Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sol. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

Nie tylko o łajdakach – Magdalena Kulus


Tytuł: Nie tylko o łajdakach
Autor: Magdalena Kulus
Wydawnictwo: SOL
ISBN: 9788362405312
Ilość stron: 304
Cena: 29 zł

Magdalena Kulus zachwyciła mnie kilka lat temu rewelacyjnym Blondynem i Blondyną i choć jej najnowsza książka nie jest już dziennikiem, lecz powieścią – wzruszeniom, tym razem wywołanych literacką fikcją, a nie doświadczeniami wyrwanymi z życia, nie było końca.
Przyznaję – nie zapowiadało się. Powolna lektura wróżyła odprężającą lekturę o wakacjach od starego życia, jak ją wówczas odczytywałam, a przemieniła się w dzban słów oczyszczających z codziennych emocji, ze złością i smutkiem na czele.
Bohaterką opowieści jest Nastka – dziewczyna, która dotąd nie odcięła pępowiny, nie radzi sobie z dokończeniem pracy magisterskiej, a na dodatek uwikłała się w beznadziejny romans, w który tylko ona zaangażowała się uczuciowo, wciąż będąc wykorzystywaną przez Olka – malarza, traktującego ją jak zabawkę wielokrotnego użytku.
Postanawia ona uwolnić się z pęt niezadowalającej jej codzienności i przenosi się na wieś za Częstochową do rodzinnego domu, z powodu jego wątpliwej urody, nazwanego Maszkarką. W oddaleniu od tego co znane, postanawia zastanowić się nad swoim życiem i przyszłością, a także przepracować smutki oraz udowodnić sobie i innym, że doskonale potrafi sama o siebie zadbać. Wyzwala się z ograniczeń narzucanych jej dotąd przez rodzinę, przyjaciół, uczelnię, a także samą siebie.
Pobyt na wsi od początku nie jest jednak takim, jakim go sobie wyobrażała – krótko po przyjeździe odwiedza ją Olek z jasno sprecyzowanymi zamiarami; rodzice nasyłają na nią całą rodzinną armię, mającą jej doglądać; nieżyczliwy sąsiad daje o sobie znać; plotkarscy mieszkańcy rozsiewają szereg plotek, z których jedna inwencją przewyższa drugą. Na szczęście w całym tym kołowrotku wydarzeń, Nastka poznaje ludzi życzliwych – księdza Grzegorza, angażującego ją w przygotowanie dzieci do Komunii; chorego Tomka i jego rodzinę, która choć niewolna od trudnych doświadczeń, nie poddaje się zwątpieniu, zawsze mając czas dla siebie nawzajem i wreszcie – Juliana, starszego od niej o dwadzieścia dwa lata skrzypka, który choć utracił żonę oraz dziecko dziś spełnia się w zespole.

Nie tylko o łajdakach, to historia o poszukiwaniu samego siebie, wewnętrznym dojrzewaniu, pogoni za miłością i szczęściem, odcięciu pępowiny i wchodzeniu w dorosłość powolnym rytmem wsi, nie zaś pędem miejskim, przy której raz po raz będzie się uśmiechać pod nosem i ronić łzę – kalejdoskop uczuć jest w nią bowiem wpisany.

Jeśli wciąż się wahacie niech zachęci Was stwierdzenie, że to najlepszej jakości polska powieść obyczajowa, dzięki której występujące w niej w obfitości słońce, czułość, troska o drugiego i miłość do zwierząt oraz ludzi emitowane są za pomocą  nieznanego mi rodzaju transmisji wprost do głowy i serca czytelnika. Ciepła, ujmująca i podnosząca na duchu opowieść, ucząca pokory, cierpliwości, podkreślająca siłę przyjaźni, miłości, a przy okazji pokazująca jak łatwo w życiu zgorzknieć i co robić, by do tego nie dopuścić – na przekór niepowodzeniom i przytłaczającego nas ogromu cierpienia, którego na co dzień doświadczamy w postaci chorób, śmierci lub utraty bliskich osób, nałogów w rodzinie, rozpadów związków i in. Kulus za sprawą swojej książki na powrót wlewa w serca czytelników nadzieję i pragnienie, by niestrudzenie podążać swoją drogą do szczęścia, na której z pewnością spotkamy wielu życzliwych ludzi, jeśli tylko zechcemy się na nich otworzyć.
Autorka ta jak żadna inna polska pisarka, potrafi mnie tak dobitnie przekonać, że życie po prostu jest piękne – z wszystkimi jego ograniczeniami i trudami. Przy tym wszystkim jest tak prostolinijna, nie ucieka się sztucznie do wyszukanych fraz, przytacza fragmenty poezji idealnie odzwierciedlające nastroje w książce, że  aż nie sposób jej nie uwierzyć. Polecam - na osłodę!

Relacja ze spotkania autorskiego tutaj.
Recenzja poprzedniej książki Magdaleny Kulus po kliknięciu:
http://shczooreczek.blogspot.com/2011/08/blondyn-i-blondyna-magdalena-kulus.html?q=blondyn+i+blondyna

poniedziałek, 7 lipca 2014

Czerwiec w książkach





Wakacje w pełni i choć życie nadal mnie, i moich bliskich nie rozpieszcza, gdy tylko odrobina relaksu wyciszenia i namiastka szczęścia czają się za rogiem, to natychmiast ulegają zniwelowaniu, a większość wyjazdów musiała przez to zostać odwołana, spróbuję osłodzić sobie ten trudny czas podróżami literackimi - a tych na pewno mi nie zabraknie. Sami zobaczcie;)



Grand
Ofiara [recenzja]
W matni [brak na zdjęciu, powędrowała w świat, recenzja]
Wykolejony [brak na zdjęciu, powędrował w świat, recenzja]
Ćwiartka raz [czyta się, świetna!]
Bostończycy
Kupa kultury. Przewodnik inteligenta
Mocni w Duchu Świętym [brak na zdjęciu]
Vietato fumare [recenzja, e-book]
Sekret mojego męża [czyta się, e-book]
Nie tylko o łajdakach
Drzewo migdałowe [recenzja]
Ujarzmienie [recenzja]
W krainie czarów
Dom na plaży [recenzja]
Rycerz widmo [recenzja]
Dziewczyna, która sięgnęła nieba
Kameliowy ogród
Sońka


Coś dla siebie widzicie?:)

czwartek, 14 listopada 2013

Na wysokim niebie – Danuta Awolusi


Tytuł: Na wysokim niebie
Autor: Danuta Awolusi
Wydawnictwo: SOL
ISBN: 978-83-62405-30-5:
Cena: 29 zł

Do napisania czegokolwiek o tej książce zasiadałam już kilkakrotnie – każdorazowo bez efektu.
Myśli kotłujące się w mojej głowie po lekturze nie pozwalają mi na ich uporządkowanie.
Choć Na wysokim niebie, to lektura niezbyt długa, dostarcza przeżyć tak silnych, że nawet skreślenie paru linijek na jej temat, wymaga ogromnego wysiłku i siły woli.

