Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elektryczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elektryczność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 stycznia 2015

Przebudzenie – Stephen King



Tytuł: Przebudzenie
Autor: Stephen King
ISBN: 9788379610709
Ilość stron: 536
Cena: 42zł




Coś się stało. Coś się stało. Coś się stało.


Stephen King napisał książkę długo dojrzewającą, z  rozwlekłym wstępem, w  którym to szczegółowo i bogato opisuje wydarzenia rozgrywające się na przestrzeni kilkunastu lat, po to, by stworzyć odpowiednie tło dla zajść późniejszych.

To książka o ogromnym ładunku energetycznym – elektryzująca i przytłaczająca jednocześnie. Gęsta od przepływu elektronów, a momentami ogłuszająca ciszą podobną tej sprzed ogromnego wyładowania. Tak naprawdę jednak – nie zrobiła na mnie tak silnego wrażenia, jakiego się spodziewałam. Miałam raczej wrażenie, że od pierwszych słów autor przygotowywał mnie na to, co odkryje przede mną w finałowej scenie – z  pewnością pełniącej funkcję znaku ostrzegawczego dla tych, którzy zbyt silnie chcieliby ingerować w  to, co niedostępne ludzkiemu poznaniu, dla tych, którzy za cenę zdrowia swojego i innych chcą dowiedzieć się, co czeka nas po śmierci.

Oto wiele lat przed wydarzeniami współczesnymi, młodziutki pastor za pomocą prowizorycznego sprzętu umożliwiającego swobodny przepływ prądu, uzdrowił małego chłopca – Cona – z  powypadkowej niemoty. Bardzo religijna społeczność miasta zaczęła po wydarzeniu owym doceniać głoszoną przez pastora prawdę o niedocenieniu elektryczności, która może jawnie zmieniać naszą rzeczywistość, a którą to dotąd traktowali nieco z pobłażaniem. Stali się naocznymi świadkami cudu, potwierdzającego teorię - i odtąd nie mogli jej przeczyć. A Jacobs okazał się bardziej niż kiedykolwiek pożądanym pastorem.
Wszystko zmieniło się w dniu Strasznego Kazania, wygłoszonego przez Jacobsa na krótko po utracie przez niego żony i synka w wyniku wypadku.
Po tym wydarzeniu mężczyzna utracił wiarę, a w  jego życiu na cuda nie starczyło już miejsca. To co w  jego oczach było jedynie zbiegiem okoliczności, przez wierzących odczytane zostało jednoznacznie.
Jacobs odszedł ze wspólnoty. W  miejsce ogromnej wiary i pragnienia szerzenia jej, pozostały w  nim jedynie pustka, wiedza i niezaspokojona chęć poznania rzeczywistości pozagrobowej  i – może – kontaktu z  utraconymi bliskimi.

Mimo że ze swojej ostatniej parafii odszedł wiele lat temu, kiedy nasz narrator spotyka go po latach, nie ma wątpliwości na kogo się natknął. Pastor zmienił nazwisko, zmienił fach – stał się jarmarcznym uzdrowicielem, który za pomocą coraz to nowszych eksperymentów uzdrawiał ludzi: najpierw podczas festynów, później już na wizji w ramach prowadzonego przez siebie programu. Jego cuda były spektakularne – oto niemi, głusi, sparaliżowani, pożerani przez raka ludzie zdrowieli w  przeciągu kilku sekund, zapominając o bólu i dotychczasowych ograniczeniach.
Niestety, dla części z  nich owo uzdrowienie wiązało się z  licznymi komplikacjami, kończącymi się czy to zamknięciem w  zakładach dla obłąkanych, czy nawet samobójstwem – wydarzeń tych nigdy nie łączono jednak oficjalnie z  Charlsem Jacobsem, który – ktoś by powiedział – cudzym kosztem dorobił się ogromnego majątku. I miałby rację. Jemu jednak nie o majątek chodziło. Zamierzenia miał o wiele bardziej mroczne.

Smaczku opowieści dodaje to, że całościowo poznajemy ją z  perspektywy samego Jamiego – brata uzdrowionego niegdyś Cona, dziś mężczyzny, będącego dla Jacobsa kartą przetargową do osiągnięcia jeszcze bardziej widowiskowych i pożądanych przez niego rezultatów. Ich losy bowiem zostały na zawsze połączone, bez względu na to, co którekolwiek z nich miało na ten temat do powiedzenia - jeden był potrzebny drugiemu. I vice versa. Pytanie brzmi jak daleko będzie w  stanie posunąć się Jacobs, by zrealizować swoje zamierzenia, nad którymi pracuje od kilkudziesięciu lat (sic!), eksperymentując na przypadkowych, potrzebujących jego pomocy ludziach.
To niebywałe, że na ponad pięciuset stronach tej książki, zostało przekrojowo opisane kilkadziesiąt lat z  życia głównego bohatera, życia obarczonego jarzmem uzdrowienia z  przeszłości, które to zespoliło dwie główne postaci niewidzialną nicią. Jeden z  nich był piorunem, drugi słupem przyciągającym elektryczne wyładowania. 
Taki sposób rozwiązania fabularnego ma zarówno wady jak i zalety. Z  cała pewnością na plus przemawia możliwość gruntownego i kompleksowego przyjrzenia się życiu dwóch panów i wyciągnięcia własnych obiektywnych wniosków dotyczących realnego wpływu wydarzeń z  przeszłości na ich teraźniejszość. Minusem jednak jest niebywała rozwlekłość narracyjna, która momentami zaczyna robić się nużąca – napięcie ustępuje miejsca powolnemu wygasaniu emocji, przyglądaniu się całości raczej z  perspektywy obserwatora niż współuczestnika. Tak naprawdę akcja właściwa rozpoczyna się mniej więcej po przeczytaniu 75% książki – musicie przyznać, że to istotnie nieco przydługi wstęp.
Rekompensuje go dobre zwieńczenie powieści, które nie mogłoby zrobić takiego wrażenia, gdyby nie wcześniejsze wyciszenie emocjonalne – finał bowiem znacznie odbiega od rozpoczęcia, można wręcz powiedzieć, że początek w  żadnym wypadku takiego rozwiązania nie zapowiadał - był jedynie ciszą przed burzą: a sformułowanie to nabiera w przypadku tej książki nowych znaczeń.
Nie braknie wplecionych tutaj ksiąg zakazanych, elektryczności zakrawającej o magię, tropów Browna, miłości do muzyki i kobiet.
To nie tyle horror, ile thriller – choć wcale nie klasyczny. Powtarzające się frazy Coś się stało. E-dur. E to podstawa to tak naprawdę jedyne spoidła początku i końca, przypominające, że wciąż znajdujemy się w obrębie jednej powieści.

