Pokazywanie postów oznaczonych etykietą optymizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą optymizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 maja 2014

Miód na serce – Sarah-Kate Lynch


Tytuł: Miód na serce
Tytuł oryginału: The Wedding Bees
Autor: Sarah-Kate Lynch
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788378397618
Ilość stron: 320
Cena: 34 zł

Miód na serce to jedna z najcieplejszych, najbardziej podnoszących na duchu i radosnych książek jakie czytałam w ostatnim czasie. Już sama jej okładka przyciąga wzrok i wprowadza w fantastyczny nastrój. Kolorystyka doskonale oddaje to, co znajdziemy w środku – dobroć, serdeczność, promienność, troskliwość, słodycz zamknięta w słoiku miodu i… słońce. Ta opowieść to prawdziwe antidotum na wszystkie smutku. Utrzymana w lekkim, pogodnym tonie staje się z miejsca największą radością dnia i prawdziwym wytchnieniem.
Sugar to trzydziestosześciolatka, która wiele lat temu uciekła sprzed ołtarza, skazując się na utratę kontaktu z rodziną. Od tamtej pory przemierza cały świat wraz ze swoimi pszczołami, które odziedziczyła po ukochanym dziadku i które teraz decydują o ich kolejnych miejscach zamieszkania. To dzięki ich interwencji  bohaterka nie uwikłała się w związek bez przyszłości i to one dają jej radość życia. Brzmi szalenie? Być może, ale gdy zagłębicie się w lekturę, dostrzeżecie, że w tym szaleństwie jest metoda:)
Sugar „Honey” Wallace jest taka jak jej imię – słodka, urocza i nade wszystko – dobra oraz cechująca się niezwykłą kulturą osobistą. Niemalże każdy dzień jest dla niej okazją do niesienia innym pomocy i wprowadzania w ich życie słońca. Wszędzie gdzie pojawi się kobieta natychmiast dzieją się niespodziewane rzeczy: godzą się odwieczni wrogowie, w miejsce uszczypliwości pojawia się życzliwość, ludzie odnajdują sens życia, zdobywają się na odwagę w walce o własne szczęście i radość. Gdy bohaterka stawia swoje pierwsze kroki w Nowym Jorku, niemal natychmiast trafia na staruszka, któremu potrzebna jest pomoc. W wyniku splotu okoliczności poznaje wówczas Theo Fitzgeralda– Szkota, który raz spoglądając jej w oczy od razu wiedział, że jest kobietą, na którą czekał całe życie i nie zawahał się jej tego powiedzieć, budząc jedynie konsternację. Sugar jest bowiem kobietą zranioną, która na zawsze postanowiła zablokować się na miłość. Theo jednak jest nieugięty, a i jej pszczoły mają w jego sprawie wiele do powiedzenia…:)

Bardzo podobało mi się wykorzystanie motywu pszczół – naznaczając je funkcją doradców i przewodników, autorce udało się przekazać sporo wiedzy o tych niezwykle pożytecznych owadach. Wyposażając je w wiele cech ludzkich ukazała ich przydatność dla człowieka i mnogość zadań, przed którymi stoją, a także ich przyzwyczajenia oraz potrzeby. Świetny dodatek edukacyjny, będący wisienką na torcie tej błyskotliwej, zabawnej i ujmującej opowieści o ludzkiej dobroci i korzyściach płynących z grzeczności. Akcja jest miarowa, spokojna, bez żadnych zwrotów, ale przy tym tak niezwykle wciągająca, że nie sposób porzucić lektury na rzecz innych zajęć.
Czytanie tej historii przypomina picie ulubionej herbaty – smak i ciepło powolutku rozchodzą się po całym organizmie, zapewniając doskonałe samopoczucie. Barwna plejada postaci jest zaś niczym miód, który właśnie przy okazji tej książki powinniśmy do gorącego napoju dodać.

Choć Sarah-Kate Lynch była mi do tej pory autorką nieznaną, od tej pory będę sięgała po jej książki w ciemno! Jej narracja jest niewymuszona, lekka, czytając, ma się wrażenie unoszenia się nad ziemią. Rewelacyjne odprężenie po ciężkim dniu. Tytuł tej książki to jej kwintesencja – jest prawdziwym  miodem na serce.
Całkowicie mnie zauroczyła! I uwierzcie – nawet jeśli nie przepadacie za romansami, ta książka Was uwiedzie. Nie spodziewałam się tak przyjemnie spędzonych dni i bez wahania będę tę arcyuroczą opowieść proponować wszystkim znajomym, bez względu na ich dotychczasowe upodobania czytelnicze. Stanowi ona bowiem idealny przykład lektury krzepiącej, podnoszącej na duchu, a przy tym propagującej dobre maniery, grzeczność i łagodność w świecie zwulgaryzowanym i agresywnym. Czytając ją, miałam wrażenie, jakby ktoś bardzo bliski poklepywał mnie po plecach – to historia, z której promieniują jedynie pozytywne emocje. Gorąco polecam!


