Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Oczami Jezusa - Carver Alan Ames



Tam, gdzie kończy się Pismo Święte, tam jest miejsce na objawienia.

Carver Alan Ames przez lata doświadczany był możliwością towarzyszenia Jezusowi w Jego codziennej drodze za sprawą objawień, którymi został obdarowany. Oczami Jezusa to zapis ziemskiego nauczania Chrystusa, opowieści o Jego doczesnym życiu. 

O ich wyjątkowości świadczy perspektywa: to, o czym czytamy, to nie suchy zapis tego, co widział Ames. To historie widziane oczami Jezusa i przez niego opowiedziane. Dzięki temu mamy możliwość jeszcze intensywniej niż dotąd przeniknąć Jego serce, zobaczyć jak wiele w nim miłości do każdego, bez względu na to co ten uczynił, kim jest i w jakiej sytuacji życiowej się znajduje. Jezus leczy serca, dusze i umysły, a my możemy w  tym współuczestniczyć.

Na książkę składa się zapis wydarzeń mających miejsce podczas wędrówki Jezusa do Jerozolimy. Oprócz oczywistych uzdrowień i głoszonego Słowa, jesteśmy świadkami prostej codzienności Nauczyciela i Jego uczniów.

Dzięki autorowi możemy śledzić poczynania Jezusa, stać się realnymi współuczestnikami Jego nauczania, widzieć jak traktował ludzi, jak się zachowywał, jak pocieszał i niósł Boga mimo zmęczenia, jak działał i w jaki sposób powoływał. Zobaczymy znacznie więcej, niż wiedzieliśmy do tej pory, po raz kolejny zachwycimy się sposobem pracy Jezusa. Poznamy Go lepiej i stanie się nam On jeszcze bliższy niż dotąd.

Tuż obok, tuż za rogiem – czeka, by uczynić cud, czeka, by Cię uzdrowić, czeka, byś do Niego podszedł. Jego Miłość jest nieskończona.


Publikacja posiada Imprimatur.

czwartek, 3 marca 2016

Judasz – Tosca Lee



Za każdym człowiekiem kryją się wielkie dramaty i żadna historia nie jest jedynie tym, co o niej wiemy.

Judasz. Zdrajca Jezusa. Człowiek, który swą przyjaźń wycenił na 30 srebrników. Tyle o nim wiemy, tak o nim myślimy, tak go postrzegamy.

Jego osobie poświęcano już wiele tekstów kultury – filmów, powieści, prób rekonstrukcji biografii. W większości z nich powtarza się informacja o tym, jakoby Judasz był najbliższym uczniem Jezusa, tym, którego najmocniej on umiłował, ten, którego jako jedynego nazywał „przyjacielem”. Tym, który zawiódł najbardziej.

Czy aby na pewno?

Życie Judasza opisywanego przez Toscę Lee, szczególnie zaś jego dzieciństwo, naznaczone było tragedią. Wraz z rodziną tułał się z miejsca na miejsce, by uniknąć krwawej zemsty Rzymian, widział swojego ojca ukrzyżowanego i makabrycznie powykrzywianego na krzyżu, stracił brata pojmanego przez wrogów, był niemym świadkiem tego, jak jego matka prostytuowała się, by zapewnić mu wyżywienie i ciepłe łóżko w gorączce. Jego codzienność okupiona była niewyobrażalnym bólem i naznaczona otchłanią rozpaczy.

Gdy na swej drodze spotkał Jana, a później także i Jezusa, jego życie się odmieniło. Mężczyzna na powrót widział w nim cel, a w miejsce desperacji pojawiła się nadzieja. Chrystus był dla niego kimś więcej niż nauczycielem – był szansą na wyzwolenie się spod jarzma Rzymian. Dziś wielu zapomina (bądź nie wie, bo i skąd) jak bardzo oddanym uczniem był Iskariota. Zrezygnował z wszystkiego, podobnie jak inni Apostołowie, jednak to w nim większość widziała tego najświętszego, idealnego wyznawcę.

Autorka kreśli apokryficzną biografię Judasza, opisując zarówno czasy jego heroicznej wręcz wierności i lojalności wobec Jezusa, jak i okres powolnie rodzącego się zwątpienia w  sercu człowieka, który dla swojego nauczyciela wyrzekł się wszystkiego. Pokazuje jak mógł wyglądać moment zdrady i czy tak naprawdę docelowo miał być momentem wydania, czy też ratunku – Mistrza i pozostałych uczniów. Lee poddaje też w wątpliwość poglądy głoszące, że sąd nad Jezusem złamał niemalże wszystkie panujące wówczas prawa – pokazuje, że wina, o której popełnienie został oskarżony, rządziła się zupełnie innymi zasadami niż wszystko inne, stąd oburzające z dzisiejszej perspektywy potraktowanie Jezusa.

