niedziela, 6 października 2013

Pollyanna - Eleanor H. Porter

Tytuł: Pollyanna
Autor: Eleanor Hodgeman Porter
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7658-1
Ilość stron: 272
Cena: 25 zł


Gdy pewna rezolutna dziewczynka po śmierci swojego ojca trafia na wychowanie do jedynej ciotki – Polly, życie miasteczka z nią związanego ulega diametralnej przemianie.
Kobieta, dotąd despotyczna, surowa i zgorzkniała, na oczach swych współpracowników staje się osobą nie tylko sumiennie wykonującą swój obowiązek, ale też kochającą, opiekuńczą i zatroskaną o losy dziecka, któremu do tej pory poświęcała niewiele uwagi.
Skąd taka przemiana? Wszystko staje się zasługą Pollyanny – dziewczynki, która została nauczona przez tatę wspaniałej gry – gry w radość. Jej zasady są nieskomplikowane, a jednak wielu sprawia ona wiele trudności. Głównym założeniem zabawy jest dostrzeganie we wszystkim dobrych stron – nieważne czy jesteś jedenastolatką, która właśnie straciła rodzinę, nie ma znaczenia czy niepełnosprawność na całe życie przykuła cię do łóżka, nic nie szkodzi, że nie masz dachu nad głową ani grosza przy duszy – zawsze mogło być gorzej i z całą pewnością istnieje coś, za co możesz dziękować i co możesz wykorzystać.

W każdym położeniu dziękujcie.
1 Tes, 5, 18


To, co początkowo uznawano za impertynencję ze strony dziewczynki, stanowiło o jej wyjątkowości - Pollyanna swoją pogodą ducha zjednała sobie nawet najbardziej rozkapryszonych, zatwardziałych i mrukliwych mieszkańców miasteczka, czyniąc ich życie radośniejszym i niosąc otuchę tam, gdzie była potrzebna. W krótkim czasie jedenastolatka stała najbardziej znaną i rozpoznawalną mieszkanką miasta, a  nawet nie wiedziała, jak wielu przyjaciół zyskała dzięki dobroci serca i gotowości do niesienia pomocy.

Eleonor H. Porter stworzyła bohaterkę, która swoją prostotą i darem ogromnej wiary w przyszłość mimo nieprzychylności losu z miejsca zdobyła moją sympatię. Jej perypetie śledziłam z uśmiechem nieschodzącym z twarzy. Ta książka tryska energią, zaraża entuzjazmem, który leczy gniew i zatwardziałość lepiej niż cokolwiek innego. Bohaterka, a przez nią – książka – rozdaje uśmiech niczym krzepiące antidotum na wszystkie bolączki tego świata. Ta opowieść jest jak filiżanka dobrej, gorącej herbaty w chłodny wieczór – rozchodzi się po duszy i rozgrzewa ją, pozostawiając na języku przyjemny posmak radości życia.
Napisana żywym, skocznym językiem historia o potrzebie niesienia radości i miłości, o konieczności życia w zgodzie ze sobą i swoim losem, bezsensie buntowania się przeciwko czemuś, na co nie mamy wpływu, wreszcie: nauka prostoty i absolutnej cierpliwości.
Książka Porter to zachęta do czerpania z życia garściami; reklama życia radosnego, motywacja do widzenia dobra we wszystkim, nawet w najtrudniejszej i najboleśniejszej sytuacji. Trudna lekcja pokory i wdzięczności, która gdyby była sumiennie wypełniana – zmieniłaby świat nie do poznania.
Bądźmy jak Pollyanna, a wszystkim będzie żyło się lepiej!

sobota, 5 października 2013

Błękitny zamek - Lucy Maud Montgomery


Tytuł: Błękitny zamek
Autor: Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323776598
Ilość stron: 280


