niedziela, 13 kwietnia 2014

Pirackie skarby



W ramach odskoczni od szpitalnej codzienności (a także wciąż w niej, w ramach urozmaicenia szalonego programu dnia) zagrałam w Pirackie skarby - grę, którą z powodzeniem można zabierać w każde miejsce, dzięki małemu formatowi i stosunkowo niewielkiej ilości elementów do ewentualnego zgubienia;)

Gra autorstwa Łukasza Woźniaka to pozornie banalna zabawa na kilka chwil. Jak to jednak zazwyczaj bywa - najprostsze okazuje się najlepsze i wzbudza najwięcej emocji.
Liczy się bowiem nie tylko szybkość myślenia i kojarzenia, ale także reakcji. Każdy błędny ruch powodować może utratę punktów, a tych nie brakuje w sytuacji gdzie liczy się czas - emocje często powodują bezmyślne odpowiedzi, które wywołać mogą salwy śmiechu. W tej pozornej grze najważniejsza jest zimna krew - tylko ona pozwoli nam na wygraną. A czym więcej osób bierze udział w zabawie, tym większa frajda!



Gra przeznaczona jest dla maksymalnie 5 osób. Uczestnicy, mający przed sobą strzępki mapy próbują odkryć skarb na wyspie. Ale uwaga! Piraci nie śpią i już zdążyli ją zafałszować, utrudniając jej prawidłowe odczytanie! Wszyscy gracze szukają jednocześnie, jednak tylko ci, którzy jako pierwsi dokonają prawidłowego wskazania, zostaną nagrodzeni punktem. Na rozgrywkę składają się cztery rundy  pełne emocji;) Choć wydawać by się mogło, że to gra dla młodszych (wg wskazań dla tych od 6. roku życia), tak naprawdę świetnie sprawdzi się w każdym wieku.
Jeśli więc potrzebujecie nieco "orzeźwienia", emocji i ćwiczenia swojego refleksu, a przy tym macie na grę jedynie około 15 minut wolnego, to coś dla Was!

Świetna propozycja, w naprawdę przystępne cenie - jej koszt to jedyne 19,90zł.  Jeszcze taniej tutaj.
Zachęcam do zakupu i przetestowania wszystkich, którzy choć raz w życiu chcieli znaleźć jakiś skarb według wskazówek z zaszyfrowanej mapy. Poczujcie się jak prawdziwi poszukiwacze!

A po kliknięciu logotypu również czeka Was wiele radości;)
http://www.krainaplanszowek.pl/


piątek, 4 kwietnia 2014

Wszechświat kontra Alex Woods – Gavin Extence


Tytuł: Wszechświat kontra Alex Woods
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05342-3
Ilość stron: 424
Cena: 39,90 zł

Często zdarza się, że książki wybierają nas, a nie my ich, a ich treść na skutek nierzadko przykrej koincydencji koresponduje z naszymi przeżyciami lub stanowi ich zapowiedź. Tak stało się ze mną i Alexem Woodsem – spotkaliśmy się 2 kwietnia, a już następnego dnia, w premierę, jego i moje losy połączyła wspólnota doświadczeń, która nakazała mi książkę poświęconą jego losom traktować nader osobiście.
Nie sposób nie dostrzec wyjątkowości opowieści snutej przez Gavina Extence’a. Książka ta stanowi bowiem nie tylko zapis arcyciekawej historii, ale może także pełnić funkcję swoistego przewodnika po astronomii i szerzej – po życiu.
Alexa znają wszyscy. Odkąd w jego głowę trafił odłamek meteorytu, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na świecie, o której losach rozpisywały się światowej renomy pisma. Jego niezwykłość nie kończyła się jednak na przypadkowym wypadku, który zainicjował cały szereg związanych z nim następstw. Woods był chłopakiem o ponadprzeciętnej inteligencji, zafascynowanym astronomią, z ogromną specjalistyczną wiedzą i pędem do nauki, ale też z niebywałą zdolnością do wpadania w tarapaty. Przez jedno niefortunne wydarzenie poznaje on weterana wojennego - pana Petersona, z którym znajomość stanie się początkiem inspirującej przygody.
Książka ta zaczyna się nietypowo, bo… od końca. Najpierw poznajemy wydarzenia finałowe, które pozornie stanowią niespotykaną mieszankę niefortunności, po to, by cofnąć się o siedem lat i kolejno śledzić losy bohaterów, zmierzające równomiernie ku zakończeniu, które zrozumieć możemy dopiero po zapoznaniu się z trasą ku niemu wiodącą.
Inwersja czasowa pomaga w tym procesie i co ważne – pełni funkcję zaciekawienia: początkowy fragment jest bowiem jednym z najbardziej intrygujących  w całym tekście.

