Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 września 2012

Tropiąc jednego wilka



Tytuł: Tropiąc jednego wilka
Autor: Justyna Karolak
Wydawnictwo: Replika
ISBN: 978-83-76741-87-1
Rok wydania: 2012
Oprawa:
miękka + skrzydełka
Ilość stron: 436











Ojj, niemały problem miałam z tą książką.
Gdybym należała do osób, które po przeczytaniu trzech stron decydują czy dla jakiejś pozycji warto poświęcić kilka godzin życia, czy też nie – odrzuciłabym ją w kąt.
Z każdym kolejnym zdaniem bowiem pukałam się w głowę, w której kotłowała się tylko jedna myśl: „Co ja w ogóle czytam?!”. Pierwsze stronice niemalże zabiły mnie swoją bezsensownością, pustką i jakąś pseudointelektualną paplaniną. Widząc, jak obszerna jest cała książka, modliłam się jedynie o to, by te pierwsze zdania okazały się jedynie prowokacją, a cała pseudomądrość zamieniła się wnet w naprawdę logiczne i pozbawione quasi-filozoficznego ducha Coelho zdania. I tak też się stało – na tych trzech stronicach męka się skończyła. Katastrofalne wynurzenia zaczęły nabierać spójności, stały się pretekstem do refleksji głębszej i zdecydowanie poważniejszej. Opowieść troszkę głupiutkiej nastolatki, powtarzającej to samo co dwa słowa, nabrała mocy i szybko okazała się być wstępem do refleksji dojrzałej już osoby nad istotą swojej kobiecości i nad istotą kobiecości w wymiarze ogólnym. Bełkot dorastającej dziewczyny, zamienił się w głębsze zastanowienie się nad życiem – pozwolił wrócić dwóm przyjaciółkom w czasy młodości i zanalizować każde ich posunięcie. Stanęły oto bowiem przed szansą i wielką próbą zdefiniowania kobiecości, dookreślenia jaką rolę w jej pojmowaniu i rozumieniu pełnią mężczyźni, wszystko to jednak za sprawą dość dziwacznej metafory mrówek spadających z sufitu i Marynarza, będącego wytworem wyobraźni dwóch przyjaciółek, a jednocześnie uosobieniem ich młodzieńczych marzeń o męskim ideale, balansowało na cienkiej granicy absurdu.
Dzięki kończeniu jednego rozdziału zdaniem, które stanowiło także rozpoczęcie kolejnego, bez trudu czytelnik mógł zorientować się w nadchodzących przemyśleniach.
Choć całość wydaje się mocno odrealniona, wypada zastanowić się czy aby na pewno nigdy nie miałyśmy w życiu momentu, w którym zatrzymałyśmy się i wraz z inną bratnią duszą i wspólnie dochodziłyśmy do prawdy o sensie swojego istnienia, o celowości bycia właśnie kobietą, właśnie w takim świecie zdominowanym przez mężczyzn; czy wspólnie nie analizowałyśmy swoich błędów, swojej bierności.
Myślę, że książka ta z powodzeniem mogła streścić się na mniejszej ilości stron, jednak pewną perwersyjną radość sprawiało mi śledzenie kolejnych wynurzeń, wspomnień przyjaciółek, których życie odznaczało się kolejnymi podbojami w poszukiwaniu jedynego Marynarza, mającego ukierunkować ich życie jednoznacznie.
Rozmowy przyjaciółek nie odbywały się jednak przy herbatce i dobrym ciastku, nie charakteryzowały się spotkaniami, podczas których dominował głośny śmiech, uczucie ciepła na myśl o tym, co minione. Kobiety swoje refleksy przeszłości przekazywały sobie i analizowały drogą telefoniczną. Świadkami ich reminiscencji były więc jedynie one same – ich dialog stanowił jedynie furtkę do siebie samych, pozwalający dostrzec pewne sprawy z innej perspektywy. W refleksjach obu pań nie brakowało goryczy, żalu i tęsknoty za tym, co utracone. Chciały one jedynie wyciągnąć wnioski na przyszłość, jeszcze raz przyjrzeć się temu, co gdzieś się rozpadło i dociec przyczyny niepowodzenia.
Czy polecam? Na pewno nie każdemu, z pewnością osobom cierpliwym, które potrafią wydobyć z książki kwintesencję, nie zważając na ewentualne niedociągnięcia.


Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 19 września 2012

Zbrodnicze nowości

 




Tego roku, przed fanami kryminałów jeszcze wiele historii mrożących krew w żyłach. Oto kilka z nich:






Kategoria: Horror, sensacja, kryminał
ISBN:
978-83-7839-364-1
Tytuł oryginału: Lovens gap
Data wydania: 04.10.2012
Format: 142mm x 202mm
Liczba stron: 464
Cena detaliczna: 42,00 zł
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka

Kolejna powieść norweskiej mistrzyni kryminałów.

Jest 4 kwietnia 1997 roku, pół roku po zmianie rządu w Norwegii. Pani premier Birgitte Volter zostaje znaleziona martwa w swoim gabinecie z raną postrzałową głowy. Ale kogo właściwie zastrzelono? Norweską premier czy Birgitte, osobę prywatną? Norwegia jest wstrząśnięta. Oprócz funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, do sprawy zostaje przydzielonych dwustu policjantów z Komendy Okręgowej Policji w Oslo. Śledztwo prowadzą Billy T. i prokurator Håkon Sand. Obaj tęsknią za Hanne Wilhelmsen, która wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Czy Hanne wróci, by zaangażować się w tak poważną sprawę w kraju











Kategoria: Horror, sensacja, kryminał
ISBN: 978-83-7839-376-4
Tytuł oryginału: XO
Data wydania: 23.10.2012
Format: 142mm x 202mm
Liczba stron: 456
Cena detaliczna: 38,00 złAgentka specjalna Kathryn Dance zmierzy się z obłąkanym stalkerem, prześladującym piękną wokalistkę country. 

Kayleigh Towne to śliczna dziewczyna o głosie, który zapewnił jej pierwsze miejsca na listach przebojów country. Piosenkarka przyjmuje sławę z radością – do chwili gdy niewinna wymiana zdań z jednym z fanów otwiera przed nią mroczne, przerażające rejony. Wkrótce ludzie otaczający Kayleigh zaczynają ginąć. Agentka specjalna Kathryn Dance musi skorzystać ze swojej znajomości mowy ciała i talentu do prowadzenia przesłuchań, by powstrzymać szaleńca – ale wkrótce przekonuje się, że jak większość gwiazd, Kayleigh ma niejednego wroga. „Twój cień” to typowa dla Deavera szalona karuzela licznych wątków. Nic nie jest tym, czym się z pozoru wydaje.


