiernia. Szczypta magii. – Katharyn Littlewood

Tytuł: Magiczna cukiernia. Szczypta magii.
Autor: Katharyn Littlewood
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 9788323753155
Cena: 24,99 zł
Ilość stron: 320


Pierwsza część trylogii o przygodach Szczęsnych zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie – ta niezwykła rodzina urzekła mnie silnymi więziami, jakie ją łączą, ogromem miłości, ciepła i przede wszystkim pomysłowości. Gdyby tylko w moim świecie istniała ich cukiernia, ani chwili nie wahałabym się z myślą o podróży do krainy ich cudownych słodkości.
Jednak, jako że podobnego miejsca nigdzie nie ma, musiałam zadowolić się lekturą kolejnego cyklu ich przygód – jeszcze lepszego niż pierwszy!

Oto rodzina Szczęsnych po stracie Almanachu wiedzy kulinarnej, boryka się z nieszczęściami toczącymi ich miasto – Klęsk Zdroju – w tym momencie nazwą idealnie współgrającą z wydarzeniami, jakie towarzyszą ich codzienności.
Szczęśni, niejako ze wpisanym swe nazwisko szczęściem, nie chcą się jednak poddać. Podejmują heroiczną decyzję o podjęciu próby odzyskania swojej rodzinnej księgi. W tym celu wyzywają pnącą się po szczeblach kulinarnej kariery ciotkę Lily na pojedynek – ma ona zmierzyć się z Rozmarynką w  międzynarodowym konkursie pieczenia. Jej przegrana wiązała się będzie z oddaniem Almanachu. Wygrana zaś – ze zgodą Szczęsnych na porażające konsekwencje. Lily nie wykorzystuje bowiem rodzinnej księgi do niesienia dobra. Wręcz przeciwnie – jej jedynym celem jest sława i uznanie zdobyte za wszelką cenę. Rzuca więc ona uroki na cały świat, torując sobie drogę do kariery. W obliczu takiej władzy, pojedynek z Rozmarynką jawi jej się jako śmieszna błahostka.
Szybko jednak przekona się, że siłą nie tkwi w magii i zuchwalstwie, lecz w prostocie i wsparciu najbliższych.
Bohaterki spotykają się w Paryżu, by tam zawalczyć o rodzinne przepisy. Wspierana przez rodzeństwo, rodziców, dawno niewidzianego dziadka, gadającego kota i francuską myszkę stanie naprzeciw samotnej Lily, której jedynym zapleczem jest pozyskana w nieuczciwy sposób wiedza o kulinarnych zaklęciach.
Podczas pobytu w Paryżu Rozmarynkę czeka szereg przygód – zatańczy ona z gargulcami na szczycie katedry Notre Dame, pogodzi kota i mysz, z wielką odwagą i poświęceniem zdobędzie gros rzadkich składników przydatnych do sporządzenia prostych, acz przepysznych specjałów cukierniczych i wiele, wiele innych.
Jej zmagania to prawdziwy pochód niewiarygodnych wydarzeń w imię sprawiedliwości.

Zapachy i smaku unoszące się znad stronic tej książki niewyobrażalnie oddziałują na zmysły – czując lukier, mąkę i przeróżne polewy ma się ochotę nadgryź okładkę w nadziei na delektowanie się opisywanymi dziełami sztuki cukierniczej.

Szczypta magii, to doskonała kontynuacja losów rodziny Szczęsnych, od której nie sposób się oderwać. Młodzież będzie zachwycona, ale również dorośli nie będą się nudzili!

Katharyn Littlewood stworzyła piękną opowieść o sile miłości, przyjaźni i rodzinnego wsparcia. Snutą przez siebie historią udowodniła, że tym, co naprawdę liczy się w życiu jest miłość i że to ona decyduje o sukcesie o wiele bardziej niż nieuczciwie pozyskane kontakty i uwielbienie.
W obliczu szczerości i prostoty ustępuje nawet największe zło, wspierane jedynie przez nieuczciwość.