Ania to dziewczynka, która ma wszystko o czym każdy z nas marzył w jej wieku – wolność, swobodę w chodzeniu gdzie chce i kiedy chce bez wypytywania. Mimo że chodzi dopiero do podstawówki, rodzice do niczego jej nie zmuszają – na wszystko się zgadzają, nie ingerują w jej życie, nie zadają krępujących pytań, podczas gdy rodzice jej rówieśników namiętnie trzymają ich blisko siebie, notorycznie się zamartwiają, dbają o nich, pytają o każdy szczegół ich życia, interesują się gdzie i kiedy będą.
Niestety, na pozór idealne życie Ani, wcale takie nie jest. Tęskni ona do zdrowych relacji, których nie ma i których brak próbuje sobie zrekompensować, zamykając się w świecie książek. To w nich szuka matczynej i ojcowskiej miłości, zainteresowana, opieki i czułości.
W szkole nie idzie jej najlepiej – zupełnie nie interesuje się ona nauką, a rówieśnicy nie tylko od niej stronią, ale także ją szykanują. Powodów mają, jak się zdaje, wiele. Ania nie dość, że pochodzi z biednej rodziny, to jeszcze dawno temu powzięła decyzję o tym, by się nie myć i niezbyt często przebierać. Rodzice nie zwracali uwagi na smród i brud, który nieodłącznie jej towarzyszył, za to klasowi koledzy za punkt honoru postawili sobie naigrywanie się z niej  tego właśnie powodu. Dziecięca brutalność osiągnęła w jej klasie najwyższy poziom.
Litość i obrzydzenie – dwa typy zachowań, którymi obdarowywali ją otaczający ludzie.

Nie dziw, że Ania zamykała się w świecie fantazji, w którym każdy, nawet tej najbardziej niepozorny, może wszystko. Jej ulubioną serią stała się saga o Harrym Potterze, który tak jak i ona nie miał łatwego życia, a mimo to wyrósł na dobrego czarodzieja i wspaniałego człowieka.
Towarzyszką jej niedoli, jedyną osobą, która nie zwracała uwagę na jej biedę i wygląd, była młoda bibliotekarka – Pani Sabina. Z nią też nawiązała Ania serdeczną nić porozumienia, ona otworzyła dla niej zupełnie nowe światy – nie tylko literackie. Za jej sprawą, dziewczynka zaczęła otwierać się na innych i zupełnie inaczej postrzegać siebie i otaczającą rzeczywistość. Pani Sabina stała się jej rodziną, jedyną ciepłą i dobrą towarzyszką życia. To dzięki niej i jej wsparciu, w życiu Ani pojawili się nowi przyjaciele – Pan Maksymilian, Tobiasz i jego rodzice.

Na wysokim niebie, to powieść o walce o godne życie pełne miłości. Danuta Awolusi zbudowała historię traktującą o znaczeniu dobrych ludzi, których spotykamy na swojej drodze, o braku przypadków i potędze potencjału. Opowieść ta wzbudza nadzieję na o, że mimo kiepskich warunków wzrastania, nie jesteśmy skazani na porażkę i powielenie losów rodziców. Mimo braku miłości w gnieździe rodzinnym, nie jesteśmy zmuszeni do oziębłości w dorosłości. To słodko-gorzka historia o wykorzystanych szansach, panorama życiowych wzlotów i upadków, prowadzących do wypracowania silnego charakteru, relacja z poszukiwania rodzinnego ciepła, miłości i przyjaźni.
Choć pełna serdeczności i czułości, jest jednocześnie powieścią rozdzierającą i bolesną. Przerywa ona tamy nagromadzonego cierpienia, buzuje od emocji i gra na ludzkiej pamięci o śmierci bliskich i żałobie po nich.
Niewolna jest od tematów trudnych, to na nich się koncentruje i wokół nich buduje narrację.
Jeśli liczycie na powieść odprężającą, w niej takiej nie odnajdziecie. To lektura o niewyczerpanym źródle nadziei, zbudowanej na udrękach i zgryzotach. Jest niczym ropiejąca rana, pozostawiająca trwałą bliznę na duszy. Burzy rutynę, powoduje mentalne zjednoczenie z bohaterami, których życie i przejścia stają się niejako odbiciem doświadczeń czytelnika, od których zapewne żaden z nas nie jest wolny.
Jest w tej krótkiej powieści pewna onieśmielająca możliwość przeniesienia przejść postaci na życie odbiorcy, zawiera ona bowiem w sobie tak wiele elementów charakterystycznych dla egzystencji  każdego z nas, że identyfikacja jest nie do uniknięcia.
Słowa autorki nie są kojące, lecz przeszywające. Posiadła ona niezwykłą biegłość w posługiwaniu się językiem, jej opowieść oddycha, pulsuje podskórnym rytmem, wdziera się do życia niczym niechciany, bo wyparty gość.
Choć jest to historia konkretnych ludzi i jednostkowych wydarzeń, odnoszę wrażenie, że tak naprawdę stanowi opowieść uniwersalną, w której każdy przeczyta siebie, przejrzy się w niej jak w lustrze.

Brakuje mi słów, by opisać emocje towarzyszące lekturze. Nie chciałabym niczego uronić, choć wiem, że nie sposób zwerbalizować tego, co działo się w mojej głowie i sercu, gdy czytałam tę książkę. Morze łez, gros rozdrapanych ran, przypomnienie o tym, co wyparte i niechciane – takich doświadczeń możecie spodziewać się przy tej książce i na nie musicie być gotowi.
Niezwykle katartyczna, niosąca konieczne oczyszczenie powieść. Trudna i przez to wartościowa.

