Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co czytać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co czytać. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2019

Siedem śmierci Evelyn Hardcastle - Stuart Turton




Posiadłość Blackheat i wszyscy obecni w niej goście dziewiętnaście lat temu stali się świadkami ogromnej tragedii - oto syn gospodarzy został brutalnie zamordowany. Teraz, po tak długim czasie, hrabina postanawia zaprosić do siebie wszystkie obecne wówczas osoby na Bal Maskowy, zastrzegając, by unikali rozmów na temat tragedii sprzed lat. Jaki zatem może być powód zaproszenia tych samych osób?

Wśród obecnych znajdują się zarówno znamienici goście (m.in. adwokaci rodziny, lekarz, bankier, funkcjonariusz policji), jak i służba (w tym kamerdyner, pokojówka, masztalerz, kucharka). Pośród owych osób znalazł się jednak ktoś jeszcze - Aiden Bishop, mężczyzna zupełnie niezwiązany ze sprawą sprzed lat, jednak postawiony w sytuacji, w której musi rozwiązać zagadkę, jeśli chce odzyskać wolność i uciec z terenu posiadłości, która uniemożliwia mu jej opuszczenie.

O jedenastej wieczorem na oczach wszystkich zamordowana zostanie Evelyn Hardcastle - córka gospodarzy. Zadaniem Bishopa jest znaleźć sprawcę. Ma na to osiem dni i osiem różnych wcieleń. Bohater będzie nie tylko rezydował ich ciała, ale również (nie tracąc świadomości bycia kimś innym) przejmując ich charakter i umiejętności. Jego zadanie okaże się niezwykle trudne - poza nim, odnaleźć mordercę mają też inni, co rusz próbujący popsuć mu szyki. Aiden będzie zmuszony nie tylko czujnie obserwować to, co dzieje się wokół niego i toczyć sprytną grę, ale też unikać Lokaja, który próbuje uśmiercić każde z jego wcieleń, by uniemożliwić mu prowadzenie dochodzenia, a tym samym ucieczkę z Blackheat.  




Szalenie wciągająca, klaustrofobiczna i duszna od intryg unoszących się w powietrzu, a przy tym wszystkim wykorzystująca tak dobrze znany i ograny przez królową kryminałów motyw ulokowania bohaterów w przestrzeni zamkniętej, do której ani nikt nie może wkroczyć, ani z której nikt nie może się wydostać.

Duch Agathy Christie powrócił i patronuje tej historii - od początku ma się świadomość kim inspirował się , doskonale ogrywając jednak znane schematy i wykorzystując je, by stworzyć coś nietuzinkowego.

Kapitalnie poprowadzona narracja, fantastyczny koncept podróży w czasie w innych wcieleniach, po to tylko, by spojrzeć na sprawę z różnych perspektyw i finał, wyjaśniający co stało się przyczyną uwięzienia bohatera w Blackheath i będący praprzyczyną całej historii.

Doskonale skrojona, kapitalnie pomyślana książka, która porwała mnie całkowicie już od pierwszych stron. Nie potrafiłam się od niej oderwać, bo tak bardzo byłam ciekawa tego, co stanie się dalej i w jakim kierunku potoczy się sprawa. Gwarantuję Wam, że czeka Was doskonała przygoda, której nie sposób do niczego porównać. Język jest świetny, akcja wartka, napięcie rośnie z każdym kolejnym wcieleniem, a Wy macie wrażenie, że jesteście Aidenem - tak silne utożsamienie z postacią sprawia, że wszystkimi siłami mobilizujecie swoje szare komórki, by znaleźć rozwiązanie. Niesamowicie dobra intelektualna gra i rozrywka, która sprawia, że krew szybciej krąży w żyłach, a Wy niecierpliwie odliczacie czas i liczycie swoje wcielenia. Zegar tyka, a cena, jaką będziecie musieli zapłacić, gdy nie uda Wam się znaleźć rozwiązania jest ogromna.

Ogromnie polecam - bardzo, bardzo dobra rzecz! 

