Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagadka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 września 2015

"Czarny chleb i czarna kawa, opętani samotnością..." [Czarna kawa - Agatha Christie]


 Oto lekka, przyjemna lektura jakiej oczekujecie, kupując moją nową książkę. Ponieważ jednak szanuję wasza inteligencję i mój własny profesjonalizm, zamierzam Was przechytrzyć[1] 
I rzeczywiście. Żaden inny pisarz kryminałów nie wystrychnął mnie na dudka tyle razy ile Agatha Christie.

Przyznać jednak muszę, z nieskrywanym żalem, że Czarna kawa to nienajlepsza książka w dorobku Królowej Kryminału. Brakuje jej pazura, a całość sprawia wrażenie niedopracowanego szkicu, będącego jedynie namiastką czegoś, co miało później stanowić kompletną całość. Jest dość nijako, bezbarwnie i – niestety! – sztampowo.

Całość dzieje się, jak to często bywa u Christie, w małej przestrzeni, właściwie za zamkniętymi drzwiami pokoju, gdzie Herkules Poirot musi wymanewrować złodzieja czyhającego na wzór groźnego materiału wybuchowego, stworzony przez sir Clauda Amory’ego – mężczyznę otrutego we własnej rezydencji. Wiele wskazuje na to, że przyczyną zabójstwa była właśnie chęć wejścia w posiadanie tajemniczego i chronionego wzoru. 

Gdy Mały Belg przybywa na miejsce, już po śmierci wzywającego go Amory'ego, rodzina za wszelką cenę chce się go pozbyć, by uniknąć skandalu i – prawdopodobnie – zdobyć to, czego wielu pożąda, a co także przed najbliższymi było skrzętnie chronione.

Detektyw, próbując się uporać z nietuzinkowym śledztwem, tradycyjnie ma za pomoc Hastingsa, który choć niespecjalnie rezolutny, nierzadko ułatwia rozwiązanie sprawy przez wypowiadane przypadkowo i nieumyślnie uwagi, rzucające na sprawę zupełnie nowe światło. Nie inaczej jest tym razem – wierny przyjaciel Poirota nieświadom swoich zasług, pomoże bohaterowi uporządkować myśli i wpaść na ostateczne rozwiązanie.

Podejrzanych rzecz jasna nie braknie, a ostateczne rozwiązanie można podsumować znaną maksymą: z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.


Ot, cała zagwozdka.

[1] John Durran, ABC Zbrodni Agathy Christie, Wrocław 2015, s.29.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kto to być może o tej porze? – Lemony Snicket


Tytuł: Kto to być może o tej porze?
Cykl: Seria niewłaściwych pytań
Autor: Lemony Snicket
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323770435
Ilość stron: 264
Cena: 24,99
Drodzy, oto przed Wami kolejny cykl sygnowany nazwiskiem Snicket. Tym razem, zamiast niefortunnych zdarzeń, czekają Was niewłaściwe pytania – zadawane z podobną częstotliwością z jaką w poprzedniej serii kumulowały się wydarzenia feralne.
Bohater to, jak można przypuszczać, „ja” sylleptyczne autora, co w dużej mierze ustawia nasz sposób odbioru tekstu. Odtąd traktujemy bohatera nie tylko jako rzeczywiste odbicie autora, ale też jako jego fikcyjno-powieściową realizację czy też jego chcenie, a kto wie – może i ukryte fantazje.
Lemony-narrator a jednocześnie główna postać odebrał dość nietypowe wykształcenie. Po ukończeniu szkoły miał oddać się w ręce jednego z pięćdziesięciu dwóch mistrzów. Wybrał S. Teodorę Markson – kobietę plasującą się na ostatnim miejscu rankingu. Jej pozycja miała zapewnić chłopakowi pokątne, obok terminowania, realizowanie zadania o wiele większej rangi. Niespostrzeżenie jednak wikła się on w ciąg zdarzeń odpychających go od jego głównej linii działania, a przy tym – jak to u Snicketa – niezwykłych. Wraz ze swoją Mistrzynią zostaje zaangażowany do przywrócenia (nie)skradzionej Bombinującej Bestii (stworzenie mitologiczne; ni to koń, ni to rekin) jej prawowitym właścicielom. Nie wiadomo jednak czy wrogowie rodziny to nie czasem jej przyjaciele ani czy figurka naprawdę została porwana, czy może jedynie zapomniana. Powiecie – niezły chaos! I będziecie mieć rację. Nie łudźcie się jednak, że na tym sprawa się kończy, bowiem zaangażowani w nią będą nie tylko mała dziewczynka, wynajęta aktorka, lokaj czy rodzeństwo taksówkarzy, ale też cała gama innych postaci, stanowiących przekrój przedziwnych mieszkańców przedziwnej miejscowości – Splamionego Nadmorskiego, które od dawna nie znajduje się już nad morzem, a które wciąż trudni się pozyskiwaniem atramentu od zastraszanych meduz, lecz niestety- chylące się ku upadkowi.
Lemony Snicket-autor tomem Kto to być może o tej porze? otwiera całkiem nowy cykl – Serię niewłaściwych pytań – zapowiadający się rewelacyjnie! Pierwsza część to prawdziwy koktajl wydarzeń, na który składa się szczypta tajemnicy, odrobina obyczajówki, duża porcja sensacji i wreszcie - w roli pysznej pianki wieńczącej cały napój – smakowita doza humoru, którą będziemy spijać drobnymi łyczkami, delektując się niezrównanym smakiem.

