środa, 6 listopada 2013

Strych Tesli – Neal Shusterman, Eric Elfman



Tytuł: Strych Tesli. Stowarzyszenie Accelerati
Autor: Neal Shusterman, Eric Elfman
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 9788323776758
Ilość stron: 320

Gdy po tragicznych wydarzeniach  Nick przeprowadza się wraz z ojcem i bratem Dannym do starego, wiktoriańskiego domu, odziedziczonego po prababce Grecie, nie wiedzą jeszcze, jak bardzo ta decyzja naznaczy ich życie.

Pierwszego dnia na głowę młodego bohatera spada toster, co prowokuje go do uporządkowania zalegających na strychu gratów. Chłopak postanawia urządzić garażową wyprzedaż, nie licząc jednak wcale na duże zainteresowanie. Niespodziewanie odwiedzają go tłumy sąsiadów – bliższych i dalszych – zachowujących się, jakby przedmioty, które Nick sprzedaje były największymi skarbami, czekającymi tylko na nich. Chłopak pozbywa się większości zalegających gratów i to za niespodziewanie dużą sumę.
Po wyprzedaży odwiedzają go jeszcze tajemniczy mężczyźni w pastelowych garniturach, żądający, by Nick skontaktował się z nimi jeśli tylko przypomni sobie, kto kupił sprzedawane przez niego przedmioty.
Spotkanie to staje się początkiem serii dziwnych i często niebezpiecznych wydarzeń.

Chłopak wraz ze znajomymi z nowej szkoły odkrywa, że rupiecie, które sprzedawał działają zupełnie inaczej, niż wskazywałoby na to ich przeznaczenie: stary aparat pokazuje przyszłość, magnetofon nagrywa niewypowiedziane myśli, ogniwa ożywiają umarłych, których tkanki jeszcze nie uległy degradacji, pociągając za sznurek można usłyszeć co powinno się zrobić i tak dalej…
Strych Nicka zaczyna się jawić jako przestrzeń pełna tajemnic – okazuje się bowiem, że poszukujący skarbów mężczyźni, to tak naprawdę stowarzyszenie Accelerati, dążące do zdobycia największego, nigdy nie ujawnionego wynalazku Nicholasa Tesli, mającego być ukrytym gdzieś w Colorado Springs. Wszystko wskazuje na to, że miejscem ukrycia był strych w domu Nicka.
Do czego doprowadzi starcie z niebezpieczną grupą, funkcjonująca od wielu lat?
Jakie skutki będzie miało wyprzedanie wszystkich przedmiotów, których działanie przekracza ludzką percepcję?
Tego dowiecie się z pierwszego tomu tej niezwykłej serii.

Shusterman i Elfman wykonali kawał doskonałej roboty, pisząc książkę charakteryzującą się wartką akcją i wykorzystaniem elementu tajemnicy, zdolnego przykuć uwagę nawet najbardziej wytrawnych czytelników.
W powieści tej nauka miesza się z magią, rzeczywistość z nieprawdopodobieństwem, a wszystkie znane nam reguły zostają nagięte.
Dialogi są żywe, narracja pozbawiona dłużyzn i niepotrzebnych wtrąceń. Wszystko to sprawia, że historię tę połyka się jednym tchem – przy zgaszonym świetle, z obawy przed nieokiełznaną mocą elektryczności, która źle zarządzana, zdolna jest zniszczyć cały świat.

Ta historia to doskonały materiał na scenariusz filmowy, a sama książka – idealny prezent dla młodzieży fascynującej się nauką, tajemnicami i… magią.
Czytelnik znajdzie w niej odbicie wartościowych relacji, siły przyjaźni i mocy wspólnego dochodzenia prawdy. Szwarccharaktery mieszają się z tłumem i wielkim zadaniem dla odbiorcy staje się wychwycenie prawdziwych przeciwników naszych bohaterów.

