Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Najdłuższa noc - Marek Bukowski, Maciej Dancewicz



Najdłuższa noc ma szansę stać się wielkim bestsellerem – i wcale nie ze względu na zaskakującą treść, wszak retro kryminały mają się u nas bardzo dobrze, lecz za sprawą niebywałej promocji produkcji kryminalno-kostiumowej stacji TVN, jaką jest serial Belle epoque. To bowiem, co głośne w telewizji, w mgnieniu oka staje się wydawniczym hitem. Szczególnie, że w przypadku książki Marcina Bukowskiego i Macieja Dancewicza, to serial był inspiracją do napisania książki, nie zaś odwrotnie. Serial, dla którego, rzecz jasna, panowie są współautorami scenariusza.

Mamy zatem Kraków początku XX wieku. Mamy gotowe wyobrażenie głównych bohaterów (w ich rolach między innymi Paweł Małaszyński, Magdalena Cielecka, Weronika Rosati oraz Olaf Lubaszenko). Mamy namiętne uczucie i mamy wstrząsającą serię zbrodni dokonywanych na kobietach. Czego chcieć więcej od historii, która ukazywać ma mroczne oblicze jednego z najpiękniejszych polskich miast?

Oto Anno Domini 1904  Jan Edigey-Korycki po latach morskiej tułaczki wraca w rodzinne strony, które opuścił po tragicznej w skutkach historii miłosnej. Jego powrót powodowany jest wiadomością o śmierci ukochanej matki. Na miejscu bohater dowiaduje się, że została ona zamordowana, a zabójcy jak dotąd nie uchwycono. Matka jego nie była jedyną ofiarą sprawcy. Dotąd zginęło kilka kobiet, uśmierconych niezwykle drastycznie – jednej wyłupiono oczy, inne związano i wrzucono do wapna gaszonego. To tylko wierzchołek góry lodowej – pomysłowość zbrodniarza zdaje się nie mieć końca.

Jan, przyjmując za punkt honoru rozwiązanie sprawy śmierci matki, podąża tropem zabójcy, chcąc jak najszybciej wyzwolić Kraków z rąk seryjnego mordercy, działającego według religijnej symboliki, prowadzącej to na żydowski Kazimierz, to zaś w kręgi rzymskokatolickie…

Tym, co rzuca się w oczy od samego początku, jest serialowa dbałość o dokładność opisów. W wielu znanych powieściach moment sekcji czy wstępnych oględzin ofiary, ograniczony zostaje do niezbędnego minimum. Tutaj zaś, podobnie jak u klasyków takich jak Agatha Christie, gdzie każdy drobiazg miał niebywale znaczenie dla treści  (w Najdłuższej nocy raczej jest to wynik autorskiego przyzwyczajenia w  sposobie tworzenia scenariuszy filmowych niż pisarskie wirtuozerii), opisy zajmują wiele miejsca, a każdy, nawet najmniejszy detal zostaje czytelnikowi przedstawiony. Jeśli ktoś zatem ma bujną wyobraźnię i małą tolerancję na drastyczne sceny – będzie musiał po tekście momentami skakać, by oszczędzić sobie niepotrzebnego stresu. Dla tych jednak, co takich problemów nie mają, będzie to zdecydowana wartość.

Książka napisana jest sprawnie, idealnie nadaje się na jedno – szczególnie deszczowe i ponure – popołudnie. Okładka oddaje klimat powieści bardzo dosadnie – marna pogoda, mroczne zaułki, ciemne typki, niezbadane miejsca. To takim szlakiem prowadzić będą czytelnika autorzy ku rozwiązaniu sprawy.