Polecam! Lemony Snicket w świetnej formie! Seth – autor ilustracji – w równie wybornej.

niedziela, 30 września 2012

Nieznane, jedenaste przykazanie


Tytuł: Nieznane przykazanie
Autor: Marek Meissner
ISBN:978-83-62405-25-1
Liczba stron: 353
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2012






Daję ci rozum i wolną wolę – po to, byś umiał decydować o tym, co jest dobre, a co złe.

Te słowa, mające stanowić treść nieznanego dotąd, jedenastego przykazania, ujawnionego przez pewną wschodzącą gwiazdę literatury na kartach jej najnowszej książki, spowodowały niemały zamęt. Bynajmniej nie przez to, że bujna wyobraźnia autora mogłaby stanowić dla kogoś rzeczywiste zagrożenie, a pojawienie się nieznanego dotąd przykazania miało stanowić zaczątek kolosalnych zmian, lecz przez mało precyzyjne tłumaczenie z języka aramejskiego, które stało się pożywką dla żądnych sensacji mediów. One bowiem wokół jednego niefortunnie użytego słowa zbudowały tezę podburzającą autorytet Kościoła.

Sprawa ta jednaj wydaje się wyciszać, gdyby nie fakt nagłego zainteresowania dziennikarzy historią rodziny Greenów, podejrzanie zamieszanej nie tylko w treść wydanej książki, lecz w prawdziwą burzę, rozpętującą się w Rzymie, za przyczyną masowych opętań księży, blisko związanych z Watykanem. Wydaje się, że szatan postanowił uderzyć w Kościół, atakując jego newralgiczny punkt.
Cała sytuacja zostałaby mimo to zamknięta, gdyby nie przypadek. Oto Mark Wells, wzięty dziennikarz, po rozstaniu ze swoją boskiej urody żoną, rozpoczyna pracę jako dziennikarz innego typu – na mocy umowy spełnia każdą zachciankę szefa, pisząc jedynie na tematy, które ten mu podrzuci. Gdy więc pewnego dnia jego zadaniem staje się napisanie artykułu o rodzinie Greenów, rodzinie autora Nieznanego przykazania, bohater wcale nie spodziewa się, że sprawa ta doprowadzi go do niewyjaśnionych tajemnic z Salem, z roku 1692 i bezpośrednio zagrozi jego bezpieczeństwu.

Mężczyzna, wraz z koleżanką po fachu – Carlą – zaczyna odkrywać sekrety skrzętnie wyciszane od lat. Razem wplątują się w aferę światową, są niezamierzonymi widzami opętań, psychomachii, płonących cyrografów, odnajdują  zakopany dzienniczek będący niemym świadkiem licznych rytualnych mordów. Spisek, który odkrywają, a który ma swój początek u końca XVII wieku, stanowi zagrożenie nie tylko dla Kościoła, lecz dla całego świata.
Sprawę utrudnia bezpośrednie zaangażowanie w śledztwo osób podlegających mocy szatana.

