Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaginięcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaginięcie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lipca 2015

Noora – J. K. Johansson

Po zaginięciu Lary Noora bardzo chciałaby zająć w towarzystwie jej miejsce – miejsce dziewczyny podziwianej i przede wszystkim – zauważanej. Boi się ona o własne życie – jest nie tylko przekonana, że zginie tak jak poszukiwana dziewczyna, ale sądzi także że przeznaczona jest jej śmierć towarzyska. Bohaterka tak silnie potrzebuje poświęconej jej uwagi, że jest skłonna składać fałszywe zeznania w  gabinecie szkolnej pedagog, Mii, a także na komisariacie.

Gdy potwierdzają się doniesienia o odnalezieniu zwłok Laury, Noora zeznaje, że widziała jak ktoś zrzucał dziewczynę z klifu i teraz boi się, że zostanie przez sprawcę odnaleziona i bestialsko zamordowana. Wybiera także piosenkę, którą chce, by uczczono jej pamięć po śmierci. Zarówno policja, jak i pedagog zauważają, że dziewczyna ma skłonności do dramaturgii i zmyślania, jednak odesłany na urlop Korhonen postanawia, na przekór oficjalnym oświadczeniom, nie ustawać w  badaniu sprawy Laury. Wraz z  Miią zauważają, że sprawy zaginionych dziewcząt łączy srebrny wisiorek w kształcie aniołka, noszony wcześniej przez Velnę i Laurę, a  teraz zauważony na szyi autorki tajemniczego blogu cieszącego się w ostatnim czasie ogromną popularnością. Bohaterowie są przekonani, że dziewczynie grozi niebezpieczeństwo.

Śledzenie losów miasteczka Palokaski bez zbędnej przerwy między kolejnymi tomami było świetnym pomysłem – dzięki temu miałam poczucie ciągłości, wspierane przez brak odautorskiej dążności do kompulsywnej potrzeby przypominania wydarzeń poprzednich części, dość częstej przy realizacjach serii.

W  mojej opinii to znakomita seria, która w  miejsce ciągłego poczucia i zagrożenia obiecywanego przez opinię zamieszczoną na pierwszej stronie okładki oferuje coś znacznie lepszego – szansę na obserwację dość specyficznego środowiska nastolatek pochodzących z fińskiego miasteczka skrywającego więcej sekretów, niż jego mieszkańcy skłonni byliby przypuszczać. Odnoszę również wrażenie, że obok jasnej potrzeby stworzenia serii kryminałów przyciągających uwagę, autorzy zapragnęli stworzyć swoistą alegorię ukrytą między kolejnymi stronicami – alegorię współczesności zdominowanej przez Internet i ewokowanym przez niego pragnieniem bycia zauważonym, chcianym, lubianym i podziwianym, gdzie miarą znaczenia jest ilość polubień pod zdjęciem. Komplementy darowane przez osoby kryjące się pod pseudonimami, półnagie fotki umieszczane na wielorakich portalach - to elementy budujące poczucie własnej wartości współczesnych nastolatków. Noora dobre studium współczesnych ludzi więzionych przez nałóg natrętnej potrzeby sprawdzania powiadomień i komentarzy, ludzi uzależnionych od Internetu, dla których czymś niewyobrażalnym i budzącym realny strach jest całkowite odcięcie od sieci. Zgrabne połączenie tych rozważań z fabułą całkowicie zogniskowaną wokół zaginięć Laury i wcześniejszego – Velny – tworzy spójną opowieść, którą czyta się z nieskrywaną przyjemnością.

piątek, 3 lipca 2015

Pogromca lwów - Camilla Läckberg

Pogromca lwów to dziewiąty już tom bestsellerowej serii Fjällbace Camilli Läckberg – pisarki, która osiągnęła światowy sukces literacki i wciąż prze do przodu. Jej fanów z dnia na dzień przybywa, a autorka nie osiada na laurach, tworząc teksty na coraz wyższym poziomie. 

Ich wykładnikiem jest nie tylko kryminalna intryga, ale także szerokie tło obyczajowe, zarysowane bogato i barwnie. Nikt inny nie opisał szwedzkiej prowincji tak jak Läckberg, nikt inny też przez tak długi czas nie zajmuje czołowych miejsc na listach najlepiej sprzedających się książek i wreszcie chyba na niczyje książki fani gatunku nie czekają z taką niecierpliwością.