Na równi z historią Judasza, opowiedziana jest tutaj historia nauczania Jezusa. Autorka portretuje momenty powołania kolejnych apostołów, pokazuje kluczowe dla ziemskiej działalności Chrystusa chwile, kreśli życie u boku oczekiwanego Mesjasza – jego radości i trudności. Ukazuje jak kłopotliwe stawało się z biegiem czasu i jak wycieńczające dla Syna Bożego przebywanie wśród ludzi bez przerwy – każdy pragnął dobrego słowa, uzdrowienia, odpuszczenia grzechów, a ten chciał im to wszystko dać, często nie znajdując chwili ani prywatności na swoje własne potrzeby.


Uwielbiam współczesne powieści apokryficzne, drążące psychikę opisywanych osób. Rzucają one nowe światło na to, co wydawało się dotąd oczywiste, prowokują do zamyśleń i aktywnego życia wiarą. Grono moich ulubionych twórców parających się takimi tekstami zasila od dziś Tosca Lee (obok m.in. Jana Dobraczyńskiego czy E.E. Schmitta), bowiem Judasz to bardzo dobrze opowiedziana historia mężczyzny targanego wielkimi wątpliwościami, do końca pragnącego uratować najbliższe mu osoby. Osoby mądrej, doskonale znającej Prawo i próbującej je obejść, by nikomu nie stała się krzywda, nawet wtedy, gdy wszystko wydawało się już przesądzone. To opowieść o Judaszu, jakiego nie znacie i Bogu jakiego dobrze już poznaliście

Bo życie człowieka to coś znacznie więcej niż to, co widoczne gołym okiem. Bo za każdym człowiek stoi niewyobrażalne dla innych cierpienie, skrywane głęboko na dnie serca.





Jeśli macie ochotę na książkę - po zakupie macie szansę na wygranie czytnika KindleWięcej na www.swietywojciech.pl 

środa, 1 kwietnia 2015

Czy jesteśmy świadkami czasów ostatecznych? (Ostatnia godzina – Michael H. Brown)



Michael H. Brown, autor dwu dość głośnych w  kręgach chrześcijańskich książek – Duchów wokół nas oraz Po drugiej stronie – oddaje w  nasze ręce trzecią, tym razem zogniskowaną wokół zagadnień objawień oraz wizji przed i apokaliptycznych: Ostatnią godzinę.
Ze wszystkich trzech jest to publikacja wyróżniająca się objętością. Licząca ponad 500 stron książka jest efektem pracy autora na bardzo bogatym materiale źródłowym sięgającym XIX wieku, kiedy to zainicjowane zostały czasy wyróżniające się szczególną intensywnością Bożych objawień i dawanych przezeń znaków oraz ostrzeżeń.
Brown w  Ostatniej godzinie skupia się na orędziach z ostatnich dwu wieków, analizując je w  kontekście Apokalipsy św. Jana, porównując ze sobą i wskazując na czynniki łączące wszystkie z  nich. Większość objawień analizowanych przez Browna to objawienia „bezpieczne”, bo zatwierdzone przez Kościół. Część, tak jak szeroko komentowane objawienia z  Medjugorie, wciąż traktowane muszą być z  ostrożnością, gdyż ze względu na ich ciągłe trwanie, nie mogły zostać ostatecznie potwierdzone, choć wiele wskazuje na ich autentyczność.

Autor ogniskuje swoje rozważania wokół zagadnień zbliżających się czasów Ostrzeżenia, Znaku oraz Kary. Zwraca uwagę, by nie skupiać się na wymiarze ostatnim, który pokuta i modlitwa mogą skutecznie odroczyć, lecz właśnie na konieczności nawrócenia i modlitewnej pamięci o tych, którzy sami nie kierują swoich myśli ku Bogu. Zadaniem tej publikacji nie jest przestraszenie ludzi, lecz uświadomienie im bliskości czasów ostatecznych, do których zbliżenia sami się przyczyniamy.