Zapraszam do pogrzebania na strychu pełnym rupieci. Pierwszorzędna zabawa gwarantowana!

wtorek, 5 listopada 2013

Między wariatami – Marcin Meller


Tytuł: Między wariatami. Opowieści terenowo-przygodowe
Autor: Marcin Meller
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN: 9788364142154
Ilość stron: 464
Cena: 36,90 zł
Marcin Meller, mimo wydanej wespół z żoną książce Gaumardżos. Opowieści z Gruzji, do tej pory kojarzył mi się raczej z Playboyem i popularnym swego czasu programem Agent, niźli z jego karierą stricte dziennikarską. Wszystko zmieniło się, gdy Wielka Litera wydała publikację Między wariatami. Opowieści terenowo-przygodowe, a autor swoją obecnością na spotkaniu ją promującym umilił mieszkańcom Katowic i okolic popołudnie.

Książka ta, to zbiór reportaży i luźnych tekstów z bardzo dużego przekroju czasowego.
Obok gawędy o tym, jak Meller minął się z powołaniem na oceanografa znajdują się zapiski o wiele bardziej dramatyczne: widma wojny, walk, terroru, niebezpieczeństw, a także notki świeże, po roku 2010.

To swoisty przekrój przez reporterskie życie Mellera, z uwzględnieniem najniebezpieczniejszych, jak i najzabawniejszych epizodów. Książka ta pokazuje barwne życie dziennikarza z czasów, kiedy finansowanie wyjazdów nie było jeszcze niemożliwe, a osoba poszukująca dobrego materiału miała spore zaplecze terminowe, by zaznajomić się z tematem, o którym ma stworzyć materiał. Z lekkim rozrzewnieniem czyta się dziś teksty, do których dziennikarz rzeczywiście miał prawo i czas się przygotować, którym poświęcił wiele sił i energii, dotyczących spraw zbadanych dogłębnie, a nie jedynie powierzchownie na potrzeby dzisiejszych mediów, mających jedynie szokować i za wszelką cenę skupiać uwagę odbiorców. Meller raczy nas historiami o tym jak bez dokumentów przekroczyć granicę w czasach, gdy czyn taki uznać można było za cud, jak znaleźć się na linii frontu bez odpowiednich zezwoleń, jak odnaleźć się w zupełnie obcej rzeczywistości, jak wiele kosztuje oglądanie cudzej śmierci i jak łatwo zacząć się bać o własne życie.

Jego historie są różnorodne i wielobarwne: część skłania do zadumy nad społeczeństwem w ogóle, część pobudza do refleksji nad sprawami uniwersalnymi, inne zaś przyczyniają się do wywołania uśmiechu, radości, sentymentalnego westchnienia.
Nad wszystkim przyświeca stara jak świat zasada: całe życie z wariatami.
Meller pokazuje jak nie dać się ogłupić, jak żyć i pozostać sobą i wyjść z tego obronną ręką. I jak korzystać z pomocy innych, choćby tej najbardziej nieoczekiwanej.
Czyta się bardzo dobrze, szczególnie zaś teksty starsze, do których wcześniej nie miało się dostępu.W wielu z nich autor przybiera ton gawędziarski, dzięki czemu opowieści "słucha się" z prawdziwym zaciekawieniem.

Zapraszam wszystkich w teren! Przewodnik już czeka.

___________
Relacja ze spotkania autorskiego tutaj.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Kąpiąc lwa – Jonathan Carroll


Tytuł: Kąpiąc lwa
Autor: Jonathan Carroll
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 9788378184089
Ilość stron: 320
Cena: 34,90 zł


Wydanie przez Jonathana Carrolla nowej książki i jego wizyta w Polsce, były dla mnie doskonałą okazją do przypomnienia sobie emocji towarzyszącym lekturze poprzednich jego powieści, jak i powrotu na łono twórczości tego uwielbianego przez czytelników na całym świecie pisarza.

Jest w jego stylu pewne umiłowanie do wydarzeń wykraczających poza granice realności. Sen i jawa mieszają się w każdej czytanej przeze mnie książce Carrolla, stanowiąc o jego unikatowości i nadając narracjom pewien stały, pulsujący rytm. Tam gdzie nakładają się na siebie fikcja i rzeczywistość, otwarte zostają nieograniczone przestrzenie dla wyobraźni. I to w Carrollu cenię – tę magię w sposób prawie niezauważalny sączącą się w codzienność bohaterów.