Oto pewnej nocy Alex zostaje zatrzymany przez celnika w dość nietypowym położeniu – na tylnym siedzeniu znajduje się urna z prochami, zaś w schowku spora dawka marihuany. Sam chłopak zaś, odmawia wyjścia z pojazdu, przeżywa bowiem właśnie atak padaczkowy, który próbuje zneutralizować, słuchając muzyki klasycznej na cały regulator.
Jeśli już teraz wydaje Wam się, że Alex mógł być traktowany przez rówieśników jak prawdziwe kuriozum, nie zapomnijcie do jego bagażu doświadczeń dodać matki tarocistki, trudniącej się handlem między innymi magicznymi przedmiotami, a zarysuje Wam się pełniejszy obraz.

Na skutek urazu spowodowanego uderzeniem meteorytu, Alex nie tylko stał się depozytariuszem ogromnej wiedzy, ale też epileptykiem, tykającą bombą, zdolną wybuchnąć w każdym momencie.

Choć na pierwszy rzut oka wydawać się może, że powieść ta posiada zbyt wiele smutnych elementów, tak naprawdę jest historią pełną brytyjskiego humoru, dowcipną i krzepiącą. Pokazuje proces dorastania Alexa, jest swoistym przekrojem jego dojrzewania, szukania własnej tożsamości, poszerzania horyzontów, niezwykłej przyjaźni z mężczyzną w podeszłym wieku, zdeklarowanym pacyfistą. Prezentuje młodzieńcze niezdecydowanie i ogromny zapał, opisuje Alexa-astrofizyka, Alexa-neurologa, wreszcie Alexa-bibliotekarza, zdolnego od najmłodszych lat poświęcić się dla nauki, a także – jak się okazuje – dla drugiego człowieka, w imię przyjaźni i szacunku dla jego woli.

Extence stworzył historię, która dotyka swoją nietuzinkowością – jest słodko-gorzka, taka jak życie i choć zdawać by się mogło, że dominują w niej zdarzenia niemożliwe, okazuje się, że takowe nie istnieją – prawdopodobne jest wszystko, podobnie jak wszystko jest przypadkiem, który możemy umiejętnie wykorzystać.

Doskonały debiut!

wtorek, 1 kwietnia 2014

Botanika duszy – Elizabeth Gilbert


Tytuł: Botanika duszy
Autor: Elizabeth Gilbert
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184003
Ilość stron: 576
Cena: 39,90 zł
DZIŚ PREMIERA
Jeśli sięgając po kolejną książkę Elizabeth Gilbert, liczycie na lekturę lekką, do pochłonięcia w jeden wieczór – porzućcie te nadzieje!
Botanika duszy, jest bowiem powieścią, przez którą należy się przedzierać, niczym przez gąszcz roślin i mchów, którymi od lat zajmuje się rodzina Whittakerów, której losy są przedmiotem narracji.
Nie chodzi li o zagęszczenie literek, od których roi się na każdej stronicy, lecz o obfitość treści, nie do przeskoczenia, nie do powierzchownego i pobieżnego przyswojenia, lecz do niespiesznego zasymilowania.