Jeśli ciekawi was serial, warto poświęcić dzień na lekturę inspirowanej nim powieści – naświetli wam ona dokładnie tło wydarzeń i w nieco innej formie opowie to, co zobaczycie później na ekranie. 

czwartek, 26 maja 2016

Samotna gwiazda - Paullina Simons




Paullina Simons znów mnie zachwyciła i rozkochała w swojej prozie. Po nie aż tak doskonale odebranej przeze mnie Tully (ale wciąż poruszającej!), Samotna gwiazda objawiła się przede mną jako kolejny wzrost i jednocześnie dowód twórczej formy Autorki, którą mam przyjemność mienić jedną z ulubionych.

Oto grupa nastolatków, która właśnie skończyła szkołę i wybiera się do college’u, postanawia wyruszyć w podróż do Barcelony. Niestety, rodzice głównej bohaterki – Chloe – nie są przychylni temu pomysłowi. Sytuację ratuje (choć pozornie nic tego nie zapowiada) babcia dziewczyny, godząc się dofinansować wyprawę, pod warunkiem, że zostanie ona wydłużona, a grupa przyjaciół odwiedzi po drodze Treblinkę, by złożyć tam kwiaty. Tym samym wymarzone wakacje w Hiszpanii zamieniają się w  eurotrip, a sama książka w powieść-drogę.

Młodzi ludzie podróżując pociągiem, mają okazję obserwować zupełnie nieznany sobie dotąd świat – z wielkiej Ameryki trafiają do byłych krajów komunistycznych, tak bardzo odległych – zarówno kulturowo, jak i społecznie oraz historycznie. Ich wędrówka oprócz oczywistych walorów turystycznych i edukacyjnych, staje się podróżą przemian – to, co ma być miłym wyjazdem w gronie najbliższych, za sprawą nowo poznanego Johnny’ebo Rainbowa zamienia się w  grę o najwyższą stawkę – o prawdę i szczerość: wobec siebie samego i wobec innych. Młody mężczyzna o ujmującym uśmiechu i hipnotyzującym głosie sprawia, że więzi (wydawałoby się: silne) łączące czwórkę przyjaciół staną pod wielkim znakiem zapytania, a przyszłość ich relacji okaże się zagrożona. Lato poprzedzające studia będzie dla młodych okazją do rewizji przekonań, poglądów i wizji przyszłości jaką dotąd przed sobą roztaczali.

Simons po raz kolejny udało się stworzyć powieść, która porywa. Utkana przez nią historia skrzy się od wielości wątków, migocze od wyrazistych charakterów, ujmuje pięknem języka i opisów, a przede wszystkim: wciąga bez reszty. Przy tym wszystkim nie skupia się jedynie na wątkach obyczajowych, lecz idzie daleko dalej: ku pamięci, tożsamości, poznaniu. Można ją czytać po wielokroć i jak sądzę, co rusz natrafimy na kolejne interesujące momenty i przybliżenia. Autorka ma niebywały dar do snucia opowieści pochłaniających czytelnika, a przy tym będących okazją do refleksji na wielość tematów: zarówno społecznych, jak i historycznych oraz osobistych, związanych z przeżywaniem własnego życia.

Kapitalna, nieobojętna na dzieje Polski, które autorka miała okazję poznać między innymi podczas swojej wizyty w naszymkraju przed trzema laty.  Mimo umiejscowienia akcji we współczesności, także i II wojna światowa gra w niej ważną rolę – zdaje się, że temat ów jest dla pisarki szczególnie istotny, czego największy wyraz dała w trylogii Jeźdźca miedzianego i do czego teraz mimochodem powraca. Ulokowanie części wydarzeń w Warszawie, Krakowie i Treblince sprawiło, że książka ta nabrała dla mnie bardziej niż kiedykolwiek dotąd osobistego wydźwięku. Nie jest jedynie opowieścią o dorastających nastolatkach, szukających swojej drogi, ale także hołdem złożonym historii i wyrazicielką wielkiego szacunku do osób i miejsc nią naznaczonych. Znajdziemy w niej wszystko: poszukiwanie sensu, miłość, przyjaźń, uważne przyglądanie się rzeczywistości, zachwyt nad światem, a także opowieść o dojrzewaniu i prawdzie.