Lucy Maud Montgomery jest autorką mojego dzieciństwa, stawianą przeze mnie na równi z Frances Hodgson Burnett. Będąc uczennicą szkoły podstawowej zamieniałam długie godziny popołudniowej nudy spędzane w oczekiwaniu na mamę kończącą pracę, na czas niebywale magiczny. W oszałamiającym tempie prześledziłam wszystkie tomy opiewające losy Ani z Zielonego Wzgórza, z wypiekami na twarzy prosząc o kolejne książki autorki, która mnie po prostu oczarowała i do której wracałam zawsze chętnie i z przejęciem. Urzekł mnie klimat jej książek, ich baśniowość i niepowtarzalny nastrój. Nie wiem jak to się stało, że w wędrówkach wyobraźnią autorki pominęłam Błękitny zamek – nikt mi go nie podsunął, nikt nie zaproponował, a ja – wtedy jeszcze bez dostępu do Internetu i szczegółowych katalogów – o jego istnieniu nie miałam pojęcia. Lata mijały, Montgomery trochę się na mojej półce zdążyła zakurzyć, gdy Wydawnictwo Egmont wznowiło tę przez wielu uznawaną za niezwykłą opowieść. Niewiele było mi trzeba, bym wiedziona sentymentem znów zakosztowała w  jej prozie. Co niezwykłe – po latach książki jej autorstwa wcale nie straciły dla mnie na wartości i aktualności. Od wielu klasyków dzieciństwa po latach odpada się z nudów – dorastając zmieniamy się nie tylko my, ale też nasze czytelnicze preferencje, a to co kiedyś sprawiało, że policzki płonęły zaciekawieniem, dziś okazuje się naiwną i nieciekawą historią, niezdolną do wywoływania jakichkolwiek emocji. Z tego powodu niespecjalnie lubię wracać do uwielbianych w dzieciństwie książek, by nie zatracić ulotnego wrażenia o ich wiecznej aktualności. Wierzę i jestem głęboko przekonana, że konkretne książki odnajdują nas w idealnym dla nas momencie [co pięknie zostało opisane w Odessie] i nie ma sensu sztucznie próbować do nich wracać. Na szczęście Montgomery unosi się niejako ponad czasem, zachwycając tak samo mocno w dzieciństwie, jak i teraz.
Jest w jej prozie pewna unikatowość, piękno języka i opowiedzianej historii – często takiej, do której kobiety i dziewczynki, bez względu na wiek, tęsknią i jakiej pragną dla siebie. Ponadczasowe rozterki, wątpliwości, barwne i charakterne postaci damskie, to znaki rozpoznawalne jej tekstów.
Bohaterką Błękitnego Zamku jest Valancy, przez rodzinę nazywana Doss. Jej życie dalekie jest od bajki. W oczach najbliższych uchodzi za starą pannę bez jakichkolwiek perspektyw na zamążpójście. Nie posiada tradycyjnie ładnej buzi, nie budzi zainteresowania, a jedynym co mogłoby przykuć uwagę potencjalnego adoratora są jej skośne oczy. Valancy ma jednak coś, o czym inni nie wiedzą: ogromną wyobraźnię, w której zamieszkuje Błękitny Zamek, pełen wygód i bogactwa, miejsce idealne, bo uosabiające wszystko to, o czym bohaterka zawsze marzyła. W nim też nie musi silić się ona na wymuszoną uprzejmość względem bliskich, którzy wciąż ją poniżają. Nie musi się bać, udawać kogoś kim nie jest i trwać w sztywnych ramach panujących konwenansów.
Nie miały pojęcia, że Valancy miesza w dwóch domach: w przebrzydłym budynku z czerwonej cegły przy Elm Street i w Błękitnym Zamku w Hiszpanii. Zbudowała go sobie jako całkiem mała dziewczynka. Wystarczyło, by zamknęła oczy, a widziała bardzo wyraźnie wieżyczki, chorągiewki i porośnięte sosnami wzniesienie, otulone w delikatny błękit [1].
Życie Valancy odmienia się gdy ta dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i został jej jedynie rok życia. Postanawia ona wówczas postawić wszystko na jedną kartę i ostatnie miesiące spędzić wedle własnego uznania. Zwalcza nieśmiałość i strach, wypowiadając szczere, choć dotkliwe uwagi względem bliskich, opuszcza rodzinny dom i wyrusza na poszukiwanie prawdziwego szczęścia, dalekiego od szarej domowej rzeczywistości. Postanawia się usamodzielnić i zaczerpnąć z życia to, co najlepsze, wprawiając tym swoich bliskich w konsternację i lęk o to czy aby nie postradała zmysłów.
Valancy to postać niebywale dynamiczna, zdolna postawić wszystko na jedną kartę w obliczu poznanej prawdy. To historia o sile charakteru, lekka satyra na życie wedle konwenansów, swoista pochwała życia na własną rękę i według własnych zasad, to wreszcie piękna historia miłości, a także zmiany nastawienia do człowieka po poznaniu zasobności jego portfela.

