Pokazywanie postów oznaczonych etykietą intryga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą intryga. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2015

Przygody Tintina. Afera Lakmusa – Herge


Tintina znam z filmu, który opiewa jego przygody, a którego nawet nie widziałam. Z  komiksami jestem na bakier. Jak to się zatem stało, że sięgnęłam po publikację łączącą w sobie wszystko, czego dotąd nie znałam? Lubię nowości i nowe spojrzenie na to, z czym dotąd nie tyle nie chciałam się zapoznać, ile nie miałam okazji.

Afera Lakmusa zwróciła moją uwagę, bo zapowiadała intrygę na miarę dobrego kryminału, co skutecznie przełamało mój opór.

Kapitan i Tintin stają w obliczu przedziwnego zjawiska. Oto w  Księżymłynie, na skutek koincydencji – podczas burzy, dochodzi do dziwnych wydarzeń – pękają szyby, roztrzaskują się kieliszki, mleczarz traci swój dorobek, bo wszystkie butelki niszczą się na jego oczach. Bohaterowie sądzą, że padli ofiarą dziwnego zamachu. Szybko jednak okazuje się, że sprawa wiąże się z czymś o wiele bardziej niebezpiecznym – oto Lakmus zdołał stworzyć urządzenie pożądane w czasie II wojny światowej, mające zmienić oblicze walk zbrojnych – na odległość miało mieć ono zdolność niszczenia czołgów bez konieczności bezpośredniej interwencji. Nie dziwi zatem, że każdy kraj chce mieć dostęp do planów maszyny, które pragnie zdobyć za wszelką cenę. Jak z tą sytuacją poradzą sobie bohaterowie? Czy Lakmusowi uda się ochronić dostęp do planów maszyny, które tak skrzętnie ukrywa? Jaki wpływ na bieg historii będzie miał jego wynalazek?

Gwarantuję, że emocji i zwrotów akcji nie zabraknie.


Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona swoim odbiorem publikacji i z prawdziwą przyjemnością rozpocznę nadrabianie komiksowych zaległości – widzę, że wiele mnie ominęło.


Polecam serdecznie – zarówno Wam, jak i młodszym, dla których intrygi i tajemnice to ulubione cechy dobrej lektury. To świetna propozycja, szczególnie, jeśli wciąż nad ilość tekstu przekładacie ilość ilustracji uzupełniających przekaz.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Upadające królestwa - Morgan Rhodes


Tytuł: Upadające królestwa
Autor: Morgan Rhodes
Wydawnictwo: Gola
ISBN: 9788364252013
Ilość stron: 512

Fantastyka jest chyba dziś jednym z nielicznych gatunków, który mimo wielu tradycyjnych rozwiązań potrafi mnie jeszcze zaskoczyć. I to jak!

 Upadające królestwa stanowią tom otwierający trylogię Morgan Rhodes, która wcześniej wydała już kilka książek pod pseudonimem Michelle Rowen.
W kręgu jej zainteresowań znajdują się fotografia, podróże, telewizyjne reality show.

Akcja powieści rozgrywa się w Mytice, krainie składającej się z trzech państw, którymi są Limeros, Auranos i Paelsia.

Auranos jest krajem bogatym, żyznym i rozwijającym się, zaś dwa pozostałe znajdują się na skraju upadku. Brak w nich charakterystycznej dla urodzajnych przestrzeni zieleni, dominują jedynie chłód i kamienie. Niestety kraje te zamiast współpracować i wspólnie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją wciąż ze sobą konkurują, w efekcie czego ambicje własne są przedkładane nad dobro ogólne. Magia zanika, a królestwa coraz bardziej chylą się ku zagładzie.
Związane jest to z historią trzech sióstr czarodziejek, które w pradawnych czasach władały magią. Posiadały one cztery kamienie, mające ogromną moc, które rozdzieliły między siebie po śmierci jednej z nich. Dziś są one najpilniej poszukiwanymi przedmiotami, niosącymi nadzieję na władzę i potęgę. Motyw ów, choć tak często i chętnie eksploatowany przez twórców literatury fantasy, zdaje się tutaj nieodzownym elementem fabularnej układanki.
Artefaktów owych poszukiwać zaczynają władcy Myticy. Wiedzą, że ich historia nieodzownie łączy się z przepowiednią, dotyczącą narodzin dziewczynki o ogromnej mocy, zdolnej zmienić oblicze kraju.
Gdy więc dziecko te przychodzi na świat, zostaje natychmiast odebrane matce i wychowywane przez jednego z władców jako własne. Dziewczyna ta, okaże się nieposkromiona i niepokorna, trudna do okiełznania, co odbije się echem na całej historii.