Polecam ogromnie!

niedziela, 7 października 2012

Dziewczyna z Aniołem


Tytuł: Dziewczyna z Aniołem

Autor: Agnieszka Krawczyk
ISBN:  978-83-62405-27-5
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2012










Agnieszka Krawczyk, to autorka, po której książki zawsze sięgam z największą przyjemnością.
Spójna, przemyślana fabuła, ciekawa historia, a niejednokrotnie także i charakterystyczny humor – to elementy, które znajdziemy w niemalże wszystkich jej książkach.
Tym razem autorka przenosi nas w czasy nieco bardziej odległe, rezygnuje również z humoru na rzecz tajemniczości i niedookreśloności.

Wiosna, 1959 rok, Kraków. Kilku młodych znajomych kierowanych dziwnymi i nie do końca wyjaśnionymi pobudkami, postanawia założyć Brygadę Światła i Mroku, zajmującą się podmienianiem przedmiotów w odziewanych przez siebie domach. Pechowo, zabierając rzecz z domu jednego z członków grupy i umieszczając ją w domu Hornów, uruchamiają machinę, której skutków nie są w stanie przewidzieć. Wplątują się w uwolnienie demonów z czasów wojny, wskrzeszają dawno miniony strach, niepewność i lęk. Zupełnie przypadkowo wyzwalają na nowo pokłady nienawiści i trwogi o własne życie. Sprawę komplikuje morderstwo Iwony Horn – dziewczyny pięknej, choć tajemniczej. Dwójka z członków Brygady jest w niej zakochana, gdy na jaw wychodzi więc, że ta pozornie idealna nastolatka, tak naprawdę narkotyzowała się, prostytuowała z dużo starszymi od siebie mężczyznami i wplątana była w dziwne gierki polityczne, nikt nie potrafi wierzyć już w to co widzi. Kurtyna pozorów zostaje zrzucona, a oni boją się o życie własne i innych. Strach ten determinuje wszystko. Młody bohater, Filip, żyjący słowami Szekspira, wiedział, że tchórzostwo to najgorsza z możliwych tragedii. Miał również świadomość, że przez swój brak odwagi, pośrednio pozbawił życia trzy niewinne osoby.

Co więcej, czasy, w których rozgrywała się akcja, nie były okresem intensywnej pracy policji. Ówczesna milicja nie szukała sprawców autentycznych, lecz sprawców wygodnych. Nie liczyło się prawomocne rozwiązanie procesu, lecz znalezienie „ofiary”, osoby, która do wszystkiego się przyzna i która w oczach opinii publicznej mogłaby uchodzić za wygodnego winowajcę. Prawda się nie liczyła. Ważne było zakończenie procesu wyrokiem skazującym. Na kimkolwiek.

Umiejscowienie wydarzeń w czasach nie tak odległych, a jednak mentalnie zupełnie różnych, było posunięciem bardzo dobrym. Autorka wykazała się sporą znajomością realiów, które opisywała, pracę organów ścigania zaprezentowała autentycznie, a sytuację polityczno-społeczną nakreśliła równie wiarygodnie.
Wartościowy jest także sposób zaprezentowania historii: opowiada ją po wielu latach, będący już w szponach starości Filip. Po wielu miesiącach milczenia, postanawia rozliczyć się z przeszłością i w końcu wyznać wszelkie przewinienia, uciszając tym samym głos sumienia.
Książkę, jak inne powieści autorki, czyta się jednym tchem, mając świadomość tego, że zakończenie może zaskoczyć. Polecam.

Na stronie pisarki odnaleźć można fotografie miejsc, w których rozegrały się najważniejsze wydarzenia: http://www.agnieszkakrawczyk.pl/?p=406 . Zachęcam do wędrówki śladami tej historii.

_____
 Recenzje pozostałych książek autorki:



 

niedziela, 30 września 2012

Nieznane, jedenaste przykazanie


Tytuł: Nieznane przykazanie
Autor: Marek Meissner
ISBN:978-83-62405-25-1
Liczba stron: 353
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2012






Daję ci rozum i wolną wolę – po to, byś umiał decydować o tym, co jest dobre, a co złe.

Te słowa, mające stanowić treść nieznanego dotąd, jedenastego przykazania, ujawnionego przez pewną wschodzącą gwiazdę literatury na kartach jej najnowszej książki, spowodowały niemały zamęt. Bynajmniej nie przez to, że bujna wyobraźnia autora mogłaby stanowić dla kogoś rzeczywiste zagrożenie, a pojawienie się nieznanego dotąd przykazania miało stanowić zaczątek kolosalnych zmian, lecz przez mało precyzyjne tłumaczenie z języka aramejskiego, które stało się pożywką dla żądnych sensacji mediów. One bowiem wokół jednego niefortunnie użytego słowa zbudowały tezę podburzającą autorytet Kościoła.

Sprawa ta jednaj wydaje się wyciszać, gdyby nie fakt nagłego zainteresowania dziennikarzy historią rodziny Greenów, podejrzanie zamieszanej nie tylko w treść wydanej książki, lecz w prawdziwą burzę, rozpętującą się w Rzymie, za przyczyną masowych opętań księży, blisko związanych z Watykanem. Wydaje się, że szatan postanowił uderzyć w Kościół, atakując jego newralgiczny punkt.
Cała sytuacja zostałaby mimo to zamknięta, gdyby nie przypadek. Oto Mark Wells, wzięty dziennikarz, po rozstaniu ze swoją boskiej urody żoną, rozpoczyna pracę jako dziennikarz innego typu – na mocy umowy spełnia każdą zachciankę szefa, pisząc jedynie na tematy, które ten mu podrzuci. Gdy więc pewnego dnia jego zadaniem staje się napisanie artykułu o rodzinie Greenów, rodzinie autora Nieznanego przykazania, bohater wcale nie spodziewa się, że sprawa ta doprowadzi go do niewyjaśnionych tajemnic z Salem, z roku 1692 i bezpośrednio zagrozi jego bezpieczeństwu.

Mężczyzna, wraz z koleżanką po fachu – Carlą – zaczyna odkrywać sekrety skrzętnie wyciszane od lat. Razem wplątują się w aferę światową, są niezamierzonymi widzami opętań, psychomachii, płonących cyrografów, odnajdują  zakopany dzienniczek będący niemym świadkiem licznych rytualnych mordów. Spisek, który odkrywają, a który ma swój początek u końca XVII wieku, stanowi zagrożenie nie tylko dla Kościoła, lecz dla całego świata.
Sprawę utrudnia bezpośrednie zaangażowanie w śledztwo osób podlegających mocy szatana.