sobota, 19 października 2013

Roma Ligocka – Wolna miłość


Tytuł: Wolna miłość
Autor: Roma Ligocka
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 9788308052365
Ilość stron: 184
Data wydania: 24 października 2013 - recenzja przedpremierowa

Nazwisko Romy Ligockiej stało się szczególnie rozpoznawalne po wydaniu przez nią książki Dziewczynka w czerwonym płaszczyku. Historia ta urzekła czytelników, czyniąc z autorki jedną z najbardziej rozpoznawalnych pisarek ostatnich lat.
Jej najnowsza powieść, Wolna miłość, trafi do księgarń już 24 października i wiem, że zyska sobie tak samo wielkie uwielbienie jak poprzednie publikacje.
Książkę tę otwiera cytat z Jana Twardowskiego – „…miłości się nie szuka jest albo jej nie ma/nikt nie jest samotny tylko przez przypadek”. Jest on doskonałym wstępem do tego, co czeka nas po zajrzeniu pod okładkę.
Na palcach mogę zliczyć książki, których pierwsze zdanie oczarowałoby mnie na tyle, by w mojej głowie oświeciła się lampka rzucająca świetlisty napis o treści „aha, to będzie bardzo dobra lektura!”. Po takim wrażeniu wygodnie umościłam się na kanapie i popłynęłam z prądem. Nie zauważyłam upływającego czasu, bo choć publikacja ta jest niewielkiej objętości, wibruje od ważnej treści.

Dobrze, że miałam w rękach przedpremierową szczotkę, bo dzięki temu mogłam zaznaczać do woli, co spowodowało, że podkreśliłam na różowo co drugie słowo, sprawiając, że moja wersja skrzy się od barw i notatek na marginesie, uwypuklających czytelnicze przeżycia towarzyszące lekturze.
A tych było co niemiara!
Bardzo bliskie są mi rozważania Ligockiej o miłości – tej szczenięcej, macierzyńskiej, dojrzałej, egoistycznej. Autorka tworzy przekrój niemalże wszystkich znanych kobiecie doświadczeń miłości – zarówno erotycznej, jak i wynikającej z przyjaźni. Podobały mi się jej porównania i frapujące spostrzeżenia, wypływające z wieloletniego doświadczenia na opisywanym polu. Jej refleksje nad kwestią wolności w miłości wprawiły mnie w niemałą zadumę, zmuszając do zweryfikowania i reorganizacji własnych poglądów
Wolna miłość to zbiór przemyśleń nad istotą miłości i straiści, ubrana w słowa tak piękne, że momentami miałam wrażenie czytania tekstu lirycznego. Ale czy o tym uczuciu powinno się w ogóle mówić inaczej? Ligocka zdaje się przeczyć wszystkim wyobrażeniom miłości brutalnej i niespełnionej. Jej rozmyślania charakteryzuje duża mądrość życiowa i doświadczenie. Brak w niej rozgoryczenia czy zgorzknienia – z kart tej książki, mimo wielu przemyconych między wersami smutków, bije radość z istnienia i możliwości kochania.

I trochę tak jest z naszym życiem. Im szybciej mija, tym bardziej odczuwamy jego wartość.[i]

Dzieli się autorka także swoim doświadczeniem podróży, swoim niezrozumieniem dla ekshibicjonistycznego dzielenia się własnym życiem, wspomina nauczycieli, bada relacje przyjaźni, pokazuje swoje doświadczenia przeżywania choroby. Jej teksty wypływają z życia i na nim się skupiają.
Słowom w tej książce towarzyszy obraz – najczęściej splecione dłonie: męskie, damskie, dziecięce, człowieka dorosłego. Dotykają się – nieraz nieśmiało, innym razem pewnie, zawsze delikatnie. Wskazują one na mnogość i różnorodność relacji i silnie oddają to, o czym Ligocka wspomina. Stanowią doskonałe uzupełnienie treści, niejako wypełniając luki, obrazując to o czym mowa. Oprócz fotografii dłoni są też szkice – tak samo wielorakie, do osobistego odczytania.
W Wolnej miłości spotykają się dwie pasje Ligockiej – pisanie i malowanie, które wspólną mocą próbują podpatrzeć i wizualizować to, co w życiu najlepsze.
Wiele jest w książce tej życzliwości i ciepła, tak dzisiaj rzadkiego w mówieniu o przeżywaniu codzienności, dojrzewania i starzenia się.
Ligocka staje się ambasadorką życia przeciwko metryce, a w zgodzie z własnym sercem. Bo starość to nie wiek, a wtłoczone w nas przekonania i stereotypy, którym ze zbyt dużą łatwością ulegamy.