Historia Szczęsnych po raz kolejny mnie urzekła, ofiarując mi godziny spędzone w prawdziwie rodzinnej atmosferze.
Gorąco polecam!

____________
Recenzja poprzedniej części


http://shczooreczek.blogspot.com/2013/07/magiczna-cukiernia-kathryn-littlewood.html

sobota, 19 października 2013

Antoś i jeszcze ktoś – Tomasz Jastrun


Tytuł: Antoś i jeszcze ktoś
Autor: Tomasz Jastrun
Wydawnictwo: Czarna Owieczka
ISBN: 978-83-63010-33-1
Cena: 29,90 zł
Przed Państwem Antoś.
Któż to taki? Dziesięciolatek z głową pełną szalonych pomysłów!
W jego realizacji dzielnie wspierają go szkolni koledzy, jak i rodzice – choć ci raczej nieświadomie. Ich wypowiedzi niejeden raz stanowić będą dla dorastającego rozrabiaki inspirację nie do przecenienia.
Antoś na nudne życie narzekać nie może – sami się zresztą przekonacie. A że ma świadomość pustki życia dorosłych, postanawia urozmaicić nam kilka chwil i podzielić się swoimi niezwykłymi perypetiami. Czyni to za pośrednictwem pamiętnika, w którym skrupulatnie zapisuje co ciekawsze przygody i przemyślenia. Czyni to nie tylko z wielką prostotą języka charakterystyczną dla swojego wieku, ale przede wszystkim z wielką dbałością o przekomiczne detale, mogące rozbawić nawet najpoważniejszych dorosłych.
Antoś przedstawia wydarzenia ze swojego życia z uroczą, dziecięcą naiwnością, często przekręcając wiele znaczeń i nadinterpretując [lub odczytując arcydokładnie] co drugie wydarzenie.
W pierwszym tomie [bo jak rozumiem będzie ich więcej] swoich przygód bohater całkowicie oddaje się opisowi rzeczywistości szkolnej, która dominuje także jego życie poza nią.
Komentuje zachowania kolegów i koleżanek z klasy, z którymi udaje mu się przeżyć nawet najbardziej niewiarygodne przygody.
Tak dla przykładu: ze Stefkiem próbowali zostać zawodowymi tenisistkami, do czego przystosować mieli ich ojcowie, od dawna urządzający sobie amatorskie turnieje. Skończyło się bójką, niezrozumieniem, poniszczonymi rakietami i wnioskiem o wyższości gimnastyki artystycznej nad innymi dyscyplinami sportowymi.
Innym razem Antoś ze znajomymi chciał pojeździć windą, a w konsekwencji zgubił babcię. Jeszcze kiedy indziej o mały włos zmumifikował mysz, a niewiele wcześniej pozbawiony został wyrostka robaczkowego. Nie wspomnę już o strajku przeciwko zwolnieniu Pana Stopka! To dopiero była przygoda na szeroką skalę!

Jak widzicie, dzieciństwo to niezwykle zabiegany czas. Człowiek nie ma kiedy odpocząć, bo za rogiem wciąż czają się nowe historie warte przeżycia i opisania.
A my? Nam już jedynie pozostaje czytać o tych niebywałych perypetiach i zazdrościć czasu młodości.
Dziesięć lat! Co to był za wiek!


Zapraszam do Antosiowego świata;)


piątek, 27 września 2013

Odessa i tajemnica Skrybopolis – Peter van Olmen


Tytuł: Odessa i tajemnica Skrybopolis
Autor: Peter van Olmen
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 978-83-237-5394-0
Ilość stron: 464
PREMIERA 9 PAŹDZIERNIKA