Książka, która nie zapowiadała się wcale na tak emocjonującą, bo akcja wcale nie pędziła (u Simons niezwykle istotne jest delektowanie się językiem, co prowokuje lekturę niespieszną – i dzięki temu wydłużenie przyjemności z niej płynącej) sprawiła, że po przewróceniu ostatniej strony nie mogę znaleźć sobie miejsca.


Stało się – mam książkowego kaca. 





środa, 21 października 2015

Czytaj PL!



Mam nadzieję, że wieść o akcji dotarła już do wszystkich, jeśli jednak ktoś z Was wciąż nie słyszał tej radosnej nowiny, uprzejmie donoszę co następuje:

Rusza największa akcja promująca czytelnictwo w Polsce!
Trzysta wypożyczalni darmowych e-booków pojawiło się już 1 października na ulicach największych polskich miast. W każdym z nich będzie można na miesiąc wypożyczyć jedną z dwunastu książek, m.in. najnowszą powieść Marka Krajewskiego, bestsellerową opowieść o designie Marcina Wichy i zabawne opowiastki dla dzieci Marcina Prokopa. Czytaj PL! to pierwsza tego rodzaju akcja na świecie organizowana na taką skalę.
W wypożyczalnie e-booków zostały zamienione nośniki reklamowe na przystankach komunikacji miejskiej w Krakowie, Gdańsku, Katowicach Poznaniu, Warszawie, i Wrocławiu. Aby wypożyczyć książkę wystarczy pobrać aplikację mobilną Czytaj PL!, a następnie zeskanować przy jej pomocy kod QR umieszczony na plakacie przy okładce danej książki. E-książki będzie można czytać na smartfonie lub tablecie. - Czytaj PL! Promuje na wcześniej nie znaną w Polsce i Europie skalę korzystanie z literatury przy użyciu nowych technologii. Zakładamy, że z darmowych wypożyczalni skorzysta nawet 100 tysięcy osób – mówi Izabela Helbin, dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego organizującego kampanię. Patronem merytorycznym akcji został Instytut Książki, a jej ogólnopolski zasięg stał się możliwy dzięki zaangażowaniu partnerskich miast. – To bodaj pierwszy przypadek takiej współpracy z innymi miastami. Połączyliśmy siły w pięknej sprawie i wierzymy, że wspólnie zdziałamy wiele dobrego – dodaje Izabela Helbin.
Kampania miała już wcześniejsze odsłony wyłącznie w Krakowie. Wtedy z wypożyczalni darmowych e-booków skorzystało kilkanaście tysięcy osób. - To sukces poprzednich edycji zachęcił nas do wyjścia z projektem poza obszar Krakowa. Naszą ambicją było sprawić, aby projekt stał się ogólnopolską akcją promującą czytelnictwo w nowoczesnej i przyjaznej odsłonie. Mamy nadzieję, że to dopiero początek i kolejne edycje akcji będą jeszcze ciekawsze – mówi Mateusz Tobiczyk z platformy e-bookowej Woblink.com, która organizuje akcję wraz z Krakowskim Biurem Festiwalowym.
Wśród tytułów, które będzie można wypożyczyć w trzystu e-bibliotekach znalazły się zarówno bestsellery, jak i bardziej ambitne publikacje. Do dyspozycji miłośników nowych technologii i kryminału będą powieści: „Arena szczurów” Marka Krajewskiego, „Kasacja” Remigiusza Mroza i „Inna dusza” Łukasza Orbitowskiego. Także dla fanów mocnych historii w e-bookowych wypożyczalniach umieszczono bezkompromisowe rozmowy Patryka Vegi z policjantami – „Złe psy. W imię zasad” i pierwszy thriller 2.0 - „Notebook” Tomasza Lipko. Miłośnicy wielkiej literatury będą mogli przeczytać jedną z najważniejszych skandynawskich powieści XX wieku – „Kolosa” Finna Alnaesa. W wypożyczalniach Czytaj PL! nie zabrakło też głośnej pozycji „Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy. Listę dostępnych pozycji zamykają: ostatnia powieść z serii Uniwersum Metro 2033 – „Otchłań” Roberta J. Szmidta, zabawna czeska powieść „Ostatnia Arystokratka” Evžena Bočka, reportaże o trzydziestolatkach pochodzących z małych miasteczek zebrane w tomie „Zaduch” Marty Szarejko, a także „Obietnica Łucji” Doroty Gąsiorowskiej.
Darmową aplikację Czytaj PL! można pobrać w sklepach App Store i Google Play. Akcja Czytaj PL! będzie trwała od 1 do 31 października. Więcej informacji o akcji można znaleźć na stronie www.czytajPL.pl. We wszystkich miastach drogę do ciytylightów z najlepszymi książkami pomoże czytelnikom znaleźć aplikacja mobilna jakdojade.pl.


