Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NDE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NDE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

O kontaktach ze zmarłymi (Ślad na lustrze – Janis Heaphy Durham)


Gdy mąż Jasni Heaphy Durham – Max – zmarł w  wieku pięćdziesięciu sześciu lat po długiej walce z  rakiem, kobieta czuła się bardzo osamotniona. Przeżywała swoją żałobę ze świadomością obietnicy złożonej jej przez ukochanego – jeśli istnieje coś po śmierci, on da jej znak.

I rzeczywiście. Wkrótce po jego śmierci, autorka stała się świadkiem przedziwnym i niewytłumaczalnych wydarzeń: na jej lustrze pojawia się ślad odbitej dłoni, światła samoczynnie migoczą, dywan się przesuwa, zegar staje dokładnie na godzinie śmierci Maxa i wiele, wiele innych.
Kobieta nie chciała tego zostawić – wraz z synem podejmuje wędrówkę śladem parapsychologii, mającej udowodnić jej, że nie zwariowała, a to czego doświadcza wcale nie jest takie rzadkie.
Na swej drodze spotyka ludzi o podobnej empirii, widzących i słyszących rzeczy niewyjaśnialne, niezdolne do ogarnięcia rozumem, często tłumaczone emocjami i szokiem po stracie ukochanej osoby.

Doznaliście kiedyś czegoś, czego nie  byliście w  stanie racjonalnie wytłumaczyć? Po śmierci bliskiego wciąż mieliście wrażenie, że daje Wam znaki swojej obecności? 

Podobne doświadczenia stały się udziałem Durham. Jeśli macie ochotę o nich poczytać, porównać – lektura będzie dla Was interesująca. Ostrzegam jednak – więcej niż religii, jest tutaj mediów, spirytyzmu, parapsychologów i tego typu rozwiązań. Jeśli zatem wolicie od takich zagadnień trzymać się daleko – uczucie ostrzegam.

Choć opowieść wydaje się fascynująca, książka ta jest nierówna jak sinusoida – początek niezwykle frapujący, jednak czym dalej, tym robi się bardziej męcząco. 

Właśnie dlatego, że pewne rzeczy już wiemy, znamy, domyślamy się. Zwłaszcza jeśli – tak jak ja – oglądacie wiele filmów, w  których pojawiają się wątki parapsychologiczne. Jeśli tego nie robicie – historia może być dla Was świeża i satysfakcjonująca do ostatniego zdania.

Jest to opowieść-świadectwo dla laików, którzy albo chcą dowiedzieć się czegoś więcej, albo po raz pierwszy przeczytać o podobnych doświadczeniach. Gdyby autorka dodała nieco więcej grozy, efektów dźwiękowych i świetlnych – miałaby gotowy materiał na kolejny horror podejmujący podobne wątki. Poszła jednak w  innym kierunku – stworzyła literaturę non-fiction, niby-reportaż z własnego dociekania prawdy i szukania odpowiedzi na dręczące ją pytania.
Jeśli chcecie podążyć jej śladem, śladem na lustrze – otwórzcie umysły i 23. września pędźcie do księgarni.



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Po schodach do nieba – Betty J. Eadie


Po ostatniej, dość kiepskiej książce o zaświatach  sądziłam, że chwilowo odłożę podobne lektury na półkę.

Na szczęście jednak, wcale tego nie zrobiłam. Sięgnęłam do publikacji Po schodach do nieba Betty J. Eadie i zupełnie przepadłam. Tego było mi trzeba! Nieprawdopodobne jak słowo czytane potrafi nieść ukojenie, uspokojenie i pokrzepiać.

Książka jest zapisem doświadczeń autorki, o której lekarze sądzili, że zmarła. Jej ciało nie reagowało na reanimację, zatem prowadzący ją doktorzy zrezygnowali z dalszych działań ratunkowych W czasie gdy oni bez skutków walczyli o jej życie, ona znajdowała się w miejscu, o jakim nigdy nie śmiała marzyć. Szczęście towarzyszące jej wędrówce było nie do opisania tak bardzo, że autorka na wiele lat zrezygnowała z  opowiedzenia swojej historii światu.