Tym razem, na przekór polskiej aurze, przeniesieni zostajemy do serca fjällbackiej zimy – mamy styczeń, kiedy wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu wbiega dziewczyna, ginąc na miejscu. Bardzo szybko okazuje się, że to poszukiwana nastolatka, której zaginięcie cztery miesiące wcześniej zgłosili rodzice. W  trakcie śledztwa okazuje się, że dziewczyna była okaleczona – pozbawiona zmysłów, by nie móc orientować się w tym, co dzieje się wokół niej. Porywacze nie przewidzieli jednak jej wielkiej woli walki. Zaginięcie dziewczyny przypomina bliźniacze sprawy z  innych rejonów Szwecji, z  których żądna nie została rozwiązana, a sprawcy nie zostali ujęci. Jedynym elementem, który zdaje się łączyć zaginione dziewczyny jest fakt trenowania przez nie jazdy konnej. Śledztwo prowadzi Patrik Hedström.

W  tym samym czasie Erica Falck, zbierając materiały do książki, bada sprawę przed lat. Przedmiotem jej zainteresowania jest rodzinna tragedia, na której skutek zamordowany został ojciec. Bohaterka odwiedza w więzieniu jego żonę, która zaraz po zdarzeniu przyznała się do winy. Erica ma przeczucie, że za sprawą kryje się coś więcej, a tragiczne wydarzenia mające miejsce w tej rodzinie, to jedynie wierzchołek góry lodowej – szczyt, wieńczący masyw dramatów, o których nikt nie wiedział i których nikt się nie domyślał. Po czasie okazuje się, że obie sprawy – na pozór tak bardzo odległe – coś łączy.
Prawda jest tak trudna do przepracowania, że tylko nieliczni nie przeżyją szoku, docierając do zakończenia książki.


Läckberg po raz kolejny pokazała swoją formę – budując opowieść, w  której tak różne historie ostatecznie płynnie się zazębiają, pokazała jak wielkiej klasy jest pisarką i jak niewiele jej trzeba, by przyciągnąć uwagę wygłodniałego jej powieści czytelnika. Mocna powieść o powielaniu schematów psychopatii, ogromie ludzkiego zła i okrucieństwa. Zmyślna układanka, w której krok po kroku obserwujemy jak kolejne elementy wskakują na właściwe sobie miejsce, a kolejne ciemne strony ludzkiej natury zostają odsłonięte. Przy tym wszystkim  jest to powieść bardzo dobra warsztatowo, na którą warto było czekać. 

niedziela, 23 lutego 2014

Easylog - Mariusz Zielke


Tytuł: Easylog
Autor: Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Akurat
ISBN: 978-83-7758-587-0
Cena: 34,99 zł
Ilość stron: 351

Mariusz Zielke i jego Wyrok zrobili sporo szumu. Każda kolejna powieść autora, jawi się jako sensacyjne wejrzenie w świat, który nie do końca możemy uznać za fikcyjny.
Thrillery, w których przekręt goni przekręt, a wielki świat biznesu ukazuje swoje prawdziwe oblicze, zyskują sobie sławę na długo przed premierą.

I choć Wyrok był powieścią niewątpliwie bardzo dobrą i wzbudzają w czytelniku czujność, dopiero Easylog stał się dla mnie tekstem, który naprawdę mnie zafascynował.
Fabuła poprzednich powieści utwierdzała mnie w przekonaniu, że żyjemy w świecie, o którym nic nie wiemy – ogłupiają nas, okłamują, usypiają, a my nadzwyczaj łatwo się temu poddajemy. Miałam wiele refleksji, dokonałam dużej pracy umysłowej, a jednak nie doświadczyłam podczas lektury wielu emocji – to, co miało stanowić o szybkiej akcji i potęgować we mnie wrażenia uczestniczenia w czymś niesamowitym, było jedynie cichym echem rozumowej akceptacji tego, co czytam i czego się dowiaduję.
Dopiero Easylog zapewnił mi oprócz intelektualnej, także i emocjonalną przygodę.

Ben Stiller poprzez swoje nazwisko doczekał się wielu dowcipów na swój temat. Z komikiem nie ma jednak nic wspólnego, a do żartu jego życie również się nie przymierza.
Gdy dziesięć lat temu zaginęła jego ukochana Sally, podjął wszelkie możliwe kroki, by ją odnaleźć. Mimo utraty posady w SkyCom; świetnie prosperującej firmie, dziś zdobywającej władzę nad człowiekiem w każdej dziedzinie jego życia; radził sobie całkiem nieźle.
Do czasu, gdy po latach, stanęła przed nim Sally, czyniąc niemożliwe możliwym. Policja wznowiła śledztwo, a on wplątany został w wir wydarzeń, których zakończenia nikt nie mógłby przewidzieć. Co dziwniejsze, Ben dotąd żył w przeświadczeniu, że jego ukochana została zamordowana. Kogo zatem widział?

