poniedziałek, 27 listopada 2017

Tajemnicza śmierć Marianny Biel - Marta Matyszczak



Tajemnicza śmierć Marianny Biel, to prozatorski debiut Marty Matyszczak, chorzowianki, znanej każdemu szanującemu się czytelnikowi kryminałów z prowadzonej przez siebie od lat Kawiarenki Kryminalnej. Oto osoba, która dotąd powieści kryminalne opiniowała, teraz, po solidnym procesie samokształcenia się i próbowania swych sił (ukończone dziennikarstwo; warsztaty literackie podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, laureatka konkursów na opowiadanie kryminalne, adeptka kursu scenopisarskiego i autorka scenariuszy oraz fars kryminalnych, uff!) oddaje się pod osąd innych recenzentów. Jednym z głównych (a na pewno głównym zwierzęcym) bohaterów powieści jest Gucio, pies, którego pierwowzorem stał się inny Gucio, przygarnięty przez Autorkę ze schroniska.

Książkowy psiak również został adoptowany. Pod swój dach przyjął go Szymon Solański, zwolniony z pracy policjant, próbujący swoich sił jako prywatny detektyw. Niegdyś na szczycie, teraz na ostatnim piętrze chorzowskiego familoka, wynajmuje on zapuszczoną kawalerkę w miejscu, które jakby go wezwało. Oto bowiem znalezione w nim zostają zwłoki Marianny Biel, kobiety niespecjalnie lubianej przez sąsiadów. Kiedyś, podobnie jak on, również sięgała gwiazd – była bowiem najjaśniejszym elementem na firmamencie Teatru Uciecha. Zdaniem policji całość była nieszczęśliwym wypadkiem – podczas ściągania przetworów z piwnicznej półki, jedna z nich nie wytrzymała i przygniotła nieszczęsną kobietę. Inną opinię ma Solański, szukając winnego nie tylko pośród podejrzanych sąsiadów, ale także dalej… Jeśli uda mu się udowodnić swoje racje, utrze nosa byłemu pracodawcy i udowodni, że wciąż warto go zatrudniać.

Psią pomocą służyć mu będzie Gucio, zawsze na miejscu i zawsze z odpowiednią podpowiedzią.
Matyszczak udało się stworzyć humorystyczny kryminał ulokowany w samym sercu Górnego Śląska, co dało mi przyjemność lektury podwójną. Jej bohaterowie są pełnokrwiści i nierzadko odrzucający (co w  świecie kryminału paradoksalnie jest komplementem). Językowo i merytorycznie niczego całości nie brakuje – jest niby krwawo, a jednak z dozą słodyczy, która nie pozwala czytelnikowi wpaść w odmęty smutku i żałości. To kryminał z serii lekkich, po które chętnie się sięga, jeśli z  lektury pragnie się mieć przyjemność.

Książkę wciągnęłam w jedno popołudnie, żałując, że okoliczności nie sprzyjały wcześniejszej lekturze. Drugi tom już czeka na mnie przy łóżku, zerkając kusząco w moją stronę za każdym razem, gdy buszuję po regałach. Czuję, że prędko dam się uwieść…:)