Opowieść rozpoczyna wczesne dzieciństwo Henry’ego – chłopca, który wraz z ubogą rodziną żyje w otoczeniu ludzi bogatych i sam marzy o zdobyciu majątku. Cechuje go wyjątkowa pomysłowość, żywy umysł i zadziorność, która mogłaby przysporzyć mu wielu kłopotów, jednak to właśnie ona sprawia, że bohater znajduje się w miejscu, które na zawsze zmieni jego życie i da mu szansę na zdobycie odpowiedniego doświadczenia, znajomości i wiedzy.  Dzięki ogromnej determinacji i dużemu wysiłkowi włożonemu w bogacenie się, Henry szybko staje się najbardziej wpływowym i doświadczonym botanikiem, zdobywającym prestiż na całym świecie.
Swoją wiedzą i pasją zaraża on córkę – Almę, od najmłodszych lat zdolną rozpoznawać i badać najrzadsze okazy roślin. Dziewczynka dzięki wychowaniu rodziców, bardzo wcześnie zdobyła doskonałe wykształcenie, wyróżniające ją z towarzystwa, czyniąc z niej rozmówczynię godną śmietanki dorosłych.
Życie tej nieprzeciętnie inteligentnej, choć brzydkiej osoby zmienia się po raz pierwszy, gdy jej rodzice decydują się na adopcję Prudence – pięknej, lecz cichej i – zdaje się – głupiutkiej młodej damy, a po raz drugi, gdy na drodze dziewczyn stanie Rettta - trzpiotka, pragnąca zostać ich przyjaciółką, a reprezentująca zupełnie inny typ osobowości, wkradająca się do ich życia wraz z uśmiechem i radością.

Powieść ta obiera sobie za cel nie tylko przedstawienie burzliwych losów rodziny, słynącej z ogromnego doświadczenia w dziedzinie botaniki, lecz także wykorzystanie działań z nią związanych w opisie dusz głównych bohaterów. Tym co determinuje ich losy jest nauka, której  oddane są zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i pojawiające się na ich drodze osoby, przechadzające się latami przez White Acre.
Z kart tej książki wyłania się obraz ludzi zdeterminowanych na realizowaniu raz obranych celów, dumnych i wciąż starających się udowodnić innym swoją wartość, do czego środkiem mają być dla nich dokonania naukowe.
Henry, to człowiek, który już we wczesnym dzieciństwie założył, że będzie bogaty i wpływowy, co starał się utrzymać do ostatniego dnia swojego długiego życia. Alma z kolei, jest kobietą pełną godności, która poprzez skupienie się na botanice, zgubiła gdzieś pragnienia duszy sfokusowane na innych sferach: nie zaznała prawdziwej zmysłowej miłości, wciąż oddając się nauce; nie zdołała zatrzymać mężczyzny, którego pokochała, bowiem ten zapałał uczuciem do kogoś innego.
Losy wszystkich bohaterów naznaczone są cierpieniem i co ważniejsze – ogromnym poświęceniem, o którym miała pojęcie jedynie służąca w White Acre – joker powieści, dzierżący wiedzę o wszystkim i o każdym, od lat wysłuchujący zwierzeń kolejnych bohaterów, drżących na samą myśl o tym, by przed innymi członkami rodziny ujawnić swoją słabość.
Najnowsza powieść Gilbert to prawdziwy rarytas do lektury powolnej, dokładnej, kojarzącej się z wieloletnimi badaniami głównych bohaterów. Przedzierając się przez kolejne stronice, dokonujemy analitycznej obserwacji ich egzystencji, do złudzenia przypominających godziny spędzone przez nich na eksploracji roślin. I choć podobnie jak w przypadku natury, efekty będzie widać dopiero po długim czasie, gwarantuję, że to dociekanie jest tego warte.
Polecam!

piątek, 28 marca 2014

Mitch Albom – Miej trochę wiary


Tytuł: Miej trochę wiary
Autor: Mitch Albom
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 978-83-7943-575-3
Ilość stron: 9788379435753
Cena: 256

Od książek Alboma zawsze oczekuję wiele – pokrzepienia, wstęgi mądrych słów, aforystycznych girland, pnących się od pierwszej do ostatniej stronicy.
Tym razem jednak – mimo mojej wielkiej chęci zaangażowania się w lekturę, na przekór ważkości tematu i prostoty przekazu – narracja utraciła dla mnie wewnętrzną moc, nie potrafiła skupić mnie na sobie i tym samym gdzieś po drodze straciła mnie jako czytelnika zaabsorbowanego.