Otwierając Kapiąc lwa i czytając pierwsze kilka zdań, mierzyłam się z ambiwalentnymi uczuciami: zapowiadało się na kolejną ckliwą opowieść o parze znajdującej się na rozdrożu, a to zupełnie nie przystawało do mojej pamięci o tekstach tego amerykańskiego pisarza, które choć często podobnym wątkiem się otwierały, wykraczały o wiele dalej.
Z zaciekawieniem czytałam więc nadal, śledząc jak z sobie tylko znaną precyzją autor wplótł w opowieść wątki oniryczne, lokalizując akcję swojej powieści w śnie odsłaniającym najgłębiej skrywane sekrety postaci w nim uwięzionych.

Gdy pewnej nocy pięciu osobom śni się ten sam sen, zdaje im się, że w sposób niewytłumaczalny zwariowali, łącząc się jaźniami. Ich śnienie spowodowało jednak wyjście na jaw sekretów, które ci chcieliby na zawsze pozostawić niewyjawionymi. Wszystko to wydaje się dość nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności, którego żadne z nich nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Zbyt wiele w ich śnie było odwołań do rzeczywistości, przeplatanych z wydarzeniami fikcyjnymi. Co więcej, ich rozważania nie mogły zakończyć się po tej niewyjaśnionej nocy, bowiem elementy snu bardzo szybko zaczęły nakładać się na świat jawy, zacierając granice między jednym a drugim.
Bohaterowie stosunkowo szybko przeniesieni zostają od dramatów kończących się związków i zdrad do spraw o wiele większej wagi: oto okazuje się, że są oni mechanikami w stanie spoczynku, którzy teraz zostali obudzeni, by pomóc ocalić świat przed nadciągającym Chaosem, mającym zburzyć panujący dotąd Porządek. Ich zdolności stają się jedyną nadzieją na ocalenie wszechświata przed całkowitą dezorganizacją.
Nawet w świetle tak dramatycznych wydarzeń, bohaterowie szargani będą pokusami przejścia na drugą stronę. Od ich decyzji zależą odtąd losy ludzkości..

Kapiąc lwa, to opowieść, która nic sobie nie robi z tradycyjnej struktury linearności. Akcja się zapętla, bohaterowie nie wiedzą co już przeżyli, co jest ich własnym wspomnieniem, a co jedynie wejrzeniem w pamięć cudzą. Postaci  porównując swoje doświadczenia trafiają na ślad powtarzających się ogólników, ale też dramatycznie różnych szczegółów.
Carroll bawi się (z) czytelnikiem, wodzi go, mami, zasłania oczy, niespodziewanie odkrywa nowe pola walencyjne, dostarcza nowych danych, zaciemnia stare. Do samego końca nie wiadomo co tak naprawdę się dzieje i po której stoimy stronie. Kto jest inicjatorem wydarzeń, a kto ich podwykonawcą. Opowieść ta jest tak silnie odrealniona, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna się gubić, bez szans na odnalezienie drogi powrotnej: zaczyna zapominać, które wspomnienia są jego, a które bohaterów, nie pamięta, co kto wniósł do akcji i znów się zapętla, samoistnie.

Lektura książki Carrolla zbiegła się w czasie z nową publikacją Lewisa, a obie stanowiły dla siebie doskonałe uzupełnienie. Obaj autorzy bowiem, choć w zupełnie różny sposób, pochylają się nad problematyką czasu, przestrzeni, tożsamości, ideom snu i jawi, zdolnościom percepcji i granicom poznania ludzkiego.
Carroll wplótł rozważania natury filozoficznej w narrację, czyniąc ją niebywale zajmującą i oryginalną.
Jego wizja nakładania się rzeczywistości snu i jawy jest tyleż zastanawiająca, co niewiarygodna. Podczas lektury kilkakrotnie miałam wrażenie przeniesienia się w czasie o kilkaset lat w przyszłość, kiedy to z dużą dozą prawdopodobieństwa podobne wydarzenia mogą mieć miejsce. Tempo postępu cywilizacyjnego nie wyklucza wspólnemu śnieniu za kilkaset lat ani tez funkcjonowania na zasadzie mechaników, czytania w myślach i możliwości realnego wpływania na zmiany czyichś decyzji.