Choć książkę tę charakteryzuje wartka akcja, porównywanie jej do beletrystyki Dana Browna jest sporym nadużyciem. Z wielu powodów: przede wszystkim nie jest równie widowiskowa, dzieli je przepaść w sposobie budowania napięcia i stylu narracji, ale także we wprowadzaniu wątków mających zmienić bieg historii. Proza Browna jest spektakularna, choć tworzona pod masę. Tutaj wykonanie jest po prostu poprawne i na miarę polskich realiów. Z pewnością nie jest to tekst pretendujący do mienienia się bestsellerem światowym. Kolejne różnice: Brown skupia się nade wszystko na wplataniu w tok narracji „dowodów” mających bezpośrednio uderzyć w Kościół, powołuje się na autorytety, zdaje się nie tyle kreować świat przedstawiony, ile bezpośrednio wpływać na rzeczywistość za pośrednictwem wątków zawartych w swoich książkach. Marek Meissner jedynie wykorzystuje znany od wieków motyw istnienia czegoś spoza kanonu chrześcijańskiego, nie negując przy tym podstawowych prawd wiary, a jedynie budując wokół stworzonego przez siebie samego wątku, całej fascynującej historii walki o przetrwanie Kościoła na świecie.
Dwie skrajności, które łączą jedynie niektóre elementy, takie jak przynależność gatunkowa.
Pozostaje jednak faktem, że fanom Browna, książka Meissnera również może przypaść do gustu. Z tą różnicą, że zaciekłym przeciwnikom pisarza amerykańskiego – także może się spodobać.
Do kogo zatem skierowana jest ta książka? Na pewno nie dla osób żądnych sensacji nie mających pokrycia w rzeczywistości, lecz dla osób ceniących dobrą intrygę, zagadkę, dzięki rozwiązaniu której nie tylko uratowany zostaje świat, lecz także rodzi się piękne i szczere uczucie.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

UT – Jacek Ostrowski

Tytuł: UT
Autor: Jacek Ostrowski
Wydawnictwo: JanKa
Ilość stron: 272
Rok wydania: 2012
Cena: 29.40 zł
ISBN 978-83-62247-18-9

Książka Jacka Ostrowskiego, to lektura z serii tych, które zaskakują bardzo pozytywnie. Przyznaję, że moja próba zajrzenia tej publikacji pod okładkę trwała kilka miesięcy, podczas których moja niechęć do tejże i dość hermetyczny opis fabuły sprawiły, że lektura ta wciąż przegrywała z innymi. Wychodzę jednak z założenia, że w życiu nie ma przypadków, a już na pewno nie ma przypadków dotyczących kolejności czytanych przez nas książek, czasu, w którym to robimy i wcześniej zdobytej wiedzy około literackiej, mającej sprawić, że nasze spojrzenie na kolejno wybierane pozycje zupełnie się zmienia.
Cieszę się, że UT przeczytałam właśnie teraz, właśnie w takich okolicznościach.
I jeśli kogoś z Was także nie zachęca ani opis, ani oprawa, spieszę donieść, że wszelkie te obawy i wątpliwości są płonne, bowiem to książka z gatunku tych, którym trzeba zajrzeć pod okładkę, by docenić jej wartość i wielowarstwowość. Zapewniam Was, że każdy znajdzie w niej element interesujący – ciężko bowiem określić jednorodność gatunkową tej publikacji. Można uznać ją  jednocześnie za powieść sensacyjną, której patronuje tajemnica, można określić ją jako historię z wątkiem miłosnym, można uznać ją za sagę o sekretach rodzinnych, można wreszcie mienić ją opowieścią o najważniejszych wartościach, a także o burzycielach tychże wartości – o największych problemach współczesności.
Ale, ale! O czym ja właściwie tyle mówię, pomijając najważniejsze – fabułę? Przedmiotem opowieści jest historia pewnego hotelu prowadzonego przez Julitę Ballucci, Dominga, a niegdyś także i ojca Julity – Barnarda.  Budynek ów mieści się w Pietresancie i przeżywa właśnie swój wielki kryzys. Standardy się zmieniły, a właścicieli nie stać na remont, co w konsekwencji sprawia, że brakuje klientów. Pewnego dnia jednak, u progu hotelu stawia się tajemniczy gość – Raul Gomes. Jego wizyta staje się początkiem serii dziwnych wydarzeń. Mężczyzna decyduje się na wynajęcie całego hotelu dla pięciu osób w marcu, całkowicie poza sezonem. Za usługę tę oferuję niebagatelną kwotę 50 tysięcy. Dla Julity staje się to prawdziwym darem niebios, szybko jednak nabiera podejrzeń. Zwłaszcza, że na tym wymagania klienta się nie kończą – chce on, by właścicielka hotelu przekazywała jego mieszkańcom pewne wiadomości oraz nie zadawała żadnych pytań – w innym wypadku ich umowa okaże się nieważna.
Raul, to człowiek na tyle tajemniczy i uwodzicielski, że bez trudu podbił serce bohaterki. Ich uczucie zaczyna się rozwijać, jednak właśnie wtedy Julita odkrywa, że mężczyzna nie jest tym za kogo się podaje, a ludzie, których sprowadził do hotelu, to indywidua nie tylko dziwne, ale także niebezpieczne. To pięć osób uosabiających część najważniejszych bolączek współczesności – terroryzm, pedofilię, korupcję, nieopanowaną dumę i inne. Jaki jednak mają oni związek z Julitą?
Szybko okaże się bowiem, że Raul wie o jej rodzinie o wiele więcej niż ona sama, a znajomość z nim nadwątli relację z ukochanym ojcem i podda w wątpliwość zaufanie jakim od lat darzyła jego i Dominga. Co więcej, nie jest on jednostką indywidualną, lecz przedstawicielem tajemniczej korporacji, której istnienie negują wszyscy, i o której strach mówić – UT.
Uff, ciężko opisać tę książkę w kilku słowach – to ogromny koktajl emocjonalny, buzujący od zagadek, od tajemnic, pełen niedopowiedzeń i gier z czytelnikiem. Ostrowski pod peleryną powieści sensacyjnej ukrywa pytania o ludzką moralność, pobudki, którymi się kierujemy, różne perspektywy patrzenia na jedną sytuację, sprawiedliwość, zemstę, a nade wszystko – sumienie, które ostatecznie rządzi naszym życiem i nie daje nam spokoju.  Autor rozprawia się z stereotypowym spojrzeniem na pewne tematy i gwarantuje swojemu czytelnikowi emocjonujące chwile z naprawdę dobrą  książką.
W mojej głowie co rusz rodziło się porównanie do dwu innych tworów kultury – książki Agaty Christie I nie było już nikogo oraz programu telewizyjnego sprzed kilku lat – Agenta. Dlaczego? Nie sposób opędzić się od myśli, że łączy je wiele wspólnych elementów – jedna osoba wiedząca o innych wszystko, znająca każdy ich ruch, porozumiewająca się z nimi za pomocą pośrednika i wiadomości, której mają oddziaływać na psychikę, podsuwanie obrazów mających pobudzić sumienie i sprawić, że wygrać ma jedno – odwaga i sprawiedliwość.
Ostrowski podaje te motywy w taki sposób, że czytelnik ma pragnienie sięgać wciąż po więcej i więcej. Przy tej książce nie można się nudzić!
Polecam gorąco!