Teraz jednak robi to, niosąc nadzieję, pokój i światło wszędzie tam, gdzie dociera jej poruszająca historia.
Eadie przekonała się, że życie nie kończy się na ziemi, lecz przekracza śmierć, prowadząc nieśmiertelną duszę tam, gdzie przynależy od zawsze. Pokazuje świat, do którego dążymy, którego pragniemy, a którego nigdy nie zaznamy na ziemi na skutek cielesnego ograniczenia. Biologia to tylko część tego, co nas czeka.

Autorka rzuca nowe światło na doświadczenia z pogranicza śmierci: pokazuje dusze istniejące zanim znalazły się w swoich ziemskich powłokach, wskazuje jak wielki mają one wpływ na wybór swojego przyszłego życia i osób, które spotkają – uzasadnia rodzenie się przyjaźni, relacje rodzinne, a także nasze cierpienia, choroby i życiowe doświadczenia mające przysłużyć się duchowemu wzrostowi. I niesie jeden podstawowy przekaz – przekaz miłości, którą musimy się darzyć bez względu na wszystko. Mówi również o wpływie pozytywnego myślenia na energię, która się wokół nas wytwarza, przypomina o radości życia, którą wielu utraciło, prezentuje jak przebiega proces leczenia, podczas którego dusze uzdrawiają ciało. Pokazuje, że śmierć to jedynie przejście do innego stanu, a ziemia to czas edukacji, nic więcej. Prowadzi także przez sąd, który sami nad sobą będziemy czynić i wskazuje efekt kół na wodzie, którego codziennie jesteśmy uczestnikami: to, co daję, jest tym co dostaję. Każdy mały gest zatacza coraz większe koła na wodzie: nieważne czy jest dobry, czy zły.

Jej opowieść, mimo że dotyka tematyki niełatwej, budzącej kontrowersje albo przez wielu ludzi wkładanej między bajki lub traktowanej jako efekt halucynacji towarzyszących wydzielaniu przez organizm człowieka pewnych substancji w  obliczu śmierci, jest piękna i niezwykle prosta – sprawia, że to co niezrozumiałe i nie do ogarnięcia, nagle staje się nieco bardziej oczywiste, logiczne i spójne.
Przede wszystkim jednak Eadie głosząc swoją historię śmierci, uczy jak należy żyć.

Piękna i poruszająca. Jedna z lepszych opowieści o życiu po śmierci, jaką dotąd czytałam. 




czwartek, 23 października 2014

Ci, którzy wrócili z zaświatów – Antonio Socci



Tytuł: Ci, którzy wrócili z zaświatów
Autor: Antonio Socci
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 978-83-64647-14-7
Ilość stron: 304
Cena: 29,90zł



 Powinniśmy zmuszać Boga do dokonania cudów [...] Powinniśmy prosić Boga i nie wstydzić się prosić Go o wiele [...] A my? Nie wierzymy, nie wierzymy! [...] Dlaczego nie prosimy Go o to, czego moglibyśmy pragnąć?1