Carroll nie zaskakuje nagłą zmianą swojego stylu – jest wierny temu, co sprawdzone, co przy jego pozycji jest bardzo wartościowe, wcale nie nudne. Polecam tę podróż po krainie odwiecznej walki Chaosu i Porządku.
Warto! Książka do wielokrotnej lektury.

niedziela, 3 listopada 2013

Magiczna cukiernia. Szczypta magii. – Katharyn Littlewood

Tytuł: Magiczna cukiernia. Szczypta magii.
Autor: Katharyn Littlewood
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 9788323753155
Cena: 24,99 zł
Ilość stron: 320


Pierwsza część trylogii o przygodach Szczęsnych zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie – ta niezwykła rodzina urzekła mnie silnymi więziami, jakie ją łączą, ogromem miłości, ciepła i przede wszystkim pomysłowości. Gdyby tylko w moim świecie istniała ich cukiernia, ani chwili nie wahałabym się z myślą o podróży do krainy ich cudownych słodkości.
Jednak, jako że podobnego miejsca nigdzie nie ma, musiałam zadowolić się lekturą kolejnego cyklu ich przygód – jeszcze lepszego niż pierwszy!

Oto rodzina Szczęsnych po stracie Almanachu wiedzy kulinarnej, boryka się z nieszczęściami toczącymi ich miasto – Klęsk Zdroju – w tym momencie nazwą idealnie współgrającą z wydarzeniami, jakie towarzyszą ich codzienności.
Szczęśni, niejako ze wpisanym swe nazwisko szczęściem, nie chcą się jednak poddać. Podejmują heroiczną decyzję o podjęciu próby odzyskania swojej rodzinnej księgi. W tym celu wyzywają pnącą się po szczeblach kulinarnej kariery ciotkę Lily na pojedynek – ma ona zmierzyć się z Rozmarynką w  międzynarodowym konkursie pieczenia. Jej przegrana wiązała się będzie z oddaniem Almanachu. Wygrana zaś – ze zgodą Szczęsnych na porażające konsekwencje. Lily nie wykorzystuje bowiem rodzinnej księgi do niesienia dobra. Wręcz przeciwnie – jej jedynym celem jest sława i uznanie zdobyte za wszelką cenę. Rzuca więc ona uroki na cały świat, torując sobie drogę do kariery. W obliczu takiej władzy, pojedynek z Rozmarynką jawi jej się jako śmieszna błahostka.
Szybko jednak przekona się, że siłą nie tkwi w magii i zuchwalstwie, lecz w prostocie i wsparciu najbliższych.
Bohaterki spotykają się w Paryżu, by tam zawalczyć o rodzinne przepisy. Wspierana przez rodzeństwo, rodziców, dawno niewidzianego dziadka, gadającego kota i francuską myszkę stanie naprzeciw samotnej Lily, której jedynym zapleczem jest pozyskana w nieuczciwy sposób wiedza o kulinarnych zaklęciach.
Podczas pobytu w Paryżu Rozmarynkę czeka szereg przygód – zatańczy ona z gargulcami na szczycie katedry Notre Dame, pogodzi kota i mysz, z wielką odwagą i poświęceniem zdobędzie gros rzadkich składników przydatnych do sporządzenia prostych, acz przepysznych specjałów cukierniczych i wiele, wiele innych.
Jej zmagania to prawdziwy pochód niewiarygodnych wydarzeń w imię sprawiedliwości.