czwartek, 9 sierpnia 2012

Dlaczego kaczki nie przymarzają do lodu?

Tytuł: Dlaczego kaczki nie przymarzają do lodu i inne zagadki codzienności
Autor: Ranga Yogeshwar
Wydawnictwo: Videograf II
Ilość stron: 316
Rok wydania: 2010
ISBN: 9788371838415

 
 
Z czasów dzieciństwa została mi jedna cecha – nieustająca ciekawość świata, skłonność do zadawania pytań na różne, czasem najbardziej błahe albo dziwne zagadnienia. Wielu moich znajomych dostaje furii, gdy po raz kolejny „szukam dziury w całym”, rozdrabniam na czynniki pierwsze rzeczy, na które nikt nie zwrócił zbytniej uwagi, a mi nie dają one spać. Gdy po raz kolejny z moich ust spływa zwrot „a dlaczego… a jak sądzicie… a skąd wiadomo… a kto…” większość osób z otoczenia przewraca oczami. A ja? A ja nadal drążę, szukam, pytam, niestrudzenie gonię za sprawdzonymi faktami, które mogłyby rozwiać moje wątpliwości.
Mojej niezaspokojonej ciekawości wychodzi naprzeciw jedna z książek obierających za tematykę zagadki codzienności. Autor, Ranga Yogeshwar, to człowiek, który podobnie jak ja, od lat najmłodszych szukał odpowiedzi na każdy, nawet na pozór najbłahszy problem. Jego pasja w dążeniu do prawdy zaowocowała tym, że dziś jest wziętym moderatorem telewizyjnym i autorem programów popularnonaukowych, a także twórcą książki Dlaczego kaczki nie przymarzają do lodu i inne zagadki codzienności, która stanowi niezbity dowód na to, że wiele rzeczy, które wydają nam się oczywistymi, stanowią tak naprawdę szereg faktów, o których nie mamy pojęcia.  Jako ludzie mamy tendencje do szybkiego przyzwyczajania się i uznawania wielu spraw za powszechne i niewymagające naszej specjalne uwagi. Co tak naprawdę wiemy jednak o otaczającym nas świecie? Czy potrafilibyśmy odpowiedzieć na pytanie najbardziej dociekliwego dziecka, które pragnie się dowiedzieć czegoś, co go dręczy?
Publikacja ta sprawia, że przestaniemy wierzyć stereotypom, a sami zaczniemy szukać satysfakcjonujących odpowiedzi, bez powielania opinii osób uznawanych powszechnie za autorytety, a tak naprawdę szerzących niesprawdzone informacje. Dzięki tej książce mamy szansę poszerzyć swoją wiedzę z kilku dziedzin, według których została ona usystematyzowana. Noszą one następujące tytuły:
  • Dlaczego kobiety mają zimne stopy? Zmysły i rozum, czyli w jaki sposób działa nasz organizm.
  • Dlaczego gwiazdy migoczą? Bezkresne dale albo kosmos, wiatr i pogoda.
  • Czy winda może się urwać? Technika dla początkujących
  • Dlaczego słonie mają takie duże uszy? Tajemnicze życie zwierząt.
  • Dlaczego kromka zawsze spada masłem na dół? Notatki na marginesie, czyli w krainie codzienności.
  • Czy literatura była dyscypliną olimpijską? Wyżej, szybciej, dalej, czyli wyzwania sportowe.
  • Dlaczego robi nam się niedobrze, kiedy czytamy w samochodzie?  W powietrzu, wodzie i na lądzie, czyli samochody i transport.
  • Skąd się biorą bąbelki w szampanie? Smacznego albo ciekawostki z kuchni, spiżarni i piwnicy.
  • Na czym polega zagadka tańczących kropli wody?  Home, sweet home, czyli co każdy człowiek powinien wiedzieć o gospodarstwie domowym.
  • Dlaczego w totku nie powinno się typować  1, 2, 3, 4, 5 i 6? Proszę liczyć!
Choć  w czasie stechnicyzowanego świata mamy możliwość większość informacji wyszukać w Internecie, tak naprawdę niewielu z nas się na to sili. Ufamy opinii publicznej, nie starając się zdobyć wiedzy samodzielnie. W takim wypadku książka ta wydaje się być prawdziwym wybawieniem! Gwarantuje ona świetnie spędzony czas, dobrą zabawę, a przy tym poszerzanie horyzontów. Prawdziwa gratka dla dociekliwych i ciekawskich!
Jak bowiem pisał Andersen, życie to najbardziej zdumiewająca bajka.
Polecam gorąco!


