Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Po schodach do nieba – Betty J. Eadie


Po ostatniej, dość kiepskiej książce o zaświatach  sądziłam, że chwilowo odłożę podobne lektury na półkę.

Na szczęście jednak, wcale tego nie zrobiłam. Sięgnęłam do publikacji Po schodach do nieba Betty J. Eadie i zupełnie przepadłam. Tego było mi trzeba! Nieprawdopodobne jak słowo czytane potrafi nieść ukojenie, uspokojenie i pokrzepiać.

Książka jest zapisem doświadczeń autorki, o której lekarze sądzili, że zmarła. Jej ciało nie reagowało na reanimację, zatem prowadzący ją doktorzy zrezygnowali z dalszych działań ratunkowych W czasie gdy oni bez skutków walczyli o jej życie, ona znajdowała się w miejscu, o jakim nigdy nie śmiała marzyć. Szczęście towarzyszące jej wędrówce było nie do opisania tak bardzo, że autorka na wiele lat zrezygnowała z  opowiedzenia swojej historii światu.

Teraz jednak robi to, niosąc nadzieję, pokój i światło wszędzie tam, gdzie dociera jej poruszająca historia.
Eadie przekonała się, że życie nie kończy się na ziemi, lecz przekracza śmierć, prowadząc nieśmiertelną duszę tam, gdzie przynależy od zawsze. Pokazuje świat, do którego dążymy, którego pragniemy, a którego nigdy nie zaznamy na ziemi na skutek cielesnego ograniczenia. Biologia to tylko część tego, co nas czeka.

Autorka rzuca nowe światło na doświadczenia z pogranicza śmierci: pokazuje dusze istniejące zanim znalazły się w swoich ziemskich powłokach, wskazuje jak wielki mają one wpływ na wybór swojego przyszłego życia i osób, które spotkają – uzasadnia rodzenie się przyjaźni, relacje rodzinne, a także nasze cierpienia, choroby i życiowe doświadczenia mające przysłużyć się duchowemu wzrostowi. I niesie jeden podstawowy przekaz – przekaz miłości, którą musimy się darzyć bez względu na wszystko. Mówi również o wpływie pozytywnego myślenia na energię, która się wokół nas wytwarza, przypomina o radości życia, którą wielu utraciło, prezentuje jak przebiega proces leczenia, podczas którego dusze uzdrawiają ciało. Pokazuje, że śmierć to jedynie przejście do innego stanu, a ziemia to czas edukacji, nic więcej. Prowadzi także przez sąd, który sami nad sobą będziemy czynić i wskazuje efekt kół na wodzie, którego codziennie jesteśmy uczestnikami: to, co daję, jest tym co dostaję. Każdy mały gest zatacza coraz większe koła na wodzie: nieważne czy jest dobry, czy zły.

Jej opowieść, mimo że dotyka tematyki niełatwej, budzącej kontrowersje albo przez wielu ludzi wkładanej między bajki lub traktowanej jako efekt halucynacji towarzyszących wydzielaniu przez organizm człowieka pewnych substancji w  obliczu śmierci, jest piękna i niezwykle prosta – sprawia, że to co niezrozumiałe i nie do ogarnięcia, nagle staje się nieco bardziej oczywiste, logiczne i spójne.
Przede wszystkim jednak Eadie głosząc swoją historię śmierci, uczy jak należy żyć.

Piękna i poruszająca. Jedna z lepszych opowieści o życiu po śmierci, jaką dotąd czytałam. 




niedziela, 7 czerwca 2015

Jak możemy zostać uzdrowieni – Christoph Haselbarth, dr Peter Riechert


Współczesny świat toczy coraz więcej chorób. I, mimo że medycyna posuwa się do przodu, wciąż są przypadłości, na które nie ma ona lekarstwa, albo które mimo szybkiej lekarskiej interwencji mają skłonność do nawrotów.

