Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 maja 2020

Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku - Mikołaj Marcela



Przedziwne i niespodziewane czasy nastały dla polskiej edukacji. Tym lepszy to moment, by sięgnąć po książkę Mikołaja Marceli, który niezwykle celnie diagnozuje szkolnictwo i proponuje zmiany, które warto wprowadzić, by edukacja miała sens, a nie była jedynie sztuką dla sztuki.

Jako nauczyciel (co prawda młody i niedoświadczony, ale jednak) przyglądam się omawianym zagadnieniom od środka, nie jako rodzic, lecz jako część systemu.
Odkąd zaczęłam pracę, najważniejsze było dla mnie dobro uczniów, które często przedkładałam nad własne wygody, rezygnując z czasu dla siebie po to tylko, by uatrakcyjnić lekcje i zrobić coś dobrego dla młodych ludzi, którzy z różnymi historiami trafiają w mury szkoły.

Na swojej drodze spotkałam wielu zapaleńców, którzy podobnie spalają się w swojej pracy i robią wszystko, by - jak chce tego Marcela - edukacja miała sens. Z tego powodu w kilku miejscach książki nie spodobało mi się generalizowanie (np. nikogo nie obchodzi, czy dzieci rozumieją to, czego się uczą - nieprawda! Mnie obchodzi), które parę rozdziałów później zostaje niejako przekreślone poprzez przytaczanie przykładów nauczycieli zaangażowanych. Uważam, że choć intencje były słuszne, jest ono krzywdzące i deprymujące dla tych, którzy właśnie poza schemat wychodzą.  Marcela pyta w pewnym momencie ile razy ktoś w szkole lub na studiach zapytał nas jak się czujemy albo jak się mamy. OK, nie pamiętam, żeby mnie ktoś o coś pytał, ale czasy były inne, a pewne rzeczy można zweryfikować bez pytania.
Ja zaś nie wyobrażam sobie dnia w szkole, by uczniów o ich samopoczucie nie zapytać i na tej podstawie nie budować lekcji. Ale wcale nie musiałabym pytać, bo na twarzach młodych ludzi naprawdę niemalże wszystko jest wymalowane. Dlaczego więc to robię? By dać im poczucie, że mi na nich zależy. Wiem, że o to właśnie Marceli chodzi, ale mówienie, że nikt nigdy tego nie robi, jest naprawdę krzywdzące, bo sama znam mnóstwo osób (a w Internecie znajdziecie ich jeszcze więcej), która na tym buduje relację z uczniami. 

Rzecz jasna, nie jest moją intencją wybielanie rzeczywistości, bo nauczyciel też człowiek i jak wszędzie - spotkamy różne temperamenty, osobowości i wizje nauczania. Lepsze i gorsze.  Najczęściej zależy to od perspektywy oceniającego. I co tu dużo kryć - wielu rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć, bo nad człowiekiem są jeszcze zasady, które można nagiąć tylko do pewnego momentu.  Sama spotkałam na swej drodze wiele osób, które ewidentnie nie miały serca do nauczania, ale wierzę, że ze wszystkiego można wyciągnąć dobro i takie spotkania teś były mi potrzebne. 


Nie myślcie, że ta książka mi się nie podoba - szalenie mi się podoba, bo pokazuje dokładnie to, w co sama wierzę. Że edukacja jest łatwiejsza, gdy wejdzie się w relację, że wyniki egzaminów nie świadczą o wartości człowieka, że oceny to tylko wypadkowa wiedzy, kondycji i nierzadko szczęścia, że współczesny nauczyciel musi dostosować się do współczesnego ucznia. 
Zarówno rodzice, jak i nauczyciele znajdą tu wiele cennych porad i wskazówek, które są naprawdę wielkim prezentem autora dla czytelników. Przyczepiłam się do kilu zdań, bo mam inne obserwacje, ale nie oznacza to, że neguję wartość całej publikacji, bo ta jest ogromna!

Jeśli edukacja Waszego dziecka leży Wam na sercu, sięgnijcie po tę książkę. Nie pożałujecie, a na pewno spojrzycie na swoje dziecko inaczej, dając mu należyte wsparcie i zrozumienie.


piątek, 9 października 2015

Szczurki nie dają się wygryźć, Szczurki chwytają życie za ogon - nowa seria wydawnictwa EGMONT. "Liczę sobie".





Seria Czytam sobie zyskała już grono prawdziwych entuzjastów, dlatego Wydawnictwo Egmont, idącza ciosem, zdecydowało się na przeniesienie pomysłu na grunt nauk ścisłych. W ten sposób powstał nowy, ale wspaniale rokujący ciąg – Liczę sobie.

Na pierwszy ogień wzięłam – nieprzypadkowo i z premedytacją – książeczki przeznaczone dla poziomu trzeciego, którego bohaterami są Szczurki – Szczurki chwytają życie za ogon oraz Szczurki nie dają się wygryźć.