Książka ta przytacza fragmenty objawień siostry Faustyny, objawienia z  Lourdes, Fatimy, Rue du Bac, La Salette, Knock, Betanii, Oliveto Citraa, Bessbrook, Ukrainy, Ekwadoru czy Denver: to zaledwie wyimek z zawartej tu większej całości. Spis wszystkich omówionych orędzi znajduje się na końcu książki, wraz z  poprzedzającym go komentarzem do konkretnych rozdziałów.
Układ tej książki nie ułatwia jej lektury tym, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś konkretnie np. o objawieniach La Salette, bowiem rozdziały nie są uporządkowane według kolejnych orędzi chronologicznie, lecz charakteryzuje je przemieszanie i bieżące porównywanie kolejnych objawień.
Ostatnia godzina to lektura dość trudna w  odbiorze, wymagająca wiele skupienia, czujności o otwartości umysłu. Tak naprawdę jednak nie jest zamknięta na konkretny krąg odbiorców: autor wielokrotnie podkreśla, że jego pragnieniem jest oddziaływanie zarówno na środowiska ludzi wierzących, jak i ateistów, a także na kręgi różnych wyznań. Przekonania religijne nie są przy dobrze tej lektury decydujące, bowiem bez względu na nasz stosunek do wiary mamy szansę poszerzyć swoje horyzonty, zawierzyć i być może wielu – uwierzyć.
To cenna książka dla tych, którzy zamiast kolejnych tomów omawiających zagadnienie, woleliby swoistą antologię wskazująca na najważniejsze aspekty kolejnych maryjnych (bo te przeważają) objawień i pokazujące niosącą zamęt pracę Szatana w  XX wieku.
Cenna lektura.


środa, 24 grudnia 2014

Jezus ośmieszony – Leszek Kołakowski


Tytuł: Jezus ośmieszony
Autor: Leszek Kołakowski
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324032358
Ilość stron: 128
Cena: 29,90 z
 
Leszek Kołakowski – historyk sztuki, profesor Uniwersytetu Warszawskiego (do 1968), Senior Research Fellow w All Souls College Uniwersytetu Oksfordzkiego (od 1970), laureat wielu znaczących nagród, dla wielu przewodnik i ogromny autorytet.




Jezus ośmieszony, to francuski rękopis Kołakowskiego, który dotąd znajdował się w jego papierach. Napisany w połowie lat osiemdziesiątych, nieukończony, niedopracowany, a przez to nigdy dotąd niepublikowany – dziś ujrzał światło dzienne.
Nie sposób pisać o nim, nie zdradzając zbyt wiele, stąd tekst ten będzie bardzo lakoniczny, by nie odzierać potencjalnego czytelnika z przyjemności odkrywania tego, czym autor (nie) postanowił się podzielić.

Choć to tekst filozofa, miałam wrażenie, że filozofii w niej wcale nie tak wiele: to raczej opisywanie, relacja o życiu Jezusa i recepcji jego osoby na świecie, w różnych momentach historii, w różnych krajach.
To nie traktat religijny, widzący w Jezusie Boga i przekazujący ten fakt jako prawdę objawioną. To raczej spojrzenie na postać tę jako na element kultury europejskiej, ugruntowanej na chrześcijaństwie, stąd chcąc, nie chcąc, wpisującą się w życie każdego Europejczyka. Tak, w Twoje też, nawet jeśli jesteś zdeklarowanym ateistą.
Jak wyglądałby dzisiejszy świat, dzisiejsza Europa, gdyby nie Jezus? W jakim miejscu dziś byśmy się znajdowali, co byłoby inaczej i jak bardzo inaczej?

Kołakowski podkreśla, że teologię odsuwa na bok, że nie chce wdawać się w dysputy religijne, że tym co go naprawdę interesuje to spojrzenie globalne.
Po zamknięciu tej książki miałam jednak niejasne wrażenie, że to tylko zgrywa, że autor nie zrobił właśnie nic innego, jak wdał się w dysputę religijną, wcale nie przekreślając boskości Jezusa. Mimo że to esej, jak głosi podtytuł, apologetyczny i sceptyczny, miałam złudzenie nieustannej kokieterii Kołakowskiego.

Czy był Bogiem? Nie mam pojęcia. Ale jeśli jakiś Boży człowiek żył kiedykolwiek na tej ziemi, to był nim On[1].
Czy mam rację? Czy tekst ów odczytałam słusznie?
Sięgnijcie, zobaczcie, oceńcie. I nie kończcie na samym eseju – koniecznie zajrzyjcie do wieńczącego książkę słowa Jana Andrzeja Kłoczowskiego.

[1] Leszek Kołakowski, Jezus ośmieszony, Kraków 2014, s.12.

piątek, 1 sierpnia 2014

Niebo istnieje… Naprawdę! – Todd Burpo, Lynn Vincent


Tytuł: Niebo istnieje... Naprawdę!
Autor: Todd Burpo, Lynn Vincent
Wydawnictwo: Rafael
ISBN978-83-7569-258-7
Ilość stron: 192


Zastanawiałeś się kiedyś jak wygląda niebo? Kogo pierwszego spotkasz po śmierci? Czy w niebie wszyscy wyglądają tak jak w chwili śmierci, czy może dorastają lub młodnieją? Myślałeś o tym czy będziesz miał skrzydła? Czy w niebie są zwierzęta? Czy spotkasz i poznasz swoich bliskich, nawet tych, których nie bardzo pamiętasz? Co śpiewają aniołowie? Gdzie spędza czas Jezus?

