Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Matyszczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Matyszczak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 lutego 2018

Strzały nad jeziorem - Marta Matyszczak


Po Tajemniczej śmierci Marianny Biel i Zbrodni nad urwiskiem nadszedł czas na Strzały nad jeziorem. Po irlandzkich perypetiach wydawało się, że wszystko powoli się unormuje. Solański z Guciem nie muszą się już martwić o pieniądze, Róża została odnaleziona – życie wróciło na właściwe tory. Niestety, Kwiatkowska długo nie wytrzymała i w wielkiej tajemnicy znów wyjechała. Dokąd? Po co? Mimo że Solański głowił się nad tą kwestią nie raz, nic nie wywnioskował.

Sprawa wyjaśniła się sama, gdy bohater odebrał telefon od rzeczonej Róży. Kobieta dzwoniła prosto z więzienia, bowiem podczas pobytu na obozie odchudzającym znalazła zwłoki swojego trenera, w związku z czym została z miejsca oskarżona o morderstwo. Miejscowa policja nie miała wątpliwości, że to właśnie przyjezdna jest winna śmierci wybitnego archeologa podwodnego, tym bardziej, że w  dzień poprzedzający jego zgon dokonała z nim niezwykłego odkrycia na skalę światową.

Róża może zaufać jedynie Solańskiemu, który natychmiast udaje się nad Jezioro Barlineckie, by tam dowieść niewinności kobiety. Niestety, sprawa jest nad wyraz skomplikowana, bowiem dowodów nie ma żadnych. Czy Gucio i Szymon wspólnie podołają rozwiązaniu sprawy?

Strzały nad jeziorem to kolejny kryminał pod psem, który łączy w sobie sporą dawkę humoru i grozy, starannie wyważonych tak, by jedno nie przysłaniało drugiego. Napisany nad wyraz sprawnie (pisarka chyba coraz lepiej czuje się w swoim fachu i coraz śmielej eksperymentuje słowem), z ciekawym wątkiem, zmyślnie zawikłany, jednak pozwalający czytelnikowi na samodzielne główkowanie i (być może!) rozwiązanie sprawy. Grunt to szare komórki!

Nie sposób nie skomentować także okładki – dotąd starałam się, by nie przysłaniała mi ona treści i nie zaciemniała obiektywnego spojrzenia na warstwę merytoryczną, jednak seria ta ma tak urokliwą warstwę graficzną, że pozostaję pod jej nieustannym wrażeniem. Kapitalnie wyróżnia ona cykl na sklepowych półkach, a to już pierwszy klucz do sukcesu, który niewątpliwie stał się udziałem Matyszczak.

Autorka wciąż dochowuje wierności Królowej Kryminału, Agacie Christie, do której ochoczo nawiązuje – tak rozwiązaniami, jak wspomnianym en passant Poirotem, czym u mnie rzecz jasna plusuje. Właściwie nie ma tutaj niczego, do czego mogłabym się przeczepić, jak rzep psiego ogona (sic!). Widać, że pisarka ma sprawny warsztat i głowę pełną pomysłów. Oby tak dalej!

Bardzo sprawnie napisana i wciągająca opowieść kryminalna, którą serdecznie polecam. 




poniedziałek, 29 stycznia 2018

Zbrodnia nad urwiskiem - Marta Matyszczak



Oto prywatny detektyw, Szymon Solański, znajduje się w nieciekawej sytuacji – Róża zniknęła bez śladu, pozostawiając go z pytaniami bez odpowiedzi, a pieniądze kończą mu się w zastraszającym tempie. Po rozwiązaniu sprawy Marianny Biel, jego życie diametralnie się zmieniło, z czym bohater nie do końca umie sobie poradzić. Gdy Gucio – psi detektyw – zaczyna widzieć ich przyszłość w ciemnych barwach, na parę spada nieoczekiwane zlecenie – mają odnaleźć zaginioną wnuczkę pewnego bogatego mężczyzny, płacącego krocie za podjęci się sprawy. Ślad za nią wiedzie aż na irlandzką wyspę Inishmore, na którą to udaje się nasza nietypowa para.

Na miejscu – wbrew oczekiwaniom Solańskiego – odnalezione zostają zwłoki. Bohater, który liczył na prostą sprawę – wyrwanie Kasi Walasek z imprezowego ciągu i odstawienie jej do dziadka – otrzymuje kolejną zagwozdkę z morderstwem w tle. Podejrzanymi w sprawie stają się mieszkańcy Kelly’s Bed&Breakfest – miejsca, w którym pracowała dziewczyna. Solański musi przesłuchać skąpą właścicielkę pensjonatu, która wielu osobom zaszła za skórę, Francuza o dość ekscentrycznym zachowaniu i innych podejrzanych znajdujących się w pobliżu. Na miejscową policję nie ma co liczyć – zajęta jest nie czym innym, jak romansowaniem z… Różą Kwiatkowską.