Organizatorzy: Krakowskie Biuro Festiwalowe - operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO oraz platforma e-bookowa Woblink.com.
Miasta Partnerskie: Gdańsk, Katowice, Poznań, Wrocław.
Wydawnictwa Partnerskie: Czwarta Strona, Dom Wydawniczy PWN, Insignis Media, Karakter, Od deski do deski, Stara Szkoła, Wielka Litera, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Otwarte, Znak, Znak Emotikon i Znak Literanova

Projekt dofinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Promocja Czytelnictwa.




poniedziałek, 20 lipca 2015

Tajemnica Domu Helclów – Maryla Szymiczkowa (Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński)



Maryla Szymiczkowa została powołana do życia przez Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego, sama w  sobie stanowiąc zagadkę.

Tajemnica Domu Helclów to zgrabny kryminał retro, którego lektura dostarcza nie lada wrażeń. Klimat, język, fabuła – wszystko się zgadza, wszystko jest na właściwym miejscu, wszystko starannie dobrane, przemyślane, ułożone. Wspaniała praca wykonana przez autorkę (ups! autorów), widoczna niemalże na każdej stronie: dbałość o detale, topograficzna dokładność, oddanie zarówno klimatu samego XIX-wiecznego Krakowa, jak i ówczesnego języka, zasad i przyzwyczajeń, kołtunerii. Czytając, raz po raz ma się przed oczami Dulską, która nagle postanowiła wykorzystać swoje mieszczańskie koneksje, wyściubić nosa z domu i bez względu na to co ludzie powiedzą, oddać się pasji: namiętnemu poszukiwaniu sprawcy morderstw, nawet za cenę podejrzliwości ze strony detektywów prowadzących śledztwo.

Profesorowa Szczupaczyńska to nieudolna poetka w wolnych chwilach, detektyw-amator takoż, a przy tym żona swojego męża, bogini domowego ogniska sprawująca pieczę nad poczynaniami swojej służącej i niemiłosiernie znudzona codziennością kobieta. Gdy zupełnie przypadkiem dowiaduje się o zaginięciu jednej z pensjonariuszek Domu Helclów odkrywa w sobie nową pasję, jaką jest amatorskie prowadzenie dochodzenia w sprawie: dzięki ponadprzeciętnie rozwiniętej dociekliwości i rozbudowanej sieci kontaktów oraz protekcji, jest ona w stanie dotrzeć tam, gdzie śledczy nie dotrze i pozyskać informacje niedostępne dla wymiaru sprawiedliwości.

Pojawia się i Matejko, i Mickiewicz jako żywi (ten to raczej we wspomnieniach mieszkańców miasta niźli bohater powieści) wraz z innym ważnymi nazwiskami swoich czasów. Tutaj Kraków jest nie tylko tłem – jest jednym z głównych bohaterów, wspaniale budującym klimat powieści, którą czyta się jak klasyczne kryminały: powoli, bez nadmiernego popadania w przesadną emocjonalność, bardziej niż na wartkiej akcji skupiając się na dociekaniu prawdy i śledzeniu poczynań Szczupaczyńskiej, krakowskiej Panny Marple w nieco wcześniejszym wydaniu, Holmesa w spódnicy.