Przyczyn może być wiele: zanieczyszczone środowisko, złe odżywanie, geny, wirusy, stres. Czy zdajemy sobie jednak sprawę z coraz mocniej nagłaśnianego powiązania chorób organizmu z  chorobami duszy i psychiki? O chorobach psychosomatycznych słyszał chyba każdy, nie wszyscy jednak biorą je na poważnie. A przecież psychika i ciało to jeden organizm, w którym niedomaganie jednej struktury, pociągnie za sobą zaburzenia w  drugiej. Jak inaczej wyjaśnimy wpływ stresu/lęku na rozwój wielu chorób? Albo jak wyjaśnić wpływ choroby ciała na częstsze występowanie depresji?

Choć nie zdajemy sobie z  tego sprawy, także kondycja duchowa wpływa na stan naszego organizmu. A tę, niestety, coraz bardziej i częściej się zaniedbuje.

Jak możemy zostać uzdrowieni. Uwolnienie drogą do uzdrowienia, to książka Christopha Haselbartha i dr. Petera Riechtera napisana w  oparciu o doświadczenia grupy chrześcijańskiej lekarzy, podejmująca wciąż kontrowersyjnych powiązań zdrowia fizycznego i duchowego. Nie jest ona publikacją opartą jedynie na chrześcijańskiej teologii, ale też na medycynie i konkretnych przypadkach chorobowych oraz ich późniejszej terapii, co z  góry wyklucza wszystkie ewentualne zarzuty mogące być jej stawiane.

Autorom książki bardzo zależy, by była ona odczytywana należycie i stanowiła źródło pomocy oraz wsparcia. Pożytek przyniesie ona jednak dopiero wtedy, gdy zastosujemy się do kilku oczywistych zadań ujętych przez twórców we wstępie.

O co jednak chodzi? Życie człowieka często zdominowane jest przez utrwalone postawy powodujące różne dolegliwości. W książce tej, autorzy (na podstawie wieloletnich badań) zapisali jakie, powodują konkretne konsekwencje zdrowotne i co zrobić, by się ich pozbyć. Choć dla wielu może brzmieć to nieprawdopodobnie, wystarczy odrobina wiary, by doświadczyć prawdziwej mocy tych działań. O części mogę opowiedzieć z własnego doświadczenia sprzed kilku lat (depresja, lęki i in.).
Autorzy gorąco zachęcają do porzucenia takich życiowych postaw jak gniew, chowanie urazy, lęk, brak samoakceptacji, samooskarżanie się, skłonność do agresji, stres, twardość serca i wiele, wiele innych.

Twórcy książki problemy poruszają całościowo, choć syntetycznie: nazywają chorobę, podają jej możliwe duchowe i psychiczne przyczyny, zarysowują przyczyny medyczne, a następnie projektują terapię: duchową i medyczną. Częstokroć wystarczy jedynie pierwsza z nich,  by zauważyć całkowite cofnięcie się choroby, wymaga to jednak wielkiego zaufania Bogu i odkrycia blokad na nas ciążących.

Brzmi jak magia? A nie powinno. To przykłady współczesnych uwolnień prowadzących do uzdrowień. Takie rzeczy dzieją się codziennie, na całym świecie. Nie każdy jednak ma świadomość takich możliwości. Koszty są żadne, a efekty powalające: pełnia zdrowia, dobre samopoczucie, pokój, szczęście.

Jeśli zatem macie w  sobie dość wiary – polecam. Działa. Macie moje słowo i słowo osób, których świadectwa umieszczone zostały na końcu jako przykład skuteczności tej duchowej terapii.



poniedziałek, 20 października 2014

Św. Hildegarda z Bingen. Leczenie chorób duszy- dr Wighard Strehlow


Tytuł: św. Hildegarda z Bingen. Leczenie chorób duszy.
Autor: Dr Wighard Strehlow
Wydawnictwo: Esprit
ISBN:978-83-63621-82-7
Ilość stron: 408
Cena: 34.90 zł