Piękna, pełna optymizmu, uciechy i nadziei. Antidotum na jesienne smutki i słotę, mieniąca się barwami wyobraźni i prawdziwie urocza opowieść, która nigdy się nie zdezaktualizuje.
Po latach, wciąż niezmiennie pozostaję oczarowana subtelnym i niewymuszonym stylem Montgomery; malowniczością jej opisów, melodyjnością języka, czułością na reakcje bohaterów i niebywały zmysł do opisywania wydarzeń kotłujących się i skrywanych w sercach wielu dziewcząt i wciąż nieujawnionych. Opowieść ta skąpana jest w cieple, które wyziera ze stronic, czyniąc nasze życie bardziej radosnym. Romantyczna, dodająca otuchy, piękna historia, do której warto wracać w każdym wieku.

__________________
[1] Błękitny Zamek, L.M. Montgomery, Warszawa 2013, s. 8.

piątek, 4 października 2013

Napisz do Pana Cogito!






„CZEGO ŻYCZYSZ CZŁOWIEKOWI MYŚLĄCEMU?
– WYŚLIJ WIADOMOŚĆ DO PANA COGITO”
Konkurs Fundacji im. Zbigniewa Herberta

Od 5 do 18 października 2013 r. będzie trwał konkurs „Czego życzysz człowiekowi myślącemu? – Wyślij wiadomość do Pana Cogito”, który ma na celu popularyzację czytelnictwa oraz twórczości Herberta, nakłonienie do refleksji nad wartościami propagowanymi przez poetę, a także przybliżenie postaci Pana Cogito jako jednostki wolnej, niezależnie myślącej i poszukującej.

Konkurs jest organizowany z okazji 89. rocznicy urodzin Zbigniewa Herberta, która przypada w dniu 29 października 2013 r. Na Facebooku na profilu Pan Cogito będzie udostępniona specjalna aplikacja, dzięki której każdy uczestnik będzie mógł  przesłać wiadomość do Pana Cogito. Osoby, które nie korzystają z Facebooka, będą także mogły wziąć udział w konkursie, wysyłając wiadomość na adres Pan.Cogito@fundacjaherberta.pl.

„To kolejny konkurs realizowany przez Fundację im. Zbigniewa Herberta skierowany do młodych ludzi. Wcześniej zorganizowaliśmy konkurs fotograficzny i konkurs na najlepszy scenariusz, teraz czas
na krótką formę tzw. mem – krótki tekst wpisany w zdjęcie ilustrujące człowieka myślącego. Staraliśmy się wyjść naprzeciw zwyczajom oraz fascynacjom współczesnych młodych ludzi – nie tylko odbiorców, lecz również współtwórców tekstów kultury, dlatego zaproponowaliśmy właśnie taką formułę konkursu, angażującą nowe kanały komunikacji. Mamy nadzieję, że dzięki temu wartości ważne
w twórczości Zbigniewa Herberta będą bardziej popularne wśród młodzieży.”
– powiedziała Maria Dzieduszycka, prezes Fundacji im. Zbigniewa Herberta.

Spośród nadesłanych zgłoszeń, Jury - na czele którego stanie Katarzyna Herbert - wybierze najlepsze prace. Pod uwagę zostaną wzięte następujące aspekty: oryginalność ujęcia tematu, poprawność językowa, humor i uwzględnienie herbertowskich wartości. Nagrodami w konkursie będą:
15-cie tomów prozy i poezji Zbigniewa Herberta, słuchawki bezprzewodowe Beats by Dr. Dre, tablet multimedialny Samsung oraz czytnik E-booków Amazon Kindle.

Konkurs „Czego życzysz człowiekowi myślącemu? – Wyślij wiadomość do Pana Cogito” jest przedsięwzięciem przygotowanym przez Fundację im. Zbigniewa Herberta w ramach kampanii edukacyjnej „Pan Cogito”, której celem jest zaproszenie młodzieży do dialogu wokół twórczości poety. Partnerami konkursu są: sponsor strategiczny Fundacji - Polska Grupa Energetyczna,  Biblioteka Narodowa oraz Instytut Książki. Fundatorem nagród jest firma RTV EURO AGD.