Jest to jedynie początek nieuniknionych splotów wydarzeń, które łącząc się ze sobą tworzą barwną mozaikę i emocjonującą całość. Ta powieść to samonapędzająca się machina: wystarczył impuls, by pomknęła do przodu, nie czekając aż czytelnik zaczerpnie tchu. Mało w niej przewidywalności, bo tak naprawdę zdarzyć może się wszystko: trudno przewidzieć, na które rozwiązanie zdecyduje się autorka, w którą stronę zboczą bohaterowie, jakie podejmą decyzje i jakie te poniosą ze sobą konsekwencje. Autorka nie sili się na subtelności: krew leje się strumieniami, bohaterowie umierają w najmniej oczekiwanych momentach, muszą reagować natychmiast i pozbywać się młodzieńczej pyszałkowatości, by zapobiec nadciągającej katastrofie. Jeśli więc macie tendencje do szybkiego przyzwyczajania się do postaci, przy tej książce będziecie musieli od tych przyzwyczajeń się uwolnić. O jakichkolwiek sympatiach nie ma bowiem mowy – tutaj decydują sekundy i milimetry, pisarka nie ma litości, bezwzględnie pozbawia życia i daleka jest od taniej ckliwości.
To prawdziwie ekscytujący kocioł, niewolny od intryg, spisków, wojen, legend, magii i… miłości. Bez niej żadna powieść nie utrzymałaby się w ryzach. Rhodes namalowała słowem tak wiele postaci, o tak różnych rysach charakterologicznych, że wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Ich mnogość dodaje książce blichtru. Nie jest to jednak tanie efekciarstwo, lecz intencjonalny zamysł i realizacja.
 Tym, co cenię w literaturze fantastycznej to podział na rozdziały, którego nierzadko brakuje.
Rhodes okazała czytelnikowi szacunek szatkując akcję w odpowiednich momentach, nie męcząc wydłużającymi się w nieskończoność etapami, które trzeba mozolnie przemierzać.
Krótkość rozdziałów zwiększa dynamikę książki, korzystnie wpływa na jej odbiór, dodaje skrzydeł podczas czytaniaJ

Mimo wierności tradycyjnym schematom powieści fantasy i występujących w niej wątkach, autorka przekuła swój pomysł w sukces literacki. Wykorzystując to, co znane i z czym odbiorca zdążył się już obyć, zbudowała narrację pełną zaskoczeń i intrygujących rozwiązań.
Przy tej książce nie sposób się nudzić!
Jedyna moja obawa dotyczy kolejnych tomów – czy tak wysoko zawieszona poprzeczka nie okaże się kluczem do porażki? Mam ogromną nadzieję, że nie, byłaby to bowiem ogromna strata.

Polecam!

czwartek, 28 listopada 2013

Szatan z papieskiego rodu. Prawdziwe życie Cezara Borgii - Arael Zurli



 Tytuł: Szatan z papieskiego rodu. Prawdziwe życie Cezara Borgii
Autor: Arael Zurli
Wydawnictwo: Bellona
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788311128361
Ilość stron: 448
Chociaż Borgiowie są rodem, nad którym od pokoleń pochylają się kolejni badacze i amatorzy historii, moją szczególną uwagę zwrócili oni wcale nie po książce Maria Puzo, lecz po emisji pierwszego sezonu serialu Rodzina Borgiów, emitowanego przez telewizję HBO.
Zrealizowany z rozmachem i dbałością o wysunięcie na pierwszy plan spiskowego charakteru rodziny, przyciągał mnie przed ekran telewizora z każdym kolejnym odcinkiem. Od tamtego czasu z uwagą śledzę kolejne publikacje i opracowania poświęcone tego nietuzinkowego rodu, wpisującego się w historię jako jedna z pierwszych rodzin o cechach mafijnych. Moją ulubioną postacią jest właśnie Cezar Borgia, któremu szczególną uwagę poświęciła Arael Urli, podejmując się napisania powieści inspirowanej jego życiem. Ta zbeletryzowana biografia to prawdziwe novum  jeśli idzie o zakres opracowań dotyczących jednej z mroczniejszych postaci renesansu, uwikłanej w sieć intryg i spisków. To on dał początek czarnej legendzie rodu Borgiów, na stałe zapisując go w historii kultury i Kościoła w poczet kontrowersyjnych i dalekich od ideałów rodzin papieskich, a jednak tak zgodnych z tendencjami podówczas panującymi.