Choć książkę tę charakteryzuje wartka akcja, porównywanie jej do beletrystyki Dana Browna jest sporym nadużyciem. Z wielu powodów: przede wszystkim nie jest równie widowiskowa, dzieli je przepaść w sposobie budowania napięcia i stylu narracji, ale także we wprowadzaniu wątków mających zmienić bieg historii. Proza Browna jest spektakularna, choć tworzona pod masę. Tutaj wykonanie jest po prostu poprawne i na miarę polskich realiów. Z pewnością nie jest to tekst pretendujący do mienienia się bestsellerem światowym. Kolejne różnice: Brown skupia się nade wszystko na wplataniu w tok narracji „dowodów” mających bezpośrednio uderzyć w Kościół, powołuje się na autorytety, zdaje się nie tyle kreować świat przedstawiony, ile bezpośrednio wpływać na rzeczywistość za pośrednictwem wątków zawartych w swoich książkach. Marek Meissner jedynie wykorzystuje znany od wieków motyw istnienia czegoś spoza kanonu chrześcijańskiego, nie negując przy tym podstawowych prawd wiary, a jedynie budując wokół stworzonego przez siebie samego wątku, całej fascynującej historii walki o przetrwanie Kościoła na świecie.
Dwie skrajności, które łączą jedynie niektóre elementy, takie jak przynależność gatunkowa.
Pozostaje jednak faktem, że fanom Browna, książka Meissnera również może przypaść do gustu. Z tą różnicą, że zaciekłym przeciwnikom pisarza amerykańskiego – także może się spodobać.
Do kogo zatem skierowana jest ta książka? Na pewno nie dla osób żądnych sensacji nie mających pokrycia w rzeczywistości, lecz dla osób ceniących dobrą intrygę, zagadkę, dzięki rozwiązaniu której nie tylko uratowany zostaje świat, lecz także rodzi się piękne i szczere uczucie.


wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozkoszuj się Winem z Malwiną:)

Tytuł: Wino z Malwiną
Autor: Magdalena Kordel
ISBN: 978-83-62405-26-8
Data wydania: 2012
Cena: 29,90


Uff! Po lekturze tej książki pozostało mi jedynie westchnąć z ulgą – dawno nie zdarzyło mi się czytać powieści, w której działoby się tak wiele w tak krótkim czasie. Przyznaję, przebrnięcie przez kolejne losy mieszkańców urokliwego miasteczka o wdzięcznej nazwie Malownicze, było nie lada wyzwaniem. Pod koniec sama nie wiedziałam już od czego się zaczęło i jakich jeszcze rewelacji mogę się spodziewać nim odłożę książkę na półkę.
Wino z Malwiną, to opowieść o dalszych perypetiach Majki, bohaterki Okna z widokiem, właścicielki pensjonatu Uroczysko, nauczycielki języka polskiego w miejscowej szkole oraz osoby o wielkim sercu.
Po jej przygodach opisanych w poprzedniej części, jej aktualne życie można by uznać za ustabilizowane. Po życiowych zakrętach w końcu odnalazła miłość, prawdziwą przyjaźń i od dawna poszukiwany spokój.
Można by, ale niestety wcale takie nie jest. Wszystko, co wydawać by się mogło niezmienne i stabilne, nagle lega w gruzach. A cichym sprawcom całego zamieszania staje się przyjazd pewnej Niemki, nie Niemki. Jej pojawienie się w Malowniczym staje się praprzyczyną nieporozumień, niedomówień i niemałych kłopotów, z których Majka będzie musiała wyjść obronną ręką. Mało tego, wraz z przyjazdem tajemniczej osoby do miasta, skumulowało się pojawienie innych indywiduów – tajemniczej ciotki Rozalii, podejrzanej o ucieczkę z domu starości; gościa wymagającego specjalnej uwagi – Bronka; nowej nauczycielki polskiego miłującej ekstrawagancję i niegrzeszącej powalającą inteligencją, a także wielu, wielu innych.
Majka, będzie musiała po raz kolejny postawić swe dobre serce przed wielką próbą życzliwości i chęci niesienia pomocy. W jej domu będzie radośniej o jedenaście szczeniaczków, jej córka rozwinie swą pasję do nieopisanych rozmiarów, a nad związkiem bohaterki pojawią się burzowe chmury.
To jednak tylko część przygód,; tak - właśnie przygód; które przeżyje Majka. Wraz z nią możemy uważnie śledzić losy Malowniczego, które dalekie jest od wymarzonej spokojnej mieściny, w której warto osiąść na starość jeśli chce się w ciszy przeżyć emeryturę. 
Wino z Malwiną, to idealna powieść na lato – pogodna, radosna, humorystyczna, pewna przedziwnych splotów wypadków, doskonale współgrająca z wakacyjną atmosferą rozluźnienia i poszukiwania przygody.  Atrakcji w Malowniczym jeszcze długo nie zabraknie! Dajcie się zaprosić na tę niezwykłą podróż!

Recenzja Okna z widokiem.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Co ma spaghetti do szkieletu?