sobota, 10 marca 2012

To nie jest książka – autor anonimowy



Co rozbudza największą ciekawość?
Zakaz.

Gdy tylko coś zostanie nam wzbronione, odradzone, ale przy tym wcale nie uzasadnione, to jedyne czego w danym momencie pragniemy, to zerwanie owocu z drzewa zakazanego i poznanie tajemnicy rzeczy nieosiągalnej, bo zabronionej.
Podobnie rzecz ma się z tworem o wdzięcznej nazwie To nie jest książka.
Czytelnika zainteresować coraz trudniej. Lista wyczerpanych tytułów jest niesłychanie długa, lista powielanych – jeszcze obfitsza. Jak więc stworzyć nazwę, która wciąż miałaby niesłychaną siłę rażenia, która samym swoim byciem, zachęciłaby rzesze odbiorców do sięgnięcia właśnie po nią, a nie tysiące innych pozycji zalegających na półkach?

Gdy tylko ujrzałam tytuł To nie jest książki, z miejsca musiałam ją zdobyć. I nie ważne było dla mnie to, jaką tematykę będzie poruszała ta publikacja. Nie liczył się opis, recenzje, okładka, wydawnictwo, wydanie – nic na co zazwyczaj zwracam uwagę. Najważniejsze było rozwikłanie zagadki – czym jest, jeśli nie książką. Co skrywa w swoim wnętrzu i dlaczego wydaje się to nieosiągalne.

Anonimowy autor swoją pomysłowością urzekł nie tylko mnie. Do tej pory posiadł wielu czytelników, którzy zachęceni niespotykanym tytułem, nie wahali się, by dać tej pozycji szansę. I z czystym sumieniem mogę zawyrokować, że w większości z całą pewnością się nie zawiedli.
To nie jest książka jest wszystkim tym, czego szukacie w literaturze. Posiada swoją własną tajemnicę, akcję rozwijającą się w kierunku nie do przewidzenia, niezwykle barwnych bohaterów, szereg atrakcyjnych aluzji literackich, jest doskonała pod względem merytorycznym, a przy tym stanowi kuriozum. Pozycja ta rozpala wyobraźnię, wciągając jednocześnie czytelnika w korowód niezwykłych postaci i wydarzeń, stanowi prawdziwą literacką ucztę.