Zurli na stałe mieszaka w Krakowie. Jest edytorem i muzeologiem, a w wolnych chwilach para się malowaniem obrazów i tłumaczeniem poezji z kilku języków. Jest autorką deklarującą większą przychylność czasom renesansu niż współczesnym, choć nie sposób nie zauważyć między nimi podobieństw, szczególnie zaś jeśli idzie o intrygi i afery toczące świat polityki oraz duchowieństwa.

Czasy, w jakim przyszło żyć Borgiom były czasami sprzyjającymi tworzonej wokół rodziny legendy – intrygi, plotki i przekłamania, spowodowały, że dziś nie sposób oddzielić nam prawdy na ich temat od fikcji tak silnie podkoloryzowanej, że często nie sposób uwierzyć, by tak barwne postaci rzeczywiście chodziły po tym padole. Sposób funkcjonowania legendy o Borgiach w kulturze, sprzyja tworzeniu powieści fikcyjnych, inspirowanych wydarzeniami autentycznymi, ale też próbom ponownej rekonstrukcji wydarzeń autentycznych z domieszką fikcji. Historia tego rodu, to doskonały materiał na powieść sensacyjną, wszak roi się w niej od typowego dla gatunku obwarowania fabularnego – morderstwa, przekupstwa, wiarołomstwa, spiski, płomienne romanse, symonia, nepotyzm, obłuda, kazirodztwo, fałsz, makiawelizm – wymieniać można by długo, a środków służących zdobyciu władzy i większych wpływów wcale nie zaczęłoby ubywać. Nie dziwi więc, że tak chętnie historia Borgiów wykorzystywana jest za materiał filmowy – na ekranie ich rządy prezentują się bowiem nadzwyczaj imponująco. Niestety – gros produkcji utrwala błędne i stereotypowe przekonania.

Stąd też moje wielkie uznanie dla pracy Zurli, która w momencie największej dziś fali popularności tej tematyki, podjęła się próby zarysowania jej w świetle prawdy historycznej, bez przekłamań, z dbałością o autentyczność każdego detalu, każdego epizodu. By lektura była ciekawsza, ubrała ją w piórka powieści, którą czyta się nadzwyczaj szybko i z ogromną uciechą.
Choć całość prezentuje wydarzenia prawdziwie mające miejsce, opowiedziana jest z perspektywy postaci fikcyjnej, Diamanta di Romy, przyjaciela Cezara, niemalże nie odstępującego go na krok. Jest to jednak jedyna postać fikcyjna.

Cezar Borgia był postacią nietuzinkową i szalenie interesującą. Oczywiście,  był to nieślubny syn Rodriga Borgii, który wbrew własnym ambicjom został w młodym wieku mianowany kardynałem. Jego prawdziwym pragnieniem było dowodzenie papieskimi wojskami, wciąż jednak, mimo podejmowanych wciąż na nowo prób zdobycia w tym względzie przychylności ojca, ten daleki był od udzielenia zgody. Dopiero po kilku latach porzucił szatę kardynalską i objął dowództwo, pokazując jak bardzo jest pod tym względem utalentowany.
Tyle fatów, znanych z każdych opracowań. Czym jednak wyróżniał się Cezar, co czyniło go tak wielce interesującym? Znany był on pod pseudonimem Il Valentino i zasłynął jako mężczyzna porywczy, nieobliczalny, zazdrosny, a przy tym mściwy i zmyślny w wymyślaniu zemsty. Do każdego celu dążył bez względu na środki – sposób działania znany z Księcia Nicollo Machiavellego. Nieprzypadkowa to zbieżność, bowiem to właśnie Cezar był inspiracją do napisania tego uznanego tekstu. Z czasem Il Valentino stawał się coraz bardziej nieobliczalny, na co ogromny wpływ miał postępujący syfilis, czyniący z niego diabła w ludzkiej skórze – jeszcze bardziej brutalnego i mściwego.

Książka ta przybliża jednak nie tylko rys Cezara, ale również Rodriga oraz Lukrecji.
Wszystkie postaci pojawiające się w książce zostały przedstawione bez koloryzowania i przekłamań, a jednak wielu czytelnikom może wydawać się, że obraz bohaterów jawi się jako wybielony i niezgodny ze znaną do tej pory wersją prawdy. Wynika to właśnie z fałszywego obrazu rodu, pokutującego w świadomości wielu z nas.
Zachowanie rodziny bowiem, niczym nie różniło się od typowych zachowań renesansu – w duchowieństwie panował ogólny zwyczaj rozwiązłego prowadzenia się i braku jakichkolwiek pruderii, nikt nie krył się ze swoimi kolejnymi kochankami, uznając swój sposób postępowania za coś całkowicie naturalnego. Stąd też dziwi czarna legenda narosła akurat wokół Rodriga i jego najbliższych, którzy w sposobie działania niczym nie odstępowali innym ludziom swej epoki. Wówczas ich zachowanie wcale nie szokowało, lecz uchodziło za coś rozwiązłego, aczkolwiek akceptowalnego.