Tytuł: Miłość, szkielet i spaghetti
Autor: Marta Obuch
ISBN: 978-83-62405-24-4
Data wydania: 11/07/2012
Cena detaliczna: 29.9 zł
Nie od dziś wiadomo, że życie pisze najciekawsze, a często zarazem najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Nikogo więc nie dziwi już gdy ktoś opowiada nam historię, które wydają się nie mieć podłoża w rzeczywistości, a  która mimo to wcale nie jest zmyślona. Inaczej rzecz ma się z książkami: tutaj usilnie poszukujemy realizmu, często o wiele większego niż ten, który gotuje nam codzienność.
W życiu jednej z bohaterek książki Miłość, szkielet i spaghetti dochodzi do wydarzeń, które z powodzeniem można by uznać za wymysł jej wyobraźni. Zatrudnia się ona w domu włoskiego biznesmena, który nie szczędzi jej grosza. Początkowo miała jedynie sprzątać, szybko jednak okazało się, że w zakres jej obowiązków wchodzi także gotowania. I to bynajmniej nie dla jednej osoby, ale dla sześciu rosłych mężczyzn wychowanych na obfitych daniach swoich włoskich mam. Wszystko mogłoby nadal być piękne i opłacalne – w końcu wypłacana kwota nie była najniższą pensją krajową – gdyby nie fakt, że Dorota ma dwie lewe ręce, jeśli idzie o sprawy kulinarne. Nigdy nie nauczyła się gotować podstawowych potraw, a co tu mówić o coraz bardziej wymyślnych daniach dla siódemki dorosłych i wiecznie głodnych mężczyzn. Niewiele myśląc dziewczyna wplątuje w „kuchenny spisek” swoją mamę, ciocię i siostry. Wtedy nie wie jeszcze jednak, że osoba u której się zatrudniła to członek włoskiej mafii, a w całym domu zainstalowane są kamery śledzące jej ruchy…
Jakby tego było mało miastem wstrząsa dramatyczne wydarzenie: oto z jasnogórskiej wieży spada trup, który okazuje się być synem jednego z pracowników klasztoru. Mało tego: na Jasnej Górze pracuje właśnie grupa archeologów, która dokonała przełomowego odkrycia – odnalazła bardzo wiekowy szkielet, który… został im skradziony.
Sytuacja robi się coraz groźniejsza i dziwniejsza, po klasztorze przemieszcza się zakapturzony mnich, o którym nikt nic nie wie, w wykopaliskach przeszkadza młoda kobieta, ślady zbrodni coraz częściej kierują uwagę policji ku Włochom, a nad wszystkim przyświeca rozkwitająca miłość.

Książka Marty Obuch napisana jest niezwykle żywym językiem, co sprawia, że nie sposób się od niej oderwać. Emocjonująca fabuła i chęć śledzenia rozwijającego się uczucia bohaterów, podsyca jedynie rosnącą ciekawość i nie pozwala skupić się na niczym innym. Bohaterowie Obuch, bardzo charakterni, to postaci nietuzinkowe, których spotkanie w realnym życiu groziłoby pozbawioną nudy i oklepanych schematów znajomością.
Bo czy ktokolwiek z Was słyszał, by groźną mafię zdołało wypędzić kilka „niewinnych”, „delikatnych” i „subtelnych mieszkanek” Częstochowy?
Decydując się na powieść Obuch, decydujecie się na kilka godzin spędzonych przy niezwykle wciągającej książce, pełnej zwrotów akcji i niepoprawnych wydarzeń. Humoru w niej nie brakuje, to prawdziwa komedia kryminalna z krwi i kości!

________
Jedyną denerwującą mnie sprawą, już poza marginesem, była konsekwentna w całej książce zła odmiana imienia Bruno. Gdy co rusz na kartach książki widziałam takie twory jak Bruna, Brunowi, o Brunie – ciarki mnie przechodziły. Gdzie podziało się poprawne Brunona, Brunonowi, o Brunonie? Więcej informacji dlaczego tak, a nie inaczej tutaj. Dobrze, że zachowana została konsekwencja. I może stanę się nadgorliwą purystką, ale nie jestem zwolenniczką aż takiego dostosowywania języka, tylko po to, żeby było wygodniej. Za dużo dziś skracamy:)



niedziela, 4 grudnia 2011

Matka wszystkich lalek – Monika Szwaja




Najnowsza książka Moniki Szwai, to pozycja, o której od miesiąca zrobiło się bardzo głośna, a która niemalże jednogłośnie została okrzyknięta przez recenzentów najlepszą w całym dorobku pisarki. Już sama nobilitacja ze strony czytelników, powinna zachęcić niezdecydowanych do lektury. Tym jednak, którym nie wystarczą frazesy, przybliżę pokrótce fabułę tejże książki.

Akcja powieści toczy się w kilku miejscach jednocześnie, a wszystko to za sprawą bohaterek, których różnią historie życia, a które mimo to w pewnym momencie splotą swoje losy.

Pierwsza z nich, Klara, to w połowie Polka, w połowie Francuzka. Choć większość życia spędziła w urokliwej Bretanii, na maleńkiej wyspie zewsząd otoczonej wzburzonym Atlantykiem; to tak naprawdę jej miejsce na ziemi znajduje się w nieznanej dotąd Polsce. Bohaterka mieszka wraz z rodzicami, siostrą i babcią, a jej głównym zajęciem stają się robótki ręczne: dzierganie przepięknie zdobionej odzieży oraz wyrób niepowtarzalnej biżuterii. Pewnego dnia spokój jej rodziny zaburzają dwaj Polacy, którzy wraz ze swoim przyjazdem wywracają dotychczasowe życie Klary do góry nogami. Przekazują jej oni informację, która może zaważyć na losach nie tylko samej bohaterki, ale także wszystkich jej najbliższych. Okazuje się bowiem, że pochodzenie dziewczyny jest zupełnie inne niż przypuszczała…


Równolegle poznajemy historię życia Elżuni – kobiety, która we wczesnym dzieciństwie została odebrana biologicznym rodzicom przez organizację Lebensborn i „wrzucona” w całkowicie nowe realia: poznała swoich nowych, niemieckich opiekunów, została nauczona ksenofobicznego spojrzenia na Polskę, znacjonalizowana i wyzuta z miłości do ojczystego kraju. Jej życie zostało przewartościowane bez jej wiedzy, została poddana praniu mózgu i całkowicie zniemczona.

Choć historie obu kobiet pozornie się różnią, obie dotykają jednak tego samego problemu: zatracenia własnej tożsamości. Bohaterki będą musiały stanąć przed trudnymi wyborami, ponownie poznać swoją przeszłość i nauczyć się siebie na nowo. Obie odkryją Polskę, jako swoje prawdziwe miejsce na ziemi, obie docenią to, co zabrano im w dzieciństwie.

Monika Szwaja ma niezwykły dar do opisywania historii ludzkich dramatów tak lekkim piórem, że nie stają się one przytłaczającymi opowieściami, lecz narracjami pełnymi optymizmu i wiary w człowieka. To nie jest kolejna smutna książka – to nauka życia w zgodzie ze sobą i swoim sercem. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, odkrywaniu własnych uczuć i życiu z nimi w zgodzie.

Kochani, nie czytajcie opisu na okładce zanim nie sięgniecie do książki! Tak naprawdę nie odsłania ona zbyt wiele z fabuły, może być zatem myląca.
Zachęcam, polecam. Ta pozycja może nieść ze sobą (i niesie!) tylko jedną reakcję czytelników – oczarowanie. Dajcie się porwać.