Historia opisywana przez Alboma zdarzyła się naprawdę i dzięki temu ze zdwojoną siłą niesie nadzieję na istnienie dobra w człowieku, którego poszukiwań nigdy nie powinniśmy zaniechać. Opowieść otwiera proste, a jednocześnie przejmujące pytanie: Napiszesz dla mnie mowę pogrzebową?, wychodzące z ust podeszłego w wieku rabina – mężczyzny od lat oddanego Bogu i swojej wspólnocie, charakteryzującego się wielkim duchem i niespotykaną dobrocią, z której utkał całe swoje życie i dużym stopniu życie innych.
Autor książki wychowany został w wierze, jednak gdzieś na drodze dorastania całkowicie się jej wyzbył – wtedy właśnie ponownie natknął się na Alberta, który po jednym z prowadzonych przez pisarza wykładów wypowiedział tę niezwykłą prośbę, na którą Albom przystał, zastrzegając, że aby mógł się podjąć jej realizacji, musi poznać rabina nie tylko od strony zawodowej, ale przede wszystkim – osobistej. Wtedy nawet nie przypuszczał, że zadanie, którego się podejmuje pomimo całej swej niecodzienności, nie dość, że przeciągnie się na osiem lat, to jeszcze całkowicie przewartościuje jego dotychczasowe życie i zmusi do zaktualizowania poglądów.
Oprócz kolejnych inspirujących godzin spędzanych z Albertem, Mitch poznaje także Henry’ego – pastora o burzliwej przeszłości, która zaświadcza o tym jak wielkie rzeczy potrafi z ludzkim życiem zrobić Bóg, ale też – niestety – wyjaskrawia człowieczą tendencję do oceniania drugiego przez pryzmat tego co minione, bez baczenia na to, jakim ktoś jest aktualnie. Albom podkreśla skłonność do zapatrywania się w odległe czasy, niebrania pod uwagę możliwości całkowitej przemiany i odrodzenia człowieka.
Przede wszystkim jednak, mocą swojego słowa i doświadczenia zachęca do odnajdywania w drugim człowieku piękna i dobra, a także pomagania bez względu na dzielące nas różnice: obyczajowe, społeczne, religijne czy etniczne. To historia ponad podziałami, rzecz o poszukiwaniu Mistrza, słowo o nadziei, radości (z) życia, wierze, miłości i mądrości, patrzącej daleko w przyszłość, bez tracenia z oczu teraźniejszości, w której główny bohater za sprawą powierzonego mu zadania zaczyna bardziej doceniać to, co ma.

Choć tekst ów czyta się bardzo dobrze, przede wszystkim ze względu na jego uniwersalny i ogólny charakter, daleko mu do innych utworów autora, których moc angażowania czytelnika była ogromna. Z całą pewnością jednak jest to opowieść, mogąca wzruszać i poruszać, a także uczyć wrażliwości. Historia wartościowa i warta poświęconego jej czasu - miejcie trochę wiary, a Wasza codzienność zmieni się nie do poznania. 


czwartek, 27 marca 2014

Tajemnica Filomeny - Martin Sixsmith


Tytuł: Tajemnica Filomeny
Autor: Martin Sixsmith
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 978-83-7839-702-1
Ilość stron: 504
Cena: 37zł

Jeśli znaleźliście się w tej samej sytuacji co ja, czyli najpierw obejrzeliście film, a później zdecydowaliście się na lekturę (kolejność choć haniebna, to ostatnio u mnie częsta) tekst ten może Was zaskoczyć. Jego autor przyjmuje bowiem zupełnie inną perspektywę niż reżyser, który na publikacji tej ponoć się opierał (jak się za chwilę przekonacie materiał miał skąpy). O ile w przypadku produkcji filmowej tytuł ma swoje umocowanie w prezentowanej historii, o tyle w przypadku książki – zdaje się zupełnie niestosowny i co najgorsze: mylący.
Filomena na kartach książki pojawia się w początkowym rozdziale i jednym z końcowych. I na tym jej bezpośrednia relacja się kończy, gdyż książka ta jest przede wszystkim zapisem doświadczeń Michaela, który niemalże od chwili osiągnięcia dojrzałości próbował odnaleźć swoją biologiczną matkę i tym samym zdefiniować siebie. Jest to opowieść o jego poszukiwaniach i drodze do dojrzałości, w czasach mu zupełnie nieprzychylnych.