Wielce dziwna to książka, ale i ciekawa – warta lektury, ale z  całą pewnością przeznaczona dla czytelników cierpliwych – jeśli macie tendencję do porzucania książki w  połowie, gdy akcja się należycie nie rozkręca – przy tej na pewno to zrobicie. Jeśli jednak macie wyrozumiałość dla autorów, którym wyraźnie się nie spieszy, by przejść do meritum – na pewno ją docenicie.
Przebudzenie to swego rodzaju polemika wiary z  naukowością, religii z  horrorem, umiejscowieniem Boga w  uniwersum tego, co – jak przypuszczamy – czeka nas po drugiej stronie. Ciekawy dialog, zwieńczony przerażającą wizją w stylu Kinga.





środa, 6 listopada 2013

Strych Tesli – Neal Shusterman, Eric Elfman



Tytuł: Strych Tesli. Stowarzyszenie Accelerati
Autor: Neal Shusterman, Eric Elfman
Wydawnictwo: EGMONT
ISBN: 9788323776758
Ilość stron: 320

Gdy po tragicznych wydarzeniach  Nick przeprowadza się wraz z ojcem i bratem Dannym do starego, wiktoriańskiego domu, odziedziczonego po prababce Grecie, nie wiedzą jeszcze, jak bardzo ta decyzja naznaczy ich życie.

Pierwszego dnia na głowę młodego bohatera spada toster, co prowokuje go do uporządkowania zalegających na strychu gratów. Chłopak postanawia urządzić garażową wyprzedaż, nie licząc jednak wcale na duże zainteresowanie. Niespodziewanie odwiedzają go tłumy sąsiadów – bliższych i dalszych – zachowujących się, jakby przedmioty, które Nick sprzedaje były największymi skarbami, czekającymi tylko na nich. Chłopak pozbywa się większości zalegających gratów i to za niespodziewanie dużą sumę.
Po wyprzedaży odwiedzają go jeszcze tajemniczy mężczyźni w pastelowych garniturach, żądający, by Nick skontaktował się z nimi jeśli tylko przypomni sobie, kto kupił sprzedawane przez niego przedmioty.
Spotkanie to staje się początkiem serii dziwnych i często niebezpiecznych wydarzeń.

Chłopak wraz ze znajomymi z nowej szkoły odkrywa, że rupiecie, które sprzedawał działają zupełnie inaczej, niż wskazywałoby na to ich przeznaczenie: stary aparat pokazuje przyszłość, magnetofon nagrywa niewypowiedziane myśli, ogniwa ożywiają umarłych, których tkanki jeszcze nie uległy degradacji, pociągając za sznurek można usłyszeć co powinno się zrobić i tak dalej…
Strych Nicka zaczyna się jawić jako przestrzeń pełna tajemnic – okazuje się bowiem, że poszukujący skarbów mężczyźni, to tak naprawdę stowarzyszenie Accelerati, dążące do zdobycia największego, nigdy nie ujawnionego wynalazku Nicholasa Tesli, mającego być ukrytym gdzieś w Colorado Springs. Wszystko wskazuje na to, że miejscem ukrycia był strych w domu Nicka.
Do czego doprowadzi starcie z niebezpieczną grupą, funkcjonująca od wielu lat?
Jakie skutki będzie miało wyprzedanie wszystkich przedmiotów, których działanie przekracza ludzką percepcję?
Tego dowiecie się z pierwszego tomu tej niezwykłej serii.

Shusterman i Elfman wykonali kawał doskonałej roboty, pisząc książkę charakteryzującą się wartką akcją i wykorzystaniem elementu tajemnicy, zdolnego przykuć uwagę nawet najbardziej wytrawnych czytelników.
W powieści tej nauka miesza się z magią, rzeczywistość z nieprawdopodobieństwem, a wszystkie znane nam reguły zostają nagięte.
Dialogi są żywe, narracja pozbawiona dłużyzn i niepotrzebnych wtrąceń. Wszystko to sprawia, że historię tę połyka się jednym tchem – przy zgaszonym świetle, z obawy przed nieokiełznaną mocą elektryczności, która źle zarządzana, zdolna jest zniszczyć cały świat.

Ta historia to doskonały materiał na scenariusz filmowy, a sama książka – idealny prezent dla młodzieży fascynującej się nauką, tajemnicami i… magią.
Czytelnik znajdzie w niej odbicie wartościowych relacji, siły przyjaźni i mocy wspólnego dochodzenia prawdy. Szwarccharaktery mieszają się z tłumem i wielkim zadaniem dla odbiorcy staje się wychwycenie prawdziwych przeciwników naszych bohaterów.

Zapraszam do pogrzebania na strychu pełnym rupieci. Pierwszorzędna zabawa gwarantowana!