Zapachy i smaku unoszące się znad stronic tej książki niewyobrażalnie oddziałują na zmysły – czując lukier, mąkę i przeróżne polewy ma się ochotę nadgryź okładkę w nadziei na delektowanie się opisywanymi dziełami sztuki cukierniczej.

Szczypta magii, to doskonała kontynuacja losów rodziny Szczęsnych, od której nie sposób się oderwać. Młodzież będzie zachwycona, ale również dorośli nie będą się nudzili!

Katharyn Littlewood stworzyła piękną opowieść o sile miłości, przyjaźni i rodzinnego wsparcia. Snutą przez siebie historią udowodniła, że tym, co naprawdę liczy się w życiu jest miłość i że to ona decyduje o sukcesie o wiele bardziej niż nieuczciwie pozyskane kontakty i uwielbienie.
W obliczu szczerości i prostoty ustępuje nawet największe zło, wspierane jedynie przez nieuczciwość.

Historia Szczęsnych po raz kolejny mnie urzekła, ofiarując mi godziny spędzone w prawdziwie rodzinnej atmosferze.
Gorąco polecam!

____________
Recenzja poprzedniej części


http://shczooreczek.blogspot.com/2013/07/magiczna-cukiernia-kathryn-littlewood.html

sobota, 2 listopada 2013

Mroczna wieża – Clive Staples Lewis


Tytuł: Mroczna wieża
Autor: C.S. Lewis
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 9788363621193
Ilość stron: 272
Cena: 34,90 zł
Każda kolejna premiera książki Lewisa jest dla mnie ogromnym wydarzeniem. Jego teksty czytam z prawdziwym namaszczeniem, czując, że mam właśnie wgląd w umysł niezwykłego erudyty, z którym za pośrednictwem książki mogę dowolnie wymieniać się myślami i spostrzeżeniami, a w towarzystwie którego podczas spotkania twarzą w twarz nie mogłabym wydusić ani słowa, onieśmielona przebywaniem w bliskości jednego z największych intelektów humanistycznych. I nieważne jest czy właśnie czytam kolejną jego powieść, czy też traktat naukowy. Każdorazowe spotkanie z Lewisem jest ucztą – duchową i intelektualną.
Niewyobrażalna jest dla mnie jego zdolność pisania o rzeczach podniosłych z tak ujmującą prostotą. Zawsze mam wrażenie, że daleki jest on od wywyższania się i chełpienia swoją wiedzą  - prawdziwym jego pragnieniem jest dotarcie do odbiorcy, zainfekowanie go pewnym sposobem widzenia świata i umysłowością. Mnie zaraził już dawno, dawno temu i odtąd pozostaję niewzruszona na wszelkie antidota serwowane przesz kulturę masową.  


Mroczna wieża to zbiór sześciu dotąd niepublikowanych tekstów Lewisa, które miały zostać zniszczone przez jego brata, gdy ten palił prywatne zapisy twórcy. Wśród nich znalazły się ocalałe fragmenty, które teraz mamy możliwość czytać. Niezwykła jest historia tych tekstów, w większości niekompletnych. Cieszę się, że zostały zachowane, ubolewam jednak, że część z nic nie ma zakończenia, zostaje urwana w połowie akcji, powodując we mnie wielki żal i nierzadko frustrację z powodu niemożności poznania finału opowieści zajmujących.
Nie są to traktaty filozoficzne ani religijne, lecz teksty utrzymane w konwencji fantastycznej, w których motywami przewodnimi stają się czas i przestrzeń – zagadnienia, którym Lewis poświęcał wiele miejsca także w innych swoich zapiskach. Oprócz nich, autor pochyla się nad kwestiami nakładania się na siebie rzeczywistości i snu, a w związku z tym także i granicami percepcji człowieka.