Św. Hildegarda z Bingen zasłynęła nie tylko jako doktor Kościoła katolickiego, kompozytorka i psychoterapeutka ale także – a może przede wszystkim – jako sławna uzdrowicielka, propagatorka metody holistycznej, według której ludzkie ciało i duszą są ze sobą połączone i wzajemnie na siebie wpływają – gdy choruje jedno, drugie również niedomaga i odwrotnie – leczenie chorób ciała, należy połączyć z uzdrawianiem duszy, której bolączki stanowią źródło późniejszych dolegliwości.
To dzięki jej radom tysiące ludzi na całym świecie ponownie cieszy się doskonałym zdrowiem – zarówno psychicznym jak i fizycznym – a także wyleczeniem z chorób według medycyny konwencjonalnej nieuleczalnych, jak nowotwory o różnej etiologii.
W poczet świętych wpisana ona została oficjalnie dopiero przez Benedykta XVI, który rozszerzył jej kult przez kanonizację równoważną (proces kanonizacyjny rozpoczął się w 1227 roku, ale nie został zamknięty) na cały Kościoł oraz mianował doktorem Kościoła, jako czwartą kobietę w historii.
Życiorys tej arcyciekawej świętej obfituje w wiele tajemnic i niespodziewanych wydarzeń, jednak to nie one są tematem ksiązki dra Wigharda Strehlowa.
Autor, wybitny badacz nauki św. Hildegardy, podczas swojej praktyki przystosował mądrości średniowiecznej mniszki do współczesnych realiów i ich najczęstszych chorób. Wiedzę Hildegardy ,wynikającą z objawień, wzbogacił o zalecenia medyczne i dietetyczne, tworząc pełnię wskazówek, dla osób zmagających się z takimi chorobami i zaburzeniami jak depresja nerwica, lęk, bezsenność, choroby żołądka, choroby reumatyczne, choroby śledziony, tarczycy i in.
Tym, co w publikacji tej podkreślane wielokrotnie jest zwrócenie uwagi na leczenie kompleksowe – poczynając od źródła, aż do efektu.
Hildegarda opisuje wnętrze naszej duszy pod postacią miasta, w którym trzydzieści bożych sił i pięć sił kierowniczych wykonują swoją pracę. Są to duchowe siły (czy też  mocne strony naszej duszy, cnoty), pozostające w sporze z trzydziestoma pięcioma kontrsiłami, pochodzącymi ze świata materialnego (wadami).
Dzięki książce tej zobaczymy jak nasze konkretne zachowania i skłonności, wpływają na funkcjonowanie naszego organizmu i jak często prowokujemy go do „samobójstwa”, czyli schorzeń autoagresyjnych. Zobaczymy też drugą stronę medalu: jak łatwo zapewnić sobie zdrowie i pogodę ducha.
Św. Hildegarda dzieli życie na pięć stacji: chlew, tłocznię do wina, jamę ze smokami i węzami, wejście na szczyt oraz złoty namiot,  za pomost między duszą i ciałem uznaje wegetatywny układ nerwowy.
Wszystkie mocne i słabe strony wraz ich psychofizycznymi odpowiednikami zebrane zostały w tabeli otwierającej rozważania (np. słaba strona: cynizm, mocna strona: tęsknota za życiem, umiejscowienie: kręg c7, narządy: tarczyca, śledziona, wpływ duchowych czynników ryzyka na organizm: choroby tarczycy, depresje, lęki, przewlekłe przeziębienia itd.)
Pomocny w walce z opisywanymi przez świętą chorobami ma być post, uniwersalny środek leczniczy dla duszy i ciała, do stosowania nawet przez całe życie, oparty na naturalnych metodach i produktach. Hildegarda podaje także przykłady terapii dla konkretnych dolegliwości, odsłaniając ich przyczynę.
Porady średniowiecznej świętej po dziś dzień cieszą się dużym powodzeniem, o czym poświadczyć mogą m.in. umieszczone z tyłu książki świadectwa. Choć w wielu czytelnikach książka ta może spotkać się ze sceptycznym odbiorem (np. jak praca na rzecz chorych może pomóc uporać się z atopowym zapaleniem skóry?) nie sposób przecenić jej wartości jako szerzycielki idei zdrowego stylu życia i dążenia do zharmonizowanej kondycji psychicznej.
Polecam – być może nawet Ci powątpiewający znajdą w niej coś dla siebie. Z całą pewnością jest dobrym rachunkiem sumienia i rozliczeniem się z samym sobą.