Kategoria: Horror, sensacja, kryminał
ISBN:
978-83-7839-371-9
Tytuł oryginału:
Kald mig Prinsesse
Data wydania:
16.10.2012
Format:
130mm x 200mm
Liczba stron:
352
Cena detaliczna:
38,00 zł
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Drugi tom cieszącej się popularnością serii kryminałów z Kopenhagą w tle.

Kopenhaska komenda policji otrzymuje zgłoszenie o brutalnym gwałcie dokonanym na młodej kobiecie. Sprawa zostaje przydzielona asystent kryminalnej Louise Rick. Okazuje się, że kobietę zgwałcił poznany na portalu randkowym mężczyzna, który podał fałszywą tożsamość. Bliższe badanie innych niewyjaśnionych gwałtów ujawnia ten sam sposób działania. Kiedy w podobnych okolicznościach umiera młoda kobieta, policja postanawia użyć wszelkich sił i środków, które pozwolą ująć seryjnego gwałciciela. Kolejne tropy wiodą w coraz to inną ślepą uliczkę, Louise Rick musi więc podjąć niestandardowe działania. Zakłada profil na portalu randkowym…





Tytuł oryginału:Rum nummer 10
Przekład:Paweł Urbanik
Seria:Czarna Seria
Wydanie:I
Data wydania:październik 2012
Format:135 x 210
Oprawa:miękka
Wydawnictwo:  Czarna Owca

W göteborskim pokoju hotelowym znaleziono zwłoki zamordowanej kobiety. Erik Winter po przybyciu na miejsce uświadamia sobie, że wcześniej tu był. Wtedy też chodziło  o zaginioną kobietę, której sprawa nigdy nie została rozwiązana. Winter jest pewien, że wtedy coś widział. Coś, co mu umknęło a co  powinien był zinterpretować. Czy te dwie kobiety miały ze sobą coś więcej wspólnego niż tylko pokój numer 10?
 






Dla Gabriela i jego żony Chiary to miał być początek przyjemnego weekendu w Londynie – najpierw wizyta w galerii w St. James's, by potwierdzić autentyczność nowo odkrytego obrazu Tycjana, a potem spokojny wspólny lunch. Jednak w ten jesienny dzień zdarzyły się dwa krwawe zamachy bombowe w Paryżu i Kopenhadze. Idąc z żoną w stronę Covent Garden, Gabriel dostrzega mężczyznę, który jego zdaniem zamierza właśnie dokonać trzeciego ataku. Zanim Gabriel zdąży wyciągnąć broń, zostaje powalony na chodnik i może tylko obserwować toczący się koszmar.Dręczony poczuciem winy, że nie zdołał powstrzymać masakry niewinnych ludzi, Gabriel wraca do swojego ustronnego domu na wybrzeżu Kornwalii. Wkrótce zostaje wezwany do Waszyngtonu, by po raz kolejny spróbować stawić czoło nowemu obliczu globalnego terroru. Główne zagrożenie stanowi urodzony w Ameryce, a obecnie działający w Jemenie islamski duchowny, którego Allah obdarzył "piękną i uwodzicielską mową". Ten utalentowany oszust, który był kiedyś na liście płac CIA, teraz jako terrorystyczny mózg planuje nową serię ataków.Gabriel i jego zespół, wspomagani przez Amerykanów i Brytyjczyków, opracowują śmiałą i skomplikowaną operację. By plan zniszczenia siatki terrorystów się powiódł, Gabriel sięga do swojej burzliwej przeszłości. Prosi o pomoc pewną kobietę - samotną dziedziczkę fortuny i kolekcjonerkę dzieł sztuki, która pomoże mu przekroczyć mroczną granicę między światem islamu a Zachodem. To córka dawnego wroga, a łączą ją z Gabrielem przelana krew...
Akcja Portretu szpiega z waszyngtońskich kuluarów władzy przenosi się wartko do pełnych przepychu domów aukcyjnych Nowego Jorku i Londynu oraz w surowy pejzaż saudyjskiej pustyni.




Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Hanna Winter
Premiera: 1 października

Czasy, kiedy kryminały uważano za „literaturę wagonową”, niezbyt wyrafinowaną rozrywkę czytelniczą, którą nie należy się zbytnio przed nikim chwalić, na szczęście odeszły już w niepamięć. W ostatnich latach to właśnie powieść kryminalna – obok reportażu – jest jedną z najbujniej rozwijających się dziedzin prozy.

Jeśli chodzi o twórczość zagraniczną, niepodzielnie rządzą kryminały ze Skandynawii, co ma swoje dobre i złe strony. W zdecydowanej większości pisarze ze Szwecji, Norwegii czy Finlandii odwołują się do tego samego wzorca z wyraźnymi wątkami polityczno-społecznymi, spopularyzowanego przez Henninga Mankella czy Stiega Larssona, a to sprawia, że ich utwory stają się coraz bardziej przewidywalne.Robert Ostaszewski, POLITYKA nr 24 (2862)Po przygodzie z zimną skandynawską grozą, czas na coś zupełnie nowego – zaplanowany z morderczym wyrachowaniem i przerażającą precyzją – mroczny, niemiecki koszmar."Giń" Hanny Winter. Lektura obowiązkowa dla miłośników dobrego, ostrego, zaskakującego i trzymającego w napięciu kryminału. Premiera wcześniej niż zapowiadaliśmy - już 1 października!