W życiu każdego (zwłaszcza wierzącego) człowieka przychodzi moment, w którym zadaje sobie podobne pytania, rozczulająco naiwne i dziecięco proste, bez nadziei na otrzymanie odpowiedzi, ale z wielkim pragnieniem, by było tak jak sobie wymarzył.
Todd Burpo, mimo że jest pastorem Kościoła Wesleyańskiego Crossroads w Imperial w stanie Nebraska, nigdy podobnych pytań sobie nie stawiał: wierzył w istnienie nieba, ale w żaden sposób nie rozbudzał swojej wyobraźni myśleniem o jego konkretnej formie.
Sytuacja zmieniła się po serii wyjątkowo pechowych wydarzeń w jego życiu (przez które jego wierni nazywali go Pastorem Hiobem), uwieńczonych dniem, w którym jego czteroletniemu synkowi pęknął wyrostek, wprowadzając go w stan NDE. Chłopiec na skutek modlitw wielu przyjaciół rodziny, utrzymał się (powrócił?) do życia, na zawsze odmieniony przed cudowne doświadczenie Nieba.  Po wyjściu ze szpitala Colton mimochodem, choć wielokrotnie i bez specjalnej zachęty wspominał o rzeczach, o których nie mógł wiedzieć (np. co robili jego rodzice, gdy ten był operowany) lub też o tym, kogo spotkał i co robił (siedzenie na kolanach u Jezusa, prośba o odśpiewanie przez anioły We Will Rock You, spotkanie ze swoją nienarodzoną siostrą, o której istnieniu nie wiedział, nigdy nie poznanym pradziadkiem itd.). Choć rodzice początkowo mu niedowierzali, szybko zorientowali się, że to, o czym  mówi, wynika z jego prawdziwych przeżyć, nie jest zaś projekcją jego wyobraźni. Todd, z którego perspektywy prowadzona jest narracja próbował dowiedzieć się od synka jak najwięcej, choć wiedza ta często go przytłaczała. Chłopiec mimo braku specjalistycznej wiedzy z zakresu teologii, operował opisami w 100% pokrywającymi się z przekazami biblijnymi – nie zawsze potrafił precyzyjnie nazwać to, o czym mówił, jego peryfrazy były jednak na tyle szczegółowe, by ojciec mógł dokładnie określić o co chodzi. Jednym z najważniejszych dla całej rodziny doświadczeń było rozpoznanie przez Coltona oblicza Jezusa w obrazie Akiane Kramarik Książę Pokoju.  Tym, co trudne, było przekazanie, że chłopiec widział także i Szatana, o którym nie chciał mówić.
Książę Pokoju -Akiane Kramarik
Źrodło

Wszystkie doświadczenia Coltona są tak bardzo proste, dziecięce, a historia, która wypływała z jego ust… piękna. Nie ma w niej krztyny przesady, napuszenia, patosu i wielkich słów. Podczas lektury miałam wrażenie ogromnej tęsknoty bohatera za tym, czego doświadczył, tęsknoty jednak poskromionej, bo będącej jednocześnie pewnością, że po ziemskim życiu i tak tam trafi i będzie… u siebie. Colton nie musiał bać się już śmierci, wiedział bowiem, że „nikt nigdy go  nie skrzywdzi”.

Książkę tę polecam wszystkim – zarówno wierzącym w życie po śmierci, jak i niewierzącym. To pełna prostoty, ciepła, bezpretensjonalności i nadziei opowieść, o miejscu, w którym nikt nie nosi okularów:) Choć książek na temat przeżyć śmierci klinicznej powstało wiele, tak bezpretensjonalnej i ujmującej dotąd nie czytałam. Uderza jej dziecięca szczerość i swoboda przekazu. Polecam! To nie tylko świadectwo wiary, ale też potwierdzenie siły modlitwy, w którą niejednemu zdarza się w życiu zwątpić.

Polecam także film:
 
i wypowiedzi Coltona:




piątek, 12 kwietnia 2013

William Paul Young – Rozdroża


Tytuł: Rozdroża
Autor: William Paul Young
Wydawnictwo: Nowa Proza
ISBN: 978-83-7534-066-2
Rok wydania: 2012
Ilość stron:
320
Cena: 35 zł







Po lekturze Chaty W.P. Younga, która zrobiła niemałe zamieszanie na listach bestsellerów całego świata, autor stał się dla mnie rozpoznawalnym znakiem nowej jakości w literaturze religijnej z elementami baśni i fantastyki.