Czyta się tę książkę rewelacyjnie, każde słowo ogrzewa naszą wyziębioną duszę, daje poczucie bezpieczeństwa i pewności, że każdy ruch zależy od nas. Miałam wrażenie spotkania z kimś, kto dzieli się ze mną swoją dojrzałością i mądrością, z przyjaciółką, która właśnie, dlatego że jest dużo starsza może wiele mnie nauczyć, a ja od niej ogromnie wiele zaczerpnąć.

Polecam tę lekturę każdemu – dobra, naprawdę dobra lektura. Wyciszająca, choć miejscami niepokojąca. Szczera. Wypływająca z doświadczenia.



[i] Wolna miłość, Roma Ligocka, Kraków 2013, s. 141.

niedziela, 6 października 2013

Pollyanna - Eleanor H. Porter

Tytuł: Pollyanna
Autor: Eleanor Hodgeman Porter
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7658-1
Ilość stron: 272
Cena: 25 zł


Gdy pewna rezolutna dziewczynka po śmierci swojego ojca trafia na wychowanie do jedynej ciotki – Polly, życie miasteczka z nią związanego ulega diametralnej przemianie.
Kobieta, dotąd despotyczna, surowa i zgorzkniała, na oczach swych współpracowników staje się osobą nie tylko sumiennie wykonującą swój obowiązek, ale też kochającą, opiekuńczą i zatroskaną o losy dziecka, któremu do tej pory poświęcała niewiele uwagi.
Skąd taka przemiana? Wszystko staje się zasługą Pollyanny – dziewczynki, która została nauczona przez tatę wspaniałej gry – gry w radość. Jej zasady są nieskomplikowane, a jednak wielu sprawia ona wiele trudności. Głównym założeniem zabawy jest dostrzeganie we wszystkim dobrych stron – nieważne czy jesteś jedenastolatką, która właśnie straciła rodzinę, nie ma znaczenia czy niepełnosprawność na całe życie przykuła cię do łóżka, nic nie szkodzi, że nie masz dachu nad głową ani grosza przy duszy – zawsze mogło być gorzej i z całą pewnością istnieje coś, za co możesz dziękować i co możesz wykorzystać.

W każdym położeniu dziękujcie.
1 Tes, 5, 18


To, co początkowo uznawano za impertynencję ze strony dziewczynki, stanowiło o jej wyjątkowości - Pollyanna swoją pogodą ducha zjednała sobie nawet najbardziej rozkapryszonych, zatwardziałych i mrukliwych mieszkańców miasteczka, czyniąc ich życie radośniejszym i niosąc otuchę tam, gdzie była potrzebna. W krótkim czasie jedenastolatka stała najbardziej znaną i rozpoznawalną mieszkanką miasta, a  nawet nie wiedziała, jak wielu przyjaciół zyskała dzięki dobroci serca i gotowości do niesienia pomocy.

Eleonor H. Porter stworzyła bohaterkę, która swoją prostotą i darem ogromnej wiary w przyszłość mimo nieprzychylności losu z miejsca zdobyła moją sympatię. Jej perypetie śledziłam z uśmiechem nieschodzącym z twarzy. Ta książka tryska energią, zaraża entuzjazmem, który leczy gniew i zatwardziałość lepiej niż cokolwiek innego. Bohaterka, a przez nią – książka – rozdaje uśmiech niczym krzepiące antidotum na wszystkie bolączki tego świata. Ta opowieść jest jak filiżanka dobrej, gorącej herbaty w chłodny wieczór – rozchodzi się po duszy i rozgrzewa ją, pozostawiając na języku przyjemny posmak radości życia.
Napisana żywym, skocznym językiem historia o potrzebie niesienia radości i miłości, o konieczności życia w zgodzie ze sobą i swoim losem, bezsensie buntowania się przeciwko czemuś, na co nie mamy wpływu, wreszcie: nauka prostoty i absolutnej cierpliwości.
Książka Porter to zachęta do czerpania z życia garściami; reklama życia radosnego, motywacja do widzenia dobra we wszystkim, nawet w najtrudniejszej i najboleśniejszej sytuacji. Trudna lekcja pokory i wdzięczności, która gdyby była sumiennie wypełniana – zmieniłaby świat nie do poznania.
Bądźmy jak Pollyanna, a wszystkim będzie żyło się lepiej!