Tytułowa Mroczna wieża, to utwór w tym tomie najdłuższy. Tytuł ów nadany został mu przez sekretarza Lewisa, dzięki któremu czytane dziś przez nas teksty ocalały. Jest wielce prawdopodobne, że stanowi ona kontynuację trylogii międzyplanetarnej, w sposób jawny bowiem nawiązuje do wielu wątków oraz postaci. Przedmiotem opowieści jest wynalazek naukowca z Cambridge, który ma w założeniu umożliwiać wejrzenie w przeszłość lub przyszłość. Zwany chronometrem, staje się obiektem zainteresowania znajomych wynalazcy, którzy wspólnymi siłami starają się zrozumieć co widzą, gdy weń spoglądają. Wydarzenia i miejsca przez siebie obserwowane, roboczo nazywają Innym Czasem. Przestrzeń ta zdaje się niezwykle frapująca, ale też niepokojąca – rzeczywistość przez nią obserwowana w sposób nie do wyjaśnienia połączona jest tą, w której się znajdują, potęgując wrażenie załamania czasu i przestrzeni. Choć koledzy znajdują się coraz bliżej rozwiązania, niestety nie dowiemy się co wspólnie uradzili na podstawie obserwacji – mikropowieść, nigdy niedokończona przez Lewisa urywa się. Nie sposób przewidywać jak potoczyłyby się dalsze losy bohaterów. Ważniejsze zdają się chyba ogólne rozważania nad kwestią podróży w czasie, a także tym, co zostaje w naszych umysłach, jak silnie pamięć zdolna jest gromadzić wspomnienia innych bytów. Problemy te, zdaje się nierozstrzygalne, stanowią centrum debat bohaterów i – jak się zdaje – samego Lewisa.

Kolejne opowiadanie, bardzo krótkie, to Niewidomy od urodzenia. Traktuje ono o mężczyźnie, który poddany został właśnie operacji przywracającej wzrok i teraz stara się pojąć istotę światła. Pyta o nie bliskich, szuka własnych odpowiedzi, dąży do rozwiązań, tak naprawdę nigdy nie dowiadując się czym owa natura światła jest. Zyskuje za to pewność, że ludzie rzeczywistość jedynie podglądają, nie wnikają w jej istotę, nie dociekają znaczeń, raczej bezmyślnie powtarzają zasłyszane slogany, sami nie zastanawiając się nad tym, co reprezentuje sobą każda kolejna rzecz. Choć jest to opowiadanie bardzo skondensowane, zawiera wiele ważnych treści. Lewis zdaje się w nim krytykować człowieczą niezdolność do zachwytu nad światem, pęd, który nie pozwala nam na przyjrzenie się otaczającemu nas środowisku i samodzielne dociekania na temat jego wartości. Mądra, gorzka i skłaniająca do refleksji historia.

Kraina imitacji, równie krótka, to ubrana w strojne piórka groteski opowieść i sposobach postrzegania samego siebie. Utrzymana w zupełnie innym tonie niż pozostałe historie, stanowi zabawną odskocznię.

Anioły opiekuńcze, to historia, przy której bawiłam się przednio. Pewien naukowiec zastanawia się nad kwestią wielce go trapiącą – oto rozważa co zrobić z potrzebami seksualnymi człowieka w obliczu nieuchronnie nadciągającym czasie kolonizacji innych planet. Jak w obliczu międzyplanetarnych podróży zaspokoić naturalne potrzeby kosmonautów, jak zadbać o ich prawidłowe funkcjonowanie w każdej sferze. Lewis udziela przewrotnej odpowiedzi na spędzające sen z powiek naukowca rozważania. Jakie – nie zdradzę, ale gwarantuję, że się ubawicie;)

Nieznane formy wracają do tonu poważnego. Przedmiotem opowieści jest historia człowieka, który po wylądowaniu na Księżycu, ma za zadanie poznać losy ekspedycji wcześniejszych, po których nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, słuch zaginął. Jego wyprawa jest tyleż wciągająca, co groźna. Nad czytelnikiem ciąży wrażenie zbliżającego się niebezpieczeństwa, potęgując napięcie i klimat nieprawdopodobności. Zakończenie wcale strachów nie przerzedza. Wręcz przeciwnie – powoduje pewne skołowanie i dezorientację, sieć domysłów zagęszcza się, nie pozwalając na jasne rozwiązania.