Będąc młodą matką, Filomena została zmuszona przez zakonnice z Roscrea do zrzeczenia się praw do dziecka i zaniechania poszukiwania go w jakkolwiek odległej przyszłości. Anthony mając trzy lata, został adoptowany i wywieziony z Irlandii przez rodzinę z Ameryki, która jemu i Mary – dziewczynce, którą również przygarnęli – zbudowała prawdziwy dom i zapewniła wykształcenie na najwyższym poziomie, dzięki czemu Tony – późniejszy Michael, miał możliwość realizowania się między innymi jako znakomity prawnik w partii republikańskiej.

Przybrani rodzice od początku wmawiali dzieciom, że ich matki oddały ich natychmiast po urodzeniu. Te wypowiedzi stworzyły w nich nigdy nie zapełnioną wyrwę, bolesne miejsce, już do końca ich dni sugerujące, że nie są oni wystarczająco dobrzy, skoro nawet biologiczne matki zrezygnowały z ich wychowania. Dzieci (zwłaszcza Michael) żyły w przeświadczeniu o własnej bezwartościowości i braku prawa do szczęścia, co z kolei powodowało, że mimo pozornie poukładanych relacji, wciąż podejmowali działania autodestrukcyjne, które prędzej czy później niszczyły ich związki, utwierdzając ich w przekonaniu, że rzeczywiście na spełnienie i radość nie zasługują. Błędne koło toczyło się przez całe ich życie, co rusz rzucając kłody pod nogi.
Od najmłodszych lat Michael wydawał się odstawać od rówieśników – był wrażliwszy, głębiej przeżywał wszelkie niepowodzenia i sukcesy, zdawał się zachłystywać codziennością, jednak już jakiekolwiek drobne przeciwności całkowicie burzyły porządek – jego sfera emocjonalna była nieuporządkowana, do czego dołożył się także brak akceptacji jego orientacji seksualnej, zarówno ze strony rodziny jak i partii, przed którą musiał ją ukrywać, skazując się na życie w ciągłym lęku przed demaskacją.
Przez wiele lat tracił on partnerów, wmawiając sobie i im, że nie zasłużył na miłość i rujnując przez to każdy kolejny związek. Gdy wreszcie udało mu się stworzyć trwałą relację homoerotyczną, opartą  na zaufaniu i wsparciu, postanowił ponowić próbę odnalezienia matki, o której myśli kiełkowały w nim od dawna. Dzięki powrotowi do przeszłości, mężczyzna miał raz na zawsze zamknąć bolesny rozdział, poznać prawdę o swoim pochodzeniu i dokonać pracy, mającej w konsekwencji pozwolić na zabliźnienie ran i wyzbycie się piętna opuszczonego dziecka, niezdolnego do okazywania miłości i budowania więzi. Gdzieś pomiędzy jego poszukiwaniami, a karierą polityczną, pojawia się trudny na tamte czasy temat akceptacji związków homoseksualnych, a także przeznaczania pieniędzy na leczenie i badanie HIV, zbierającego coraz większe żniwo i naznaczającego piętnem każdego nosiciela wirusa.
Historię Michaela napisało życie i to właśnie w autentyczności tkwi jej największa siła. Ukazuje ona, że życie rzuca nas w przeróżne miejsca, ograbiając z jednego, po to, by zaoferować nam drugie, co nie zmienia faktu, że w ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzenione pragnienie określenia siebie i swojego pochodzenia, bo dzięki tej wiedzy możemy poczuć się „kimś skądś”, nie zaś „kimś (nikim) znikąd”. Opowieść tę czyta się ze ściśniętym gardłem, przeczuwając jej zakończenie i zżymając się na człowieczą niesprawiedliwość i uwikłanie  w przeszłość.
Polecam!