Strzeżcie się!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

niedziela, 26 sierpnia 2012

Prawdziwe morderstwa – Charlaine Harris

Tytuł: Prawdziwe morderstwa
Autor: Charlaine Harris
ISBN: 978-83-7674-182-6
Data wydania: 11/07/2012


Charlaine Harris poznałam już za sprawą serii z Sookie Stockhouse, a także innej – z Lily Bard, jednak dopiero o serii powieści z Aurorą Teagarden w roli głównej, którą zapoczątkowały Prawdziwe morderstwa, mogę uznać za najlepszą i najbardziej wciągającą. Dlaczego ryzykuję takie stwierdzenie już po pierwszej części?
Do tej pory słysząc peany na cześć talentu Harris, kiwałam nieznacznie głową, sądząc, że tak naprawdę jest ona jedynie dobra, nie zaś jak twierdzą niektórzy – wybitna, jeśli idzie o pisanie tekstów komercyjnych. W wybieraniu tematyki, która pociągnie miliony, prawdopodobnie zasiada ona dziś na podium, jako jedna z trójki najlepszych pisarzy w tej kategorii. Jej książki są lekkie, pisane prostym językiem, z fabułą może niekoniecznie bardzo wciągającą, ale mającą w sobie coś nienazwanego, co sprawia, że po prostu chce się czytać dalej, chce się sięgać po kolejne części, choć są lepsze i gorsze [z przewagą tych drugich].
Do tej pory Harris nie potrafiła jednak wykreować świata, który miałby w sobie jakiś element, który przyciągnąłby mnie na tyle, bym sama mogła nazwać się fanką pisarstwa tej autorki. Aż do teraz.
Stworzenie głównej bohaterki, którą byłaby niepozorna bibliotekarka, siedząca z nosem, na który opadają duże okulary utkwionym w książkach, a która interesuje się sprawami morderstw, a po czasie staje się także ich niemalże główną bohaterką, było strzałem w dziesiątkę. Harris wreszcie wybrała temat, który sprawia, że choć do wybitności, wciąż Prawdziwym morderstwom daleko, ja już wiem, że serię, którą ta książka zapoczątkowała będę śledzić z należytą jej uwagą, nie opuszczając ani jednej jej części, nawet jeśli jej wartość daleka będzie od zadowalającej. I to jest chyba to, na czym najbardziej zależy twórcom komercyjnym – owinięcie sobie czytelnika wokół palca, za sprawą drobnych elementów.
Za to, Harris należą się gratulacje.

Czym jednak tak bardzo mnie zainteresowała? Brawa należą się w pierwszej kolejności Wydawnictwu, które zdecydowało się na taką okładkę – nie znając opisu fabuły, wiedząc jedynie, że to kryminał – kupowałabym w ciemno. I nie zawiodłabym się, bowiem wnętrze jest nie mniej frapujące.

Inteligencja, przenikliwość, bystrość, zdolność szybkiego kojarzenia faktów – cztery cechy, których zewnętrznym symbolem są w przypadku Aurory duże okulary, to elementy, które powinien mieć każdy szanujący się „detektyw”, nawet amatorski. Myślę, że takim mianem z powodzeniem można nazwać bohaterkę, która wraz z innymi mieszkańcami Lawrenceton należy do klubu o wdzięcznej nazwie Prawdziwe Morderstwa, zrzeszającego ludzi interesujących się dawnymi zbrodniami, wspólnie dochodzącymi do prawdy i dzielącymi się celnymi spostrzeżeniami. Grupa spotyka się raz w miesiącu, wtedy też jedna z osób przedstawia jakąś znaną sprawę, którą wspólnie analizują.
Tym razem swoją kolej ma Aurora, która postanawia wygłosić konferencję na temat sprawy Julii Wallace. Nieprzypadkowo tego samego dnia dochodzi do brutalnego morderstwa, które w najdrobniejszych szczegółach przypomina sprawę, którą miała omawiać Roe.

Od tego dnia miasteczkiem zaczyna wstrząsać seria zabójstw kopiowanych, wiernie przypominających te sprzed lat. Automatycznie w gronie podejrzanych znajdują się wszyscy członkowie klubu Prawdziwe Morderstwa, a Aurora wraz z należącym do grupy policjantem, starają się szybko odnaleźć sprawcę. Niestety, oprócz tego, że osoby zrzeszające się co miesiąc na spotkaniach grupy stały się podejrzane, okazały się być także potencjalnymi ofiarami…

W najnowszej książce Harris trup ściele się gęsto, nikt nikomu nie ufa, każdy żyje w strachu, a jednocześnie bardzo przeżywa całą sprawę – wszyscy bowiem niezdrowo interesują się morderstwami i nie ma dla nich znaczenia fakt, że sami mogą okazać się kolejnymi ofiarami.

Autorka zbudowała intrygę, która nie pozwala o książce zapomnieć, czyta się ją jednym tchem, zapominając przy tym, że na moment sami stajemy się nadmiernie interesującymi się sprawą morderstwa czytelnikami.
Lektura z całą pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubują się w makabrze, interesują się starymi zbrodniami i marzą o tym, by samym należeć do podobnego klubu. Dla mnie była to doskonała lektura i idealne rozpoczęcie serii, budzące apetyt na więcej.
Szkoda, że książka ta jest stosunkowo niewielkich rozmiarów, bowiem nie do końca pozwala to intrygę rozbudować fabularnie, jednak z drugiej strony sprawia, że napięcie zaskakująco szybko rośnie, a podejrzanym staje się niemalże każdy. Zakończenie na miarę hollywoodzkich filmów, książka stanowi zatem doskonały materiał na film lub też, idąc w ślad za Czystą krwią – na serial.
Polecam i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części!


Baza recenzji Syndykatu ZwB


sobota, 21 lipca 2012

Zatrute pióra polskich pisarzy


Tytuł: Zatrute pióra
Wydawnictwo
:Replika
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 312



Zatrute pióra, to antologia kryminału, w której znalazły się teksty zarówno jednych z najbardziej znanych dziś polskich twórców tego gatunku, jak i utwory pisarzy na co dzień trudniących się inną formą  wypowiedzi literackiej, którzy jednak na potrzeby tej publikacji, postanowili spróbować swoich sił w tymże gatunku.