Po dziesięciu latach jest jedną z historii najbardziej mnie urzekających, przy której najsilniej żałowałam, że nie posiada zakończenia. Jest to właściwie jedynie zarys opowieści niedokończonej przez wzgląd na brak pomysłów autora co do rozwinięcia akcji.
Opowiada ona o Menelaosie i Helenie w dziesięć lat po upadku Troi. Historia inspirowana jest legendą o dwu Helenach – prawdziwej oraz imitacji stworzonej przez bogów. Choć losy bohaterów nie zostały rozstrzygnięte, odnoszę nieodparte wrażenie, że narracja poprowadzona zostałaby, podobnie jak w poprzednich opowiadaniach, w taki sposób, by skupić się na relacjach fikcji i rzeczywistości, wyobrażeń i prawdy, snu i jawy. Żałuję, że Lewis nie zdecydował się na dokończenie tej opowieści, ma ona bowiem ogromny potencjał.

Mimo że na Mroczną wieżę składają się teksty niedokończone i nigdy nie przeznaczone do publikacji – cieszę się, że ujrzały światło dzienne. Niedopracowanie stanowi o wartości tych opowieści, pokazując niejako warsztat pracy Lewisa, pozwalając na wgląd w to, jak pracuje i z czego był niezadowolony. To swoiste przedstawienie Inklinga w zupełnie nowym świetle.  A zwarte tu teksty – choć niesfinalizowane, stanowią ogromne pole do popisu – chociażby dla wyobraźni czytelniczej. Dzięki nim, mamy możliwość wejrzenia w świat poglądów i rozważań Lewisa, z którymi dialogował, tworząc kolejne próby literackie. Choć teksty są nieuładzone, to właśnie stanowi o ich wartości – wreszcie widzimy moment, w którym autor dopiero próbuje przekuć teorię w opowieść. Prawdziwa gratka.
polecam!

Modlitewnik amerykański – Lucius Shepard


Tytuł: Modlitewnik amerykański
Auror: Lucius Shepard
Wydawnictwo: MAG
ISBN:
9788374803687
Ilość stron: 560
Cena:  49 zł

Mimo że Lucius Shepard, to nazwisko doskonale znane w kręgach miłośników literatury science fiction i fantasy, ja zetknęłam się z nim po raz pierwszy. Wynika to w dużej mierze z mojego umiarkowanego podążania za trendami w owych gatunkach w minionych latach, a także z niewielkiej ilości publikacji Sheparda wydanych z myślą o polskim czytelniku. Literatura fantastyczna przekonała mnie do siebie niedawno, rzucając jednocześnie w wir nazwisk, które koniecznie trzeba poznać, czyniąc Sheparda jednym z nich.
Wydana niedawno przez wydawnictwo MAG publikacja, to książka, będąca zbiorem trzech mikropowieści – Modlitewnika amerykańskiego, Luizjańskiego bluesa oraz Viatora.
Chociaż każda z nich, to suwerenna opowieść, tak naprawdę znalazły się w jednym tomie nie bez przyczyny.

Modlitewnik amerykański ujmuje swoim przekazem. Tytuł ów zaczerpnięty został z dzieła Wardina Stuarta – głównego bohatera. Książka spisana jego ręką podczas odsiadywania dziesięcioletniego wyroku za zabójstwo, stała się tekstem przełomowym dla całego uniwersum. Oto mężczyzna przebywający w zamknięciu stał się ofiarą współwięźnia, który omal nie doprowadza go na skraj śmierci. Sytuacja, w której się znalazł prowokuje go do żarliwej modlitwy. Nie, wcale nie do Boga, Jahwe, Allacha czy Buddy. Jego wybór pada na stworzonego pod wpływem imaginacji Władcy Samotności. On to staje się odbiorcą błagań kreowanych według własnego modłostylu, modłów, mających zagwarantować osiągnięcie powziętego celu. Można by pokusić się o stwierdzenie, że to nic dziwnego, wszak od pokoleń ludzie wymyślali bogów na własne potrzeby, nadając im sobie tylko znane przymioty i wizerunki. W przypadku Wardina jednak, wszystko zaczyna układać się pomyślnie, a prośby zostają wysłuchane. Mało tego, w życiu bohatera pojawia się mężczyzna bliźniaczo podobny do jego wyobrażeń o Władcy Samotności.
Opowieść ta, to tak naprawdę tekst na temat mechanizmów manipulacji, sposobów władania nad masami, próba zrozumienia sposobów funkcjonowania ogólnych zachowań społecznych. Stuart stale walczy o uznanie wyższości jego modłostylu nad innymi, wikłając się w mechanizmy władzy. Jego dążność do zaspokojenia własnych pragnień wszelkimi możliwymi kosztami jest porażająca. Wizja życia przedstawiona w tej historii niebezpiecznie przypomina znane nam światy, czyniąc opowieść tę niezwykle popularną i uznaną przez krytykę.