Fabuła powieści jest tak zawiła, że chyba nie ma możliwości przewidzenia rozwiązania przed dotarciem do niego. Każde kolejne zdanie wyklucza możliwości brane pod uwagę, przekreśla domysły, zaprzecza temu, co uważalibyśmy za pewnik. Zielke gra z czytelnikiem, drwiąc z jego pozornej przenikliwości, zapewniając, że do samego finału nie będzie w stanie wyprzedzić jego myślenia ani o krok.
Fałszywy trop goni fałszywy trop, wszystkim rządzą układy, nikt nie jest pewny i zaufany.
Poprzez natłok zdarzeń, w pewnym momencie możemy poczuć się nieco zdezorientowani, mam jednak wrażenie, że właśnie taki był cel autora – skołować czytelnika i zaimponować spektakularnym finałem.


Lektura ta stanowi źródło mocnych wrażeń, a sam autor wspina się na wyżyny swoich umiejętności, oferując czytelnikowi powieść naszpikowaną emocjonującymi sekretami i fascynującymi zwrotami akcji. To historia, w której nie sposób się nie zatracić – wciąż mając wrażenie, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje.

Polecam!



piątek, 7 lutego 2014

Miodowa pułapka - Unni Lindell


Tytuł: Miodowa pułapka
Autor: Unni Lindell
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788375546323
Ilość stron: 376
Cena: 34,90 zł

Uwierzycie jeśli powiem, że czytałam tę książkę trzy tygodnie?
Rekord (wcale nie chwalebny), jeśli idzie o lekturę kryminałów. Wydawać by się mogło, że książka ta ma wszystko, czego wymagam od dobrego tekstu: silne bohaterki kobiece, wartką akcję, dość bogate portrety psychologiczne podejrzanych, mnogość wątków, nieprzewidywalność, subtelne związki między dwoma sprawami, które ciężko jest zakończyć i konflikty na najwyższym szczeblu.
Niestety, okazuje się, że elementy te nie wystarczają, gdy książce brakuje charakterystycznej dla kryminałów „lekkości w narracji”, która pcha fabułę do przodu, powodując w czytelniku wrażenie współuczestniczenia w, często brutalnych, wydarzeniach.
Nic takiego nie stało się przy lekturze tej książki, toteż ślimaczyła mi się ona niewyobrażalnie.

Historia rozpoczyna się, gdy znika Patrick – jeden z chłopców, którzy namiętnie przebiegali przez ogródek Very Mattson, będący dobrym skrótem na ich drodze ze szkoły. Wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejna typowa sprawa porwania, do czasu jednak, gdy odnalezione zostaje ciało Elny Druziki. Początkowo śmierć Łotyszki uznana zostaje za tragiczny wypadek, po czasie jednak w śledczych budzą się wątpliwości co do prawdziwości tej teorii.
W toku dwu śledztw, okazuje się, że te pozornie różne sprawy są ze sobą powiązane cienką siatką zależności.

Śledztwo spoczywa na barkach Cato Isaksena, wpieranego przez Marian – policjantkę niezwykle zdolną, ale też wybuchową i bardzo stanowczą. Mimo jej niewątpliwych umiejętności, Cato nie potrafi się z nią porozumieć – zdaje się bowiem, że to ona sprawuje nad nim władzę a nie odwrotnie, co zupełnie nie jest mu w smak. Pikanterii dodaje fakt jej przyprowadzenie do pracy psa, którego cała załoga śledcza uwielbia, a którego Cato uznaje za jawny przejaw bezczelności i nieposłuszeństwa ze strony partnerki. Oboje są przekonani własnej wyższości, wykłócają się na każdym kroku, co być może mogłoby być uzasadnione i wnieść coś do fabuły, a wniosło… prawie nic.
Prowadzenie sprawy przez dwójkę ludzi o tak silnych osobowościach, których starcia powodują ciągłe wybuchy gniewu jest sprawą wielce trudną.
Tym bardziej, że w gronie ich podejrzanych są mężczyzna, mający ciągoty do dorastających dziewczynek, schizofreniczka i dostawca lodów. Przy prowadzeniu dochodzenia z takimi indywiduami, warto byłoby się postarać o zgranie zespołu śledczego, co niestety nie ma prawa zaistnieć u Lindell.