wtorek, 25 marca 2014

Dwanaście słów – Jan Jakub Kolski


Tytuł: Dwanaście słów
Autor: Jan Jakub Kolski
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN: 9788364142178
Ilość stron: 276
Cena: 29,90 zł
Przedziwna to książka, powieść płynąca jak kolejny autorski film Kolskiego, w którym co rusz zmieniają się klatki: szatkowana, z przybliżaniem kamery, ujęciami z daleka, podglądająca ludzkie losy z wyjątkowej perspektywy.
Te oniryczną wędrówkę otwierają sceny obrazoburcze: duchowa miłość zakonnicy do Jezusa, który kiedyś ocalił ją z płomieni, zmienia się w cielesną, erotyczną; to co czyste, staje się przyczyną jej grzechu; to co dla jednych jest wewnętrznym wytchnieniem, dla niej - fizyczną męką. Zakonnica, by nie przedłużać cierpień, ucieka wraz z obrazem budzącym w niej pożądanie, przybierając maskę zupełnie innej osoby.
Ucieka w kolejną przestrzeń pełną niebezpieczeństw, ostatecznie znajdując schronienie u wiejskiego nauczyciela muzyki, który, próbując uporządkować swój świat, narzucił mu niezmienny rytm: dwanaście słów dziennie miało wystarczyć do komunikacji.  Marianna staje się jego służącą, zmuszoną do codziennego oglądania życia skażonego grzechem i nieujawnionym cierpieniem.
Kobieta, ledwo uciekła, zaczęła tłumaczyć swój brak czasu na modlitwę licznymi obowiązkami – jakże to ludzkie, jakże znane, jakże oddalające ją od niegdysiejszej miłości w stronę erosa. Buzujące w Mariannie od dawna pożądanie, zaczęło szukać źródła ujścia – nie pomagały znalezione pornograficzne obrazki, widok oddającego się fizycznej miłości Fryderyka – kobieta uległa, początkowo czując do siebie jedynie pogardę, stopniowo jednak, zagłuszyła swoje wyrzuty sumienia. Grzechy usprawiedliwiała swoim człowieczeństwem, uzależnieniem, niemożnością wygrania z pokusami, aż wreszcie z wymówek rezygnuje, oddając się codzienności takiej, jaką zbudowała.

W budowaniu nowego świata duża rolę odgrywa Fryderyk, który perfekcji szuka nie tylko w kompozycjach muzycznych, które tworzy dla umierającego Kazia Mączki, lecz także w stosunkach czy trywialnie – w rozmieszczeniu składników na kanapce. Życie ustabilizowane to coś, co ma sprawić, że zapomni o bolesnej afrykańskiej przeszłości.
A tym co nam, czytelnikom o niej przypomina jest przede wszystkim okładka książki: na pozór chaotyczna, w rzeczywistości obwarowana sensem. Buduje ją zarys Afryki, otoczony owocami granatu – symbolem płodności, ale też uwięzienia – być może w pożądliwościach, być w może w tym, co minione. Prawą stronę konturu współtworzy wpisany w niego profil kobiecy – tak wkomponowany, że połowa twarzy, jak i włosy są na nim zasłonięte, sugerując, że być może jest to odbicie zakonnicy odzianej w habit, a być może – kogoś, kogo losy nieodłącznie przeniknięte są z czarnym lądem. Okładka otwiera mnogość odczytań, a to co wybierzemy, zależy jedynie od naszej interpretacji tekstu, z którym niewątpliwie koresponduje.

Z całą pewnością jest to utwór, w którym uleganie pokusom odsłania fałszywy świat relacji społecznych, opartych na przekupności, zdradach, hipokryzji. Coś takiego jak normy w opisywanej wsi właściwie nie istnieje – są one jedynie pozorowane, na wypadek gdyby ktoś, kiedyś zaczął zadawać pytania. Nie sposób nie zauważyć jego filmowości – dialogi są niczym wyrwane ze scenariusza, potęgując wrażenie jakoby czytelnik znalazł się właśnie w samym centrum planu filmowego, w którym ktoś zarządza światem przedstawionym, reżyseruje go i pociąga za sznurki, dążąc do ostatecznego – perfekcyjnego – ujęcia. A w nim świat zepsuty, pozbawiony wartości, zgniły od wewnątrz, epatujący beznadzieją, pornografią i wulgarnością.

Książkę tę czyta się, doświadczając całej gamy uczuć – od znużenia, przez zainteresowanie, obrzydzenie, odrzucenie aż do zadziwienia całokształtem.
Polecam, choć nie będzie to lektura…. zwyczajna.