środa, 26 października 2011

Rzeka zimna – Magdalena Kawka




Pani Magdalena Kawka, to z wykształcenia socjolog, choć jak mówi, wcale się nim nie czuje. Ukończony przez nią Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu okazał się wielkim przegranym w starciu z kotami, których autorka jest właścicielką. Pani Magdalena zajmowała  się już prawie wszystkim: próbowała swoich sił jako kwiaciarka, dziennikarka, a nawet urzędniczka, jednak to dopiero pisarstwo przyniosło jej prawdziwe spełnienie. Jest mamą takich książek jak Przygody Kosmatka Kilkulatka, Sztuka latania czy Alicja w krainie konieczności.

Główną rolę w Rzece zimnej odgrywa Tamara, na stałe mieszkająca z mężem w Paryżu, która pewnego dnia otrzymuje niepokojący telefon o zaginięciu swojej matki-pisarki. Choć ich relacje w ostatnich latach znacznie się rozluźniły i ochłodziły, postanawia wrócić do Polski, by dowiedzieć się czegoś więcej.  Trafia do na pozór sielskiego miasteczka, które pod powłoką prowincjonalności skrywa wiele tajemnic, nie będących jedynie sąsiedzkimi urazami i konfliktami. Bohaterka próbując odnaleźć mamę trafia na trop sprawy, którą najwidoczniej zajmowała się jej rodzicielka. Wszystkie ślady prowadzą ją do odkrycia nielegalnego handlu nowonarodzonymi dziećmi, w który zamieszany mieliby być mieszkańcy Grzmotów. Na swej drodze spotyka indywidua najróżniejsze – od lokalnej plotkary, burmistrza, nauczyciela, aż do… ducha. W powieści tej wątek obyczajowy niezauważenie zlewa się z wątkiem sensacyjnym nadając historii niepowtarzalny charakter. Lokalne wierzenia przeplatają się z motywem nielegalnych adopcji. Tamara, podczas pozyskiwania nowych informacji odkrywa rzecz najważniejszą i najboleśniejszą: jak słabo zna własną mamę i jak niewiele wie na temat jej uczuć, wartości i sposobu życia. Poznaje osoby mające o wiele większą wiedzę na temat pisarki niż ona sama, potrafiące wskazać jej cechy charakterystyczne, które Tamarze wydawały się być zupełnie opcje i nieprzystające do znanej sobie mamy.
Choć powieść ta jest skonstruowana niemal bezbłędnie, jedna rzecz razi. Jest to początkowa naiwność głównych bohaterów, którymi aż chce się potrząsać, by otrzeźwieli. Nikomu przez myśl nie przechodzi powiadomienie policji o zaginięciu czy  pozostawienie dowodów i miejsca zamieszkania poszukiwanej w stanie nienaruszonym. Zamiast tego penetrują mieszkanie wzdłuż i wszerz zacierając ewentualne ślady, bo na policję jak twierdzą „zawsze zdążą się udać”. Wielce irytujące i bezmyślne zachowanie.

Przy podchodzeniu do lektury Rzeki zimnej nie spodziewałam się wiele, a dostałam aż nadto. Oczekiwałam przeciętnej próby stworzenia powieści obyczajowo-sensacyjnej, a dostałam nie tylko nieprzeciętną, lecz także wielce wciągającą i zajmującą.
Wydarzenia zmieniały się jak w kalejdoskopie, napięcie rosło, po to by w kulminacyjnym momencie osiągnąć swoje apogeum. Do samego końca nie wiadomo, jak potoczą się losy głównej bohaterki i jakiego rozwiązania się spodziewać.
Dość mroczny klimat powieści niestety niweluje okładka – moim zdaniem zbyt delikatna i jasna.
Nie walory estetyczne są tu jednak najważniejsze. Liczy się umiejętne połączenie wątku obyczajowego z sensacyjnym stanowiące kwintesencję tej powieści. Publikacja ta jest także pretekstem do podjęcia tematów ważniejszych: nielegalnych adopcji, handlu dziećmi, problemu zanikania relacji międzyludzkich, kwestii braku zainteresowania życiem najbliższych.
Pani Magdalena wykonała kawał dobrej roboty.
Zatem do księgarni drodzy Czytelnicy!


Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Pani Lidii z Wydawnictwa SOL.

poniedziałek, 24 października 2011

Okno z widokiem - Magdalena Kordel


Z prozą Pani Magdaleny Kordel – autorką bestsellerowego Uroczyska i Sezonu na cuda – mam do czynienia po raz pierwszy. Przyznaję, że było to bardzo przyjemne zawiązanie znajomości, która, mam nadzieję, przetrwa dłużej.
Jak się okazuje Okno z widokiem nawiązuje do wątków poruszanych w innych powieściach Pani Magdaleny, osadzonych w przepięknym górskim miasteczku – Malowniczym. Żałuję, że nie rozpoczęłam lektury właśnie od nich, jednak z pewną nieśmiałością przyznam, że nie wiedziałam o powiązaniu tych pozycji. To przeoczenie jednak w niczym nie zamąciło mojego popołudnia z książką. Znajomość poprzedniej części nie była mi niezbędna, by móc zatopić się w historii urokliwego miasteczka i jego mieszkańców.
Ale do rzeczy.
W Oknie z widokiem poznajemy doktor archeologii – Różę – która postanawia odwiedzić swoją babcię. Jej niespodziewane wizyty zawsze wiążą się z jakimś ważnym lub bolesnym wydarzeniem z jej życia. Nie inaczej jest tym razem. Młoda kobieta postanawia zaszyć się w Malowniczym po tym, jak jej dobre imię zostało zszargane, gdy do sieci przeniknęły jej nagie zdjęcia. Mimo, że Róża została oczyszczona, niesmak pozostał. Któż inny, jak nie babcia, potrafi załagodzić nawet największy ból?

Bohaterka nie spodziewa się jednak, że miasto jej dzieciństwa będzie potrzebowało jej dużo bardziej niż ona jego. Na miejscu dowiaduje się, że kapliczce św. Antoniego, do której od zawsze była przywiązana grozi przeniesienie i prawdopodobnie zniszczenie. By tego uniknąć, Róża wraz z księdzem obmyśla intrygę mającą uratować świętego.
Próba ratunku przyniesie ze sobą nie tylko szereg archeologicznych odkryć, spotkań z niezwykłymi ludźmi, niecodziennych przygód, szczyptę romansu, ale także pozwoli na odkrycie kilku rodzinnych sekretów z przeszłości.