wtorek, 1 kwietnia 2014

Botanika duszy – Elizabeth Gilbert


Tytuł: Botanika duszy
Autor: Elizabeth Gilbert
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184003
Ilość stron: 576
Cena: 39,90 zł
DZIŚ PREMIERA
Jeśli sięgając po kolejną książkę Elizabeth Gilbert, liczycie na lekturę lekką, do pochłonięcia w jeden wieczór – porzućcie te nadzieje!
Botanika duszy, jest bowiem powieścią, przez którą należy się przedzierać, niczym przez gąszcz roślin i mchów, którymi od lat zajmuje się rodzina Whittakerów, której losy są przedmiotem narracji.
Nie chodzi li o zagęszczenie literek, od których roi się na każdej stronicy, lecz o obfitość treści, nie do przeskoczenia, nie do powierzchownego i pobieżnego przyswojenia, lecz do niespiesznego zasymilowania.

Opowieść rozpoczyna wczesne dzieciństwo Henry’ego – chłopca, który wraz z ubogą rodziną żyje w otoczeniu ludzi bogatych i sam marzy o zdobyciu majątku. Cechuje go wyjątkowa pomysłowość, żywy umysł i zadziorność, która mogłaby przysporzyć mu wielu kłopotów, jednak to właśnie ona sprawia, że bohater znajduje się w miejscu, które na zawsze zmieni jego życie i da mu szansę na zdobycie odpowiedniego doświadczenia, znajomości i wiedzy.  Dzięki ogromnej determinacji i dużemu wysiłkowi włożonemu w bogacenie się, Henry szybko staje się najbardziej wpływowym i doświadczonym botanikiem, zdobywającym prestiż na całym świecie.
Swoją wiedzą i pasją zaraża on córkę – Almę, od najmłodszych lat zdolną rozpoznawać i badać najrzadsze okazy roślin. Dziewczynka dzięki wychowaniu rodziców, bardzo wcześnie zdobyła doskonałe wykształcenie, wyróżniające ją z towarzystwa, czyniąc z niej rozmówczynię godną śmietanki dorosłych.
Życie tej nieprzeciętnie inteligentnej, choć brzydkiej osoby zmienia się po raz pierwszy, gdy jej rodzice decydują się na adopcję Prudence – pięknej, lecz cichej i – zdaje się – głupiutkiej młodej damy, a po raz drugi, gdy na drodze dziewczyn stanie Rettta - trzpiotka, pragnąca zostać ich przyjaciółką, a reprezentująca zupełnie inny typ osobowości, wkradająca się do ich życia wraz z uśmiechem i radością.