Tytułowe Skrybopolis, to nic innego, jak kolejne literackie miasto książek.
Różne jednak od Moersowskiego Księgogrodu, bowiem zrzeszające w swoich murach wielkich artystów i ich muzy. Miastem rządzi Rada Nieśmiertelnych, składająca się z najpotężniejszych pisarzy świata, której przewodniczy Szekspir – największy z wielkich.
Ów twórca lata temu przyjaźnił się z drugim co do wielkości autorem – Mabarakiem, a obaj wraz z muzą Kaliope tworzyli trójkąt idealny. Niestety, przyjaciel Szekspira stał się rządny sławy większej, pragnął władzy nad światem, chciał wykreować rzeczywistość sobie poddaną, toteż zaproponował stworzenie Księgi Ksiąg – Księgusa, do czego po wielu pertraktacjach przekonał resztę Rady. Szybko okazało się, że decyzja była błędem, bowiem Mabarakowi zależało nie na szczęściu ludzi, lecz własnej chwale. Decyzją zgromadzenia pisarz został wygnany ze Skrybopolis. W międzyczasie muza Kaliope musiała zbiec. Osiedliła się w niezwracającym uwagę mieście i przybrała imię Bożena.
Tam też od lat wychowywała córkę i na długie godziny zamykała się w doskonale chronionej bibliotece, do której wstępu zabraniała nawet Odessie – swojej pierworodnej.
Gdy pewnego dnia, Bożena zostaje uprowadzona, dziewczynka rusza jej na ratunek.
Towarzyszy jej nieprzeciętny Lode A. Przed bohaterką staje szereg wyznań, a skrywane dotąd tajemnice wychodzą na jaw, całkowicie transformując jej życie.
Język powieści jest prosty, bohaterowie wcale nie skomplikowani, raczej stworzeni wedle powszechnie akceptowanych schematów: mamy dobrego, mamy szwarccharakter, który kiedyś też był dobry, mamy zdrajców, mamy wybawicieli, mamy wędrówkę.
Peter van Olmen odwołuje się do tradycyjnych chwytów: wyjście Odessy z dzieciństwa to prawdziwy exodus w dorosłość, w nowe życie, a jej podróż mająca wyzwolić matkę, to tak naprawdę powolne odkrywanie własnej tożsamości.
Niestety, puentę książki, ojca Odessy wytypowałam już po kilkudziesięciu stronach, co sprawiło, że z dużą niecierpliwością reagowałam na jej pełne naiwności wypowiedzi i mrzonki. Co tu dużo kryć – denerwowała mnie.
Książka ta to prawdziwa sinusoida – obok wydarzeń nużących, rozwlekłych, pojawia się gros fabularnych zawiłości, które wciągają i skupiają uwagę. Wielkim plusem powieści jest tematyka, wobec której niewielu czytelniczych zapaleńców będzie potrafiło przejść obojętnie. Nie znam bowiem drugiej książki, w której pojawiałby się zarówno Szekspir, Flaubert, Dostojewski, Kafka, siostry Bronte, Odyseusz, Orfeusz, Holmes, Poirot, Hamlet, Otello, a nie byłby to słownik literatury.
Dla młodego czytelnika, publikacja ta może być nie tylko niezwykłą wędrówką szlakiem bohaterów, ale też źródłem podstawowej literackiej wiedzy, ubranej w strojne przygody. To swoiste kompendium gromadzące w sobie najlepsze książkowe perły. To rewelacyjne i niezwykle humorystyczne zestawienie ze sobą detektywów wszechczasów, mających współpracować, co z kolei precyzyjnie ukazuje różnice w ich metodach postępowania. Olmen gra słowami, wyciąga je z ich powszechnych użyć.
Skarbem tej książki jest Lode A. – bohater dumny, rozśmieszający mnie do łez złośliwymi przytykami. Kim jest dokładnie – nie zdradzę. Powiem jednak, że to drobna postać o ogromnym sercu i odwadze.
Olmen stworzył prawdziwie intertekstualny koktajl: w jego powieści czuć inspirację Tolkienem [ogromną i wszelaką], Rowling i jej Turniejem Trójmagicznym, Funke i jej wyciąganiem bohaterów z książek oraz wtłaczaniem ich z powrotem. To osobliwy popis znajomości najbardziej kultowych tekstów literackich, zaproszenie do gry w odnajdywanie źródeł. Świetna zabawa, otwierająca spore możliwości badawcze.
To dla mnie właśnie taka książka-teleturniej. I do poczytania, i do sprawdzenia się.
Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych części serii.