Czy po tym wszystkim co przeczytałeś, zgodzisz się przyjąć zaproszenie na Bal Maskowy? (Nie) pożałujesz.



Nie mogę przejść obojętnie również wobec okładki, która - nie ukrywam - była pierwszym, co przyciągnęło moją uwagę do tego tytułu. Obłędna i rewelacyjnie komponująca się z klimatem powieści.






czwartek, 22 listopada 2018

Nowe przygody Kubusia Puchatka - Kate Saunders, Brian Sibley,Jeanne Willis, Paul Bright



Na książkach o Kubusiu Puchatku wychowały się całe pokolenia dzieci. Miś o Bardzo Małym Rozumku zawładnął sercami oraz wyobraźnią najmłodszych i dorosłych na długie lata, wciąż ciesząc się niesłabnącą popularnością.


Z okazji jego dziewięćdziesiątych urodzin powstała specjalna książka, będąca oficjalną kontynuacją tekstów Alexandra Alana Milne’a. Znajdziemy w niej cztery nowe opowiadania o ulubionym bohaterze, przeznaczone na każdą z kolejnych pór roku: jesień, zimę, wiosnę oraz lato. Ich spisania podjęli się Paul Bright, Brian Sibley, Jeanne Willis i Kate Saunders, ilustracje w stylu E.E. Sheparda stworzył zaś Mark Burgess. Tak wydana książka stanowi hołd oddany Kubusiowi oraz jego autorowi, pozostając utrzymaną w oryginalnej konwencji.


Na całość składają się cztery rozdziały. Pierwszy, w którym Puchatek i Prosiaczek przygotowują się na spotkanie Smoka, stanowi historię przyjaciół ze Stumilowego Lasu, którzy - sprowokowani opowieścią Krzysia, odbywającego próby do spektaklu, w którym zagrać ma on świętego Jerzego walczącego z ziejącą ogniem istotą - czynią przygotowania na spotkanie z mitycznym stworzeniem, którego ogromnie się boją.


Drugi, w którym do Lasu przybywa Pingwinek, to opowieść o zimowych przygodach Kubusia i pozostałych mieszkańców Lasu, którzy goszczą u siebie Pingwinka i wraz z nim organizują Specjalny Piknik Zimowy.


Trzeci, w którym Kłapouchy podejrzewa, że Inny Osiołek ma chrapkę na jego oset, jest historią najsmutniejszego przyjaciela Puchatka, który obawia się, że Las zamieszkuje Inny, mający zamiar podbierać mu to, co jako jedyne sprawia mu w życiu krótkotrwałą namiastkę radości – oset. Bohaterowie próbują odnaleźć sprawcę całego zamieszania i się z nim rozmówić.


Wreszcie - czwarty, w którym Puchatek marzy o Przyprawie Nilu, o której – jak zapamiętał – przeczytał mu Krzyś. Miś o Bardzo Małym Rozumku marzy, by przy rzece odnaleźć przyprawę o zupełnie nowym smaku i wraz z grupką przyjaciół postanawia wyruszyć na jej poszukiwania.


Podczas lektury kolejnych fragmentów wyraźnie czuć ducha oryginalnych opowieści. Autorzy zadbali o podobieństwo nazewnictwa, języka i formy, jaką przybrały kolejne historie. Nie wychodzą przed tekst oryginału, stają się całkowicie przejrzyści, niewidoczni dla młodego (a także dla nieco starszego, zafascynowanego Kubusiem) czytelnika.


Jako kontynuacja Nowe Przygody Kubusia Puchatka bardzo dobrze spełniają swoją rolę i warte są polecenia każdemu odbiorcy, który zasmakował w prozie Milne’a i któremu tęskno do dalszych przygód Misia o Bardzo Małym Rozumku. Ta książka powinna spełnić ich oczekiwania, będzie odpowiedzią na ową tęsknotę, a dla starszych dodatkowo prawdziwą podróżą sentymentalną.

wtorek, 14 marca 2017

Magia olewania - Sarah Knight



Magia olewania spod pióra Sary Knight, to książka będąca swoistą odpowiedzią na Magię sprzątania Marie Kondo. Tam, gdzie kończy się sprzątanie przestrzeni wokół siebie, tam rozpoczyna się porządkowanie swojego wnętrza, relacji i zobowiązań. I o tym właśnie traktuje Magia olewania realizująca zasadę Zero Żalu.