Bohaterem Rozdroży jest Anthony Spencer – biznesmen, któremu trudność sprawia zobaczenie czegokolwiek poza czubkiem własnego nosa. Jego postawa egoizmu wydaje mu się doskonałym pomysłem na życie: dzięki niej osiąga wszelkie wyznaczone sobie cele. Nie ma on problemów z posuwaniem się do najgorszych zachowań, nie obca są mu także postawy makiawelizmu i konformizmu. Manipulacja to drugie imię Anthony’ego. Dla siebie samego jest on centrum wszechświata. Niestety – za swoje zachowanie płaci brakiem przyjaciół, a także nadszarpniętymi relacjami z rodziną, z którą od lat nie potrafi się porozumieć. Jedynym prawdziwym przyjacielem Spencera jest alkohol – wierny słuchacz i pomocnik przy wszelkiego rodzaju problemach – zawsze gotowy do niesienia wsparcia.
Anthony po jakimś czasie popada w manię – wciąż ma poczucie bycia śledzonym i obserwowanym. Wyczuwa w swoim otoczeniu podglądacza, nie potrafi go jednak wskazać. Z tego powodu zakłada monitoring w każdej ze swoim posiadłości i z jeszcze większą nieufnością odnosi się do wszystkich otaczających go ludzi.
Coraz większy stres staje się przyczyną nasilających się bólów głowy, tak mocnych, że pewnego dnia Spencer po utracie przytomności, trafia na OIOM w stanie śpiączki. 
Wówczas to jego duch rozpoczyna wędrówkę, swoisty exodus z ciała. Na swojej drodze spotyka postaci, które całkowicie zmienią jego życie – przywrócą mu człowieczeństwo, uwrażliwią na innych ludzi. Podczas walki lekarzy o życie bohatera, ten rozpoczyna dysputy o własnym życiu ze spotkanymi postaciami, uznawanymi przez siebie za wytwór fantazji. Dyskusje odbywają się w niszczejącym, zaniedbanym ogrodzie, symbolizującym jego duszę. Anthony podczas rozmów, jakie przeprowadzi, wejdzie w głąb własnej psychiki i serca – rozdrapie wszelkie rany, obudzi uśpione demony, jeszcze raz przepracuje wszystkie traumy, uświadomi sobie, że koniecznie musi przewartościować swoje życie, które poddał rewizji. Skorupa jego niedowiarstwa pękła bardzo szybko.
Pytanie jednak czy na takie zmiany nie jest już za późno i czy Anthony będzie miał jeszcze okazję do naprawienia swoich błędów.


Gdy na polski rynek trafiły Rozdroża, wszyscy czytelnicy oczekiwali hitu na miarę poprzedniej powieści.
Niestety, najnowsza wydana w Polsce publikacja Younga, przeszła przez literacki świat niemalże bez echa, pozostawiając po sobie tylko niewielką poświatę nieosiągniętej popularności.
Wydaje się, że sięgają po nią jedynie wielcy fani twórczości Younga, a także ci, którzy śledzą jego pisarskie poczynania na bieżąco. Wielka szkoda, bowiem Rozdroża, to kolejna bardzo dobra próba przeniesienia prawd religijnych na łono literatury popularnej, w sposób niekonwencjonalny i zaskakujący.

I choć brakuje powieści tej uroku i wyjątkowości Chaty, stanowi godną kontynuatorkę drogi twórczej wybranej przez pisarza. Mimo że pierwsze kilkadziesiąt stron, to pełna dłużyzn opowieść, to właśnie owa niespieszność, mniej więcej od połowy książki, nabiera właściwego znaczenia i podkreśla prawdziwość boskiej rzeczywistości w świecie ludzkim.
Projekt literacki Younga silnie opiera się na poetyce boskiej dobroci, wszechmocności i – nade wszystko – miłości.
Pisarz w sposób sobie charakterystyczny podejmuje problematykę bólu i cierpienia, także tego niewyrażalnego. Przedstawia dogmaty religijne w sposób przystępny, zręcznie wplatając je w fabułę. Zabieg ten stał się jednym z czynników budujących fenomen owej powieści i będący jej cechą charakterystyczną.
Niestety, owa powtarzalność w sposobie konstruowania świata przedstawionego i wplatania w niego prawd wiary, stała się prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną kiepskiej popularności Rozdroży. Na chwilę obecną książce tej nie udało się powtórzyć sukcesu swojej poprzedniczki, mimo że paradoksalnie posiada te same cechy: narracja prowadzona jest tak samo, postać Boga przedstawiona jest na podobnych zasadach, fabuła ma wiele punktów wspólnych. A jednak: schematyczność Youngowi się nie opłaciła. Podczas lektury nie umiałam przeboleć jej pretensjonalności, nachalnego dydaktyzmu i moralizatorstwa. Young przekroczył cienką granicę dobrego smaku, czyniąc swój tekst patetycznym, a momentami wręcz propagandowym. W wielu miejscach tchnie on sztucznością, brak w nim szczerości i autentyzmu Chaty.
Mimo zderzenia w powieści tej ogromu poglądów, filozofii i metafizycznych rozważań, przekraczania granic religii, magii i realizmu, wciąż wiele z niej fragmentów nużących, co było nie do pomyślenia w przypadku Chaty.  Są w niej jednak ustępy prowokujące do osobistej refleksji, budujące wrażenie, jakoby książka została dedykowana właśnie nam i jakby Bóg bezpośrednio przez nią do nas przemawiał – to momenty, w których przez pryzmat książki czytamy siebie i to one w dużej mierze ratują tę publikację. Są bardzo dobre, bo w jakiś sposób – nasze.   