Powieść ta obiera sobie za cel nie tylko przedstawienie burzliwych losów rodziny, słynącej z ogromnego doświadczenia w dziedzinie botaniki, lecz także wykorzystanie działań z nią związanych w opisie dusz głównych bohaterów. Tym co determinuje ich losy jest nauka, której  oddane są zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i pojawiające się na ich drodze osoby, przechadzające się latami przez White Acre.
Z kart tej książki wyłania się obraz ludzi zdeterminowanych na realizowaniu raz obranych celów, dumnych i wciąż starających się udowodnić innym swoją wartość, do czego środkiem mają być dla nich dokonania naukowe.
Henry, to człowiek, który już we wczesnym dzieciństwie założył, że będzie bogaty i wpływowy, co starał się utrzymać do ostatniego dnia swojego długiego życia. Alma z kolei, jest kobietą pełną godności, która poprzez skupienie się na botanice, zgubiła gdzieś pragnienia duszy sfokusowane na innych sferach: nie zaznała prawdziwej zmysłowej miłości, wciąż oddając się nauce; nie zdołała zatrzymać mężczyzny, którego pokochała, bowiem ten zapałał uczuciem do kogoś innego.
Losy wszystkich bohaterów naznaczone są cierpieniem i co ważniejsze – ogromnym poświęceniem, o którym miała pojęcie jedynie służąca w White Acre – joker powieści, dzierżący wiedzę o wszystkim i o każdym, od lat wysłuchujący zwierzeń kolejnych bohaterów, drżących na samą myśl o tym, by przed innymi członkami rodziny ujawnić swoją słabość.
Najnowsza powieść Gilbert to prawdziwy rarytas do lektury powolnej, dokładnej, kojarzącej się z wieloletnimi badaniami głównych bohaterów. Przedzierając się przez kolejne stronice, dokonujemy analitycznej obserwacji ich egzystencji, do złudzenia przypominających godziny spędzone przez nich na eksploracji roślin. I choć podobnie jak w przypadku natury, efekty będzie widać dopiero po długim czasie, gwarantuję, że to dociekanie jest tego warte.
Polecam!

niedziela, 23 marca 2014

Jestem bardzo w rękach Bożych. Notatki osobiste 1962-2003 – Jan Paweł II


Tytuł: Jestem bardzo w rękach Bożych. Notatki osobiste 1962-2003.
Autor: Jan Paweł II
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324029907
Ilość stron: 640
Cena: 39,90 zł


Bardzo trudno czytać, oceniać wartość, gdy wie się, że nie powinno być czego oceniać, bo tej publikacji po prostu nie powinno być.
Książka ta wydana została z dużą  pieczołowitością i niewątpliwie wymagała ogromnego nakładu pracy: obok tekstu drukowanego, znajdują się skany niektórych stron z notatników. Wielki wkład tłumaczy, którzy z gąszczu szlaczków i skrótów wydobyli treści zrozumiałe dla czytelnika (wydawnictwo uzupełnione jest o wykaz skrótów). Ogromnie szanuję także wierność oryginalnej pisowni i stronie edytorskiej (przez co rozumiem wszelkie podkreślenia i uwagi poczynione przez Karola Wojtyłę-Jana Pawła II). Dzięki trudowi osób zaangażowanych w realizację tej książki, możemy dziś cieszyć się publikacją na naprawdę wysokim poziomie, którą czytać będziemy przez lata, a której pełnia i tak może do nas wciąż nie docierać. Wiele miejsca zajmują w niej notatki poświęcone kolejnym rekolekcjom i myślom z nich wyniesionym – choć dotyczących wiary, to jednak niezwykle intymnych; choć świadczących o świętości, to jednak osobistych i niekoniecznie przeznaczonych do publikacji.
Chociaż jestem pod wrażeniem pracy włożonej w to, by książka ta stanęła na najwyższym z możliwych poziomów, wciąż nie jestem przekonana czy było to konieczne i – najzwyczajniej – przyzwoite. Zapewne niezgodne z wolą Jana Pawła II, jednak o ogromnej wartości, także literackiej. Mam świadomość ilu wielkich dzieł oraz wielkich tekstów kultury bylibyśmy dziś pozbawieni, gdyby ktoś kiedyś usłuchał i wypełnił ostatnią wolę zmarłego, a – chyba na szczęście – tego nie zrobił.
Stanisław Dziwisz, wykonawca testamentu Jana Pawła II nie spełnij jego prośby do końca i dziś sam próbuje się usprawiedliwić, sugerując jakoby zapiski te były źródłem ważnych informacji o życiu papieża (których widać ujawnić nie chciał i nie potrzebował), a także kluczem do zrozumienia jego duchowości. I owszem – notatki, choć urwane i miejscami niezrozumiałe, stanowią niewyczerpane źródło mądrości, mające najsilniejszą moc oddziaływania, gdy poddamy je medytacji. Nie jestem tu jednak od osądzania przyjacielskiej zdrady, lecz oceny merytorycznej tekstu i wydania.