Oto Knigth proponuje czytelnikowi rozwiązania, mające pozwolić mu na odcięcie się od szkodliwych relacji lub na uwolnienie się od spędzania czasu na aktywnościach, które nie dają żadnej radości, lecz realizowane są ze względu na poczucie obowiązku wobec bliskich. Autorka każe przeciwstawiać się temu, co nie daje nam spełnienia, lecz powoduje frustrację lub jawi nam się jako marnotrawienie czasu, energii lub / i pieniędzy.

Autorka dąży do tego, by zapewnić swojemu czytelnikowi wolność. Proponuje mu sporządzenie list rzeczy do olania i zachęca do natychmiastowej realizacji planów. Miejsca newralgiczne, potrzebujące oczyszczenia, dzieli według następujących kategorii: rzeczy, praca, przyjaciele / znajomi / obcy oraz rodzina.

Zajęcie się każdą z  powyższych sfer w odpowiedniej kolejności, pozwolić ma na odetchnięcie pełną piersią i pozyskanie mnóstwa czasu i energii na realizację istotnych dla nas zadań.

Wszystko to w swej formie przypomina książkę Kondo – taka sama lista zadań do wykonania, podział na strefy, powolna realizacja zadań i finalnie – wyzwalające poczucie życia w prawdzie i uporządkowania przestrzeni wokół siebie. Teraz nie będą Was już rozpraszać ani porzucone skarpetki, ani lista aktywności, na które nie macie ochoty. Misja ukończona.

Mnie Knight niestety nie udało się przekonać – owszem, sama idea bardzo słuszna, jak najbardziej godna poparcia, jednak książka – nie do końca spełnia swoją rolę w realiach polskich. Najwięcej korzyści wynieść z niej mogą osoby pracujące w korporacjach, uwikłane w trudne relacje zawodowe. Mnie jednak połowa podjętych kwestii nie dotyczyła, co sprawiło, że w ostatecznym rozrachunku całość jawi się jako nieszczególnie pożyteczna. Wyjątkiem będzie sytuacja, gdy potraktujemy ją jako zaszczepienie idei, a filozofię Zero Żalu wprowadzimy na własnych zasadach do swojej sytuacji życiowej.



Premiera 15 marca.

środa, 6 kwietnia 2016

Zimowe panny – Christina Sanchez-Andrade



Zimowe panny to powieść mocno specyficzna, żyjąca własnym rytmem, niespiesznie toczącą się narracją i klimatem nieco magicznym.

Gdy do małej galisyjskiej wioski Tierra de Cha po latach wracają dwie siostry – Saladina i Dolores – mieszkańcy zaczynają czuć się niespokojnie. Ich pojawienie się wzbudza strach i niepewność u ludzi, którzy przed laty spisali z ich dziadkiem umowy, jakich teraz żałują. Nie, nie chodziło bynajmniej o pieniądze. Przed laty ich dziadek don Reinald, którego dom obecnie zamieszkują dorosłe już kobiety, ze wszystkimi mieszkańcami spisał nietypowe dokumenty – za opłatą zgodzili się oni wówczas oddać swoje mózgi do badań naukowych. Don Reinald zmarł, jednak umowy nadal były wiążące…

Mieszkańcy przerażeni podpisanymi umowami dopuścili się także czynu, na skutek którego małe wówczas dziewczynki zmuszone były do ucieczki. Nie dziwi więc, że ich pojawienie stanowiło dla sąsiadów nie lata kłopot czy raczej – niezręczność. Każdy chciał także odzyskać podpisane niegdyś dokumenty i zniszczyć je, by o całej sprawie nikt nigdy się nie dowiedział, a oni mogli spokojnie umrzeć, bez obaw, że ich najcenniejszy organ przekazany zostanie do badań.