W  tę powieść się wsiąka, a czytać ją należy koniecznie z kieliszeczkiem dobrego napitku (niekoniecznie z zawartością alkoholu). Apetyczna i roziskrzona narracja; klimatyczna, frapująca opowieść dla wielbicieli gatunku, miłośników pióra Dehnela i entuzjastów polskiego XIX-wiecznego mieszczaństwa. Przede wszystkim zaś – dla smakoszy dobrej prozy.
Zaiste, prawdziwa zbrodnia w stylu vintage.

niedziela, 27 października 2013

17. Targi Książki w Krakowie - fotorelacja:)

W tym roku, po kilku nieudanych próbach z poprzednich lat, udało mi się dotrzeć na krakowskie Targi Książki. Co charakterystyczne dla tego miejsca, to jak wiadomo rzesze ludzi, pisarzy, celebrytów i wydawców zgromadzonych w jednym miejscu - hali zupełnie niedostosowanej do ilości osób na niej zebranych. Nieprzebrane tłumy, ciasnota, duchota - kilka słów oddających to, co dzieje się każdego roku w sobotę i niedzielę targową w Krakowie. Jak dla mnie - to było nie do wytrzymania. Radość z nagromadzenia w jednym miejscu tylu wydawców i z możliwości spotkania ulubionych pisarzy została zupełnie przyćmiona dyskomfortem podczas zwiedzania. O ile o 10 było wspaniale, mało ludzi - co widać na pierwszym zdjęciu, o tyle później miałam ochotę uciekać, niestety niesiona tłumem nie miałam nawet takiej możliwości. Taszczyłam dwie torby książek do podpisów, a w pewnym momencie nie chciało mi się już nawet przedzierać przez tłum i biec po odpowiednie dedykacje.
Takie spędy chyba zupełnie nie są dla mnie. Zażegnuję się, że za rok żadna siła nie zaciągnie mnie na targi w sobotę [no, chyba że przyjedzie Lehane, to rozważę wizytę:)], że wybiorę się w czwartek, by w świętym spokoju porozglądać się za ciekawymi ofertami. A jak będzie - zobaczymy. Znając mnie do tego czasu zapomnę o niedogodnościach, zwłaszcza, że targi mają zostać przeniesione na specjalnie wybudowaną halę z klimatyzacją.
Wróciłam wycieńczona, ale zadowolona - z tego, że się udało, że byłam, że doświadczyłam. Podziwiam tych, którzy zdołali wytrzymać czterodniowe targowanie;)
Zawiodło mnie stoisko Znaku, z którym wiązałam największe nadzieje - promocja słabsza niż na oficjalnej stronie księgarni, dostępne jedynie najnowsze publikacje. Zasmuciło mnie odwołane spotkanie z Dorotą Wellman, które oprócz Carrolla miało być moją wisienką na torcie.
Wiele rzeczy jednak mnie ucieszyło, jak chociażby zawleczenie się ostatkiem sił na rynek i przejście po Kiermaszu Rzemiosła. Najbardziej rozradowała mnie rozmowa z Marcinem Pałaszem - autorem, którego poznałam dzięki któremuś blogowemu konkursowi. Po krótkiej wymianie zdań, podzieliliśmy się pozdrowieniami dla zwierzaków, a mój Stefanek dostał nawet specjalną dedykację :) Ucieszyłam się, że ktoś nas jeszcze pamięta:))
Zakochałam się też w stoisku introligatorskim - wspaniałe woluminy!
Wróciłam bogatsza o wspomnienia, wpisy, książki i pokarm dla bzika - zakładki, choć nawet te nie były dla mnie zadowalające. Cóż, marudna się stałam.
Na poniższych zdjęciach brakuje dwu nabytków - Zimowych snów Evansa i Obrazu kontrolowanego z autografem autora - książki kupione dla siostry i już przez nią porwane.:)
Zostawiam Was zatem z fotorelacją :)


Na krótko po otwarciu targów...