Więcej informacji o konkursie i Fundacji im. Zbigniewa Herberta:
·         www.fundacjaherberta.com
·         www.facebook.fundacjaherberta.com
·         www.facebook.com/Herbert.Pan.Cogito


Dodatkowe informacje:

Fundacja im. Zbigniewa Herberta powstała w 2010 roku z inicjatywy wdowy
po Poecie, pani Katarzyny Herbertowej. M
isją Fundacji jest ochrona i upowszechnianie twórczości Zbigniewa Herberta, będącej częścią polskiego, europejskiego i światowego dziedzictwa literatury
i kultury.

Cele Fundacji:


  • upowszechnianie twórczości Zbigniewa Herberta;
  • popularyzacja i promocja literatury oraz talentów literackich w Polsce i za granicą;
  • wspieranie edukacji literackiej i humanistycznej w zakresie literatury współczesnej, umiejętności pisarskich oraz poetyckich i dziennikarskich;
  • propagowanie czytelnictwa i wspieranie rozwoju krytyki literackiej;
  • promowanie przekładu wybitnej literatury obcej na język polski oraz przekładów twórczości literackiej Zbigniewa Herberta na języki obce;
  • działanie na rzecz nauki przez wspieranie naukowców i zespołów badawczych w zakresie badań literackich nad twórczością Zbigniewa Herberta.


Kontakt dla mediów:
Edyta Tudruj, PRIMUM PR, e.tudruj@primum.pl, (22) 690 67 41, 602 821 276
Ewa Zachariasz, PRIMUM PR, e.zachariasz@primum.pl, (22) 690 67 50, 501 227 695

Doktor Sen - Stephen King


Tytuł: Doktor Sen
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378396185
Ilość stron:  656
Cena: 42 zł

Kontynuowanie powieści, które dla wielu stały się symbolem rewelacyjnych i niedoścignionych, to zadanie znojne i wymagające nieprzeciętnego talentu oraz pomysłu.
Wielu z nas sięgając po remake czy sequel, ma dojmujące poczucie niestosowności i przeciętności. Sam King obawiał się czy zadanie, którego się podjął nie jest aby zbyt karkołomne, bowiem zmienił się nie tylko czytelnik, ale też on sam – jako człowiek i jako autor. Myśl o zapisaniu dalszych losów Dana była jednak tak dotkliwa, że nie sposób było mu się jej oprzeć.
I choć oczywiście nie jest to kolejne Lśnienie, Doktor Sen to jedna z lepszych [nie licząc fenomenalnego Dallas ‘63] książek Kinga ostatnich czasów, a już zdecydowanie najlepsza powieść grozy, na długie godziny przykuwająca uwagę i przeszywająca dreszczykiem emocji.

Sen – od pokoleń uznawany za najlepsze lekarstwo na wszystko: smutki, podły humor, realne schorzenia – nabiera ciut innego znaczenia, gdy na scenę wkracza Doktor Sen, pracownik hospicjum, słynący ze swojej zdolności uspokajania i przyjaznego wprowadzania umierających pacjentów w sen wieczny. Tytułowym bohaterem jest dorosły Dan Torrence, którego pamiętamy z Lśnienia. Bohater mimo pragnienia odcięcia się od nałogów ojca, na skutek traumatycznych przeżyć i własnych skłonności, stał się alkoholikiem sięgającym dna. Na przekór obietnicom składanym samemu sobie, bohater nie potrafił stać się na tyle silny, by nie popełnić błędów rodzica. Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej kiepską wersją samego siebie, popełniając czyny godne pożałowania – większość z nich pod wpływem alkoholu. Jego życie zmieniło się dopiero, gdy dotarł do miejscowości Frazie, od lat prowadzącej spotkania Anonimowych Alkoholików.
Dan, to człowiek zagubiony i zupełnie rozbity psychicznie, od dziecka mierzący się z osaczającymi go demonami. Część z nich zdołał zamknąć w odmętach swego mózgu, część zaś prześladuje go do dziś w najgorszych koszmarach. I to właśnie one staną się udziałem czytelnika, nadając powieści prawdziwego kolorytu i smaku, a dla niego samego będą impulsem do rozpoczęcia własnego exodusu – z naiwności i głupoty ku dojrzałości i mądrości. Paradoksalnie, by odciąć się od przeszłości – będzie musiał do niej wrócić.
Ta okłada dopiero oddaje klimat!
Źrodło
Jednak już nie sam. Na drodze Dana stanie bowiem Abra Stone – dziewczynka, która wyczuwa go dzięki darowi, jakim oboje zostali obdarzeni – jasności [czy raczej: lśnieniu]. To ona niejako zmusi go do powrotu do Panoramy. Jak się bowiem okaże, po Stanach podróżuje grupa Pustych Diabłów, nazywających samych siebie Prawdziwym Węzłem – swoistych wampirów, żywiących się parą, ulatującą z umierających dzieci obdarzonych darem jasności. Oni też odkryją istnienie Abry – dziewczynki o wyjątkowo silnych zdolnościach, które mogłyby zapewnić wędrującej grupie długie zapasy żywności. Prawdziwy Węzeł składający się z istot o cyrkowych imionach, z Rose Kapelusz na czele, rozpoczyna wyścig po dziewczynkę promieniującą niezwykłą mocą. Nie wiedzą jednak, z jak ogromną siłą przyjdzie im się zmierzyć – nie tyko lśnieniem, ale przede wszystkim przyjaźnią, miłością i rodzinnymi więzami, silniejszymi niż mściwość i pragnienie przetrwania za wszelką cenę.