Saladina i Dolores nie wiedzą jaki typ umów łączył od czasów wojny ich dziadka z mieszkańcami wioski, stąd ich ciągłe wizyty, przeszkadzające im w snuciu marzeń o karierze aktorskiej i wspaniałym życiu, były dla nich tym bardziej irytujące. Zwłaszcza, że dotąd kobiety wiodły raczej nudne, przeciętne życie, wolne od małomiasteczkowych tajemnic i dziwnych dokumentów, których te miały być nieświadomymi depozytariuszkami. Niepewność wzmaga się tym bardziej, że nikt nie wie, gdzie rzeczone umowy miałyby się znajdować. Ich odnalezienie staje się zatem w wiosce tematem numer 1.

Christina Sanchez-Andrade stworzyła powieść, której nie czyta się z wypiekami na twarzy, lecz przez którą przedziera się uważnie, by nie uronić sensów. Jest to literatura na tyle specyficzna, że nie znajdzie uznania u każdego – jednych może znudzić, innych irytować, jeszcze innym zdawać się pozbawioną sensu. Może także zachwycić, jeśli tylko uda wam się uchwycić specyficzny klimat i czytać między wierszami. Powieść sprawia wrażenie nierzeczywistej, onirycznej, jest zawieszona pomiędzy światami, momentami zakrawa wręcz o irracjonalność.

Ważnym elementem powieści są relacje: zarówno samych sióstr, jak i mieszkańców wioski. Ścisła wspólnota, tak specyficzna dla małych społeczności jest tutaj niezwykle uwypuklona. Każdy z bohaterów ma swoje dziwactwa, które podkreślone zostają przez serię przedziwnych wydarzeń, następujących po powrocie sióstr do Terra de Cha. Oczywiście to w ich powrocie upatruje się ich źródła, jednocześnie złorzecząc im i bojąc się ich. Same bohaterki wydają się nie z tej ziemi. Pojawiają się nie wiadomo skąd, rozmawiają nie wiadomo o czym, zachowują się dość specyficznie, co podkreślone zostaje przez surowość narracji.


Niebywale smaczna i piękna okładka przyciąga wzrok, jednak należy uważać, by nie objeść się figami widocznymi na tejże. W miejsce fig wstawcie sobie dowolne słowo, które przyjdzie wam do głowy po lekturze tego krótkiego omówienia. Wszak nadmiar wszystkiego szkodzi jednakowo. Bohaterowie tej powieści przekonali się o tym niejednokrotnie...

środa, 24 lutego 2016

Jesteś za daleko – Abbi Glines


Moda na pisanie powieści z tej drugiej strony trwa. Był kompletnie nietrafiony Grey, po latach objawia się Zmierzch. Nieco szybciej z prądem popłynęła Abbi Glines, która na fali popularności swojej serii o Blaire i Rushu, postanawia spisać historię pary widzianą jego oczami.

I słusznie! Mówię to z pełną świadomością, bo ta część jest chyba najlepsza z dotychczasowych, mimo że świata nie zwojuje, gdyż jest najzwyczajniej wtórna. Rzadko podoba mi się takie odgrzewanie historii, bo często – mimo zapewnień autorów – nie wnoszą one nic nowego do doskonale znanej już opowieści. U Glines jest jednak inaczej. Twórczyni faktycznie się spisała i dodała do narracji wiele wątków pominiętych siłą rzeczy w wersji historii pisanej z perspektywy dziewczyny. Tutaj poznajemy całe zaplecze życia Rusha, bagaż jego doświadczeń wzbogacony o to, czego nie wyznawał ukochanej. Są nowe sceny, nowe momenty, dodatkowe spojrzenia na całość. Mimo że jest tego sporo i ani przez chwilę nie ma się wrażenia, że czyta się bliźniaczą kopię tego, co przecież miało się już w rękach, jego myśli dotyczące samej Blaire niczym jednak nie zaskakują – tu autorka przyjmuje raczej perspektywę penisa i – gdyby tylko miał oczy i ręce – to pozwalałby mu samodzielnie napisać opowieść jego reakcji na atrakcyjną bohaterkę. Nie brakuje – jak to u Glines – scen łóżkowych (i lodówkowych, i innych…) wszak wiemy, że Rush przed poznaniem Blaire co noc dawał wybranym dziewczynom łaskę spędzenia nocy w jego towarzystwie, a po zapoznaniu bohaterki jego pożądanie jedynie wskoczyło na wyższy poziom. Słownictwo podczas scen oczywiście zmienia się – pojawiają się wulgaryzmy i cała reszta językowego sztafażu łóżkowego, który znamy z poprzednich części. Nie jest to jednak aż tak okrutnie nachalne jak w poprzednich tomach – chyba że już na tyle przywykłam, że to co wówczas mnie zniesmaczało, teraz powoduje jedynie westchnienie niezadowolenia i prędkie przewracanie stron w poszukiwaniu "normalnych" scen. Jest pikantnie, bo tak miało być. Tak to przyjmuję, tak to sobie tłumaczę. 


