Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lutego 2017

Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą - Amy Ahlers, Christine Arylo


Jędza tkwi w każdej z nas. Co gorsza, znaczna część kobiet posiada więcej niż jedną sabotażystkę towarzyszącą im każdego dnia, o każdej porze, przy okazji każdej z  form aktywności.

XXI wiek sprzyja „karmieniu” zołz. Coraz większa liczba zadań do wykonania, coraz silniejsza chęć sprzedawania się ludziom jako osoby zaradne, obrotne, spełnione, pracujące, odnoszące sukcesy i znajdujące czas na własne przyjemności – wszystko to sprawia, że każdy z trzynastu typów zołz wymienionych w książce Amy Ahlers i Christine Arylo ma szansę wzrastać w zdrowiu i przy całkowitej akceptacji swojej żywicielki. Pochłaniaczka osiągnięć, Królowa porównań, Zajęcioholiczka, Królowa dramatu, Dobra dziewczynka czy Zamartwicielka to tylko kilka typów naszych wewnętrznych jędz. Jędz, należy dodać, którym z łatwością przychodzi ewolucja i mieszanie międzygatunkowe.

Celem książki Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą jest odkrycie typu zołzy tkwiącej w nas samych (a wyniki testu mogą was zaskoczyć!) i… pokochanie jej (ich). Autorki przekonują, że tylko w ten sposób pokonamy te, które wciąż zabiegają o naszą uwagę, manifestując swoją obecność w sposób prowadzący nas do emocjonalnego wypalenia.

Moja własna diagnoza nie była łatwa. Okazało się, że wyhodowałam całe plemię jędz, z których każda kolejna głośniej krzyczała o moją atencję. Dzięki tej książce nie tylko miałam szansę je poznać, ale też małymi kroczkami próbować pokonać. Niekwestionowanymi królowymi okazały się  Zajęcioholiczka i Zamartwicielka – liderki wiodące mnie ku kresowi wytrzymałości, sprawiające, że od bardzo, bardzo dawna nie zrobiłam niczego dla siebie i z niczego nie czerpałam przyjemności. Wszystko było dla kogoś – kolejne zlecenia, obietnice spełnienia próśb, a także pomocy przy pisaniu przeróżnych tekstów, bo przecież „dla mnie pisanie to pestka”. Czasu dla siebie samej już niestety nie zostawąło. Teraz, gdy wiem, jak realnie autokrytykę i autodestrukcję zamienić w miłość do samej siebie, zdecydowanie łatwiej jest mi jędze ujarzmić – choć piwo, którego naważyłam sobie do tej pory, wypić już niestety muszę.

Drogie Panie, dziś, przy okazji walentynek, okażcie sobie trochę uczucia i zaplanujcie jutrzejszy zakup. Premiera książki nieprzypadkowo przypada dzień po światowym świętowaniu miłości. To dla Was wielka szansa na wyzwolenie się spod jarzma tego, co Was dręczy. Autodestrukcyjne nawyki zostaną zmienione w przyzwyczajenia pozytywne, a Wy wreszcie pokochacie same siebie – przecież macie w sobie tak wiele miłości! Wygracie nierówną walkę z własnymi myślami i staniecie się jeszcze silniejsze. A co najważniejsze – przejmiecie stery nad własnym życiem. Wreszcie będziecie wolne.

Polecam.