Mikropowieść druga, to Luizjański blues. W niej to, znajdziemy się wraz z bohaterami w miejscowości Grail. Jack Mustain przybywa tutaj w przededniu nocy świętojańskiej, by świętować ją w tradycyjny, choć w naszej percepcji dość niecodzienny sposób. Zanim jednak dojdzie do celebracji tego wyjątkowego dnia, obchodzonego od wielu lat, rzuceni zostajemy w wir innych wydarzeń. Przez nami stają między innymi Viola – kobieta opętana przez Marsha, a także funkcjonariusze miejscowej policji, dalecy od wizerunku praworządnych przedstawicieli władzy. Tacy bohaterowie możliwi są jedynie w przestrzeniach mrocznych i spowitych tajemnicami. Tak też jest w Grail – ta na pozór niewinna mieścina, to epicentrum mrocznych historii, skażone nieszczęśliwymi zakończeniami. Wraz z bohaterami, staniemy się współuczestnikami wydarzeń trzech dni, nie wyłączając najważniejszego – Nocy Świętojańskiej, wraz z całym jej sekretnym zapleczem. Ciekawa to historia i bardzo wciągająca.

Viator, to tekst zamykający tę publikację, wisienka na torcie, crême de la crême, doskonałe zwieńczenie. W tej opowieści spotykamy grupę Skandynawów, wywodzących się ze społecznego marginesu, niesieni zawsze pod prąd, okaleczeni przez niepowodzenia. Do nich to pewnego dnia, uśmiecha się na krótką chwilę los. Cała piątka dostaje pracę na wraku Viatora, który lata temu osiadł na mieliźnie, nadając się jedynie do rozbiórki. Bohaterowie mieli zająć się demontażem, szybko jednak okazuje się, że oficjalny cel przedstawiony przez ich szefa różni się od realnego. Viator skrywa w sobie więcej tajemnic niż można by przypuszczać. Osoby znajdujące się na jego pokładzie bardzo szybko zaczynają zmieniać swoje zachowanie, co może sugerować opętanie frachtowca przez demony. Jak jest naprawdę dowiedzą się jedynie ci, którzy zdecydują się wyruszyć w głąb mrocznych tajemnic, skrywanych od lat. Doskonała lektura, rewelacyjne studium szaleństwa. Umieszczenie tego tekstu na końcu książki, było posunięciem perfekcyjnym. Dzięki temu, czytelnik pozostawia książkę z wrażeniem bycia skołowanym, nie od razu powraca do rzeczywistości, której granice zaczynają się zacierać. Świetna historia!

Charakterystyczną cechą stylu Sheparda jest pociąg do wulgaryzmów i erotyzmu, co jednak nadaje jego książce niepowtarzalny klimat. Autor posiada niesłychany zmysł obserwacji, rewelacyjnie włada piórem, czyniąc swych bohaterów i cały świat przedstawiony, przestrzenią godną zapamiętania. W jego tekstach fikcja nakłada się na rzeczywistość, doskonale wyważając proporcje i nie stając się nachalnym peanem na cześć tworów sci-fi.

Gorąco polecam!