Glines tworzy książki jakich każdy czasem potrzebuje – na odprężenie, bo choć wzbogacone są o ciężki bagaż przeszłości bohaterów, są lekkie jak piórko – do przeczytania na raz. Mimo wszystko najzwyczajniej lubię autorkę za jej serię o Blaire i Rushu, dlatego chętnie ją polecam i pożyczam jeśli ktoś potrzebuje lektury na zapomnienie o reszcie świata. Glines chętnie na chwilę Wam taką niepamięć zafunduje, całkowicie niezobowiązująco. Czekam na kolejne tomy!


Recenzje pozostałych książek Abbi Glines na blogu:


sobota, 30 stycznia 2016

Julian Tuwim. Najpiękniejsze wiersze





Tuwim recenzuje się sam. Nie sposób odnosić się do jego utworów w krótkiej opinii, wymagają one bowiem namysłu i dogłębnej analizy. Nie to jednak jest moim celem.

Bardziej niż na treści zatem – którą, jak mniemam większość z Was ma doskonale przyswojoną – skupię się na wydaniu, robiącym bardzo dobre wrażenie.

Autorzy dwudziestolecia mają to do siebie, że próżno szukać ich ładnych i nowych wydań. Kurzą się po antykwariatach, zalegają na bibliotecznych półkach, miast zdobić domowe regały i cieszyć oko oraz duszę podczas lektury.

Tuwim jest twórcą, który niesłusznie wielu kojarzy się jedynie z utworami pisanymi dla dzieci.
Owszem, pisywał, owszem, utrwaliło się, nie jest to jednak sedno jego twórczości.

Tuwim dla dorosłych jest bowiem o wiele bardziej obfity i inspirujący. Witalizm, afirmacja życia, zachwyt nad tymże, miłość, uczucia, zmagania z  codziennością – tego należy szukać w jego twórczości i to z łatwością można odnaleźć.

Dzięki Wydawnictwu Egmont (chwała Wam!) możemy wziąć do ręki pięćdziesiąt utworów wybranych spośród jego twórczości (skądinąd, wybór bardzo celny) i cieszyć się ich (re)lekturą. Jego poezja – takie mam wrażenie – nic się nie zestarzała i pewnie jeszcze przez długi czas do tego nie dojdzie. Podejmuje on bowiem tematy bliskie każdemu, a przy tym tak zgrabnie bawi się językiem, że zaczytywanie się w  nim stanowi czystą przyjemność.

Piękne wydanie, stylizowane na stare jest dodatkowym atutem. Dzięki niemu utrzymany został kapitalny klimat.


Polecam Wam gorąco – sięgajcie, zaczytujcie się, odkurzcie to, co dawno porzucone na rzecz nie zawsze chwalebnej nowoczesności. 

czwartek, 28 stycznia 2016

Venla - J. K. Johansson





Venla stanowi zwieńczenie trylogii o miasteczku Palokaski, spisanej przez fińskich autorów, skrywających się pod pseudonimem J.K. Johansson.

Tytułowa dziewczyna to zaginiona przed laty siostra byłej policjantki, Mii Pohjavirty, pracującej jako szkolna pedagog. Jej zaginięcie zostaje przypomniane, gdy w  podobnych okolicznościach znikają Laura i Noora.