Beletrystyka niezwykle rozrywkowa, humorystyczna. Wątek archeologiczny jest wyjątkowo interesujący i stanowi jedną z najmocniejszych stron książki.
Gra kontrastów to cecha charakterystyczna tej powieści: autorka łączy przeszłość z teraźniejszością, magię z religią, świętość z demonizmem – znajdziemy tu prawdziwie wybuchowy koktajl. Wszystko to okraszone dowcipem.
Ciepła historia, która uprzyjemni nam deszczowe popołudnie.
Polecam.



czwartek, 8 września 2011

Morderstwo niedoskonałe - Agnieszka Krawczyk




Agnieszka Krawczyk związana jest z Krakowem, w którym mieszka oraz pracuje. Znana jest ze swoich dwóch poprzednich powieści, jakimi są Napisz na priv oraz Magiczne miejsce.  Jak sama deklaruje, jej książki mają bawić i przynoście czytelnikowi upragnioną rozrywkę połączoną z chwilą relaksu.
Jej najnowsza powieść idealnie spełnia oczekiwania autorki: jest niezwykle zabawna, pełna gier z językiem, a także sporej dawki humoru i ciętej ironii. Słowne perełki jednej z bohaterek – Adeli – podczas całej lektury były dla mnie gwarancją uśmiechu nie schodzącego z twarzy.

Akcja powieści toczy się w jednym z krakowskich wydawnictw, które postanawia wypuścić na rynek utwór niejakiego Kusibaba. Problemów jest jednak kilka: nie dość, że oryginalny tekst jest literackim niewypałem, to jeszcze część rękopisu zaginęła. Niestety, szef żąda wydania powieści, na której promocję przeznaczono specjalną dotację. By uniknąć kłopotów, czwórka pracowników wydawnictwa postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i poprawić oryginał w taki sposób, by miał szansę na stanie się bestsellerem oraz uzupełnić brakującą część. Swoją akcję prowadzą pod wymownym kryptonimem „Zemsta shitu”. Jak na ironię autor pierwotnej wersji Klanów księżyca Marsa podobnie jak jego utwór również zniknął z powierzchni ziemi. Redakcja podejrzewa, że został zamordowany. Postanawia na własną rękę rozpocząć śledztwo, które prowadzi ich do przezabawnych sytuacji i rozwiązań. W sprawę szybko angażuje się miejscowa policja, która w zaginionym upatruje poszukiwanego oszusta i wyzyskiwacza.
Jak potoczą się losy tego barwnego śledztwa?
Parodystyczne przedstawienie drogi książki od autora do wydawnictwa i od wydawnictwa do księgarń  jest wielkim atutem tego tekstu i stanowi podstawę do rozpoczęcia dalszej historii.


Każdy kto ma ochotę od podszewki poznać realia przezabawnego wydawnictwa i spędzić kilka godzin na wspaniałej zabawie, bez wahania powinien sięgnąć po tę książkę. To wspaniałe źródło wytchnienia. Agnieszka Krawczyk zafundowała mi dzień wypełniony łzami śmiechu. Coraz dziwniejsze sploty wydarzeń prowadzące ostatecznie do równie rozbrajającego finału były dla mnie niecodzienną przygodą. I właśnie ta niecodzienność jest w tej książce najpiękniejsza – nie ma w niej miejsca na nudę i niepotrzebne smutki. To idealna pozycja dla osób mających ochotę na chwilę wytchnienia pomiędzy lekturami o ciężkiej tematyce.
Humorystycznej całości dopełniają osobliwe wycinki z gazet kolekcjonowane przez Adelę i roboczo nazywane przez nią Encyklopedią absurdów.
Lekkie i przekomiczne – dobrze, że powstają takie powieści. 


Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Pani Lidii z Wydawnictwa SOL. :)

piątek, 26 sierpnia 2011

Blondyn i Blondyna - Magdalena Kulus


Ciężko pisać, gdy serce jeszcze drży po lekturze, a emocje nie opadły. Wiem na pewno, że książka Magdaleny Kulus zajmie honorowe miejsce w mojej biblioteczce i w taki też sposób będę ją traktować.
Co jest w niej takiego wyjątkowego?
Gdy otrzymałam ją do recenzji miałam bardzo mieszane uczucia, wynikające z obawy przed tym co czeka mnie przy lekturze. Teraz cieszę się radością dziecka, że otrzymałam wspaniały dar możliwości przeczytania jej i podzielenia się z Wami wrażeniami. Dlaczego? Poniekąd dlatego, że z autorką łączy mnie bardzo, bardzo wiele – jak wiele, zobaczycie sami, a poniekąd dlatego, że już dawno nie miałam tak wielkiej przyjemności podczas czytania czyjegoś świadectwa życia. Autorka, a jednocześnie bohaterka tej niezwykłej publikacji jaką jest książka-blog choruje na zanik mięśni. Jej niepełnosprawność przykuła ją do wózka inwalidzkiego, co jednak wcale nie odbiera jej radości życia! Wraz ze swoim asystentem goldenem retrieverem Igorem, co dzień walczy o spełnienie snu o samodzielności.
Dzięki książce tej możemy dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku śledzić ich wspólne przygody, troski i całą masę zabawnych przygód.
Magdalena Kulus ofiaruje czytelnikowi wspaniałe świadectwo życia przepełnionego optymizmem, niewiarygodną otwartością, miłością i wytrwałością. Odkrywa ona to, co powoli przestaje być tabu, a coraz częściej zaczyna być tematem wiodącym wielu kampanii: że niepełnosprawność nie wyklucza z życia, że można pracować, spełniać marzenia, realizować się, rozwijać i czerpać z niego garściami.  Uczy empatii, wiary w siebie, optymizmu, a jedno z większych przesłań jakie ze sobą niesie to jedno zdanie „Przeżyj swoje życie”.
Podczas lektury moje serce radowało się non stop, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Autorka wlała we mnie tak wielkie pokłady radości, że nie sposób się tym podzielić. Moje przeżywanie tej książki było – i nadal jest – tym większe, że Magdalena Kulus to absolwentka mojego wydziału – Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego – i mojego kierunku – filologii polskiej. Czułam rozpierającą dumę, że TACY ludzie wyrastają z tej uczelni i że TACY ludzie chcą na nią przychodzić i na niej studiować.
Wzruszeniom towarzyszącym lekturze nie było końca – postawa rodziców autorki mnie rozczuliła, a poczucie humoru z jakim Magdalena podchodzi do życia nieustannie zadziwiało. Ta książka to wielki hołd poświęcony więziom rodzinnym i przyjacielskim.