Pomysł na całość jest kapitalny! Aby książka pozostała książką i kształciła poza liczeniem także i czytanie, autorzy – Rafał Witek (tekst) i Maria Środoń (zabawy i zadania matematyczne) wpadli na genialny pomysł połączenia tych dwu sprawności. Książeczki opowiadają historie życia tytułowych bohaterów – tom pierwszy zapoznaje nas z rodziną, prezentuje ich członków, ich wygląd, zachowanie, cechy charakterystyczne, a także informuje o dalszych rodzinnych planach, drugi zaś jest opowieścią o powrocie Szczurków z Sardynii i trudnej sytuacji jaką zastali – pozbawienie domu przez nikogo innego jak kota.

Publikacje są świetnie pomyślane, gdyż w idealnych momentach narrację przerywają wtrącenia w postaci zadań matematycznych, idealnie komponujące się z całością i uzupełniające ją. 

Dzieciaki w ramach zabawy i dla frajdy będą musiały między innymi dowiedzieć się ile kosztują szczurze smakołyki, prześledzić drogi szczurków w kanałach, obliczyć na co bohaterowie będą mogli pozwolić na wakacjach, mając do wykorzystania określony budżet, ile trwał lot na wakacje i ile kilometrów obejmował, sprawdzić ile waży wór z rybami dla kota i wiele innych.

Ćwiczyć się będą w sprawnym liczeniu, ale też trenować orientację w przestrzeni oraz sprawnie łączyć przyczynę ze skutkiem.

Ja – jako pierwsza przeciwniczka matematyki – bawiłam się cudnie i z prawdziwą przyjemnością śledziłam kolejne polecenia, udowadniając tym samym, że ta książeczka to doskonały wybór zarówno dla miłośników matematyki, jak i tych mniej zaangażowanych – dzięki przystępnej i atrakcyjnej formie nauka stanie się przyjemnością, nie zaś przykrym obowiązkiem.
A jeśli można to połączyć z dalszym treningiem czytania, to czego chcieć więcej?


Po-le-cam!

sobota, 15 listopada 2014

Książka do kolorowania – Herve Tullet


Tytuł: Książka do kolorowania
Autor: Herve Tullet
ISBN: 9788328103832
Wydawnictwo: Egmont
Cena: 34,99 zł
Ilość stron: 208


To co mam Wam dziś do zaproponowania, może wydać się Wam dziwne, ale… mnie sprawiło wielką frajdę i – jak sądzę – doskonale nada się na prezent świąteczny (pora się rozglądać!) dla dzieciaków pasjonujących się kolorowaniem, gryzmoleniem, dobieraniem barw,  mieszaniem ich, krócej – tworzeniem.
Książka do kolorowania, to nic innego jak… książka z kolorowankami.
Ale, ale! Nie jest to wydany na kiepskim papierze zbiór znanych i oklepanych szablonów, prawie wcale nie poruszających wyobraźni.
Jest to doskonałej jakości, duża książka, w skład w której wchodzą niesztampowe wzory do wypełnienia barwami, uzupełnione słowem. Część z nich przypomina kleksy, gryzmoły, mazy, wariacje po przypadkowym rozlaniu farby na papier, część zaś to doskonale znane szablony, m.in. zwierzątka czy owoce.
Dzięki publikacji tej dziecko dowie się, co stanie się po złączeniu odpowiednich barw, będzie w stanie uporządkować kolory według tonacji, łączyć rozsypane elementy, zmyślnie tworzyć nowe wzory i połączenia.



Sposób formułowania wypowiedzi, rozbudza ciekawość odbiorcy, zachęca go do własnych badań, działań i eksperymentów, pobudzając kreatywność i twórcze myślenie. Ponadto to doskonałe ćwiczenia pobudzające sprawność obu półkul mózgowych, świetna nauka poprzez zabawę, doskonała stymulacja, zachęta do tworzenia oryginalnych rozwiązań i lekcja szybkości, umiejętności analizowania barw i ich znaczenia, wychodzenia poza schematy myślowe i prototypowe rozwiązania, a także… koordynacji (część ćwiczeń odbywa się przy zamkniętych oczach, ha!) oraz alfabetu i matematyki. Mało tego – mały odbiorca nauczy się kolorów poszczególnych flag państw (a  może stworzy własne?), znaków drogowych, nada miastu barw, stworzy miasta przyszłości.
Dziecko raz będzie architektem, budowniczym, projektantem,  innym razem kierowcą samochodu wyścigowego, to znów człowiekiem, próbującym wydostać się z labiryntu, a czasami także i sobą samym, piszącym graficzny list do św. Mikołaja.
Żeby nie było nudno (czy to w ogóle możliwe?), w książeczce tej dziecko spotka się także z superbohaterami, kosmitami, czerwonym kapturkiem i… kroworybą oraz krowowężem.

I drodzy rodzice, nie myślcie, ze w tej książce maluje się tylko kredkami czy farbkami – co to, to nie. Barwy uzyskuje się także dzięki trawie, ziemi, czekoladzie, truskawkom i wszystkim innym, co tylko przyjdzie nam do głowy.

Wiele przygód czeka dzieciaki, które obdarowane zostaną tą książką. To wspaniała podróż szlakami dziecięcej, wybujałej wyobraźni i fantazji, której nie możecie swoim pociechom nie zafundować.
Gwarantuję popis inwencji!
Polecam gorąco.