Rozdroża, to powieść religijna o wymowie uniwersalnej, promująca wartości takie jak postawa bezinteresownej miłości do ludzi, rezygnacji z własnego egoizmu i odpowiedzialnej troski o innych. To historia przepełniona ciepłem, nadzieją i wszechobecną bożą miłością, przekonująca, że na zmiany nigdy nie jest za późno.
Czy polecam? Tak, ale wcześniej radzę zajrzeć pod okładkę Chacie.



____
Recenzja Chaty po kliknięciu w okładkę:



środa, 13 marca 2013

Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo. – Joseph Ratzinger Benedykt XVI


Tytuł: Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo
Autor: Benedykt XVI
ISBN:978-83-240-2119-2
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 180
Cena: 29,90zł



Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo to książka stanowiąca kontaminację historycznej prawdy oraz osobistych medytacji Benedykta XVI, dotyczących narodzenia Jezusa.

Jest ona prologiem do opublikowanej wcześniej przez Wydawnictwo M książki Jezus z Nazaretu. Część 1: od chrztu w Jordanie do Przemienienia, która to spotkała się z ogromnym zainteresowaniem czytelników i z dnia na dzień stała się bestsellerem.
Rzecz, która zachwyca w sposobie pisania papieża emeryta, to jego ujmująca prostota i jasność przekazu. Jego przemyślenia są odkrywcze i porywające, jednak daleko im do naukowego tonu i językowego patosu.
Benedykt XVI w tomie tym wraca do źródeł. Zastanawia się nad najbardziej tajemniczym, a przez to od lat budzącym największe kontrowersje, okresie życia Jezusa. Dzieciństwo i narodzenie Chrystusa od zawsze osnute było tajemnicą. Od czasów średniowiecza aż po dziś dzień sekret ów i niedopowiedzenia stanowią główne źródło inspiracji dla twórców apokryficznych. Kiedyś skupiano się na cudach rzekomo dokonywanych przez Jezusa w czasach jego wczesnej młodości, cudach mało spektakularnych, ale będących zapowiedzą jego wielkości oraz wypełnieniem pewnych luk, które w świadomości ludzi średniowiecza były nie do zaakceptowania. Dziś, twórcy apokryfów zmierzają bardziej w stronę psychologizmu: wykorzystując pewne miejsca niedopowiedziane, budują bogate portrety psychologiczne, stanowiące nie tyle wyjaśnienie tego, co niedookreślone, ile parabolę współczesności.
Benedykt XVI w swojej książce – jednocześnie trudnej i przejrzystej – bogatej w treści, stara się uciąć wszelkie spekulacje. Ukazuje moment narodzenia Chrystusa w konkretnej rzeczywistości, jednocześnie stawiając pytanie fundamentalne, o to czym dla mnie jest narodzenie Chrystusa. Kapłan łączy w książce tej medytacje z rezultatami osobistych odkryć w świetle wiary i historii. Jak sam wspomina we wstępie, podejmuje dialog z tekstami Ewangelii – wysila się, by podjąć dialog z żywym Słowem, by dzięki niemu połączyć to co minione, z tym co obecne i przyszłe. Z wielką pokorą przyznaje, że ani jego interpretacja, ani interpretacja kogokolwiek innego nie może równać się z tekstem oryginału i z tym co ma on każdemu do powiedzenia. Kaja się, uznając własną prostotę, mając jednocześnie nadzieję, że jego niedoskonałe przemyślenia staną się dla kogoś drogowskazem czy pomocą w relacji z Jezusem.
Benedykt XVI prezentuje w swojej książce wiele literackich kontekstów, zapytując również skąd Ewangeliści czerpali wiedzę o momencie poczęcia, narodzenia i dorastania Chrystusa. Wszystko to z ujmującą prostotą i mądrością. Choć lektura odpowiada na wiele dręczących wątpliwości, jest także zaproszeniem do samodzielnych poszukiwań – pewne sprawy zostały bowiem przemilczane. Autorytet papieski autora buduje w nas poczucie prawości podejmowanych refleksji. Nie mamy poczucia, że to kolejna nieudana próba rozwiązania odwiecznej zagadki o dzieciństwie Jezusa. Jej zaletą są także gabaryty – dzięki stosunkowo małej objętości, książka ta nie jest w żaden sposób przegadana. Zawiera w sobie to co najważniejsze, stanowi esencję rozmyślań ważkich i kardynalnych