Mimo pozornie mylącego tytułu, To nie jest książka jak najbardziej książką jest. Z małym zastrzeżeniem – nie jest TYLKO książką. Skrywa w sobie znacznie więcej niż jedną tajemnicę.
Bohaterami tej niezwykłej historii są Miłosz i Wieśka. Jak widać autor nie próżnuje – aluzje rozpoczyna już nadając swoim bohaterom imiona niesłychanie podobne do polskich noblistów.
To tylko rozgrzewka przed prawdziwą rozgrywką w poszukiwaniu szeregu odniesień.
Dziewczyna i chłopak są właśnie w klasie maturalnej. Stanowią parę niezwykłych znajomych – on choruje na raka i nieuchronnie zbliża się ku śmierci, ona – zafascynowana jest nieśmiertelnością, której po części stała się także kolekcjonerką. Dziewczyna nie wie o cierpieniu swojego przyjaciela, bowiem ten nie chcąc szukać u innych współczucia, nie zdradza przyczyny swoich wielu nieobecności i pobytów w szpitalu nawet nauczycielom.
Jego życiu nieuchronnie towarzyszy jednak strach przed przedwczesnym odejściem, a w przyjaźni z Wieśką odnajduje poszukiwany spokój.
Pewnego dnia Wieśka przekazuje mu niezwykłą wiadomość – szukając kolejnych publikacji nt. nieśmiertelności odnalazła trop To nie jest książki, książki której od dawna poszukiwali. Zupełnie przypadkowo natknęła się w Internecie na wiadomość, która pozwalała zlokalizować jeden z jej egzemplarzy w pobliskiej bibliotece - bibliotece niebywałej, bo wcale nie państwowej.
Zdobycie go jednak okaże się nie tak proste jak mogłoby się wydawać. Każda napotkana osoba, będzie skutecznie komplikować historię To nie jest książki, po to, by młodzi bohaterowie nie mogli do niej dotrzeć. Pozycja ta może być bowiem pokazana jedynie nielicznym, gdyż prawdy w niej zawarte zmieniają życie jej czytelnika tak mocno, że już nigdy nie będzie w stanie wrócić do pierwotnego stanu, często zatracając resztki swojego człowieczeństwa w szaleństwie.

Książka ta to nie tylko historia odwiecznego poszukiwania lekarstwa na śmierć, lecz także niezwykła opowieść o przyjaźni, poświęceniu, samotności. Wydarzenia, które pozornie dzielą ludzi, w tej pozycji zaczynają ich łączyć – w obliczu zagrożenia wróg staje się przyjacielem, wyniosłość ustępuje miejsca współczuciu, a wiedza dostępna jest jedynie tym, którzy nie mają już drogi powrotnej.
To także paraboliczna opowieść o wyniszczającej sile człowieczej ciekawości oraz o tym, jak niewiele wiemy o życiu, a także o największym marzeniu rodzaju ludzkiego – posiadaniu świętej księgi odpowiadającej na wszelkie pytania. W dobie racjonalizmu i rozwoju nauki jej funkcję pełni dziś Wikipedia.
Nie o tej księdze jest jednak ta historia, choć nie da się ukryć, że to książka jest tutaj motywem przewodnim porywającym czytelnika. Autotematyzm na wielu poziomach, stanowi dla odbiorcy nie lada gratkę, podobnie jak niezliczona liczba aluzji literackich.  Wiele z nich pozostało dla mnie zakrytych, na chwilę obecną nieczytelnych. Odnajdywanie intertekstualności dostarcza krocie przyjemności, jednak wymaga sporej świadomości literackiej i dużego zaplecza wiedzy oraz znajomości tekstów kultury. To nie jest książka jest wbrew pozorom niesłychanie wymagającą i erudycyjną pozycją. A jednak, nawet dla odbiorcy niezaznajomionego z większością przywoływanych tekstów stanowić będzie doskonałą rozrywkę i niezapomnianą podroż po kartach literatury. Różnica będzie jedynie w recepcji, która stanowi tutaj klucz do sukcesu. Pozycja ta nie ma chyba odbiorcy idealnego, nastawiona jest na indywidualne przyjmowanie przedstawionych treści i samodzielne doszukiwanie się ukrytych znaczeń.
By jednak wskazać na wielość aluzji, wystarczy wymienić kilka tytułów pojawiających się na pierwszych kartach To nie jest książki, a są to: Biblia, Ulisses, Radość pisania Szymborskiej, Buntownik bez powodu, Imię Róży, Dowcip, Matrix, Harry Potter, Władca Pierścieni, historia życia Wojaczka, Gwiezdne Wojny, Mistrz i Małgorzata, mity greckie, dzieła Zdzisława Beksińskiego, publikacje Milana Kundery i wiele, wiele innych. Autor przywołuje je na wiele sposobów, czasem wprost, czasem przy użyciu cytatu, czasem przypominając fabułę filmu: niejednokrotnie są to jedynie urywki, słowa-klucze pozwalające się domyślić z czego czerpie twórca.
Biorąc pod uwagę mnogość podejmowanych przez autora tematów i wielość nawiązań do innych tekstów kultury, wydawać by się mogło, że książka ta jest opasłym tomiskiem. Nic bardziej mylnego! To przystępne, niespełna trzysta stronicowe wydanie, z którego każdy powinien zaczerpnąć.  Chapeau bas!




sobota, 18 lutego 2012

Puszczyk – Jan Grzegorczyk

Przy wyborze książki Jana Grzegorczyka intuicja mnie nie zawiodła.
Rzadko zdarza się, by okładka, opis, opinie – wszystko składało się na jedną spójną całość, która do czytelnika woła głośnym „przeczytaj mnie!”. Wyżej opisana sytuacja ma jednak miejsce w przypadku najnowszej powieści Grzegorczyka, autora m.in. Chaszczy.