środa, 19 czerwca 2013

Mężczyzna w brązowym garniturze – Agatha Christie


Tytuł: Mężczyzna w brązowym garniturze
Autor: Agatha Christie
ISBN: 978-83-245-9297-5
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 280




Jakże przyjemnie jest zatopić się  w kolejnej powieści Agathy Christie, która od lat zaspokaja moje potrzeby przeczytania tradycyjnie skonstruowanej, a przede wszystkim dobrej książki.

Mężczyzna w brązowym garniturze, to historia, w której nie pojawia się ani Poirot, ani Marple. Dochodzenie prowadzone jest przez amatorkę –Annę, która od zawsze marzyła o prawdziwej przygodzie. Za wszelką cenę starała się wyjść jej naprzeciw, aż pewnego dnia została świadkiem śmierci mężczyzny. Śmierci, będącej wynikiem wypadku, a mimo to w jakiś sposób niepokojącej. Do poszkodowanego podbiega mężczyzna, podający się za lekarza, który to podczas „badania” zmarłego, gubi pewien świstek z zapisanym ciągiem cyfr. Anna wiedziona instynktem, postawia za ostatnie pieniądze wyruszyć w rejs do Afryki, gdzie zamierza przeprowadzić własne śledztwo, usprawiedliwiając się dziennikarską pasją.
Na statku spotyka wielu fascynujących, ale też ekscentrycznych pasażerów: panią Blair, sir Eustachego, Pagetta, Race’a, Rayburna, i in. Wśród nich prawdopodobnie znajduje się morderca, jednak znalezienie go będzie o tyle trudne, że każdy z nich podaje się za zupełnie inną osobę. Przy okazji Anna dowiaduje się, że przygoda, w którą się wplątała, zaczęła się o wiele wcześniej niż na stacji, na której doszło do wypadku, a u jej źródła leżą diamenty…

Mogę zdradzić, że od diamentów i śmierci, Anna przejdzie do prawdziwej miłości, narodzonej w samym sercu Afryki.
Po raz kolejny Christie nie zawodzi. Co prawda nie jest to kryminał, lecz raczej powieść przygodowa, z wątkiem sensacyjnym, a także miłosnym w tle, ale w takim gatunku autorka również poradziła sobie fenomenalnie. Przygoda wciągnęła mnie na tyle, że od powieści nie mogłam się oderwać, a śledzenie losów tej niezależnej kobiety stało się idealnym pomysłem na popołudnie. Żar lejący się z nieba, pozwolił mi jeszcze intensywniej wyobrazić sobie warunki afrykańskie.:)
Polecam!

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece:

 

środa, 29 maja 2013

Reckless. Nieustraszony – Cornelia Funke


Tytuł: Nieustrasozny
Seria: Reckless
Autor: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323756552
Ilość stron: 472



Historia Jakuba rozpoczyna się na długo przed tym, nim jego ciało skalane zostało ćmą podarowaną przez nimfę, której ukradł imię. Jego przygody sięgają daleko wstecz, do czasów, gdy jedynie obserwował własnego ojca wymykającego się do świata fantazji. O losach tych traktuje tom wcześniejszy serii – Kamienne ciało – i to jego lektura zaskarbia sobie sympatię czytelników, którzy po Nieustraszonym oczekują czegoś równie dobrego, a otrzymują – o wiele więcej.