Co łączy mnie z Panią Magdaleną oprócz wyboru studiów i uczelni? Podobnie jak większość Czytelników blogu, jest ona recenzentką książek, a także, uwaga, byłą członkinią Ruchu Światło-Życie zasłuchującą się w szantach. Cały czas towarzyszyło mi uczucie, że to taka „swoja dziewczyna”. Autorka jest jednak w czymś zasadniczo lepsza ode mnie i pewnie od wielu z Was – przeżywa życie tak, jak ja nigdy nie potrafiłam. Stała się dla mnie niedoścignionym wzorcem. I choć mogłam wraz z nią odbywać podróże po znanych mi miejscach Katowic, chodzić do cenionych i często odwiedzanych przeze mnie teatrów – Korezu i Śląskiego, tak naprawdę dopiero od października spojrzę na nie jej oczami.

Magdalena i Igor to duet doskonały, który jest idealnym przykładem na to, że praca i wysiłek mogą dokonać wielu cudów. Ich wspólna droga do samodzielności, choć usłana wieloma trudnościami, stała się największą przygodą ich życia, a możliwość czytania i towarzyszenia im na tej drodze była dla mnie prawdziwym darem. Autorka uświadamia odbiorcy jak wielu z nas żyje podobnie do emerytów – spanie, książka, film, spanie – a jak niewielu korzysta z krótkiego czasu jaki został nam dany na ziemi. Pani Magdalena zachwyciła mnie także swoją wiarą.

Jej książka wzbogacona jest zdjęciami ilustrującymi niektóre z przygód Blondyny i Blondyna – żałuję, że jest ich tak niewiele.
Moim ulubionym rozdziałem, jako książkoholika, jest rozdział o Targach Książki w Krakowie – przeczytajcie, a pewnie podzielicie mój zachwyt.


Książkę odebrałam bardzo osobiście, toteż recenzja jest bardzo subiektywna. Nie sposób jest mi ją ocenić, to publikacja naprawdę wyjątkowa, zasługująca na to, by znaleźć się w każdej biblioteczce i by wracać do niej co rusz.
Gdy ogarnie Cię zwątpienie, zaufaj autorce i wraz z nią odzyskaj wiarę w sens tego co robisz.

Gorąco i szczerze polecam!


wtorek, 2 sierpnia 2011

Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana - Danuta Noszczyńska

Danuta Noszczyńska ukończyła studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aktualnie  prowadzi warsztaty plastyczne oraz Amatorski Teatr Autorski w jaworzniańskim centrum kultury. Od 2007 roku wydała sześć powieści, m.in. Luizę pilnie sprzedam, które cieszą się wielkim popytem wśród czytelników.

Powieść Pod dwiema kosami, czyli zapiski przedśmiertne Żywotnego Mariana Danuty Noszczyńskiej od początku budziła moje obawy. Z jednej strony byłam bardzo ciekawa, z drugiej pełna niepokoju czy aby nie będzie  w tej książce przesady. Obawy okazały się płonne, żadnej przesady nie było, a pozostała jedynie przednia zabawa przy poznawaniu życia głównego bohatera i jego rodziny.

Tytułowy Marian osiąga 77 rok życia i pełen niepewności co do swojego dalszego życia, postanawia spisać wspomnienia ze swojego obfitego bytowania na ziemi. Rok, który spędził pod przysłowiowymi dwiema kosami okazał się dla niego rokiem płodnym literacko.
Żywotny Marian bowiem miał co dokumentować. Nie trapił go przestrzegany przez średniowiecznych kronikarzy i pamiętnikarzy topos skromności – wręcz przeciwnie – bohater co rusz przechwala się i puszy. Marian to przykład everymana. Może nim być każdy, a co gorsza – prawdopodobnie nikt z nas nie potrafi z radością rzec, że takowego Mariana na swojej drodze nie spotkał. Spotkał z pewnością. Zrzędę, który ZAWSZE ma rację, ZAWSZE jest we wszystkim najlepszy, wszędzie wietrzy podstępy i knowania, nie pozwala nikomu dojść do głosu, widzi belkę w oczach innych, a w swojej na drzazgę nie zwróci uwagi, jest zawistny i niesamowicie chciwy. Co więcej, co rusz posługuje się cytatami z Pisma Świętego na potwierdzenie swej nieomylności i gorliwości w wierze. Trzy słowa idealnie opisujące jego postać to konformizm, kołtuństwo i dulszczyzna. Marian bowiem nade wszystko dba o pozory. Przed sąsiadami rzecz jasna.
By dokładniej zarysować jego postać, autorka umieściła go w wyjątkowo sprzyjającej rzeczywistości – jest on mieszkańcem zaściankowej wsi, pamiętającym czasy komuny i lojalizmu. Wsi, w której każdy o każdym wszystko wie, w której ksenofobia wznosi się na wyżyny, a najbardziej wpływową osobą jest oczywiście miejscowy proboszcz. Zaściankowość ma tutaj znaczenie fundamentalne – mieszkańcy Mużyn nie grzeszą wykształceniem, większość z nich charakteryzuje ograniczenie i ciasnota umysłowa. Są wierni zabobonom, choć wszyscy wyznają wiarę chrześcijańską. Przemieszanie tych dwóch antagonistycznych światów podkreśla prawdzie oblicze Mariana, postaci wyjątkowo antypatycznej. Podejrzewam, że przy lekturze, każdemu czytelnikowi stanie przed oczami jego własny, znany z autopsji odpowiednik Pana Żywotnego.
Autorka wykonała kawał dobrej roboty przy stylizacji języka na gwarę. Gwarę, w której co rusz spotkamy słowa takie jak „najsampierw", "weszłem" czy "poszłem". Naleciałości te są w pamiętniku Mariana dominantą językową.
Jego pamiętnik staje się nie tylko rozliczeniem oraz swoistym rachunkiem sumienia, lecz także wielkim oczkiem puszczonym przez autorkę do czytelnika – książką pełną skrzącego humoru, wyczuwalnej ironii, a momentami także i sarkazmu.
Satyra na narzekających wszystkowiedzących Marianów Polskich. Przewyborna zabawa.
Bon apetit!

4,5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sol.