Polecam wszystkim osobom zainteresowanym podejmowanymi kwestiami, zwłaszcza zaś tym, których do tej pory w tekstach teologicznych odstraszała ich patetyczność, wyniosłość i bardzo naukowy ton. Benedykt XVI z niego rezygnuje, dając nam tym samym okazję do podjęcia próby dialogu z jego tekstem w oparciu o tekst Pisma Świętego. Wszystko prawomocnie, poparte Ewangelią i uzasadnione historycznie.



czwartek, 24 listopada 2011

Bóg, kasa i rock’n’roll – Szymon Hołownia i Marcin Prokop




Gdy spotyka się agnostyk z teistą, może dojść do prawdziwej burdy światopoglądowej. Sytuacja jednak zmienia się, gdy są to osoby dojrzałe, mądre i co najważniejsze – posiadające wiedzę praktyczną na temat umiejętnego przeprowadzania zdrowej rozmowy oraz zdolności podstawowej: daru wsłuchiwania się w to, co ma druga osoba do przekazania.
Jeśli dodatkowo są to znani prezenterzy telewizyjni, którzy od dobrych kilku lat zachwycają widzów stacji TVN swoim zgranym duetem, biorący sobie pod lupę Boga i wszelkie okoliczne podtematy – konwersacja taka musi się skończyć niezwykłymi wnioskami.

Panowie Szymon Hołownia oraz Marcin Prokop, postanowili podzielić się swoją osobistą rozmową z ludźmi o różnych zapatrywaniach religijnych.
We wstępie napisanym przez drugiego z panów, zgrabnie zostaniemy wprowadzeni w temat. Parafrazując Prokopa: doświadczymy skutków spotkania dwumetrowego profanum z nieco niższym sacrum. Ksiązka nie powstała po to, by kogokolwiek burzyć czy narzucać jedyną prawdę. Stanowi jedynie zapis pasjonujący konwersacji mającej zaspokoić ciekawość każdej ze stron, przeprowadzonej na wysokim poziomie, bez niepotrzebnych uprzedzeń czy kłótni.
Obaj Panowie wykazują się niezwykłym taktem, choć niejednokrotnie używają skrajnych metafor do opisania tego, co zrodziło się w ich głowach.  
Swoją książką otwierają pole do dyskusji o wierze i jej braku, w której każdy może wziąć udział. Dostarczają tematów do rozważań, odpowiadają na pytania wydawać by się mogło oczywiste, jednak już zakurzone i zapomniane.
Co stanowi o walorach tej pozycji, to przede wszystkim odwoływanie się autorów do rzeczywistości, szukanie rozwiązań w świecie dostępnym każdemu czytelnikowi, stąd też częste porównania religii do elementów popkultury. Metafory te mają na celu ułatwić zrozumienie wielu trudnych zagadnień, które mogą wydawać się niezrozumiałe dopóki nie zostaną poddane transkrypcji na język dzisiejszej kultury.
Hołownia i Prokop poruszają się w sferze religijności, dyskutują na tematy fundamentalne, takie jak dusza, boskość i człowieczeństwo Jezusa, teoretyczna skostniałość Kościoła i przedawnienie niektórych poglądów przez niego głoszonych. Wszystko to oprawione jest w ciekawe połączenie języka ewidentnie naukowego ze skrajnie kolokwialnym. Całe „danie” podane nam zostaje na tacy wraz z deserem, jakim jest próba zastanowienia się między innymi nad tym, jakich metod promocji używałby Jezus, gdyby to dziś przyszło mu zejść na ziemię i nawoływać to pójścia za Nim oraz szeroka paleta zagadnień z zakresu popkultury. Nie braknie także i tematyki szatana oraz całej pseudodiabolicznej estetyki oraz satanistycznej poetyki na ogromną skalę stosowanej w szeroko rozumianych mediach.

Bóg, kasa i rock’n’roll to arcyciekawa polemika bez skakania sobie do gardeł.  
Nie myślcie jednak, że brakuje w niej emocji! Co rusz dało się wyczuć narastającą irytację czy wzbieranie emocji. Na szczęście żaden z autorów nie pozwolił się ponieść ich fali, lecz do końca wytrwał broniąc swojego stanowiska bez zbędnych słownych przepychanek. Gratulacje Panowie!

