czwartek, 8 października 2015

Księga zaklęć Mal - Tina McLeef



Księga zaklęć Mal początkowo budziła moją nieufność – spodziewałam się kolejnej lichej publikacji będącej zbiorkiem czarodziejskich formułek stworzonych na potrzeby produkcji Disney Channel, a tymczasem otrzymałam coś zgoła innego.

Książka, którą mam przed sobą kryje w sobie niespodziewaną wartość. Oto edycja będąca – owszem – kompendium zaklęć Diaboliny, z tym, że jej córka – Mal – uczyniła z niej coś o wiele bardziej frapującego. Na kolejnych stronicach oprócz przepisów na wzbudzenie miłości, znajdziecie rozmowy przyjaciół – dzieci czarnych charakterów, które utknęły w Auradonie i muszą zrobić coś bardzo niecnego, by wrócić do łask rodziców i zaświadczyć o kryjącym się w nich złu.

Całość stanowi dialog, książka – jak się zdaje – przechodziła z rąk do rak, stając się świadectwem przyjaźni i dynamiki zmian bohaterów – ci, którzy początkowo pragną siać zło i defetyzm, skrywają w sobie ogromne pokłady dobra, którym, nierzadko nieświadomie, promieniują wokół.

Lektura Księgi zaklęć Mal była dla mnie przyjemnym powrotem do czasów szkolnych, kiedy to podobne rozmowy odbywały się w tzw. „liścikach”. Dziś owe dyskusje przeniesione zostały raczej na forum publiczne – Facebooka i Ask.fm, gdzie o prywatności nie może być mowy. Sądzę, że przyzwyczajona do takich działań młodzież z wielką chęcią sięgnie po publikację operującą podobnymi chwytami.

Wydanie stylizowane jest na starą księgę (odświeżoną i unowocześnioną jedynie na okładce) z rycinami, zaklęciami, charakterystycznym papierem. Obok nich stoją kolorowe (każda barwa odpowiada wypowiedziom innego bohatera: czerwona – Carlos, fioletowa – Mal, niebieska – Evie, czarna - Jay) zapiski, stanowiące o wiele ciekawszy element niż same czary, będące jedynie pretekstem do dyskusji i bezpiecznym miejscem wymiany zdań.

Ciekawie wydana, z pięknym zakończeniem, atrakcyjna propozycja dla miłośników Disneya i pasjonatów ich najnowszego serialu.