... i niespełna dwie godziny później.


Stoisko sklepu Bard - mojego ulubionego dystrybutora gier.

Stoisko introligatorskie

Część oferty wydawnictwa Novae Res, przez które na targi zostałam zaproszona - raz jeszcze dziękuję!

Stoisko jednego z moich ulubionych wydawców książek dla dzieci:)
Stoisko Publicatu

Wojciech Cejrowski


Beata Pawlikowska

Andrzej Pilipiuk

Asa Larsson podpisuje Burzę Słoneczną.

Jolanta Kwaśniewska

Zygmunt Miłoszewski życzy mi szczęścia w Bezcennym.

Maja Sablewska

Grzegorz Kasdepke, który się zdziwił, że dorośli czytają książki dla dzieci - i chyba troszkę mnie wyśmiał:)))

Grażyna Szapołowska

Maria Czubaszek

ks. Wojciech Lemański

Rafał Bryndal

Michał Ogórek zapisujący pierwszą część dedykacji...

... i prof. Jerzy Bralczyk z drugą:)

Tomasz Sekielski długo notuje;)

Rita Gombrowicz

Majka Jeżowska

Antoni Macierewicz  - najbardziej nachalna reklama targów.

Kominek uczy jak zarobić na blogowaniu.

Hanna Bakuła

Marcin Pałasz i dedykacja dla Stefanka;)

Marta Grycan

Jonathan Carroll - najdłuższa kolejka tych targów.

Potargowe ładowanie akumulatorów.

O to jestem bogatsza.



Ostatnia brakująca Bator i Schmitt w końcu na półkach:)








czwartek, 3 października 2013

Odczarowana Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Tytuł: Życie listami pisane.
Autor: Agnieszka Stabro
Wydawnictwo: Bellona
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 9788311128385
Ilość stron: 160