Pozycja ta stanowi doskonałą pod względem kompozycyjnym całość. Choć jak w każdym zbiorze tego typu, znajdują w niej teksty lepsze i gorsze, ogólne wrażenie pozostaje jedno i niezmienne – Zatrute pióra to naprawdę przyzwoita kompilacja tekstów autorstwa całkowicie różniących się pod względem stylu pisarskiego twórców, stanowiąca zgraną i co najważniejsze, spójną, dawkę kryminału.
Podobnie jak różnią się formalne rozwiązania pisarzy, których krótkie formy literackie składają się na ten tom, tak samo różnią się podgatunki, które postanowili oni zrealizować. Nie znajdziemy w tym woluminie bowiem dwóch podobnych sobie tekstów, które mogłyby wywołać znudzenie materiałem – każde kolejne opowiadanie należy do innego typu, dzięki czemu całość staje się różnorodna, a co za tym idzie – każdy ma szansę znaleźć w niej coś dla siebie, każdemu może przypaść do gustu inny fragment. Inną zaletą tej antologii jest promowanie polskich autorów, którzy w powszechnej opinii jeśli nie są Pilchem czy Krajewskim, tak często uważani są za gorszych.
Jak wskazuje na to tenże zbiór – polski kryminał istnieje i ma się całkiem dobrze. Mało tego! On się rozwija w wielu kierunkach – znajdziemy tu kryminał obyczajowy, społeczny, polityczny, gangsterski, historyczny, humorystyczny, z przymrużeniem oka, a także rasowy dreszczowiec, w niczym nie ustępujący zachodnim odpowiednikom królującym na listach bestsellerów.
Opowiadanie jest o tyle wymagającą formą, że wymaga ujęcia na kilkunastu stronach tego, co z powodzeniem nadałoby się na pełnowymiarową powieść. Od autora krótkiej formy wymaga się wyczucia, odpowiedniego budowania napięcia i rozwiązania na miarę mistrzów. Nie może nudzić, nie może też podawać wszystkiego od razu na tacy. Opowiadanie wymaga konsekwentnego i umiejętnego wytworzenia odpowiedniej atmosfery – a najlepiej napięcia, dzięki któremu czytelnik ma ściśnięte gardło od pierwszego do ostatniego słowa.
W przypadku tej antologii udało się to jednej autorce – Annie Klejzerowicz.
Jej opowiadanie (Zatruta krew) otwiera tę publikację i, choć podobnie jak wszystkie teksty w tym zbiorze, traktuje o zemście, to jako jedyne ma w sobie coś, co nie pozwala się od niego oderwać. Pisarka umiejętnie operuje suspensem, sprawia, że dreszcz napięcia nie opuszcza odbiorcy do samego końca. Tajemnica została utrzymana niemalże do ostatniego słowa, dzięki czemu czytelnik zostaje tak bardzo pochłonięty przez lekturę, że z permanentnie napiętymi nerwami, oczekuje zaskakującego zakończenia. Perełka, która pozwoliła mi odkryć tę notabene znaną autorkę.
Pozostałe teksty wchodzące w skład antologii, to kolejno: Recepta Krzysztofa Koziołka, Wakacjusz Romualda Pawlaka, Sprawiedliwość i zemsta Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, Zabawy przy torach Gai Grzegorzewskiej,Transakcja Marcina Pilisa, Ostatnia kołysanka Roberta Ostaszewskiego, Krew jest osobliwym sokiem Joanny Jodełki, Efekt domina Jacka Skowrońskiego, Memento Agnieszki Krawczyk oraz Spokojnie, spokojnie Lucyny Olejniczak.
Spośród nich warto wyróżnić jeszcze tekst Jodełki, który podobnie jak Klejzerowicz do końca trzyma w napięciu oraz opowiadanie Skowrońskiego, którego najmocniejszą stroną jest zaskakujące zakończenie.

Komu polecam? Miłośnikom kryminałów, fanom intrygujących zagadek i osobom, które lubią pogłówkować oraz… troszkę się bać. Chociażby tylko fikcyjnie.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

środa, 27 czerwca 2012

Ukryte piękno Wenecji



Donna Leon zasłynęła jako twórczyni serii o niezawodnym i nieustępliwym komisarzu Guido Brunettim.
Ukryte piękno, podobnie jak poprzednie książki z cyklu, pod zasłoną intrygi kryminalnej, rzuca światło na problemy polityczne oraz obyczajowo-kulturalne Włoch.

Tym razem Leon zabiera nas na kolację u teściów Brunettiego, gdzie ten poznaje signorę Marinello. Za sprawą Cycerona, natychmiast znajduje z nią wspólny język, co pozostanie nie bez znaczenia dla całej historii.
Niedługo po kolacji, komisarz zostaje wtajemniczony w sprawę zabójstwa właściciela firmy przewozowej, jak się okaże, zamieszanej także w nielegalny transport odpadów.
Jego śledztwo okazuje się być sprawą na szeroką skalę, w której nic nie jest takie, na jakie pierwotnie wygląda.

Leon po raz dziewiętnasty pozwala czytelnikom, wespół z Brunettim śledzić losy ludzi zamieszkujących współczesną Wenecję. Intryga w niczym nie odstępuje od najlepszych w dotychczasowym dorobku autorki powieści.
Po raz kolejny daje o sobie znać sieć układów, które w policji, niczym w firmie przetargowej, staje się jednym z ważniejszych elementów. Wenecki wymiar śledczy niczym nie różni się od znanych z kart literatury amerykańskich czy fińskich – rządzi w nim bowiem niepisana zasada: informacja za informację.
Problem zaczyna się jednak wówczas, gdy dzieląc się poufną wiadomością, nie otrzymujemy w zamian nic, prócz mętnych wyjaśnień. Brunetti z problemem tym będzie musiał zmierzyć się niejednokrotnie, jednak nawet takie utrudnienie, nie stanie mu na drodze do ostatecznego rozwiązania śledztwa.
Leon naszkicowała postać bohatera tak dokładnie, że po przeczytaniu kilku powieści, których jest bohaterem – doskonale wiemy, czego możemy się po nim spodziewać. Niestety, zabieg ten, choć przybliża nam główną postać, odziera ją także z aury zagadkowości, której często tak usilnie poszukuje się w książkach kryminalnych i sensacyjnych.
Pisarka pozwala na zetknięcie się dwóch dramatycznie różnych światów – malowniczej Wenecji, przywodzącej na myśl miasto na wodzie, gondole, romantyczne spacery, ulicznych grajków oraz świata mafii, który jawi się jako mętny, ciemny, bez skrupułów, bez sentymentów.

Autorka sięga po zabieg typowy – opisując miejsca dobrze znane bohaterom, zaznacza, że tak naprawdę nic o nich nie wiedzą. W świat, w którym żyją oni codziennie, świat ułagodzony i oswojony wrzuca wydarzenia i postaci na pozór zupełnie do niego nieprzystające i zaburzające całą harmonię. Leon jest mistrzynią zaskoczenia, wątki komplikuje, zaciera, o niektórych każe zapomnieć, po to, by za chwilę wynieść je na pierwszy plan w miejscu zupełnie niespodziewanym. Choć pomysł na intrygę wydaje się nie być niczym odkrywczym, Leon poprzez mistrzowską kreację świata przedstawionego, gra z czytelnikiem nawet w znanych mu konwencjach. Zaskakuje, niczego nie podaje na tacy, pozwala odbiorcy samodzielnie myśleć i szukać rozwiązania. 
Ukryte weneckie piękno pod maską zbrodni. Oto kwintesencja tej książki.