Jest to lektura trudna, tak jak trudne może być brnięcie przez słowa kogoś szanowanego i nie tylko głęboko wierzącego, ale też niebywale mądrego, kto nikogo swoimi wypowiedziami przekonywać nie musi, bo pisze dla siebie, do szuflady, toteż robi to swoim językiem: często lakonicznym, bez słowotoku, oszczędnym i prawdopodobnie w pełni czytelnym tylko dla niego samego. To swoisty zapis słów-kluczy z monologu wewnętrznego, wyrosły z papieskich medytacji, rozważań, refleksji.
I choć w moim osądzie moralnie nikt nie powinien czuć się usprawiedliwiony, książka ta z całą pewnością stanowi bogate źródło, dowód i świadectwo życia człowieka świętego, który urywki swoich myśli i przeżyć notował przez wiele lat. Prawdą jednak jest, że właściwie większość tego, co zawarte zostało w tej publikacji, znajduje swoje rozszerzenie we wszystkich encyklikach i dokumentach wydawanych przez Jana Pawła II, a których lektura na pewno nie zachwieje naszym poczuciem przyzwoitości, sumieniem i nie będzie gestem przeciwko uszanowaniu ostatniej woli zmarłego, co z kolei podważa sensowność wydawania tej książki, nawet gdyby zapisu dotyczącego notatek w testamencie nie było.
Zachęcam zatem do rozwagi.

czwartek, 12 grudnia 2013

Mniej znaczy więcej – Brian Draper


Tytuł: Mniej znaczy więcej. Duchowość dla zabieganych
Autor: Brian Draper
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-7785-170-8
Ilość stron: 176

Mniej znaczy więcej stoi od dziś na mojej półce zaraz obok innej, o podobnej tematyce  - Skup się!.
Oba tytuły to niewyczerpane źródło inspiracji i motywacji dla mnie – człowieka zabieganego, chcącego ciągle więcej, szybciej, bardziej. Niezmiennie jest to swoisty kopniak w tyłek, ustawiający mnie do pionu i przypominający o tym, co naprawdę się w życiu liczy. Mimo że świadomość tego, co najistotniejsze ciągle mam przed oczami, w erze konsumpcjonizmu i ogromnej zachłanności, często ciężko jest w odpowiedniej chwili przypomnieć sobie, że tak naprawdę ważniejsza jest jakość, nie zaś ilość, że nie muszę mieć wszystkiego i to natychmiast, że nie warto zaśmiecać sobie głowy bezwartościowymi treściami, podczas gdy chwila oczekiwania i refleksji, pozwoliłaby na uniknięcie wielu wpadek: czy to zakupowych, czy to czytelniczych, czy właśnie – duchowych.
O ile Skup się! skupiało się raczej na konkretnych wskazówkach, przepisach  i zadaniach do wykonania, by w cywilizacji instant pozwolić sobie na chwilę oddechu i wyciszenia, o tyle Mniej znaczy więcej jest raczej refleksją teoretyczną, która – owszem – prezentuje kilka pomysłów do wdrożenia w życie, ale bardziej skupia się na wyjaśnieniu problemu, przy użyciu wielu metafor i anegdot. Przyjmuje także formę – tak ją przynajmniej odczytuję – pogadanki uświadamiającej i dyscyplinującej, mającej wyzwolić nas spod jarzma rozgorączkowanej i zabieganej kultury Zachodu, zalewającej nas z niesłabnącą siłą.