Kobieta prowadzi prywatne śledztwo w sprawie siostry, a jego efekty nie są dla niej zadowalające. Niestety, każdy kolejny trop prowadzi do bliskich jej osób, pokazując, że nikt komu do tej pory ufała, nie był jej zaufania godzien, a sprawa niebezpiecznie się komplikuje, zataczając niespodziewane kręgi.

Mimo dobrego pomysłu na zakończenie całości, odbieram tę część jako mocno odbiegającą poziomem od poprzednich. To, co tam budziło zainteresowanie, tutaj jest z  jakiejkolwiek aury tajemniczości odarte, wątki zdają się poszarpane, a cała historia mało spójna. Nie sposób odwołać się do konkretu, by nie zdradzić wiążących szczegółów, ocenę własną pozostawiam Wam zatem na czas po lekturze.

Niestety, w mojej opinii jest to najgorszy ze wszystkich trzech tomów. Zabrakło w nim napięcia typowego dla poprzednich tomów, a i samo rozwiązanie zagadki podane jest w sposób nie do końca zadowalający. Żałuję, że tak świetna seria, została w finale potraktowana niemalże po macoszemu.


Jeśli znacie dwa poprzednie tomy – mimo wszystko zachęcam do lektury, by dokończyć rozpoczęty w  głowie obraz całości. Ostrzegam jednak, że możecie być zawiedzeni. Ci, który serii jeszcze nie znają, niech koniecznie sięgną po znacznie lepsze dwa pierwsze tomy.

Recenzje poprzednich części:


środa, 27 stycznia 2016

Pan Przypadek i fioletowoskórzy – Jacek Getner





Przed Jackiem Przypadkiem kolejna sprawa do rozwikłania. Tym razem jego kroki skierują się w stronę bezdomnych. To pośród nich zaginęła kobieta jego znajomego Winetu – Old Spejs – którą teraz wspólnymi siłami chcą odszukać. Bohaterka zniknęła w dość dziwnych okolicznościach, a ślady prowadzą zarówno do miejscowej czarownicy jak i do lekarza bezdomnych, podejrzewanego o handel organami.

Nie jest to jednak jedyna zagadka stawiana przed Przypadkiem – z każdą kolejną wydaje się robić coraz dziwniej. Detektyw musi rozwiązać sprawę napadu i pobicia. Jest ona jednak o tyle skomplikowana, że do czynu przyznaje się cały tabun zdeterminowanych ludzi. Dlaczego, po co, jak?
Tego Przypadek musi się dowiedzieć, wskazując prawdziwego sprawcę.

Ostatnia zagwozdka to kwestia rozwiązania trudności ze stawianiem nowego osiedla mieszkaniowego – okazuje się, że na terenie budowy ekolodzy odnaleźli ślad podfruwajki brązowonosej, która to ma stać się przyczyną zaprzestania dalszych inwestycji w tym miejscu. Straty pieniężne mogą być okrutnie dotkliwe, ekofanatycy nie chcą ustąpić, właściciel skupu złomu mieszczącego się na tym terenie ma swoją teorię, a pomocą w rozwiązaniu sprawy mają służyć Przypadkowi… fioletowoskórzy, bezdomni, od których wszystko się zaczęło.

Książka ta – nawet gdyby bohaterowie mieli imiona obcojęzyczne – ma w sobie klasyczny rys polskości i swojskości. Czytając jednocześnie dwa kryminały pod rząd, z łatwością można wskazać ten rodzimy – dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą.

Mnie taka swojskość nie przeszkadza jedynie w powieściach obyczajowych – tutaj nieco raziła. Zbyt prosto, banalnie językowo. Trudno nazwać to towarzyszące lekturze odczucie przynależności książki. Ma ona jakiś podskórny rys lokujący ją w konkretnej przestrzeni – i rzecz wcale nie w opisywanych miejscach czy osobach, lecz raczej w sposobie ich wprowadzania na scenę.