Polecam.


UWAGA! Babcie atakują!

Anna Fryczkowska jest autorką, z którą premierowo spotkałam się nie więcej jak rok temu, kiedy to opublikowała pierwszy ze swoich kryminałów.
Kobieta bez twarzy, bo o niej mowa, nie zachwyciła mnie, jako przedstawicielka swojego gatunku. Jednak jako powieść obyczajowa – spisała się na medal.
Długo zastanawiałam się czy dać Fryczkowskiej jeszcze jedną szansę i – jak widać – dałam.
Spytacie o wrażenia? Rewelacja!


Choć początkowo narracja toczy się niespiesznie, a wydarzenia w żółwim wręcz tempie zmierzają ku jakiemuś sensownemu finałowi, to po przekroczeniu magicznej połowy zaczyna dziać się coś niezwykłego – akcja dramatycznie przyspiesza, po to, by w końcu dojść do momentu kulminacyjnego tak zaskakującego, że przekreśla on początkową ślamazarność.

Fryczkowska wpisała swoją powieść w kanon dobrze znany, nadając mu jednak pewną rysę indywidualizmu, czyniąc tym samym z książki Starsza Pani wnika historię, od której nie sposób się oderwać.
Głównymi bohaterami tej historii są żywotne starsze Panie oraz Jaro – wnuk jednej z nich – Haliny.
Mężczyzna, choć tak naprawdę ciężko wobec niego stosować to słowo [jest bowiem babciwnuczkiem, na stałe uczepionym babcinego rąbka spódnicy, uzależnionym od niej materialnie i, nade wszystko, psychicznie], postanawia udowodnić, że potrafi stanąć na wysokości zadania i zająć się ważnymi sprawami, doprowadzając je do końca.
By przypodobać się pewnej kobiecie, przedstawia się jako prywatny detektyw. I wpada jak śliwka w kompot!
Informacja bowiem szybko się rozchodzi, a zlecenia mnożą.
Na podwórku grasuje seryjny morderca kotów, którego starsze Panie koniecznie muszą złapać i któremu chcą wymierzyć sprawiedliwość. Poza tym, matka Kamili zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, a córka Ilony odwiedza strony jednoznacznie świadczące o jej problemach oraz rzucające cień na sprawę mordercy jej ojca…
Wszystkie te historie spadają na głowę nieporadnego Jarcia, który ze wszystkich sił stara się sprostać zadaniu. Wówczas jeszcze nie wie, że w ślad za nim podążą jego ukochana babcia, podrzucając mu wartościowe tropy i starając się o to, by jej wnuk miał poczucie dobrze wykonanego zadania. Samodzielnie wykonanego.
Babcia Halinka niebezpiecznie przypomina Panną Marple znaną z powieści Agathy Christie;)

Obok wątku kryminalnego, bardzo ważnym elementem książki staje się właśnie doświadczenie inicjacyjne Jara, który z fajtłapy przemienia się w prawdziwego mężczyznę, dla którego flirt staje się początkiem diametralnych zmian. Historia ta stanowi zapis tejże przemiany, jest świadectwem tego, że wszystko jest możliwe, a nawet największa ciamajda może wymierzyć sprawiedliwość i działać sprawniej oraz szybciej niż miejscowa policja.

Fryczkowska zbudowała powieść, którą aż chce się czytać i od której nie sposób się oderwać w żaden sposób. Autorka momentami bawi, chwilami straszy, ale nade wszystko obnaża słabość ludzkiego charakteru zestawiając ze sobą młode, pozornie silne pokolenie ze stereotypowo uznawanymi za słabe – starszymi paniami. W tej książce okazuje się jednak, jaka jest prawda i kto rządzi światem;)
Zabrzmiało groźnie, ale… czy wiesz co robi Twoja starsza sąsiadka w tej chwili?




czwartek, 15 marca 2012

Szósty – Agnieszka Lingas-Łoniewska



W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu... odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem...


Co dzieje się, gdy czytelnik trzyma w ręku książkę będącą wybuchowym połączeniem romansu i kryminału? Tylko jedno – nie sposób jej wypuścić, nie sposób ująć słowa emocji towarzyszących lekturze.

Tytułowy Szósty, to seryjny morderca grasujący na Górnym Śląsku, którego ofiarami padają młode blondynki o zielonych oczach. Wszystkie są przez niego przetrzymywane i poddawane torturom fizycznym i psychicznym, po to by nim minie szósty dzień stać się już tylko wspomnieniem, mającymi uwolnić zabójcę od traumy przeszłości.


Sprawą zajmuje się Śląska Grupa Śledcza, sekcja ciesząca się renomą i poważaniem, która nie raz doprowadzała do szczęśliwego finału pozornie nierozwiązywalne śledztwa. Jej głównodowodzącym jest Marcin Langer. Tym razem dochodzenie wydaje się być na tyle trudne, że sekcja podejmuje decyzję o przydzieleniu do sprawy najlepszego profilera – okazuję się nim być piękna Alicja Szymczak, kobieta, na którą zupełnie nieświadomie czekał Marcin.

Losy dwójki bohaterów nie splotły się bowiem dopiero w Śląskiej Grupie Śledczej. Przed sześcioma laty spotkali się oni w dramatycznych okolicznościach – w przestrzeni szpitalnej.
Ona czuwała przy łóżku swojego ciężko rannego, świeżo poślubionego męża; on leżał w powypadkowej śpiączce. Wtedy też za sprawą onirycznych wizji oraz metafizycznych przeżyć na zawsze splotły się ich losy.

Gdy spotykają się ponownie, nie wiedzą jeszcze jak bliscy sobie są i jak długo wzajemnie się poszukiwali. Ich współpraca zawodowa bardzo szybko przeradza się w namiętny romans, a ten z kolei w prawdziwe uczucie.