W części tej, Jakubowi przyjdzie się zmierzyć z klątwą rzuconą na niego przez Czerwoną Nimfę. Ćma, którą ta wyryła na jego sercu, staje się widzialnym znakiem odbierania przez nią swojego imienia, które Reckless odkrył, podejmując próbę ratunku brata. Gdy ostatnia litera zniknie, wraz z towarzyszącym temu wydarzeniu przeraźliwym bólem, Recklessowi przyjdzie pożegnać się z życiem, którego tak kurczowo się trzyma. Nie tracąc czasu na myślenie o nieuchronnie zbliżającej się śmierci, bohater postanawia po raz kolejny wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić wszystko, co tylko będzie w jego mocy, by zdjąć z siebie jarzmo klątwy. Wraz z Lisicą, która cierpi na równi z nim, postanawia odnaleźć skuteczne antidotum, zapewniające im uwolnienie się od lęku przed nieuniknionym.
Wydaje się, że dla łowców skarbów takich jak ta dwójka, nie będzie to stanowiło żadnego problemu. I owszem, udaje im się zdobyć zarówno wodę z zaczarowanej studni sułtana, jak i krew nordyckiego dżina, okazuje się jednak, że żaden ze zdobytych środków nie spełnia oczekiwań i nie zdejmuje ciążącej nad Recklessem klątwy. Bohaterowi pozostała już tylko jedna możliwość – musi dołożyć wszelkich starań, by znaleźć się w posiadaniu legendarnej kuszy, która zdolna jest jednym starzałem unicestwić całe armie lub też… przywrócić życie zmarłemu. Mimo że jest ona pragnieniem wielu, do tej pory nikomu nie udało się jej zdobyć.
W pogoni za tak drogocennym skarbem wyruszają także przeciwnicy Jakuba, którzy pragną jej dla własnych celów. Rozpoczyna się wyścig, w którym stawką jest życie.  

Autorka po raz kolejny maluje barwną krainę postaci i przestrzeni baśniowych, zabiera czytelnika w specyficzny świat swoich bohaterów, w którym panują takie same prawa, jak w znanych nam miejscach – prawo silniejszego, sprytniejszego, mającego więcej znajomości czy też pokaźniejszy majątek. Pisarka zdaje się raz po raz przypominać o tym, co w życiu najważniejsze – przyjaźni, miłości, poświęceniu dla drugiego. Jej postacie skonstruowane są w taki sposób, że czytelnik z łatwością może się z nimi utożsamić, przeglądając się w ich zachowaniach niczym w zwierciadle. Przeniesienie wydarzeń do innego świata, to jeden z najbardziej charakterystycznych motywów w książkach tej niemieckiej pisarki. Rolę wrót pełnią u niej to książki, to lustra, symbolizujące dokładnie to samo – odbicia myśli i marzeń czytelnika, jego pragnienia o lepszym świecie, o doskonalszym życiu. Stosowanie tego zabiegu, to jeden z elementów, które sprawiają, że w książkach Funke można się prawdziwie rozkochać i zatracić. Budując światy naszych marzeń, porywa nas ona z szarej codzienności do niezbadanych miejsc, w których wiele zależy od pomysłowości i współpracy z drugim człowiekiem, w którym panuje odwieczna walka dobra ze złem. Cały ten sztafaż wcale nie prowadzi do prostych, czarno-białych rozwiązań. Wiele w tekście tym niepewności, winni nie zawsze od razu ponoszą karę, dobrym nie zawsze sprzyja szczęście. Funke zaspokaja zapotrzebowanie czytelnika na potyczki w innym wymiarze, w świecie mieniącym się tysiącem barw, przestrzeni, której patronuje przygoda i nic nie jest jasne od samego początku. Autorka jest ambasadorką nieposkromionej wyobraźni, a jej ksiązki są jedynie impulsem do dalszych wędrówek w świecie fantasmagorii.
Polecam, polecam, polecam! Lepsza niż poprzednia i – mam nadzieję – nieco gorsza od kolejnej:)

________________________
Muszę się również pochwalić, że fragment mojej recenzji znalazł się na okładce tej książki:) Było to dla mnie wielką niespodzianką, ale też ogromnym wyróżnieniem. Nic lepszego niż obecność nazwiska Funke obok mojej opinii nie mogło mnie spotkać! A to dlatego, że lata temu, za sprawą Atramentowej serii, autorka rozpaliła do czerwoności moją namiętność do czytania:) Lektura tych książek była dla mnie jakimś punktem zwrotnym, więc to wyróżnienie ma dla mnie znaczenie podwójne i baaardzo symboliczne. Ogromnie się cieszę i ślicznie dziękuję Wydawnictwu Egmont!:)






Recenzja poprzedniego tomu:
 

niedziela, 24 marca 2013

Intryga małżeńska - Jeffrey Eugenides


Tytuł: Intryga małżeńska
Autor: Jeffrey Eugenides
ISBN: 9788324021208
Wydawnictwo: Znak
Cena: 39,90zł
Ilość stron: 496



Nie jestem przekonana czy uda mi się znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić to, co kłębi się w mej głowie po lekturze tej nieprawdopodobnie dobrej powieści.

