poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rachunek - Jonas Karlsson


Jak sądzisz, ile warte jest Twoje szczęście i życie?

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak wysoki przyszłoby Ci zapłacić rachunek, gdyby ktokolwiek zdecydował się podsumować pasmo Twoich życiowych sukcesów i porażek?

Ponad pięć i pół miliona koron. Na tyle wyceniono życie bohatera szwedzkiego hitu wydawniczego, Rachunku. Everymana, któremu wydawało się, że swoją przeciętnością aż bije innych po oczach. Nie ma on bowiem ani żadnych specjalnych ambicji, ani planów, ani marzeń, ani osiągnięć. Wiedzie dość nudne życie, mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, pracuje w wypożyczalni wideo, co z pewnością nie jest szczytem marzeń, szczególnie, że to jedynie pół etatu. Nie ma także partnerki, gdyż jego związek właśnie się rozpadł. Duszą towarzystwa nie był nigdy, toteż jego życie wolne jest od różnego rodzaju rozrywek, mogących znacząco wpływać na jego wartość.

Rachunek, który otrzymuje pewnego dnia od tajemniczego ministerstwa jest dla niego szokiem tym większym, że każdy z jego znajomych – tych wiodących atrakcyjne, pełne wygód życie – ujrzał kwotę zdecydowanie niższą. Wydaje się, że doszło do fatalnej pomyłki, której padł ofiarą.

Bohater za wszelką cenę próbuje dowieść, że jego życie nie jest warte tyle, na ile zostało wycenione. Jego działania okupione są wielkim wysiłkiem przebrnięcia przez urzędowy język, biurokrację i kolejne szczeble ministerialnych tajników.

Czytelnik towarzyszący głównej postaci, raz za razem zastanawia się czym tak naprawdę jest owo ulotne szczęście, tak często definiowane, a tak rzadko precyzyjnie określane. Lektura niewolna jest od gorzkiej refleksji nad sobą i szerzej – nad ludzką kondycją. Jonas Karlsson dość przekornie i przewrotnie zarysowuje kwestie, zdawałoby się, oczywiste, które po przyjrzeniu się im, jawią się jako niepewne.

Koncept książki jest kapitalny, jednak samo zakończenie – rozczarowujące i potraktowane mocno po macoszemu. Podczas lektury wydawało mi się, że autor nie potrafi przeskoczyć poprzeczki, którą sam sobie postawił i zupełnie nie ma pomysłu na to, jak sfinalizować zakończyć całość, będącą owocem znakomitej idei. Odnoszę wrażenie, że wystarczyło powieść nieco rozciągnąć i dopracować, a mielibyśmy do czynienia z  prawdziwym hitem.

Wciąż jednak uważam, że warto dać książce szansę i poświęcić jej parę chwil, właśnie ze względu na ów fabularny zamysł, który choć nie do końca sprawnie zrealizowany – budzi zainteresowanie i fascynację, a co najważniejsze – zmusza do refleksji nad sobą samym, co podczas lektury niezwykle cenne.