W pamięci Polaków zachował się obraz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – kobiety kruchej, poetki posągowej, autorki Pocałunków. Także i w mojej głowie do niedawna królowała ona jako postać wywodzącą się z krakowskiego domu artystów, mająca możliwość dorastać w niezwykłym klimacie Kossakówki, w otoczeniu ojca Wojciecha Kossaka, siostry Magdaleny Samozwaniec, ale też wielu znamienitych gości – Malczewskiego, Słonimskiego, Witkiewicza i innych.
Spędzenie dzieciństwa i młodości w klimacie krakowskiej bohemy było dla Lilki znaczące i wpłynęło na jej dalsze życie. Przyzwyczajona do wygód i luksusów, otaczana zbytkiem, blichtrem i splendorem od najwcześniejszych lat życia, nie mogła znaleźć swojego miejsca w świecie odartym z tych przyjemności. Nie tylko wojna była dla niej czasem nie do zniesienia, lecz także trwanie w dwu pierwszych małżeństwach.
Pawlikowska-Jasnorzewska była bowiem rozkapryszoną ekscentryczką, wyrosłą z artystycznego domu, której nie w smak było małżeństwo, będące końcem wolności i niezależności, a także powolną drogą ku zatraceniu, jakim dla Lilki było macierzyństwo. Za nic nie chciała poetka utracić swojej indywidualności, toteż nawet będąc w związkach nie stroniła od zalotnego flirtu, zachwycała futrami, które kupiłaby nawet rezygnując z jedzenia.  To one były dla niej znakiem nieskrępowania.
Agnieszka Stabro podjęła próbę ukazania Pawlikowskiej-Janorzewskiej jako kobiety charakternej, nie pomijając jej wad i oczywistych śmiesznostek. Nie jest to kolejna biografia, prezentująca wybielony obraz człowieka, który nie miał prawa istnieć, lecz próba rekonstrukcji życia artystki na podstawie jej listów i dziennika – dwu źródeł, w których jawiła się ona jako inna niż ta, którą znaliśmy do tej pory.
Stabro zarysowuje kontur osoby odbiegającej od wyobrażeń męża o idealnej żonie, pokazuje ekscentryczkę lubującą się w luksusie i wciąż cierpiącą na głód nadzwyczajnego. Wchodzimy jak podglądacze w jej życie intymne, budowane z trzech małżeństw, z których dopiero ostatnie, dało poetce poczucie prawdziwego szczęścia u boku człowieka, który nie pragnął jej zmienić. Wraz z autorką zerkamy w codzienne kłótnie i konflikty o sprawy przyziemne, takie jak gotowane obiadu, którymi Lilka zupełnie się nie przejmowała. Wolała z głową przy ziemi słuchać natury lub w inny sposób kontemplować swój z nią związek.
W ciągu swych dwu nieudanych małżeństw, często wracała Lilka do Kossakówki, gdzie niezmiennie czuła się najbezpieczniej. Tylko tam znajdowała zrozumienie u Mamidła i Magdy.
Ta króciutka publikacja to tak naprawdę lapidarne wejrzenie w najważniejsze etapy życia artystki: oprócz dzieciństwa, dojrzewania, a później czasów małżeńskich znajdziemy w niej również ustęp poświęcony czasowi choroby Lilki. W nim też, jawi się ona jako twórczyni szukająca w swym dzienniku – przybierającym wówczas formę dziennika choroby – terapii i pociechy. Tutaj również dochodzi do największych dysonansów pomiędzy listami i zapiskami diarystycznymi: w tych pierwszych poetka unika mówienia o swoim prawdziwym stanie, czyni to zdawkowo, półsłówkami, by nie martwić męża, za to w swoim diariuszu szczerze i dokładnie opisuje wszystkie przypadłości, związane najpierw z dolegliwościami kobiecymi [i tutaj odnosi się ogromne wrażenie wcześniejszej wiedzy poetki o swojej prawdziwej chorobie, niewykrytej jeszcze przez lekarzy, a już przez nią samą przeczuwanej, ten rodzaj ponadwrażliwości, często występującej u osób dotkniętych tą chorobą – patrz dzienniki Krystyny Kofty], a następnie rakiem macicy, dającym przerzuty na kości. Obserwujemy zmianę zachodzącą w poetce, przewartościowanie przez nią życia, a także widzimy, że pisanie było dla niej aktem heroizmu, wskazującym na to, jak ogromną miało dla niej wartość.

Mam wrażenie, że ten wolumin ma ogromną siłę oddziaływania – odczarowuje Pawlikowską-Jasnorzewską, ukazuje obraz człowieka złamanego przez życie, zmagającego się z jego bolączkami, cierpiącego z powodu swojego zmieniającego się przez chorobę ciała, osoby samotnej i ogromnie uczuciowej.
To już nie tylko Lilka-rozkapryszona kobieta, Lilka-ulotna, krucha, romantyczna, ale też Lilka cierpiąca prawdziwe katusze, Lilka dzielnie znosząca codzienność bez splendoru, do którego przyzwyczaiły ją wczesne lata młodości, Lilka wierząca w magię, to wreszcie Lilka-człowiek z krwi i kości, a nie jedynie symbol poezji miłosnej.
Choć książka ta nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania i wielokrotnie zupełnie niepotrzebnie powiela informacje, które już wcześniej zostały podane, to jednak dla mnie była lekturą wyjątkową: unikatową, bo dała mi impuls do sięgnięcia po dzienniki oraz listy Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; nie byle jaką, bo pokazującą inne oblicze poetki, niż te znane z historii literatury.
Polecam.