Choć zakończenie nabiera tempa i pozwala na błyskawiczną lekturę, bardzo monotonny początek zmusza nas do żmudnego brnięcia przez szeregi zapisanych kartek, na których próżno będziemy szukać napięcia żądanego przy kryminałach. Trudno zatem jednoznacznie ocenić tę książkę, której niewątpliwy potencjał nie został w pełni wykorzystany, powodując wiele momentów przestoju i skrajnej nudy.

Intrygował mnie tytuł - i to on pozostaje najmocniejszą stroną książki.

niedziela, 10 marca 2013

Olga Rudnicka – Drugi przekręt Natalii


Tytuł: Drugi przekręt Natalii
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 978-83-7839-410-5
Ilość stron: 496

Cena: 33zł



Olga Rudnicka zachwyciła mnie książką Cichy wielbiciel. Wykazała się w niej mistrzostwem w budowaniu napięcia, a także tworzeniu portretów psychologicznych swoich bohaterów. Jej świat przedstawiony pochłonął mnie całkowicie, zostawiając na długo w poczuciu szoku i dekoncentracji spowodowanych uświadomieniem sobie i głębokim przeżyciem pewnych zjawisk istniejących we współczesnym świecie.
Nie ukrywam, że siadając do lektury Drugiego przekrętu Natalii, będącego kontynuacją powieści Natalii 5, miałam wysokie oczekiwania. Przyznaję, że po lekturze zostałam z poczuciem niedosytu, a do zachwytu było mi niezwykle daleko.
Oczywiście wynika to przede wszystkim z faktu, że najnowsza książka Rudnickiej rasowym thrillerem nie jest, ma natomiast stanowić, jak głosi okładka, kryminał na wesoło. Inaczej mówiąc: to, w czym autorka czuje się najlepiej.
Tak też jest. Określenie to w pełni wyraża wszystkie elementy owej powieści: jest trup, jest dochodzenie, jest kolejny spadek, są niedomówienia, a nad tym wszystkim góruje humor i niekonwencjonalny styl bycia sióstr Sucharskich.
Niezgodność moich oczekiwań z tym, co otrzymałam wynika przede wszystkim z faktu, że twórczość Rudnickiej przed Cichym wielbicielem jest mi zupełnie nieznana.
Nie oznacza to jednak, że powieść ta stała się dla mnie nieporozumieniem. Przeczytałam ją w ciągu kilku godzin, ani na moment nie odrywając się od lektury: autorka potrafi zatrzymać uwagę czytelnika na długo.

Przedmiotem opisu Drugiego przekrętu Natalii są wydarzenia, mające miejsce dwa lata po zakończeniu części poprzedniej. Natalie mieszkają razem w odziedziczonym domu i starają trzymać się ustalonych wówczas zasad. Jedynym ich naruszeniem wydaje się być napisanie przez Natę książki, będącej świadectwem wydarzeń, które miały miejsce w ich życiu, gdy siostry się poznały. Powieść nie została zaakceptowana przez bohaterki, bowiem była ona zbyt szczera i nade wszystko, dosadna. Co więcej, jej autorka pominęła właściwie wszystkie elementy fikcji literackiej, nie pomijając wyjawienia na stronicach swego pisarskiego dziecka kodu do ich rodzinnego sejfu.

Wydanie książki nie jest jednak jedynym problemem sióstr. Odkrywają one zaginięcie byłego wspólnika swoje ojca, którego często odwiedzały. Po rozmowie okazało się, że żadna z nich od dawna nie miała z nim kontaktu. Gdy docierają do jego mieszkania, dowiadują się o ciele mężczyzny, które zostało w nim znalezione. Po Zawadzie nie pozostał ślad. Siostry za wszelką cenę starają się rozwiązać zagadkę zaginięcia ich wspólnego znajomego. Oczywiście, wszystkie chwyty są dozwolone, łącznie z oszukiwaniem ukochanych i ucieczką do niekonwencjonalnych metod postępowania. Gdy okaże się, że w sprawie pojawią się warte miliony brylanty, sytuacja stanie się o wiele bardziej niebezpieczna…