Tytułowa szóstka ma tutaj znaczenie fundamentalne. Spotkanie bohaterów po sześciu latach, sześć ofiar, szósty dzień, w  którym morderca dopełniał ofiary. Warto więc przyjrzeć się kulturowemu znaczeniu przypisywanemu tej cyfrze. Od dawien dawna szóstka ma kilka funkcji: jest symbolem doskonałości, ale także walki dobra ze złem. W Apokalipsie cyfrze tej przypisywane jest znaczenie jednoznacznie negatywne – oznacza ona grzech. Jaką wymowę ma ona w tej powieści? Wydawać by się mogło (i z pewnością nie będzie to wrażenie mylne), że u Lingas-Łoniewskiej znaczenia te się nachodzą i wzajemnie uzupełniają. Szósta ofiara ma być najdoskonalsza, ma być rozliczeniem ze złem, a drogą do niego prowadzącą staje się grzech – morderstwo. W ten sposób cyfra ta całkowicie realizuje swoje kulturowe znaczenie i osiąga swoją pełnię.

Choć książka ta jest gatunkowo synkretyczna, tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się wątek romansowy, dla którego zagadka kryminalna staje się jedynie tłem.
Sprawa śledztwa jest przez autorkę niezwykle przemyślana, zaskakuje swoją nieprzewidywalnością i napięciem trzymającym do ostatniej stronicy.
Nim przerzuciłam setną stronę miałam w swojej głowie wizerunek mordercy, byłam niemalże w 100% pewna, że rozgryzłam zagadkę i tylko czekałam na jej rozwiązanie na kartach powieści. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dałam się całkowicie nabić w butelkę! Ja, kryminalny wyjadacz, pomyliłam się w swoich podejrzeniach o milimetry!
W tym momencie kłaniam się autorce, która tak niezwykle mnie zaskoczyła. Doskonale poprowadzony wątek, rewelacyjnie zarysowane postaci – wszystko to czyni lekturę niezapomnianą.

Książkę tę można czytać na wielu poziomach. Polecam co najmniej dwukrotne prześledzenie tej historii: pierwszy raz ze zwróceniem szczególnej uwagi na cechy gatunkowe kryminału, drugi raz, spojrzenie na Szóstego jako na romantyczną historię miłosną.
Mojej pierwszej lekturze towarzyszyło wejrzenie drugie. Co tam morderca! Co tam ofiary! Najważniejsze było uczucie łączące Marcina i Alicję, ich stykające się spojrzenia, wyraźnie wyczuwalne napięcie i dialog prowadzony w ich głowach. Ich historia pochłonęła mnie całkowicie, łapałam się nawet na tym, że przeskakiwałam wzorkiem momenty nie dotyczące bezpośrednio tej dwójki, po to, by jak najszybciej dowiedzieć się co dalej. Później wracałam do ominiętych fragmentów i ponownie czytałam co u "moich" Ali i Marcina.

Z tego też powodu za mocniejszą stronę książki uważam właśnie wątek miłosny oraz doskonałe zarysowanie portretów psychologicznych postaci. W sprawie kryminalnej, dość typowej, a mimo to zaskakującej zdecydowanie najbardziej interesujące jest wejście w umysł mordercy, poznanie przyczyn jego zachowania oraz próba przeniknięcia jego świadomości.

Książka ta jest pełna sprzeczności – brutalność opisów molestowania mordercy przeplata się z niezwykle sugestywnymi i pikantnymi opisami scen łóżkowych głównych bohaterów; racjonalizm zderza się z metafizycznymi wizjami, przeczuciami i marzeniami; zło ustępuje miejsca dobru. Lingas-Łoniewska jest mistrzynią w obrazowaniu zarówno najbardziej brutalnych scen, jak i tych delikatnych, subtelnych momentów, w których górę biorą uczucia. Z każdą stroną chce się czytać więcej i więcej.

Zakończenie – takie jak lubię. Otwarte. Czekające na kontynuację.
Podobnie jak ja.

Pani Agnieszko, chapeau bas!

___________
A tak mniej formalnie – najlepszą recenzją tej książki niech będzie fakt, że czytając ją w autobusie zostałam tak pochłonięta, że o mały włos przegapiłabym swój przystanek. Byłam obrażona na mój środek lokomocji za to, że tak szybko dojechał do celu.
Czy może istnieć lepsza rekomendacja czy dowód na „wciągliwość” tej pozycji?:)

PS Wszystkie książki Pani Agnieszki od miesięcy stoją na moich półkach. Z wypiekami na twarzy zjawiam się na każdym katowickim spotkaniu autorskim, kupuję kolejne powieści, lecz nigdy nie zaczęłam ich czytać. W moich zbiorach brakowało jedynie Szóstego. Teraz wiem, że to na niego czekałam. Od niego zaczynam tę, mam nadzieję, fascynującą przygodę z powieściami autorki.



Baza recenzji Syndykatu ZwB



poniedziałek, 12 marca 2012

Zabójcy bażantów - Jussi Adler-Olsen

Jussi Adler-Olsen przebojem wdarł się na polski rynek czytelniczy za sprawą książki Kobieta w klatce[recenzja]. Książki, która od pierwszej do ostatniej stronicy trzymała w nieustającym napięciu, która mimo ogromu zawartej w niej brutalności nie pozwalała oderwać się od siebie ani na chwilę. Inaczej sprawa ma się z najnowszym wydanym w Polsce thrillerze – Zabójcy bażantów. Mimo początkowego, mylnego jak się okazało, wrażenia, że książka ta okaże się kolejnym strzałem w dziesiątkę, lekturze szybko zaczęło towarzyszyć poczucie zmęczenia, narastającej senności i rosnącej niecierpliwości. Całość wydała mi się nieudolna i pełna dłużyzn. Monotonia książki sprawiała, że z coraz mniejszą ciekawością brnęłam dalej. Nie tego spodziewałam się po autorze tak rewelacyjnej pozycji jak Kobieta w klatce. Nie tego oczekiwałam po powieści, która choć ocieka brutalnością, choć jest prozą prawdziwie męską, okrucieństwem wypełnioną po brzegi, to jednak potrafi zabić swoją przewidywalnością.
Przykro dodać, że choć pomysł wydawał się oryginalny, to jego realizacja okazała się być całkowitym poddaniem konwencji, bez minimalnej próby zaskoczenia czytelnika. Tym sposobem ponad 400 stron, wobec których moje oczekiwania były ogromne, okazało się być prawdziwą próbą czytelniczego samozaparcia.