Podobnych zaskoczeń będzie w tej książce wiele. I choć nie znajdziemy z niej fikcji, znajdziemy za to fascynujący obraz prawdziwych wydarzeń, o których czyta się z równym zainteresowaniem.
Polecam serdecznie!

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Sherlockista - Graham Moore



Któż z nas nie zna Sherlocka Holmesa, słynnego londyńskiego detektywa urzędującego przy Baker Street? A któż nigdy nie słyszał o grupach sherlockistów, specjalizujących się w badaniu powieści Artura Conana Doyle’a pod kątem literackim oraz poszukiwaniom zaginionego rękopisu twórcy? Prawdopodobnie wśród miłośników jednego z najpopularniejszych detektywów świata takich osób będzie niewiele.
Graham Moore, choć ma dopiero 28 lat i jest niemalże „świeżym” absolwentem Uniwersytetu Columbia, gdzie ukończył historię religii, już zdążył popełnić rewelacyjny debiut, na miarę samego Doyle’a.
Powieść młodego pisarza inspirowana jest wydarzeniami autentycznymi, stanowi jednak całkowity wytwór wyobraźni autora i jest stuprocentową fikcją historyczną. Znajdziemy w niej postaci istniejące naprawdę, takie jak Artur Conan Doyle, Bram Stoker czy Oscar Wilde. Obok nich jednak spotkamy bohaterów wymyślonych na potrzeby opowieści.
Jeśli macie jeszcze w pamięci sposób pisania kreatora Sherlocka, Graham Moore Was zaskoczy – i to pozytywnie. Napisał on bowiem doskonały pastisz i gdyby nie okładka sugerująca nazwisko rzeczywistego twórcy oraz lata, w jakich toczy się część akcji; z dużą dozą prawdopodobieństwa wiele osób mogłoby pomylić się w kwestii prawdziwego autorstwa.

Książka składa się z dwu części wzajemnie się uzupełniających – pierwsza, to opowieść rozgrywająca się w latach życia Doyle’a i stanowiąca wyżej wspomniany pastisz; druga to historia osadzona w czasach nam współczesnych, której motywem przewodnim jest próba odnalezienia zaginionego rękopisu twórcy Sherlocka oraz rozwiązania sprawy morderstwa. Ciekawym wątkiem poruszonym przez Moore’a problematyka ruchu sufrażystek, który ściśle wiąże się ze śledztwem i stanowi atrakcyjny  i niezwykle frapujący element historii.

Autor postanowił zabrać nas do samego serca dwóch historii, które dzieli niemalże wiek. Dzięki temu jego powieść czyta się jednym tchem. Choć oba opisywane śledztwa nie są pełne zaskakujących zwrotów akcji, stanowią jednak doskonałą historię i zabawę dla fanów Holmesa. Dlaczego? Poznajemy bowiem prawdziwy stosunek autora do stworzonej przez siebie postaci, stajemy się świadkami tego jak wielki wpływ na twórcę ma wykreowany przez niego bohater oraz jak trudno uwolnić się od schematu, w który raz się wpadło. Autor jawi się czytelnikowi, tak samo jak filmowy amant, który raz decydując się na zagranie w komedii romantycznej, zostaje ofiarą przylepionej do siebie łatki. Podobnie rzecz ma się z pisarzem, który po uśmierceniu stworzonej przez siebie postaci, staje się znienawidzonym przez rzesze czytelników zabójcą.

Graham Moore napisał książkę pełną intryg i tajemnic, w której teoretyczni znawcy kryminałów będą musieli zmierzyć się z praktycznym zastosowaniem znanych sobie zasad. Staną się uczestnikami tego, o czym wielu z nas marzy – amatorskiego śledztwa na własną rękę, z wykorzystaniem metod zapożyczonych od swojego ulubionego książkowego detektywa.
Polecam wszystkim fanom gatunku, a także poszukiwaczom przygód i entuzjastom odkrywania tajemnic z przeszłości.


wtorek, 8 lutego 2011

"Nos Edwarda Trencoma, czyli powieśc historyczna z mroczną intrygą i serem" Giles Milton