Książkę Rudnickiej traktuję jako świetną komedię z elementami kryminału. Perypetie bohaterek doskonale uzupełnia sprawa zaginięcia Zawady, która, mam wrażenie, współistnieje gdzieś w tle.
W żadnej mierze nie potrafię spojrzeć na opowieść tę, jak na rasową powieść kryminalną, jednak ma to spore zalety. Książkę tę można polecić osobom, które niekoniecznie lubią historie z morderstwem w tle, bowiem dzięki sporej dawce humoru, być może gatunek ten stanie im się nieco bliższy, a z całą pewnością bardziej przystępny. To doskonała lektura na dni wiosennego przesilenia, gdy dopada nas przemęczenie, zniecierpliwienie, apatia i niezadowolenie. Dzięki najnowszej książce Rudnickiej odetchniecie pełną piersią. Usuwa ona zmęczenie, poprawia nastrój, odciąża i nie przytłacza. Działa lepiej niż wszelkie reklamowane medykamenty.


Polecam serdecznie!



___________
Recenzja Cichego wielbiciela
 

piątek, 5 października 2012

Pamiętam Cię – Yrsa Sigurdardottir


Tytuł: Pamiętam Cię

Autor: Yrsa Sigurdardottir
ISBN:  978-83-7758-197-1
Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2012









Yrsa Sigurdardottir, to uznana islandzka twórczyni kryminałów, powieści sensacyjnych i horrorów. Surowym skandynawskim klimatem przesiąknięte są wszystkie jej książki, co w przypadku tej najnowszej, stanowi doskonały element bezpośrednio wpływający na jakość świata przedstawionego. Skandynawski klimat, mroźne dni, świszczący wiatr, domy stawiane na odludziach przy skarpach prowadzących bezpośrednio do wzburzonego morza, stare, skrzypiące domy, podejrzane samobójstwa, stare, owiane legendą budownictwa – czy możecie wyobrazić sobie lepszą scenerię i warunki dla horroru?
Nic więc dziwnego, że powieść Sigurdardottir robi tak wielkie wrażenie na czytelniku.
Dobierane przez autorkę słowa potęgują atmosferę grozy i niepokoju, a z książki przy każdorazowym otwarciu wyziera strach.
Jej akcja zbudowana jest na znanym już z czasów romantyzmu, zainicjowanym przez Edgara Alana Poego motywie nawiedzonego domu. Domu, który do tej pory miał byś ostoją, symbolem bezpieczeństwa i ciepła, a który teraz stanowi epicentrum rozgrywającego się dramatu: okazuje się być zdradliwy, neguje spokój i poczucie stabilizacji, zaczyna żyć własnym życiem, ukazywać swoje mroczne sekrety i niby człowiek, w którego umysł raz na zawsze wwierciły się wszystkie doświadczenia, zaczyna reagować na bolesną przeszłość i pamięta o jej demonach. Nie jest już tylko budynkiem, lecz istotą żyjącą, domagającą się sprawiedliwości i dającą o sobie znać poprzez martwą materię i dusze zmarłych nierozliczonych z przeszłością. Miejsce gromadzące wszelki lęk, żerujące na nim i dzięki niemu rosnące w potęgę.
Dom jednak nie stanowi jedynego motywu – ważniejsza okazuje się być historia zaginionego przed laty chłopca, który nierozerwalnie wiąże się z wydarzeniami aktualnymi.
Gdy trójka bohaterów przyjeżdża na wyspę w celu wyremontowania zakupionego przez nich opuszczonego domu, nie może pozbyć się uczucia, że ktoś ich obserwuje i cały czas kręci się w okolicy.
W tym samym czasie pewien uznany psychiatra próbuje dociec kto dokonał dewastacji przedszkola, mażąc po jego ścianach to samo słowo. Szybko okazuje się, ze obie sprawy są powiązane i to dzięki koligacjom z przeszłości. Żadna decyzja bohaterów nie jest przypadkowa, a wszystkie tragedie, które następują raz po raz, mają związek z ich zachowaniami.
Finał jest niezwykle zaskakujący i stanowi godne zakończenie książki.