Język zresztą jest u Getnera sprawą jak się zdaje – paradoksalnie istotną, bo traktowaną z niezwykłym luzem. Obok fachowego słownictwa pojawiają się kolokwializmy i wykwity mowy potocznej, blisko błyskotliwych wypowiedzi, płytkie sformułowania. Zdaje się, że autor poniekąd kpi sobie z formy, nie uznaje jej za obligującą do czegokolwiek. Pisze, jak chce, wychyla się z tekstu, kilkakrotnie jako narzędzie narracji wykorzystuje parabazę, sugerując, że może zrobić co chce i kiedy chce. Na luzie, bez spiny.

Czyta się jednak tę pozycję bardzo sprawnie – a jej wielkim plusem jest także okładka – przyciągająca uwagę i budząca skojarzenia z Sherlockiem Holmesem. Najlepsza jak dotąd spośród wszystkich książek Getnera – naprawdę zapada w pamięć.


Jeśli przygody tego rodzimego detektywa nie są Wam jeszcze znane, a lubujecie się we współczesnej literaturze polskiej – klasycznej, nie postmodernistycznej – sięgnijcie dla rozluźnienia. Jeśli Przypadek Was zawojuje, do kolejnych tomów cyklu nie będzie trzeba długo namawiać. 

Recenzje innych książek Autora:



wtorek, 1 września 2015

And the winner is... (wyniki rozdań)




Ślicznie dziękuję za tak liczne wzięcie udziału w rozdaniach!:)
Aż żal, że nie mam 100 zakładek i co najmniej kilkunastu zestawu książek, by każdego nagrodzić.


Tym co mam, tym się dzielę:


Misiek i sówki pędzą do:
Ani M.
Aleksandry Stokłosy
myslinieuczesane


A pakiet książek Wioletty Sawickiej leci do Moni Ki.
Brawo!

Zwyciężczynie proszę o kontakt mailowy (shczooreczek@interia.pl) w celu ustalenia doręczenia nagrody;) W razie braku kontaktu do 3 dni - wyłonię kolejnych wygranych.

Zapraszam także na nowy konkurs. O, tutaj. Zasady jak zwykle proste jak budowa cepa;)


środa, 1 kwietnia 2015

W marcu jak w garncu - także w książkach (book haul)



Marzec upłynął raczej pod znakiem doczytywania tego, co nagromadziło się na półkach dużo wcześniej, choć i nowości znalazły swój czas chwały. Przeczytałam dużo, bo 28 książek, co daje niemalże jedną na dzień - to był zdecydowanie dobry czas na lekturę! Zdarzały się i dobre pozycje, i niemiłe niespodzianki.
W tym miesiącu dominują egzemplarze recenzenckie, choć parę sztuk sobie zakupiłam, parę wymieniłam w Sosnowcu i ostateczny efekt widać poniżej.
Zdjęcie nie obejmuje wszystkiego, bo część książek to e-booki i w większości raczej tak zostanie - tym razem chyba nie dokupię wersji drukowanej, przynajmniej jeśli idzie o Młynarską, bo jestem nią rozczarowana.
Zachęcam do zerkania na recenzje tam, gdzie coś przypadło Wam do gustu, a opinia wcześniej umknęła i jak co miesiąc pytam: co wpadło Wam w oko? Co polecacie/odradzacie?


Sekretne życie pszczół [recenzja na dniach]
Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości [recenzja]
Sztuka porządkowania [recenzja]
Domek dla lalek
Sztuka minimalizmu w codziennym życiu
Twój umysł na detoksie [recenzja]
Podstępna żmija, czyli endometrioza [recenzja]
Sposób na happy end
Życie Pi
Piąta strona świata
Gnój
Pożyczalscy na wyspie
Ćwir! [recenzja]
A moja ciotka… [recenzja]
Siostra mojej siostry
Szyfr
Razem będzie lepiej [recenzja]
Wciąż czekam
Tully
Moje historie prawdziwe [recenzja]
Damą być [recenzja]
Bardzo polska historia wszystkiego [recenzja]
Na błędach! Poradnik-odradnik  [recenzja na dniach]
Blog w perspektywie genologii multimedialnej