Zabójcy bażantów, to pseudonim nadany grupie młodych ludzi pochodzących z bogatych i znaczących rodzin, którzy w wolnych chwilach trudnili się polowaniami.
Jak się szybko okazało, polowaniami nie tylko na zwierzynę, lecz – przede wszystkim – ludzi.
Obława na wystraszone ofiary sprawiała im prawdziwą przyjemność, nie tylko psychiczną, ale także fizyczną. Przemoc, którą zadawali budziła w nich skrywane na co dzień emocje i wielkie okrucieństwo.
Pewnego dnia grupka zostaje zamieszana w sprawę brutalnego morderstwa. Jeden z jej przedstawicieli bierze na siebie całą winę i odsiaduje wyrok. Sprawa wydawać by się mogła zakończoną, jednak po dwudziestu latach na biurko szefa Departamentu Q, Carla Mørcka, w tajemniczych okolicznościach, ponownie dostają się akta feralnego wydarzenia.

Sprawa, choć pozornie wyjaśniona, okazuje się nadal niesłychanie frapująca. Wiele wątków niewyjaśnionych, moc tropów nie zbadana. Przy pomocy swojego asystenta Assada oraz nowej pracownicy, Rose, detektyw postanawia odnowić śledztwo, nieświadomy, że bierze sobie na barki cały świat najbogatszych i najbardziej wpływowych dziś ludzi. Jego dochodzeniu wielokrotnie przeszkadzać będą sami zainteresowani, jak i wyznaczeni przez nich ludzi. Śledztwo okaże się prowadzić do historii zawieszonej kary i nieodpokutowanej winy, niosąc ze sobą niebezpieczeństwo, jakiego nikt by się nie spodziewał.

Czego autorowi nie można odmówić, to niebagatelny talent do tworzenia niesłychanie sugestywnych, brutalnych opisów, silnie oddziałujących na wyobraźnię, napisanych tak dobrze, że czasami obrzydzenie brało górę nad próbą dalszej lektury. W tym tak silnie skonwencjonalizowanym i przewidywalnym gatunku, zdolność ta wciąż stanowi o klasie autora i jego pisarskim kunszcie.
A jednak w ostatecznym rozrachunku to nie wystarcza. Czytelnika thrillerów trudno zaskoczyć. Stały odbiorca gatunku, choć często podświadomie oczekuje na konkretny, łatwy do przewidzenia rozwój akcji i stałe motywy, to tak naprawdę wciąż jest żądny nowości. Pragnie nagięcia konwencji na rzecz zaskakujących rozwiązań. I tego, niestety, zabrakło.

Nie polecam ani nie odradzam. Osobom, które zakosztowały w poprzedniej części cyklu, doradzam kontynuację lektury o oczekiwanie na kolejne tomy. Mam nadzieję, że będą stały na wyższym poziomie i będą w stanie sprostać oczekiwaniom. Poprzeczkę ustanowił sobie sam autor, nie sposób więc mieć innych wymogów.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

wtorek, 21 lutego 2012

Pan Potwór – Dan Wells


Gdy kończyłam czytać pierwszą część trylogii Nie jestem seryjnym mordercą mój apetyt na tom kolejny nie potrafił zostać zaspokojony żadnym substytutem w formie innego kryminału.

Pan Potwór przeszedł jednak moje najśmielsze oczekiwania, zapewniając mi kilka godzin, podczas których błędnym wzrokiem przeskakiwałam kolejne słowa i z wypiekami na twarzy śledziłam dalsze losy Johna Cleavera.

Po zabiciu przez niego demona, w głowie młodego bohatera coraz częściej kontrolę przejmuje Pan Potwór.
Jego dotąd ujarzmiana chęć do wzbudzania strachu i panowania nad człowiekiem, coraz częściej pchała go do czynów, których za wszelką cenę chciał uniknąć. Uwolniona żądza mordu i zakosztowanie popełnionej zbrodni spowodowało, że okiełznanie budzącego się Potwora stawało się coraz trudniejsze.

Wewnętrzne rozterki Johna zintensyfikowały się, gdy hrabstwem Clayton po raz kolejny zaczęła wstrząsać seria morderstw.
Niezwykłym zbiegiem okoliczności bohater zawsze znajdował się na miejscu odkrycia zwłok, co wzbudzało podejrzenia miejscowej policji.
Sam chłopak, doszukiwał się w popełnianych zbrodniach śladów pokonanego demona. Nic jednak nie wskazywało na to, by powrócił.
W głowie Johna rodzi się myśl o tym, jakoby kolejne morderstwa miały być wiadomościami przeznaczonymi specjalnie dla niego. Ktoś wiedział czego się dopuścił, a teraz postanowił go dopaść.

Tym gorzej, że chłopak przeżywał właśnie swoje pierwsze zauroczenie. Wybranką jego serca jest Brooke – jedna z najbardziej pożądanych dziewczyn w szkole. W tej sytuacji bohater ma podwójny problem – nie musi bronić już tylko siebie. Teraz musi chronić także i ją.

Pan Potwór nie jest ksiązką subtelną. Roi się w niej od szczegółowych opisów balsamowania czy zamordowania kota, które u co delikatniejszych czytelników może wywołać spore obrzydzenie. W części tej duży nacisk położony został na dokładne prześledzenie tego, co działo się w głowie Johna. Opis walki toczonej między nim a Panem Potworem w sposób bezprecedensowy ukazał narodziny zła. Bohater, by uniknąć uwolnienia jego pokładów, musiał cały czas być w stanie gotowości i czujności. Chwila zapomnienia mogła kosztować go utratę wszystkiego.
W chłopaku dokonuje się także pewna zauważalna przemiana – nie pragnie on już uratować ludzi, pragnie jedynie dopaść zabójcę. Za cel nadrzędny stawia sobie spojrzenie mu w oczy i uzasadnione użycie przemocy. Zarówno w czytelniku, jak i w samym bohaterze rodzi się pytanie o to, co tak naprawdę nim kieruje: dobro czy zło.
W miejscu tym rodzi się kolejny problem: czy książka ta jest jedynie kolejnym kryminałem; warto dodać – kryminałem na wysokim poziomie, czy może pretekstem do postawienia szerszej kwestii: zapytania unde malum?, zapytania o ludzką kondycję w świecie, w którym rządzi przemoc.

Cleaver to postać zaskakująca przede wszystkim dla mieszkańców hrabstwa Clayton. Z opisaniem mordercy radzi sobie o wiele lepiej niż wykształcony profiler, widzi rzeczy, których tamten nie dostrzega, służy radą policji, która wydaje się być zagubiona. Czy to jednak nie dziwne, że doświadczona jednostka ścigania prosi o pomoc nieletniego chłopca, opinią lekarską uznanego za socjopatę?