Madeleine, Leonard i Mitchell właśnie kończą studia, stając przed czasem trudnych decyzji dotyczących przyszłego życia. Ich sytuacja wydaje się być tym silniej skomplikowana, że połączyło ich coś w rodzaju nierozerwalnej relacji. Mitchell od zawsze kocha Madeleine, która zdaje się widzieć w nim jedynie dobrego przyjaciela. Ona zaś pokochała Leonarda – geniusza cierpiącego na zaburzenia afektywne dwubiegunowe.
Chwile wzmożonej aktywności i pobudzenia umysłowego, przeplatają się u niego z wydłużonym czasem depresji i stagnacji. Wskutek choroby plany Leonarda ulegają zmianie, a wizja świetlanej przyszłości coraz częściej wydaje się jedynie mrzonką.
Mitchell z kolei, to młody mężczyzna pasjonujący się religiami, który postanawia wyruszyć w podróż po Europie, USA i Indiach, by odnaleźć siebie i określić swoje miejsce w świecie.
To od Madeleine zależy, jak potoczą się losy tej trójki – młodych ludzi z marzeniami i perspektywami; całkowicie rożnych, a jednak w jakiś sposób połączonych czytanymi przez siebie lekturami i niekończącymi się rozmowami.
Źródło
Intryga małżeńska, to wciągająca i doskonale skonstruowana opowieść, w której zapach książek i głośno cytowane słowa teoretyków i klasyków literatury mieszają się z wykrzyczanymi w złości i przypływie kąśliwej złośliwości epitetami. Historia miłości i dojrzewania do niej, bogata analiza psychologiczna człowieka borykającego się z kliniczną depresją, a także ludzi, którzy mu towarzyszą, wędrówka przez religijny miszmasz świata – to tylko próbka tego, co znajdziecie w tej wielopłaszczyznowej opowieści, którą czyta się z nieporównywalną do niczego zachłannością.


Jeffrey Eugenides wykonał kawał dobrej roboty, tworząc perełkę literacką o ogromnej sile. Intryga małżeńska to historia rozpalająca wyobraźnię i utwierdzająca w przekonaniu, że współcześni powieściopisarze mają jeszcze wiele do powiedzenia. To opowieść o szukaniu samego siebie, opieraniu życia na ideałach i niespełnionych marzeniach, wreszcie – o dorastaniu do wzięcia życia we własne ręce, której narracja jest niewymuszona i wzbija się wysoko ponad przeciętność. Autor w nieprzyzwoicie dobry sposób operuje dramaturgią i gra na ludzkich emocjach, wykorzystując przy tym wszelkie możliwości jakie daje analiza psychologiczna. Ponadto wciąga czytelnika w korowód postaci i wydarzeń, a nierzadko i pikantnych szczegółów. U Eugenidesa połączenie wątków Matki Teresy i scen łóżkowych w żaden sposób nie powoduje dysonansu. Wręcz przeciwnie – wskazuje na różnorodność i barwność postaci, a także na ich ciągłe poszukiwania i trwanie w drodze do samopoznania i odnalezienia własnego miejsca w świecie.
Pisarz posłużył się słowem w sposób tak przemyślany, że mimo zachowania narracji trzecioosobowej wykreował świat, w którym mamy do czynienia z intymnymi ludzkimi spowiedziami, gdzie bohaterowie obnażają swoje myśli i uczucia, otwierając się przed czytelnikiem i wskazując na to, co najsilniej ich dotyka.
Przy tym wszystkim nad powieścią tą unosi się duch semiotyki w ujęciu Barthesa, Derridy, Eco – wisienka na torcie dla wszystkich filologów – oraz duch literatury. To książka, na którą składają się inne książki, obfitująca w nazwiska i tytuły, stanowiące dla oczytanych doskonały odautorski prezent. W kontekście tytułu i całej tradycji intryg małżeńskich, Eugenides wyrywa się pewnym schematom. Cała książka przypomina uwspółcześnioną wersję tradycyjnych, znanych z wiktoriańskich powieści zachowań i zabiegów towarzyszących marriage plot, jednak zakończenie jest formą buntu – przekreśleniem znanego i wyjściem w nieznane, skądinąd zagraniem doskonale pomyślanym. Ciekawostką jest, że powieść ta zawiera elementy autobiograficzne.
Intryga małżeńska jest dopieszczona pod każdym względem. Wspaniała, pozostawiająca w czytelniku pewną dozę niezaspokojenia, przez co jeszcze silniej uzależnia i sprawia, że myśli się o niej na długo po skończonej lekturze.  Znakomita!