"Tylko Anglik zwierza się najpierw przyjacielowi,a  dopiero potem żonie"1

"Nos Edwarda Trencoma, czyli powieść historyczna z mroczną intrygą i serem", to książka którą należy smakować. Powoli, bez pośpiechu. Degustować niczym najlepszy tulomotyri. 
Jako, że żaden ze mnie laik, czytam odkąd tylko posiadłam tę umiejętność, a posiadłam szybko, rzadko zdarza mi się jeszcze zetknąć z książką, która zachwyci mnie swoją... innością. Która w żaden sposób nie da się porównać do czegoś, co czytałam wcześniej. A tak było tym razem. Ciężko  mi nawet tę książkę zakwalifikować do jakiegoś gatunku.  Powieść historyczna? Powieść obyczajowa? Powieść z ogromną dozą czystego, angielskiego humoru? Powieść sensacyjna? Giles Milton daje nam to wszystko w jednej książce. I bynajmniej nie sprawia to, że utwór staje się dziwnym, nieciekawym, przesadzonym tworem. Właściwie ciągle zastanawiam się, że do tej pory o Panu Miltonie nie słyszałam, bo oczarował mnie jak mało kto.  Już sama okładka sprawia, że ilekroć na nią spojrzę na mej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Bohaterem powieści jest Edward Trencom- spadkobierca rodzinnego interesu, którym Trencomowie trudnili się od ponad trzystu lat. Jest właścicielem jednego z najsłynniejszych londyńskich sklepów sprzedających sery. Posiada węch absolutny: na podstawie zapachu sera potrafi podać dokładną datę, miejsce powstania, a nawet zwierzę, od którego pochodzi mleko. Edward jest niesamowicie dumny ze swojego daru, nosa, który wraz z wyjątkowym darem powonienia przekazywany był z pokolenia na pokolenie. Wiedzie on spokojny żywot, jest spełnionym mężem. Jego spokój zostaje zakłócony, gdy do jego sklepu wchodzi wycieczka, a  wraz z nią tajemniczy Grek. On to ostrzega Edwarda, że jest śledzony i ma mieć się na baczności, bo grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. Od tego wydarzenia wszystko się zmienia. Edward odkrywa rodzinne dokumenty, które każą mu wierzyć, że nad jego rodziną ciąży klątwa, a wszystkie ślady niezawodnie prowadzą do... Grecji. Dowiaduje się, że o małżeństwo z wszystkimi kobietami w rodzinie starały się najważniejsze rody królewskie. Bohater próbuje odkryć rodzinną tajemnicę, pomaga mu w tym zaprzyjaźniony bibliotekarz. Na tym jednak problemy Edwarda się nie kończą. Okazuje się, że zaczyna on tracić swój niezawodny węch, jego sklep dotyka tragedia powodzi, dorobek całego życia zostaje utracony, a on - dotąd całkowicie pochłonięty rodzinnym interesem-przestaje interesować się serami. To wszystko wskazują na rychłą katastrofę. To, co stanie się później przechodzi  jego najśmielsze oczekiwania. Co? Przeczytajcie:)Oprócz tego, że całkowicie zakochałam się w fabule utworu, podobała mi się jeszcze jedna rzecz. Proces odkrywania przez Edwarda rodzinnych tajemnic jest ciekawie przedstawiony. To nie Edward opowiada czego się dowiedział. Autor zabiera czytelnika w podróż w czasie, aż do początków wieku XVII, by sam mógł prześledzić rodzinne perypetie. Nie zdradza wszystkiego od razu, stopniowo buduje napięcie. Czytelnik poznaje historię rodziny Trencomów tak samo jak główny zainteresowany.  Autor dozuje informacje. Ponadto nie znajduję innych słów na opisanie momentu, w którym Edward i jego żona zakochują się w sobie przy pomocy pucołowatego kupidyna oraz sceny nocy poślubnej niż rozbrajający. Angielski humor w czystej postaci, aż łezka w oku kręci się ze śmiechu. Momentami czułam się, jakbym "oglądała" Monty Pythona.
Cóż mogę powiedzieć. Już rozpoczęłam poszukiwania dwóch kolejnych książek  autora. „Nos…” jest jego pierwszą powieścią, jednak wcześniej  pisywał reportaże historyczne, po które sięgnę z niemniejszą przyjemnością.
Mam nadzieję, że powstaną kolejne powieści i już nie mogę się doczekać, jakich bohaterów w nich poznam.Jedno jest pewne- postać Edwarda zostanie w mojej pamięci na długo.

5/6



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Noir sur Blanc.

1. str. 219
  • Tytuł oryginału: Edward Trencom’s Nose: A Novel of History, Dark Intrigue and Cheese
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Małgorzata Grabowska
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 326
  • Format: 145 x 235 mm
  • ISBN: 978-83-7392-343-0
  • Data wydania: styczeń 2011, wydanie I