Pan Potwór, to studium ludzkiej psychiki poddawanej ciągłej walce ze złem. To swoiste brutalne przeniesienie zjawiska psychomachii na grunt podatnego i osłabionego umysłu potencjalnego zabójcy.
W tekście nie brakuje również motywu powielania schematów rodzinnych, od których nie sposób uciec. Zjawisko szeroko rozumianego determinizmu doskonale obrazuje tutaj związek siostry Johna, Lauren, ze stosującym przemoc Curtem.
Wells w swojej książce zaskakuje czytelnika niezwykłą przewrotnością – oto to, co powszechnie uznawane jest za praworządne staje się siedliskiem zła; a to co społecznie opieczętowane, jako niebezpieczne staje się wybawieniem.

Gorąco polecam - na pewno nie będziecie się nudzić.
Zastanawia jedno.... czy to aby na pewno powieść dla nastolatków?

Baza recenzji Syndykatu ZwB

sobota, 21 stycznia 2012

Dan Wells – Nie jestem seryjnym mordercą



Któż z nas nie uśmiercił w myślach miliona osób? Któż z nas nigdy nikomu nie groził czy to w żartach, czy całkowicie poważnie w chwilach wielkiego wzburzenia?
W każdym  z nas tkwi pierwiastek potencjalnego mordercy. Co jednak zrobić, gdy pragnienie obserwowania jak uchodzi z kogoś życie staje się naszą obsesją, a na dodatek mamy… piętnaście lat?

John Clayton, to piętnastoletni chłopak, u którego wykryto wszystkie cechy socjopaty. Nie spędza on czasu jak każdy nastolatek – unika zabaw z rówieśnikami, a każdą wolną chwilę poświęca na pomoc mamie i cioci w kostnicy. Tylko tam może przyglądać się temu, co dzieje się z człowiekiem po śmierci, nie wzbudzając przy tym niczyich podejrzeń. Wzbudza je już jednak wystarczająco, gdyż jego największą pasją jest śledzenie poczynań seryjnych morderców.

Jedyną osobą, z którą John rozmawia jest jego terapeuta Neblin.
Ich spotkania oraz relacje chłopaka z otoczeniem zmieniają się, gdy w Clayton zaczyna dochodzić do morderstw. Początkowo jedynie John rozpoznaje w nich oznaki działania seryjnego mordercy, szybko jednak także i inni zaczynają dostrzegać powiązania. Spokojne, małe miasteczko staje się siedliskiem strachu, a bohater poczuwa się do odnalezienia osoby odpowiedzialnej za zbrodnie. W końcu będzie mógł zaobserwować działanie kogoś, o kim tak wiele czytał, o kim tak wiele wie - seryjnego mordercy. Brzmi makabrycznie, jest to jednak spełnienie jego największego marzenia.

Bliska obecność kogoś, o podobnych jak on skłonnościach wprowadza go w stan podniecenia i jeszcze większego zainteresowania się socjopatami.
Dzięki jego wiedzy podjęte przez niego śledztwo na własną rękę, doprowadzi go bezpośrednio do mordercy – w idealnym momencie, bo w chwili gdy dokonywał on jednej ze swoich zbrodni.
Bycie świadkiem brutalnego mordu wyzwala w Johnie pragnienie uwolnienie mieszkającego w nim od lat Pana Potwora.
Chłopak stanie przed wielką wewnętrzną walką – będzie chciał schwytać mordercę, jednak w tym czasie czający się w nim Potwór nie będzie dawał mu spokoju i zacznie domagać się wyzwolenia. John będzie musiał zwalczyć dwa demony jednocześnie, wykazując się przy tym niezwykłą bystrością umysłu, sprytem, precyzyjnością, wiedzą i odwagą.
Piętnastolatek stanie przed szansą dokonania czegoś o czym od zawsze marzył, czegoś co doprowadzi do jego całkowitej przemiany.

Ksiązka ta ujawnia czytelnikowi działania dwu Potworów – tego uwolnionego, mordującego mieszkańców; a także tego zamkniętego w umyśle Johna, który jedynie czeka na szansę wyzwolenia się i wykazania swojej brutalności. Każdy z nich jest inny, posiadają jednak wiele cech wspólnych, co powoduje, że John tak doskonale rozumie zabójcę. Nie jest to typowy kryminał, w którym nie znamy mordercy – znamy go, co jest zabiegiem celowym. Najważniejszy staje się tu John i jego walka z samym sobą.

Książka Dana Wellsa to rewelacyjne rozpoczęcie serii, od którego nie można się oderwać.
Stanowi doskonały prezent dla kogoś, kto fascynuje się mordercami, serialami kryminalnymi – a nie oszukujmy się – jest nas wielu. Wejście w umysł piętnastoletniego, ale wbrew pozorom niezwykle dojrzałego socjopaty, to doświadczenie niezwykłe. Autor pozwala odbiorcy dostrzec, rozważyć i zrozumieć zachowania socjopatów postępujących zgodnie z wewnętrznymi przymusami. Postaci są rewelacyjnie zarysowane, ich portrety psychologiczne są pełne i jasne.
John to postać żyjąca w surowym świecie nie znającym kompromisów, działająca na zimno, z wyrachowaniem, potrafiąca okiełznać swoje popędy, mimo że kosztuje go to wiele.
Czy uda mu się całkowicie pokonać Pana Potwora? O tym już w kolejnej części serii.

Zróbcie sobie miejsce na pólkach – ta trylogia musi się na nich znaleźć!


Strona, na którą powołuje się bohater: http://www.trutv.com/library/crime/index.html


Opis wydawcy:

"Mój terapeuta twierdzi, że sam mam cechy seryjnego mordercy. 95% procent seryjnych morderców w dzieciństwie unikało ludzi, podpalało i dręczyło zwierzęta, ale to przecież nie oznacza, że każde pokręcone dziecko wyrasta na zabójcę, prawda? 

John Cleaver, lat 15, diagnoza: antyspołeczne zaburzenia osobowości/ obsesyjnie zainteresowany seryjnymi mordercami/ może być niebezpieczny.

Nie jestem seryjnym mordercą. Ale mógłbym nim być."

Recenzja napisana dla:
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Książkę kupisz TUTAJ.