Czasem, wielu z nas marzy o ucieczce od codzienności do miejsca, które samym swoim istnieniem gwarantowałoby pożądany spokój, wyciszenie i zaszycie się. Idealnym miejscem na oddech, dla osób z dużych miast, wydaje się być prowincjonalne miasteczko, znajdujące się z dala od gwaru, szumu i dostępności wszystkiego.
Niejednokrotnie jednak, to właśnie w takim miejscu nasze życie nie dość, że nie zaczyna być ustabilizowane, to jeszcze ulega ciągłym zawirowaniom.

Bohaterem Puszczyka jest Stanisław Madej – niespełniony pisarz w średnim wieku. Nieodłącznymi towarzyszami jego życia są samotność, zagubienie i niezmienny brak szczęścia w miłości. Mężczyzna ma nadzieję, na odnalezienie upragnionego spełnienia w nowym miejscu, które staje się ucieleśnieniem jego eskapizmu.
To w nim Stanisław pragnie zacząć życie od nowa, przeszłość odgradzając grubą linią demarkacyjną. Bohater oczekuje jedynie spokoju i azylu.
Szybko jednak okazuje się, że wybór miejsca na nowy start był dość niefortunny.

Gdy Stanisław odnajduje zwłoki księdza, który miał wyjawić mu pewną tajemnicę, czuje, że jego śmierć nie jest przypadkowa. Choć zgon proboszcza  przez specjalistów uznany był za wypadek, Madej na przekór wszystkim postanawia przeprowadzić małe śledztwo na własną rękę. Dobrze wie, że w tak małej miejscowości, to właśnie ksiądz jest osobą, która o swoich parafianach wie najwięcej – zna ich najskrytsze sekrety, obserwuje ich zachowania, uczestniczy w ich życiu od lat. Stanisław podejrzewa, że proboszcz wiedział o czymś, co mogło przysporzyć mu wrogów pragnących jego śmierci.

Podczas dochodzenia, na drodze bohatera staje wielu ludzi, którzy okazują się być pionkami w grze o wszystko. Stanisław wikła się w kilka romansów, z których żaden nie kończy się tak, jak chciałby tego Madej. Nieświadomie jest on manipulowany i wykorzystywany, a jego nadmierna ufność przysparza mu nie lada problemów.

Powieść Grzegorczyka jest rewelacyjna. Wciąga od pierwszych chwil, trzyma w napięciu, które budowane jest stopniowo i doskonale oddziałuje na psychikę.
Podczas całej lektury przez moją głowę przewinęła się całą plejada potencjalnych podejrzanych. W końcowej fazie udało mi się odkryć winnego, przed wyłożeniem wszystkich kart przez autora, jednak nie wpłynęło to na dalszą lekturę negatywnie. Z przyjemnością śledziłam losy Madeja, z wielką radością obserwowałam jak moje przypuszczenia staję się niepodważalną prawdą.
Puszczyk, to opowieść dla tych, którzy cenią sobie zaskakujące wydarzenia. Nie jest to bowiem typowy kryminał, lecz  w dużej mierze kryminał obyczajowy. Obserwujemy w nim psychologiczne gry bohaterów, uzasadnienia ich zachowań, wiele wątków miłosnych, odwołań do tekstów kultury, średniowiecznej mistyki, a także dużo, dużo więcej.


Jeśli szukasz czegoś utrzymanego w konwencji, jednak niesztampowego – sięgnij po Puszczyka, a nie pożałujesz.