Książa ta stara się wyodrębnić ze świata technologii, szumu informacyjnego i trwałego zalewu treściami dla nasz zupełnie zbędnymi to, co dla nas, konkretnie dla Ciebie, jest sprawą ważką i wartą uwagi. Próbuje odpowiedzieć na pytania i doradzić jak wyrwać się z obezwładniających pęt ciągłego i natychmiastowego uaktualniania statusów, sprawdzania skrzynki pocztowej, odczytywania SMS-ów, zerkania na krótkie i często kłamliwe artykuły, brania na siebie większej liczby obowiązków i projektów, niż jesteśmy w stanie zrealizować bez konieczności rezygnowania ze snu czy spotkań z przyjaciółmi albo też z chwili relaksu w sposób najbardziej nam odpowiadający. Na skutek życia we współczesnym świecie, coraz więcej ludzi niezdolnych do świadomego i w miarę możliwości zorientowanego na to, co wartościowe i konieczne życia, cierpi na załamania nerwowe, depresje i nerwice. Rozpadają się międzyludzkie więzi, a rodzi frustracja, smutek i permanentne poczucie, że nie jest się wystarczająco dobrym.
Draper radzi jak skutecznie temu przeciwdziałać.

I choć książka ta stanowi dla mnie ogromną wartość, nie sposób nie zauważyć, że jej końcówka jest już mocno przegadana i, jak sądzę, zbędna.
To właśnie pierwsze kilka działów świadczy o jej ogromnej sile, uczy zachwytów nad światem; obecności w teraźniejszości, a nie tylko biernego przelewania się przez kolejne dni, których nie dość, że nie przeżywamy w pełni, ale w oczekiwaniu na emeryturę, mającą być wyzwoleniem z okowów tego, co nieinteresujące, to jeszcze trwonimy ją na zajęcia frustrujące. Autor próbuje nauczyć nas jak nie dążyć do posiadania, jak sprawić, by mniej znaczyło więcej, jak przedłożyć jakość nad ilość, jak się dzielić i czerpać z tego radość, jak uporządkować swoją przestrzeń, zrezygnować z zadań i towarzystwa, które nas nie rozwijają, lecz wyzwalają negatywne emocje.
Dzięki tej książce będziecie mogli znaleźć swoje własne duchowe źródło energii i inspiracji, swój własny rytm, nauczycie się robić na raz jedną rzecz i dawać w niej z siebie wszystko, spróbujecie inaczej niż dotychczas spojrzeć na otaczających Was ludzi.
Warto poświęć jedno popołudnie swojego cennego czasu, by dowiedzieć się jak go rozmnożyć. Warto zajrzeć w głąb siebie, dokonać introspekcji i poznać swoje, nawet najgłębiej ukryte i najszczelniej chronione, myśli.


Przed Wami szansa, by coś zmienić.
Nie będzie łatwo – za pierwszym, drugim, a być może nawet za trzecim razem się nie uda. Warto jednak wciąż od nowa próbować i się starać. Efekty przekroczą Wasze najśmielsze oczekiwania. I choć będzie to metoda małych kroczków, nie wolno się zniechęcać. Mniej znaczy więcej.
Zrealizujcie ten plan, uporządkujcie myśli.


Jak więc chcesz przeżyć swoje życie?

Zawsze w biegu?

Ciągle niezadowolony?

Bezustannie chcąc więcej?

Oczywiście, że nie.[1]

W tych pytaniach, niestety, widzę siebie.
Od kilku miesięcy żyję w pogłębiającym się strachu: przed porzuceniem przez przyjaciół, przez tym, że nie spełnię oczekiwań i pokładanych we mnie nadziei, przed tym, że nie będę wystarczająco dobra, przed tym, że zostanę sama, przed samą sobą, przed wszystkim.



Lęki potrafią bardzo szybko się rozprzestrzeniać. Szepczą głośniej, niż większość z nas potrafi krzyczeć.[2]


Strachowi towarzyszą złość, bezsilność i niechęć do korzystania z czyjejkolwiek pomocy, a w konsekwencji frustracja. Kto chciałby tak żyć? Nikt. Zatem książka w ręce - czas na porządki.


[1] S. 27
[2] S. 65.

____

Recenzja książki Skup się!

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/09/skup-sie-prosta-droga-do-sukcesu-leo.html?q=skup+si%C4%99