Mole książkowe, KONIECZNIE czytajcie Eugenidesa! Absolutny majstersztyk!


___
Zapraszam do zaglądania na polski oficjalny fanpage autora: klik.

niedziela, 3 marca 2013

Bibliofilska arkadia - Miasto Śniących Książek


Tytuł: Miasto Śniących Książek
Autor: Walter Moers
ISBN: 978-83-7659-070-7
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2006



Już z daleka czuć jego zapach. Pachnie starymi książkami. Tak, jakby otwarto drzwi gigantycznego antykwariatu; tak jakby podniosła się z  niego burza czystego książkowego kurzu i wraz ze zgnilizną miliona zbutwiałych foliałów wionęła nam w twarz. Są ludzie, którym nie odpowiada ten zapach(…). Trzeba przyznać – to nie jest  przyjemny zapach, jest beznadziejnie nienowoczesny, ma związek z rozkładem i rozpadem, z przemijalnością i pleśnią, ale jest w nim i coś innego. Lekka nuta kwasu, przypominająca woń drzewek cytrusowych. Podniecający zapach starej skóry. Ostre, inteligentne perfumy czernidła drukarskiego. I w końcu, przede wszystkim, jest w nim uspokajający zapach drewna.[1]

Miasto Śniących Książek, to jedna z tych lektur, do których każdy mol książkowy zasiada z największą ciekawością i przyjemnością.
Powieści autotematyczne, biorące sobie za przedmiot opowieści świat książek, bibliotek, miast po brzegi wypełnionych zapisanymi stronicami i literackimi bohaterami, to jedne z moich ulubionych. To przelanie na papier marzeń i wyobrażeń o świecie idealnym. Walter Moers ma niebywały talent do tworzenia oszałamiająco dobrych scenariuszy, napisanych jakby z myślą o miłośnikach czytania. Miasto Śniących Książek, to przestrzeń, w której chciałoby się znaleźć wielu. Ubogacenie książki szkicami przedstawiającymi domowników tego najbardziej przyjaznego książkom miasta oraz spektakularne widoki jakie możemy w tymże spotkać, to wielki ukłon w stronę czytelnika spragnionego takich scenerii na co dzień.

Ad rem. Przedmiotem opowieści jest Księgogród. Brzmi fantastycznie, prawda? W miejscu tym na każdym rogu czai się antykwariat, w którym możemy nabyć wyjątkowe egzemplarze najbardziej rozchwytywanych książek, ale także tych od wieków zapomnianych – najczęściej w bardzo korzystnych cenach. To miejsce, w którym książka stanowi monetę obiegową, wyłania się zza każdego rogu, czyniąc ową przestrzeń siedliskiem łowców zaginionych egzemplarzy, jak i prawdziwych bibliofilów.
Dla czytelnika to raj, ale też – pułapka. Znacie to z własnego doświadczenia: ile razy udało Wam się przejść obojętnie obok wystawy kuszącej promocjami i egzemplarzami wspaniałych, od lat poszukiwanych przez Was książek? No właśnie. Wyobraźcie sobie teraz, że znaleźliście się w miejscu, które oferuje Wam wszystko to, co zawsze chcieliście przeczytać. Wszystko. Dodatkowo znajdziecie tu pisarzy, znawców literatury, przekąski inspirowane powieściami lub przypominające konkretne woluminy. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod miastem bowiem, ciągną się niezliczone korytarze katakumb po brzegi wypełnionych książkami i… ich łowcami.



