piątek, 5 maja 2017

Wakacje nad Adriatykiem - Zofia Posmysz



Wakacje nad Adriatykiem to poruszające świadectwo walki o kogoś bliskiego toczonej w czasach II wojny światowej, będące zbeletryzowaną formą powieści biograficznej.

Emocje potęguje przeplatanie historii czasami współczesnymi – oto bohaterka odbywa tytułowe wakacje nad Adriatykiem, wygrzewa się z mężem na (prawdopodobnie) chorwackiej plaży i en passant wspomina czasy okupacji – ciężkie, ponure, bolesne, tak bardzo nieprzystające do krystalicznie czystej adriatyckiej wody, głębi kolorów, gorącej kamienistej plaży oraz towarzystwa roześmianych urlopowiczów. Retrospekcje wywołane zostają przez zasłyszenie znanego języka i tembru głosu, nierozerwalnie kojarzącego się z piekłem Auschwitz.

Oto dwie kobiety przeżywające obozowe piekło, reprezentujące dwie różne postawy, spotykają się i stają się dla siebie oparciem. Jedna uparcie wierzy, że przetrwa, druga już dawno skazała się na śmierć, nie dając sobie żadnej nadziei. Silniejsza postanawia walczyć o słabszą, mimo że nie czas ku temu i nie miejsce.

Wraz z bohaterkami przemierzać będziemy ulice Auschwitz, zaglądać do Kolonii, przeżywać wszelkie choroby, boleści i tragedie życia obozowego, będziemy obserwować próby odarcia więźniarek z resztek człowieczeństwa i zastanawiać się, jak silny może być człowiek,

Pozycja ta wymaga od czytelnika całkowitego skupienia uwagi – język nie jest przejrzysty, nie jest łatwy, a nawet najmniejsze rozproszenie może wyrwać nas z lekturowego transu, w który winniśmy się wprowadzić, by w pełni zasmakować goryczy opisywanej historii inspirowanej życiem Zofii Posmysz.

Okładka jest doskonałą symboliczną zapowiedzią tego, czego możemy się spodziewać – pozorna idylliczność zestawiona jest na niej z obozowym piekłem – ptak symbolizujący jedną z bohaterek (w  zależności od interpretacji może to być zarówno Ptaszka – co wydaje się oczywiste – lub narratorka) wydaje się przesiadywać na gałęzi wiosennego, rozkwitającego drzewa. Ta sielskość zostaje jednak przekreślona, gdy podejdziemy bliżej – wówczas to, co braliśmy za gałązkę okaże się drutem kolczastym, w który ptak się zaplątał, i który go zniewala, a płatki znajdujące się w tle już dawno spadły z drzew i uschły. Podobne walki formy i kontrasty zdarzają się w książce co rusz – delikatność splata się w niej z okrucieństwem, nie dając chwili wytchnienia.

Wakacje nad Adriatykiem są wymagającą nowością wydawniczą, zmuszającą do czytania jej w odpowiednim czasie i dobrej kondycji psychicznej – inaczej mogłaby nas złamać.

Polecam. Niech pamięć pozostanie wciąż żywa.