Doktor Sen, to gwarancja wartkiej akcji, wydarzeń obserwowanych z różnych perspektyw, przeskakiwania z miejsca na miejsce, z ciała do ciała, z umysłu do umysłu. Konieczną do lektury tej książki i jej właściwego zrozumienia jest znajomość Lśnienia. Bez niej nie będziemy w stanie uchwycić sensu wewnętrznej walki z demonami przeszłości, którą prowadzi główny bohater, bez zaplecza wiedzy o wydarzeniach z części poprzedniej nie będziemy w stanie pojąć, co tak naprawdę się dzieje i czym jest ów przerażający Hotel Panorama, ścigający mężczyznę niczym widmo zła, a także dostrzec często subtelnej, aczkolwiek niezwykle ważnej sieci powiązań.
I choć Doktor Sen zdecydowanie różni się do Lśnienia – nie sposób, by było inaczej. W książkę tę bowiem wpisane są zupełnie inne problemy, wcale niełatwe, z którymi zmierzyć muszą się bohaterowie obdarzeni jasnością. No właśnie – czy to aby na pewno dar? Te i wiele innych pytań padnie gdzieś między słowami, a odpowiedzi będziemy musieli poszukać samodzielnie.
To swoista opowieść o tym, jak przeszłość determinuje naszą przyszłość, jak raz popełnione błędy – których echo już dawno wybrzmiało – wciąż na nas oddziałują, często podświadomie i niedostrzegalnie na pierwszy rzut oka.

Napisana sprawnie, z werwą, z wyczuciem mistrza grozy, który choć momentami serwował pakiet wydarzeń przewidywalnych, to tak naprawdę skonstruował powieść, której wstydzić się nie musi i która przyciągnie szerokie grono czytelnicze. Symptomatyczna opowieść o odkupieniu własnych win, szukaniu przebaczenia i ostatecznego rozliczenia z przeszłością, nad którą warto się pochylić i której nie należy się bać.
Nad ksiązką unosi się duch mądrości Anonimowych Alkoholików, którym swoją drugą szansę zawdzięcza nie tyko Dan, ale sam King. Powieść ta to swoiste podziękowanie za pomoc w podniesieniu się, to literacka spłata długu, stanowiąca prawdziwe remedium na bolączki tego świata: przemoc, zło, gwałty, grabieże, morderstwa, zgubne nałogi.
King w najwyższej formie.

Polecam.

