środa, 1 sierpnia 2018

Na plaży Chesil - Ian McEwan


Na plaży Chesil to powieść dotykająca tematu, który dziś wydaje się czymś niepojętym.

Rok 1962. Czasy, w których Wielka Brytania wolna była już od pruderii wiktoriańskiej, wciąż jednak wiele osób było nią naznaczonych. Zawieszeni między czasem zakazów i fałszywej wstydliwości a rewolucją seksualną, która jeszcze nie nadeszła, młodzi małżonkowie docierają do hoteliku na południowym wybrzeżu Anglii, gdzie spędzić mają swą noc poślubną.

Wydawać by się mogło, że Florence - utalentowaną skrzypaczkę - oraz Edwarda - zdolnego absolwenta historii - czeka świetlana przyszłość, radość typowa dla młodych małżeństw.

Tymczasem ich myśli zaprząta jedynie niepokojąca myśl o konieczności skonsumowania związku. Ich obawy wynikają z różnych pobudek - on obawia się, że może nie sprostać zadaniu, ona zaś z coraz większym przerażeniem myśli o fizycznym zbliżeniu, które wydaje jej się czymś niestosownym, niepotrzebnym i niechcianym. Żadne z nich swych obaw nie wypowiada głośno, bariery narastają, a czytelnikowi pozostaje jedynie obserwacja tego, co jeszcze się nie zaczęło, a już wyraźnie zmierza ku tragedii... 

Kameralna opowieść, podczas czytania której czytelnik wciąż zastanawia się, jak to w ogóle mogło się wydarzyć? Jak doszło do tak brzemiennych w skutkach wydarzeń? Jak to się stało, że pod płaszczem tej prostej opowieści, kryje się tak głęboki opis ludzkich emocji? Od niedopowiedzeń, cichych żali aż do wybrzmiewającej pod koniec eksplozji uczuć - tylko McEwan potrafi sprawić, by to co niewypowiedziane odbiło się tak wielkim echem, niczym potężny dzwon. 

Bardzo jestem ciekawa, jak ów wstyd, lęk i dumą zostaną oddane w ekranizacji, którą od niedawna można oglądać w polskich kinach. 

Polecam - nastawcie się jednak na to, że najwięcej dzieje się tutaj tam, gdzie pada najmniej słów. 




Polecam również kapitalną Pokutę - klik.