Zbrodnia nad urwiskiem pokazuje nie tylko, jak mały jest świat, ale także jak przypadek może zdeterminować czyjeś życie, czyniąc z niewinnych istot ofiary.

Przed Solańskim i Guciem wcale nie łatwe dochodzenie, tym bardziej, że emocje buzujące w bohaterze i wspierającej go w akcji Róży nie gasną, podgrzewając atmosferę śledztwa. W  irlandzkich warunkach słoty i mgły, takie buchające żarem relacje dodają życiu pikanterii.

Marta Matyszczak po raz kolejny trafiła w moje upodobania i zamiłowania – pierwsza część serii tocząca się w moich okolicach urzekła mnie swojskością; druga zaś – irlandzka – to odpowiedź na moje marzenie podróżnicze. Do Irlandii tęsknię od lat i bardzo się cieszę, że Zbrodnia nad urwiskiem połączyła zarówno to pragnienie podróży, jak i jeden z moich ulubionych gatunków literackich. A że przy okazji się pośmiałam, a wizerunek chłodnej i deszczowej Irlandii został –  paradoksalnie – ocieplony – tym większe brawa dla autorki, która zdecydowanie wyróżnia się stylem na wielkiej scenie polskiego kryminału.

Polecam!


poniedziałek, 27 listopada 2017

Tajemnicza śmierć Marianny Biel - Marta Matyszczak



Tajemnicza śmierć Marianny Biel, to prozatorski debiut Marty Matyszczak, chorzowianki, znanej każdemu szanującemu się czytelnikowi kryminałów z prowadzonej przez siebie od lat Kawiarenki Kryminalnej. Oto osoba, która dotąd powieści kryminalne opiniowała, teraz, po solidnym procesie samokształcenia się i próbowania swych sił (ukończone dziennikarstwo; warsztaty literackie podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, laureatka konkursów na opowiadanie kryminalne, adeptka kursu scenopisarskiego i autorka scenariuszy oraz fars kryminalnych, uff!) oddaje się pod osąd innych recenzentów. Jednym z głównych (a na pewno głównym zwierzęcym) bohaterów powieści jest Gucio, pies, którego pierwowzorem stał się inny Gucio, przygarnięty przez Autorkę ze schroniska.

Książkowy psiak również został adoptowany. Pod swój dach przyjął go Szymon Solański, zwolniony z pracy policjant, próbujący swoich sił jako prywatny detektyw. Niegdyś na szczycie, teraz na ostatnim piętrze chorzowskiego familoka, wynajmuje on zapuszczoną kawalerkę w miejscu, które jakby go wezwało. Oto bowiem znalezione w nim zostają zwłoki Marianny Biel, kobiety niespecjalnie lubianej przez sąsiadów. Kiedyś, podobnie jak on, również sięgała gwiazd – była bowiem najjaśniejszym elementem na firmamencie Teatru Uciecha. Zdaniem policji całość była nieszczęśliwym wypadkiem – podczas ściągania przetworów z piwnicznej półki, jedna z nich nie wytrzymała i przygniotła nieszczęsną kobietę. Inną opinię ma Solański, szukając winnego nie tylko pośród podejrzanych sąsiadów, ale także dalej… Jeśli uda mu się udowodnić swoje racje, utrze nosa byłemu pracodawcy i udowodni, że wciąż warto go zatrudniać.

Psią pomocą służyć mu będzie Gucio, zawsze na miejscu i zawsze z odpowiednią podpowiedzią.
Matyszczak udało się stworzyć humorystyczny kryminał ulokowany w samym sercu Górnego Śląska, co dało mi przyjemność lektury podwójną. Jej bohaterowie są pełnokrwiści i nierzadko odrzucający (co w  świecie kryminału paradoksalnie jest komplementem). Językowo i merytorycznie niczego całości nie brakuje – jest niby krwawo, a jednak z dozą słodyczy, która nie pozwala czytelnikowi wpaść w odmęty smutku i żałości. To kryminał z serii lekkich, po które chętnie się sięga, jeśli z  lektury pragnie się mieć przyjemność.

Książkę wciągnęłam w jedno popołudnie, żałując, że okoliczności nie sprzyjały wcześniejszej lekturze. Drugi tom już czeka na mnie przy łóżku, zerkając kusząco w moją stronę za każdym razem, gdy buszuję po regałach. Czuję, że prędko dam się uwieść…:)