______________
inne książki Kinga na blogu:

 


czwartek, 3 października 2013

Odczarowana Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Tytuł: Życie listami pisane.
Autor: Agnieszka Stabro
Wydawnictwo: Bellona
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788311128385
Ilość stron: 160

W pamięci Polaków zachował się obraz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – kobiety kruchej, poetki posągowej, autorki Pocałunków. Także i w mojej głowie do niedawna królowała ona jako postać wywodzącą się z krakowskiego domu artystów, mająca możliwość dorastać w niezwykłym klimacie Kossakówki, w otoczeniu ojca Wojciecha Kossaka, siostry Magdaleny Samozwaniec, ale też wielu znamienitych gości – Malczewskiego, Słonimskiego, Witkiewicza i innych.
Spędzenie dzieciństwa i młodości w klimacie krakowskiej bohemy było dla Lilki znaczące i wpłynęło na jej dalsze życie. Przyzwyczajona do wygód i luksusów, otaczana zbytkiem, blichtrem i splendorem od najwcześniejszych lat życia, nie mogła znaleźć swojego miejsca w świecie odartym z tych przyjemności. Nie tylko wojna była dla niej czasem nie do zniesienia, lecz także trwanie w dwu pierwszych małżeństwach.
Pawlikowska-Jasnorzewska była bowiem rozkapryszoną ekscentryczką, wyrosłą z artystycznego domu, której nie w smak było małżeństwo, będące końcem wolności i niezależności, a także powolną drogą ku zatraceniu, jakim dla Lilki było macierzyństwo. Za nic nie chciała poetka utracić swojej indywidualności, toteż nawet będąc w związkach nie stroniła od zalotnego flirtu, zachwycała futrami, które kupiłaby nawet rezygnując z jedzenia.  To one były dla niej znakiem nieskrępowania.
Agnieszka Stabro podjęła próbę ukazania Pawlikowskiej-Janorzewskiej jako kobiety charakternej, nie pomijając jej wad i oczywistych śmiesznostek. Nie jest to kolejna biografia, prezentująca wybielony obraz człowieka, który nie miał prawa istnieć, lecz próba rekonstrukcji życia artystki na podstawie jej listów i dziennika – dwu źródeł, w których jawiła się ona jako inna niż ta, którą znaliśmy do tej pory.
Stabro zarysowuje kontur osoby odbiegającej od wyobrażeń męża o idealnej żonie, pokazuje ekscentryczkę lubującą się w luksusie i wciąż cierpiącą na głód nadzwyczajnego. Wchodzimy jak podglądacze w jej życie intymne, budowane z trzech małżeństw, z których dopiero ostatnie, dało poetce poczucie prawdziwego szczęścia u boku człowieka, który nie pragnął jej zmienić. Wraz z autorką zerkamy w codzienne kłótnie i konflikty o sprawy przyziemne, takie jak gotowane obiadu, którymi Lilka zupełnie się nie przejmowała. Wolała z głową przy ziemi słuchać natury lub w inny sposób kontemplować swój z nią związek.
W ciągu swych dwu nieudanych małżeństw, często wracała Lilka do Kossakówki, gdzie niezmiennie czuła się najbezpieczniej. Tylko tam znajdowała zrozumienie u Mamidła i Magdy.
Ta króciutka publikacja to tak naprawdę lapidarne wejrzenie w najważniejsze etapy życia artystki: oprócz dzieciństwa, dojrzewania, a później czasów małżeńskich znajdziemy w niej również ustęp poświęcony czasowi choroby Lilki. W nim też, jawi się ona jako twórczyni szukająca w swym dzienniku – przybierającym wówczas formę dziennika choroby – terapii i pociechy. Tutaj również dochodzi do największych dysonansów pomiędzy listami i zapiskami diarystycznymi: w tych pierwszych poetka unika mówienia o swoim prawdziwym stanie, czyni to zdawkowo, półsłówkami, by nie martwić męża, za to w swoim diariuszu szczerze i dokładnie opisuje wszystkie przypadłości, związane najpierw z dolegliwościami kobiecymi [i tutaj odnosi się ogromne wrażenie wcześniejszej wiedzy poetki o swojej prawdziwej chorobie, niewykrytej jeszcze przez lekarzy, a już przez nią samą przeczuwanej, ten rodzaj ponadwrażliwości, często występującej u osób dotkniętych tą chorobą – patrz dzienniki Krystyny Kofty], a następnie rakiem macicy, dającym przerzuty na kości. Obserwujemy zmianę zachodzącą w poetce, przewartościowanie przez nią życia, a także widzimy, że pisanie było dla niej aktem heroizmu, wskazującym na to, jak ogromną miało dla niej wartość.