Polecam czytać zwłaszcza nocą. Podskoki na wieść o nagle pojawiających się znikąd ludziach, każda skrzypiąca deska i dochodzące z daleka dźwięki wzmagają atmosferę. Czytasz i wnet słyszysz trzaskające drewno, skrzypiące zawiasy i wiesz, że to wcale nie wytwór wyobraźni, lecz figiel zmysłów, których aktywność została drastycznie wyostrzona. Ten horror najlepiej przeżyć właśnie jako lekturę nocną porą, gdy wszyscy już śpią, a gwar miasta cichnie – dopiero wtedy docenicie ją należycie. I, będziecie się bać. O to przecież chodzi, prawda?:)


środa, 26 października 2011

Rzeka zimna – Magdalena Kawka




Pani Magdalena Kawka, to z wykształcenia socjolog, choć jak mówi, wcale się nim nie czuje. Ukończony przez nią Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu okazał się wielkim przegranym w starciu z kotami, których autorka jest właścicielką. Pani Magdalena zajmowała  się już prawie wszystkim: próbowała swoich sił jako kwiaciarka, dziennikarka, a nawet urzędniczka, jednak to dopiero pisarstwo przyniosło jej prawdziwe spełnienie. Jest mamą takich książek jak Przygody Kosmatka Kilkulatka, Sztuka latania czy Alicja w krainie konieczności.

Główną rolę w Rzece zimnej odgrywa Tamara, na stałe mieszkająca z mężem w Paryżu, która pewnego dnia otrzymuje niepokojący telefon o zaginięciu swojej matki-pisarki. Choć ich relacje w ostatnich latach znacznie się rozluźniły i ochłodziły, postanawia wrócić do Polski, by dowiedzieć się czegoś więcej.  Trafia do na pozór sielskiego miasteczka, które pod powłoką prowincjonalności skrywa wiele tajemnic, nie będących jedynie sąsiedzkimi urazami i konfliktami. Bohaterka próbując odnaleźć mamę trafia na trop sprawy, którą najwidoczniej zajmowała się jej rodzicielka. Wszystkie ślady prowadzą ją do odkrycia nielegalnego handlu nowonarodzonymi dziećmi, w który zamieszany mieliby być mieszkańcy Grzmotów. Na swej drodze spotyka indywidua najróżniejsze – od lokalnej plotkary, burmistrza, nauczyciela, aż do… ducha. W powieści tej wątek obyczajowy niezauważenie zlewa się z wątkiem sensacyjnym nadając historii niepowtarzalny charakter. Lokalne wierzenia przeplatają się z motywem nielegalnych adopcji. Tamara, podczas pozyskiwania nowych informacji odkrywa rzecz najważniejszą i najboleśniejszą: jak słabo zna własną mamę i jak niewiele wie na temat jej uczuć, wartości i sposobu życia. Poznaje osoby mające o wiele większą wiedzę na temat pisarki niż ona sama, potrafiące wskazać jej cechy charakterystyczne, które Tamarze wydawały się być zupełnie opcje i nieprzystające do znanej sobie mamy.
Choć powieść ta jest skonstruowana niemal bezbłędnie, jedna rzecz razi. Jest to początkowa naiwność głównych bohaterów, którymi aż chce się potrząsać, by otrzeźwieli. Nikomu przez myśl nie przechodzi powiadomienie policji o zaginięciu czy  pozostawienie dowodów i miejsca zamieszkania poszukiwanej w stanie nienaruszonym. Zamiast tego penetrują mieszkanie wzdłuż i wszerz zacierając ewentualne ślady, bo na policję jak twierdzą „zawsze zdążą się udać”. Wielce irytujące i bezmyślne zachowanie.

Przy podchodzeniu do lektury Rzeki zimnej nie spodziewałam się wiele, a dostałam aż nadto. Oczekiwałam przeciętnej próby stworzenia powieści obyczajowo-sensacyjnej, a dostałam nie tylko nieprzeciętną, lecz także wielce wciągającą i zajmującą.
Wydarzenia zmieniały się jak w kalejdoskopie, napięcie rosło, po to by w kulminacyjnym momencie osiągnąć swoje apogeum. Do samego końca nie wiadomo, jak potoczą się losy głównej bohaterki i jakiego rozwiązania się spodziewać.
Dość mroczny klimat powieści niestety niweluje okładka – moim zdaniem zbyt delikatna i jasna.
Nie walory estetyczne są tu jednak najważniejsze. Liczy się umiejętne połączenie wątku obyczajowego z sensacyjnym stanowiące kwintesencję tej powieści. Publikacja ta jest także pretekstem do podjęcia tematów ważniejszych: nielegalnych adopcji, handlu dziećmi, problemu zanikania relacji międzyludzkich, kwestii braku zainteresowania życiem najbliższych.
Pani Magdalena wykonała kawał dobrej roboty.
Zatem do księgarni drodzy Czytelnicy!


Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Pani Lidii z Wydawnictwa SOL.