Okładka książki głosi, że jest „zaskakująca konfrontacja”. Nie zgodziłabym się z tym stwierdzeniem – prędzej czy później musiało do niej dojść, była jedynie kwestią czasu, a nie sprawą zaskakującą. Dobrze, że powstała teraz. Mam również cichą nadzieję, ze doczeka się także kontynuacji, również przedstawionej w formie książkowej.
Komu polecam? Absolutnie każdemu! Nie jest to traktat naukowy, manifest religijny ani żadnego rodzaju forma nawracania czy narzucania jedynej rozstrzygającej prawdy. Pozwala jednak spojrzeć na ludzi o innym życiu duchowym niż nasz w sposób pełen akceptacji, zrozumienia i szacunku. A tego niestety coraz częściej nam brakuje. Dlatego warto się uczyć.



****
Jeśli ktoś do tej pory nie był przekonany czy jest to książka dla niego, a teraz nabrał na nią ochoty - wciąż jeszcze jest szansa, by o nią zawalczyć. Do 29 listopada czekam na zgłoszenia do KONKURSU, którego zasady są nieprzyzwoicie proste. Bóg, kasa i rock'n'roll czeka na nowego właściciela!

wtorek, 14 czerwca 2011

Miłość zwyciąża wszystko- z Józefem Witko OFM rozmawia Grzegorz Sokołowski

Jako, że bardzo miło wspominam książkę autorstwa Grzegorza Sokołowskiego Listy w niebieskich kopertach, z wielką chęcią  sięgnęłam po inną pozycję znajdującą się w katalogu Wydawnictwa Esprit, będącą opatrzoną jego nazwiskiem. Co prawda tym razem autor daje się poznać jako dziennikarz przeprowadzający wywiad z ojcem Józefem Witko OFM, a nie jako twórca literatury, jednak przyjemność płynąca z czytania wywiadu-rzeki była nie mniejsza.

Franciszkanin, z którym Pan Grzegorz dyskutował, to osoba powszechnie znana, autor kilku książek, uczestnik ruchu charyzmatycznego, kaznodzieja.
Ich dialog poruszał kwestie różnorakie, wszystkie jednak oscylowały wokół powołania ojca Józefa, jego postrzegania wiary oraz ruchu, do którego należy i związanych z nim mszami o uzdrowienie. Cechą łączącą wszystkie zagadnienia było jedno- miłość, która jest w stanie zwyciężyć wszystko.
Książka niesie ze sobą odpowiedzi na wiele pytań dotyczących wiary, porusza tematy trudne, próbuje wyjaśnić sens istnienia niektórych czynników w życiu człowieka i pomaga pogodzić się z pewnymi zjawiskami.
Znajdziemy w niej między innymi rozmowę o charyzmatach, przeżywaniu Mszy Świętej. Dowiemy się czym różnią się dwa bardzo często mylone pojęcia: uzdrowienie i uleczenie. Osoby nie żyjące w związkach sakramentalnych dowiedzą się w jaki sposób mogą przeżywać swoją wiarę i jak otwierać się na Boga, a ludzie cierpiący po stracie kogoś bliskiego znajdą receptę na radzenie sobie z nigdy nie ukojonym bólem.

Choć wydawać by się mogło, że to kolejna z serii książka mówiąca o tym samym, nie brak w niej indywidualizmu. Ojciec Józef na wiele pytań odpowiadał w sposób, który zaburzył całym moim dotychczasowym rozumowaniem, zachwiał niektórymi poglądami. Przyznaję jednak, że nie do końca się z nim zgadzam i nie czuję się przekonana. Jakie to tematy? Przede wszystkim problematyka „życiem przeszłością” zamiast teraźniejszością, duże przywiązanie do tego co minione kosztem tego co obecne oraz tak często używane przez ludzi cierpiących zdanie o cierpieniu jako karze za grzechy. Odkąd pamiętam wpajano mi obraz Boga miłosiernego, wybaczającego, natomiast z rozmowa z Ojcem Józefem ukazuje zupełnie inne spojrzenie na tę kwestię.[1]
Z tematów nowych, z którymi do tej porze w literaturze się nie spotkałam, a które, przyznaję, nurtują wciąż i wciąż jest m.in. pogląd na życie w niebie i relacje międzyludzkie- czy w Wiecznej Szczęśliwości rodzinne relacje zostaną zachowane? Na jakich zasadach?
Czy zastanawiałeś się kiedyś, Drogi Czytelniku, w jaki sposób można kontaktować się ze zmarłymi? Nie? Koniecznie sięgnij po tę książkę!

Jej zaletą jest również wiele odsyłaczy do innych książek, w których znajdziemy rozwinięcie poruszanego tematu. Całość jest dość przyzwoitym, choć niezwykle powierzchownym i krótkim ujęciem ważnych dla katolika kwestii. Jak na swój gatunek- wywiad- te dwie cechy jednak znajdują swoje uzasadnienie. Polecam.

3,5/6
 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit.


[1] Grzegorz Sokołowski, Miłość zwycięża wszystko, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2011, s.61.