sobota, 1 października 2011

Przeklęty zakon – Craig Smith




Co jest jedną z najbardziej charakterystycznych i popularnych tendencji objawiających się na rynku literackim? Oczywiście jest to pojawianie się całej masy współczesnych powieści apokryficznych lub pseudo apokryficznych.
Pojęcie apokryfu jest wieloznaczne i trudno o jedną spójną definicję, gdyż czym innym będzie on dla teologa, a czym innym dla literaturoznawcy. Samo słowo „apokryf” ma swoje korzenie w języku greckim i oznacza to, co ukryte, tajemne, nie stworzone z Bożego natchnienia.
Kościół katolicki apokryfami nazywa dzieła powstające obok Ewangelii, często opowiadania o życiu Jezusa oraz dwunastu Apostołów. Pochodzą one z początków naszej ery.
Dziś słowo apokryf jest używane w szerszym kontekście i niejednokrotnie ma zabarwienie negatywne. Oznacza  bowiem wszelkie utwory pisane na podstawie fabularnych wątków biblijnych. Apokryfy powstawały i nadal rozwijają się bez jakichkolwiek ograniczeń.
Ich autorami kiedyś byli ludzie prości, próbujący wytłumaczyć sobie swoją wiarę, znaleźć odpowiedzi na dręczące problemy i wątpliwości. Często teksty te jako akt obrony przed atakami na wiarę. Dziś mamy do czynienia z sytuacją odwrotną – ma się wrażenie, że autorzy apokryfów usilnie chcą podważyć wiarę katolicką, wykorzystując utarte schematy, wprowadzając kontrowersyjne wątki. Wszystko to, w większości pisane jest jedynie dla pieniędzy i rozgłosu. W sieci nowo powstających tekstów o tematyce apokryficznej istnieją jednak jeszcze ciągle autorzy stawiający sobie za punkt wyjścia nakreślenie bogatych portretów psychologicznych przy wykorzystaniu historii znanych z historii postaci. [1]
Tekst Craiga Smitha to połączenie współczesnego apokryfu z sensacją wzorowaną na prozie Dana Browna.

Narracja prowadzona jest z dwu perspektyw. Jesteśmy uczestnikami zarówno wydarzeń współczesnych osadzonych w roku 2006, jak i świadkami początków naszej ery.
Według legend około roku 30 na polecenie Poncjusza Piłata wykonano portret Chrystusa, który, jeśli wierzyć podaniom przetrwał po dziś dzień. Wizerunek ten miał przynosić nieśmiertelność każdemu z jego właścicieli. Niestety, był on skrzętnie ukrywany przez Zakon Templariuszy. Dzisiaj nadal każdy chce stać się posiadaczem legendarnego dzieła uchodzącego w niektórych kręgach za Całun Turyński czy Chustę z Manopello. Jakie korzyści dla elity politycznej może mieć taka własność?
Craig Smith pozwala nam śledzić zarówno moment skazywania Chrystusa oraz malowania obrazu, jak i współczesne próby jego odnalezienia i zawłaszczenia.
Najważniejsze jest jednak kreślenie bogatych portretów psychologicznych. Poznamy Piłata nieustępliwego okrutnika, furiata, który chce uchodzić za łaskawego i miłosiernego, a tak naprawdę jest bezwzględnym mordercą. Antagonistycznymi postaciami będą Żydzi, którzy ukazani są jako żarliwi wyznawcy wiary, charakteryzujący się niezwykłą cierpliwością i determinacją.

Mimo tego, że wydarzenia współczesne są nasycone wartką akcją, ścielącym się gęsto trupem i wiecznymi pościgami, to tak naprawdę o wiele ciekawsza jest część poświęcona zdarzeniom z początków naszej ery.
Craig Smith nie zawarł w swoim tekście nic odkrywczego. Wykorzystał dobrze sprzedające się motywy [patrz: święty Graal, okultyzm, stylizacja na Dana Browna], nie dodał nic nowatorskiego, powielił znane schematy, po to by w ostatecznym rozrachunku otrzymać poprawną powieść ni to sensacyjną, ni obyczajową.

Wielkim atutem tekstu są właśnie bogate portrety psychologiczne, jednak nie jestem pewna czy to właśnie ich nakreślenie było głównym celem przyświecającym autorowi, czy jedynie skutkiem ubocznym prowadzonej narracji.

Ważnym elementem książki jest nota historyczna zawarta na końcu – dzięki niej czytelnik może przekonać się jak zręcznie autor połączył fakty z fikcją i jak wiele pracy włożył w dokładne, szczegółowe opisanie dwóch odległych rzeczywistości.

Zaskakującym elementem jest tytuł – owszem zakon templariuszy przewija się na kartach tej powieści kilkakrotnie, jednak nie jest w żaden sposób odpowiedzialny za rozwój akcji. Nie jest głównym motywem ani elementem, którego nie można by pominąć. Kiepski przekład z oryginału, co nie jest w Polsce zjawiskiem wcale rzadkim.

Powieść polecam, takim jak ja, miłośnikom i amatorskim badaczom tekstów apokryficznych, ale także fanom zagadek, tajemnic, roboczo zwanej „prozy brownowskiej”, a także osobom poszukującym w książkach bogatych portretów psychologicznych.

4/6





[1] Przy pisaniu wstępu korzystałam ze swojej pracy naukowej APOKRYF W LITERATURZE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ. Postać Poncjusza Piłata w apokryfach staropolskich i współczesnych powieściach apokryficznych. Niektóre ze zdań są cytatami z tejże.