Hildegunst Rzeźbiarz Mitów to młody smok, którego przeznaczeniem jest poezja i jej tworzenie. Wczesne lata jego życia, to ciąg przygotowań do pełnienia zaszczytnej roli poety. Każdy młody smok, oddany zostaje pod opiekę przewodnika. Dla Hildengusta był nim Dancelot – jego wuj. Miał on wielki problem z przelewaniem swoich natchnionych myśli na papier. Napisał książkę, której jego podopieczny nie znosił, a która miała jeszcze okazać się dla niego wielką niespodzianką. Wuj smoka zmarł i nie zdołał nauczyć go wszystkiego. Na łożu śmierci przekazał w jego ręce tajemniczy rękopis – ledwo kilkustronicowe opowiadanie, nieznanego autorstwa, które całkowicie zachwyciło Dancelota i diametralnie odmieniło jego życie. Rękopis ów, to kwintesencja tego co w sztuce pisarskiej najważniejsze, to świadectwo geniuszu i potęgi tworzenia. Tyle wartościowe, co śmiertelnie niebezpieczne.
Hildengust, niesiony przeczuciem, postanawia odnaleźć autora owego rękopisu. W tym celu udaje się do Księgogrodu, który całkowicie go pochłania, czyniąc jego życie niezwykle barwnym.

Książka Moersa to spełnienie naszych najskrytszych marzeń, wymykające się skatalogowaniu jej jako typowej baśni czy fantasy. Książki kąsają, atakują, pełzają, skaczą,uciekają, bronione są przez zastępy wymyślnych stworzeń, a każdy mieszkaniec miasta, nawet ten najbardziej skorumpowany, dąży do zdobycia najbardziej pożądanych rękopisów. Książkogrodem rządzi książkobiznes. Nie sposób przemknąć się ulicami miasta, nie słysząc co rusz fragmentu ulubionej książki, nie sposób unikną widoku pisarza w akcie twórczym.
Wyobraźnia Moersa to ocean rewelacyjnych pomysłów. Jego zdolność do kreowania wyjątkowych postaci stanowi jeden z największych atutów książki. Pomysły na bohaterów, sposób ich przedstawienia, ich cechy, nawyki – autor wykonał kawał dobrej roboty. Wystarczy wspomnieć, że narratorem powieści jest początkujący pisarz – dinozaur.
Doskonałym pomysłem pisarza, a zarazem kolejnym ukłonem w stronę czytelnika były literackie zagadki umieszczone na kartach książki – imiona wielu bohaterów to anagramy nazwisk wielkich twórców. Mamy więc szansę podjąć wyzwanie i odgadnąć o kim tak naprawdę mowa.
Ta książka to kopalnia zagadek – jedna, pociąga za sobą drugą.  Choć fabuła nie jest skomplikowana, bowiem jest jedynie historią poszukiwania przez głównego bohatera autora najwspanialszego rękopisu jaki kiedykolwiek powstał, świat przedstawiony czyni ją wyjątkową.
To powieść, będąca hołdem złożonym książkom, pisarzom i literaturze. Doskonała rozrywka, prawdziwa przyjemność.
Jedyną wadą, zwłaszcza przy początkowych rozdziałach jest dość nieporadny język. Wpadki składniowe, liczne powtórzenia, naruszony szyk – wszystko to przywodzi na myśl dość nieudolny, uczniowski język. Na szczęście, wraz z rozwojem akcji, także i strona lingwistyczna książki ewoluuje.
Polecam serdecznie!




[1] Walter Moers, Miasto Śniących Książek, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, s.10.