Wiara w istnienie życia pozagrobowego i doświadczenie śmierci klinicznej, a także wskrzeszenia nie jest niczym nowym – chrześcijaństwo od wieków notuje świadectwa osób doświadczających m.in. NDE i mających wgląd w rzeczywistość nieba, piekła oraz czyśćca.
Choć wielu przysłuchuje się tym świadectwom z niedowierzaniem i sceptycyzmem, nie sposób nie zauważyć, że wszystkie te relacje w niemalże identyczny sposób opisują to, co dzieje się z człowiekiem w chwili śmierci.
Po głośnym ostatnio filmie Niebo istnieje…naprawdę! i książce o tym samym tytule wydanej kilka lat wcześniej, a także nie tak dawnej polskiej premierze publikacji Dowód i kilku innym premierom wydawniczym, odnoszę wrażenie, że temat ten odżył i z wielką pompą stał się częścią dyskursu o o wiele szerszym niż dotąd zasięgu.
Swoiste dochodzenie w sprawie przeprowadził także Antonio Socci, którego córka za zatrzymaniu akcji serca i zapadnięciu w śpiączkę wróciła do normalnego życia, doświadczając jednocześnie czegoś, co trudno wytłumaczyć, a co wiąże się dziś z tak wielkim zainteresowaniem.
Książka tego autora znacznie wyróżnia się na tle innych, bowiem nie jest tylko świadectwem jednego lub kilku wydarzeń współczesnych, lecz głęboką analizą zjawiska, poczynając od czasów Chrystusa aż po dzień dzisiejszy. Ponadto autor wyjaśnia w niej (w oparciu o naukowe odkrycia) różnicę między doświadczeniem przedśmiertnym a rzeczywistą śmiercią.
Jego publikacja nie zatrzymuje się, jak większość jej podobnych, jedynie na przedstawieniu relacji osób doświadczających NDE, ale idzie dalej – ku rozmowom z osobami, które umarły, a po kilku godzinach zostali wskrzeszeni dzięki Bożej interwencji.
Mało tego – dociera nie tylko do ludzi, przed którymi otworzyły się bramy nieba i czyśćca, ale także do tych, którzy rzadko się ujawniają, a mieli szansę doświadczyć nieopisanych cierpień piekielnych.
W swoich rozważaniach, Socci prezentuje zarówno wydarzenia mające miejsce za czasów Chrystusa, których on sam był wówczas widocznym dla wszystkich sprawcą, przez wskrzeszenia rękami apostołów, aż po wydarzenia naszych czasów – za sprawą ojca Pio, św. Katarzyny, św. Teresy i innych.
By przestrzec czytelników, autor przedstawia zarówno opisy nieba jak i czyśćca oraz piekła, zaczerpnięte między innymi z Dzienniczka siostry Faustyny, ale też z relacji ludzi, którzy po śmierci na krótką chwilę w te miejsca trafili.
Choć śmierć jest doświadczeniem trudnym i objętym niepojętą tajemnicą, dla wielu z tych, którzy jej doświadczyli była jedynie chwilką, większą boleścią był zaś powrót do ciała. Dusza, która raz ujrzała piękno tego, co czeka nas po opuszczeniu ciała, za nic nie chciała już do niego wracać, dostrzegając miałkość tego, co ziemskie.


Bogate to i mocne świadectwa, potwierdzające konieczność ziemskiego zapracowywania sobie na wieczną szczęśliwość, służące jako rachunek sumienia i niesamowite uderzenie w policzek – nawet święci mieli cierpieć w czyśćcu, co w tym kontekście spotka zwykłych, prostych ludzi, którzy często bagatelizują rangę swoich grzechów?
Wielka przestroga, ale też wielka radość z tego, co będzie później. Z całą pewnością książka ta jest także impulsem do jeszcze żarliwszych modlitw za dusze czyśćcowe oraz zachętą to gorliwej modlitwy o cuda, bo ich czynienie jest Bogu miłe.

Polecam.

1 Antonio Socci, Ci, którzy wrócili z zaświatów, Kraków 2014, s. 22.

piątek, 1 sierpnia 2014

Niebo istnieje… Naprawdę! – Todd Burpo, Lynn Vincent


Tytuł: Niebo istnieje... Naprawdę!
Autor: Todd Burpo, Lynn Vincent
Wydawnictwo: Rafael
ISBN:  978-83-7569-258-7
Ilość stron: 192


Zastanawiałeś się kiedyś jak wygląda niebo? Kogo pierwszego spotkasz po śmierci? Czy w niebie wszyscy wyglądają tak jak w chwili śmierci, czy może dorastają lub młodnieją? Myślałeś o tym czy będziesz miał skrzydła? Czy w niebie są zwierzęta? Czy spotkasz i poznasz swoich bliskich, nawet tych, których nie bardzo pamiętasz? Co śpiewają aniołowie? Gdzie spędza czas Jezus?