Mam wrażenie, że ten wolumin ma ogromną siłę oddziaływania – odczarowuje Pawlikowską-Jasnorzewską, ukazuje obraz człowieka złamanego przez życie, zmagającego się z jego bolączkami, cierpiącego z powodu swojego zmieniającego się przez chorobę ciała, osoby samotnej i ogromnie uczuciowej.
To już nie tylko Lilka-rozkapryszona kobieta, Lilka-ulotna, krucha, romantyczna, ale też Lilka cierpiąca prawdziwe katusze, Lilka dzielnie znosząca codzienność bez splendoru, do którego przyzwyczaiły ją wczesne lata młodości, Lilka wierząca w magię, to wreszcie Lilka-człowiek z krwi i kości, a nie jedynie symbol poezji miłosnej.
Choć książka ta nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania i wielokrotnie zupełnie niepotrzebnie powiela informacje, które już wcześniej zostały podane, to jednak dla mnie była lekturą wyjątkową: unikatową, bo dała mi impuls do sięgnięcia po dzienniki oraz listy Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; nie byle jaką, bo pokazującą inne oblicze poetki, niż te znane z historii literatury.
Polecam.

wtorek, 1 października 2013

Spotkanie z Marcinem Mellerem w Bibliotece Śląskiej








30 września 2013 w Bibliotece Śląskiej odbyło się kolejne spotkanie autorskie. Tym razem sala audytoryjna Parnassoss gościła Marcina Mellera, promującego swoją najnowszą książkę – Między wariatami. Opowieści terenowo-przygodowe.



Dziennikarz zdobył się na bardzo miły akcent – na spotkanie w stolicy Górnego Śląska przyszedł ubrany w koszulkę firmy Gryfnie, promującej gwarowe słowa – u Mellera było to koło [rowerJ]. Dokładnie taką.



Podczas spotkania gość kilkakrotnie zwracał uwagę na to, że w swojej książce starał się odciąć od celebryctwa, TVN-u i Playboya, pokazując tym samym swoje zupełnie inne oblicze: podróżnika, pasjonata historii. Jak sam mówi, zbudowana jest ona na kontrze.
Publikacja ta zredagowana została [bo napisana znacznie wcześniej – większość tekstów to publikowane wcześniej reportaże i felietony] pod wpływem popularności wcześniejszej – Gaumar
dżos.

Meller zdradził, że aktualnie szuka inspiracji do pisania, rozgląda się za tematem, który mógłby stać się materiałem na zwartą historię. 




Ponadto z sentymentem wspominał złote lata dziewięćdziesiąte, z których pochodzi większość zawartych w książce tekstów [trzeba dodać, że wcale nie przeredagowanych, mają podobno moc samodzielnego bronienia się w zmienionej rzeczywistości], kiedy to dziennikarstwo było pojęciem mieszczącym w sobie zupełnie inne znaczenie niż dzisiaj, dające o wiele większe możliwości. Dziennikarz dzielił się także swoimi motywacjami, pchającymi go wprost w ramiona wojny, opisywał co czuł, gdy znajdował się oko w oko ze śmiercią, wspominał o swojej zdolności resetowania się na przekór oglądanym strasznym rzeczom, a także wyłapywania historii niczym radar. Wyjawił jak dogaduje się Warszawiak ze Ślązaczką i jakie relacje panują u niego w domu.Zdradził także kilka swoich słabości, do których należą angielskie komedie romantyczne, Bollywood, ale też na drugim biegunie – Milan Kundera i Mario Vargas Llosa. Marcin Meller łączy w sobie wiele przeciwności, co wyraźnie widać w jego nowej publikacji, będącej czytelniczym roller coasterem, zawierającej prawdziwą mieszanką tekstów ułożonych wedle ściśle zamierzonego projektu literackiego, przekładańcem tematyk i gatunków.



Sam autor zrobił na mnie wrażenie pozytywne, choć momentami mówił bardzo chaotycznie, popadając w liczne dygresje. Miało to jednak swój niewątpliwy urok;)

Miał Meller kryzys pisania, ale jak to abstynencji – sprawia mu ono teraz frajdę podwójną.



Dziennikarz zdradził, że jego obsesją jest dążenie do tego, by tekst napisany był ciekawie – wie bowiem, że jeśli tego elementu zabraknie, chociażby książka poruszała ogromnie ważne tematy – nie znajdzie czytelnika i uznania. Stworzył więc publikację „do poczytania”. A czy jest zajmująca – oceńcie sami:) Zachęcam do kupienia i dzielenia się wrażeniami:)