W życiu każdego (zwłaszcza wierzącego) człowieka przychodzi moment, w którym zadaje sobie podobne pytania, rozczulająco naiwne i dziecięco proste, bez nadziei na otrzymanie odpowiedzi, ale z wielkim pragnieniem, by było tak jak sobie wymarzył.
Todd Burpo, mimo że jest pastorem Kościoła Wesleyańskiego Crossroads w Imperial w stanie Nebraska, nigdy podobnych pytań sobie nie stawiał: wierzył w istnienie nieba, ale w żaden sposób nie rozbudzał swojej wyobraźni myśleniem o jego konkretnej formie.
Sytuacja zmieniła się po serii wyjątkowo pechowych wydarzeń w jego życiu (przez które jego wierni nazywali go Pastorem Hiobem), uwieńczonych dniem, w którym jego czteroletniemu synkowi pęknął wyrostek, wprowadzając go w stan NDE. Chłopiec na skutek modlitw wielu przyjaciół rodziny, utrzymał się (powrócił?) do życia, na zawsze odmieniony przed cudowne doświadczenie Nieba.  Po wyjściu ze szpitala Colton mimochodem, choć wielokrotnie i bez specjalnej zachęty wspominał o rzeczach, o których nie mógł wiedzieć (np. co robili jego rodzice, gdy ten był operowany) lub też o tym, kogo spotkał i co robił (siedzenie na kolanach u Jezusa, prośba o odśpiewanie przez anioły We Will Rock You, spotkanie ze swoją nienarodzoną siostrą, o której istnieniu nie wiedział, nigdy nie poznanym pradziadkiem itd.). Choć rodzice początkowo mu niedowierzali, szybko zorientowali się, że to, o czym  mówi, wynika z jego prawdziwych przeżyć, nie jest zaś projekcją jego wyobraźni. Todd, z którego perspektywy prowadzona jest narracja próbował dowiedzieć się od synka jak najwięcej, choć wiedza ta często go przytłaczała. Chłopiec mimo braku specjalistycznej wiedzy z zakresu teologii, operował opisami w 100% pokrywającymi się z przekazami biblijnymi – nie zawsze potrafił precyzyjnie nazwać to, o czym mówił, jego peryfrazy były jednak na tyle szczegółowe, by ojciec mógł dokładnie określić o co chodzi. Jednym z najważniejszych dla całej rodziny doświadczeń było rozpoznanie przez Coltona oblicza Jezusa w obrazie Akiane Kramarik Książę Pokoju.  Tym, co trudne, było przekazanie, że chłopiec widział także i Szatana, o którym nie chciał mówić.
Książę Pokoju -Akiane Kramarik
Źrodło

Wszystkie doświadczenia Coltona są tak bardzo proste, dziecięce, a historia, która wypływała z jego ust… piękna. Nie ma w niej krztyny przesady, napuszenia, patosu i wielkich słów. Podczas lektury miałam wrażenie ogromnej tęsknoty bohatera za tym, czego doświadczył, tęsknoty jednak poskromionej, bo będącej jednocześnie pewnością, że po ziemskim życiu i tak tam trafi i będzie… u siebie. Colton nie musiał bać się już śmierci, wiedział bowiem, że „nikt nigdy go  nie skrzywdzi”.

Książkę tę polecam wszystkim – zarówno wierzącym w życie po śmierci, jak i niewierzącym. To pełna prostoty, ciepła, bezpretensjonalności i nadziei opowieść, o miejscu, w którym nikt nie nosi okularów:) Choć książek na temat przeżyć śmierci klinicznej powstało wiele, tak bezpretensjonalnej i ujmującej dotąd nie czytałam. Uderza jej dziecięca szczerość i swoboda przekazu. Polecam! To nie tylko świadectwo wiary, ale też potwierdzenie siły modlitwy, w którą niejednemu zdarza się w życiu zwątpić.

Polecam także film:
 
i wypowiedzi Coltona: