Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydanictwo MAG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydanictwo MAG. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 grudnia 2013

Republika złodziei – Scott Lynch


Tytuł: Republika złodziei
Autor: Scott Lynch
Wydawnictwo: MAG
ISBN: 9788374803984
Ilość stron: 680
Cena: 45 zł

Nazwanie „donośnym głosem w gatunku fantasy” przez George’a R.R Martina nobilituje.
Wydanie dwu tomów powieści, które dla czytelników stały się doskonałą realizacją, powodującą, że z wypiekami na twarzy oczekiwali części kolejnej, motywuje i zmusza do ciągłej pracy nad jakością swojej twórczości i chęcią spełnienia oczekiwań odbiorców.
Zdarza się jednak tak, że na skutek życiowych zawirowań, pisarstwo trzeba odłożyć na dalszy plan i zmusić czytelników do cierpliwości, dając nadzieję na wydanie kolejnego tomu, lecz nie precyzując kiedy to nastąpi.
Podobnie rzecz miała się z Lynchem, który i od polskich czytelników oczekiwał kredytu zaufania, który ci – chętnie w nim złożyli, licząc na ogromne literackie odsetki.

Wydając Republikę złodziei Lynch ich nie zawiódł, udowadniając, że dobrze zainwestowali swoje nadzieje. Mało tego, że nie zawiódł – przerósł oczekiwania i przeskoczył poprzeczkę narzuconą przez samego siebie. Pobił swoje własne możliwości, konstruując fabułę tak wciągającą, że nie sposób nawet zaczerpnąć tchu, śledząc kolejne losy Locke’a. Jego oszustwa są nie tylko przyczynkiem do fascynującej intrygi, lecz także pretekstem do obwarowywania tekstu humorystycznymi formułami, nadającymi jej kolorytu i wyróżniającymi cykl na tle innych jemu podobnych.

Niecni Dżentelmeni zamieniają się na powrót w szczyry lądowe. Opuszczają przestrzeń morską, by na dobre zakotwiczyć się w mieście. Spektakularna klęska, którą ponieśli wcale ich nie demobilizuje. Wręcz przeciwnie – fakt, że ledwo uszli z życiem zdaje się wpływać na nich inspirująco. Tym dziwniejsze wydaje się ich zachowanie, że Locke tak naprawdę powoli umiera – jego ciało toczy choroba spowodowana trucizną, na którą nikt nie zna antidotum.
Gdy Locke zaczyna już iść w stronę światła, na scenę jego życia wkracza tajemnicy więzimag, oferujący mu propozycję, która może przynieść mu jedynie korzyść. W zamian za oczyszczenie ciała przy użyciu magii, musi stać się pionkiem w politycznych rozgrywkach między magami, którzy właśnie rozpoczynają swoje wybory. 
Sprawa nie jest jednak tak prosta: proces zdrowienia będzie tak bolesny, że lepsza byłaby śmierć. Gdy zdaje się, że nieustraszony dotąd Lamory zdecyduje się na bliską śmierć, mag wspomina o kobiecie z jego przeszłości, czyniąc swoją propozycję o wiele bardziej interesującą….


Lynch po raz kolejny udowodnił jak precyzyjnie potrafi tkać ze słów – przeplata on zabawne partie dialogowe fabułą zbudowaną z największą maestrią. Zdaje się, że pochwały autora Gry o tron nie są jedynie czczą gadaniną i reklamą bez związku z realiami, lecz odpowiednim komentarzem do rodzącego się talentu fantastyki, który nie był jedynie przebłyskiem doskonałości, jak twierdzono po pierwszym tomie, lecz wciąż jaśniejącą na firmamencie swojego gatunku gwiazdą. Język – doskonały, styl – doskonały, fabuła – doskonała.
Czyż nie na takich pisarzy czekamy?

Polecam!
 

piątek, 6 grudnia 2013

Na szkarłatnych morzach – Scott Lynch


Tytuł: Na szkarłatnych morzach
Autor: Scott Lynch
Wydawnictwo: MAG
ISBN: 9788374803953
Ilość stron: 628
Cena: 39 zł

Przy kontynuacjach serii -  i nieważne czy tych stworzonych przez debiutantów, czy weteranów sceny literackiej – każdorazowo towarzyszy mi niepewność i obawa przed tym czy autorowi uda się utrzymać poziom, narzucony sobie przy okazji tomu wcześniejszego.

Kolejna część cyklu Lyncha nie stanowi tutaj wyjątku. Okrzyknięty jednym z najlepszych debiutantów stanął przed wyzwaniem tym większym, że i oczekiwania wobec niego rosły wprost proporcjonalnie do popularności jaką zyskał dzięki Kłamstwom Locke’a Lamory’ego.

Główny bohater przygotowuje się właśnie do realizacji planu, który ma przynieść dochodowy sukces w nowym mieście. Zuchwałość i brawura Locke’a jeśli idzie o jego pomysłowość nikogo już nie dziwi – nikogo oprócz doświadczonych włamywaczy, którzy na wieść o jego planach, mogliby sugestywnie prychnąć i machnąć ręką, słysząc tak nieprawdopodobne wizje przyszłości.
Po dwu latach od tragicznych wydarzeń w Camorrze, szykuje kolejny skok w Tal Ferrarze, mając na podorędziu pozostałych członków gangu Niecnych Dżentelmenów.
Gdy plan wkracza w fazę końcową, następują pewne nieprzewidziane komplikacje. Na skutek wydarzeń z przeszłości i wpływów wrogów, grupa dostaje się w ręce człowieka tyleż zamożnego, co zdesperowanego, który wymusza na nich zaangażowanie w misję szaleńczą bardziej, niż dotychczasowe realizacje gangu. Mają oni spędzić miesiąc na statku pozyskanym w wyniku grabieży, wykraść załogę i przeistoczyć się w piratów z prawdziwego zdarzenia. Niemożliwe? Dla Niecnych Dżentelmenów nic takiego nie istnieje!
Szanse na powodzenie zdają się zerowe, ambicja Locke’a nie pozwala mu jednak na fiasko. Dokłada wszelkich starań, by po raz kolejny wykaraskać się z problemów i jak poprzednio – udaje mu się z  typową dla niego gracją i wdziękiem;)
Podobnie jak w części poprzedniej, także i tutaj mamy do czynienia z partiami retrospektywnymi, sprawnie połączonymi a akcją właściwą. Nie dotyczą już one jednak zamierzchłej przeszłości, lecz wydarzeń następujących bezpośrednio po zakończeniu akcji Kłamstw…, dzięki czemu nie ma przepaści między kolejnymi tomami.

Jedynym minusem, w moim odczuciu, jest naszpikowanie ksiązki żargonem żeglarskim – nieuniknionym ze względu na lokalizację wydarzeń, aczkolwiek zbyt hojnie używanym. W przypadku wulgaryzmów Lynchowi udało się nie popaść w przesadę, tutaj mam wrażenie, przekroczył granicę, czyniąc powieść miejscami enigmatyczną, zwłaszcza dla osób nieobytych ze stosowanym słownictwem. Podobno dokonał pewnych zaplanowanych zmian w marynistycznym nazewnictwie, co jednak dla mnie – jako dla laika w tej dziedzinie – było zupełnie nieuchwytne i nieistotne. Dokonał również modyfikacji w przesądach żeglarskich, zupełnie je przekręcając, co nadaje powieści znamion humorystycznych.


Po raz kolejny powiem: brawo, Panie Lynch, świetna kontynuacja. Czytelnicy z pewnością zechcą spotkać się ponownie z Lamorym, który łączy w sobie siłę charakteru i typowo ludzkie słabostki.

Polecam!
Szczególnie upodobanie znajdą w niej książkowi zapaleńcy, lubujący się w debiutach najwyższej próby. Tym jednak, proponuję zacząć od tomu pierwszego i cieszyć się pełnią rewelacyjnych pomysłów Lyncha.

sobota, 2 listopada 2013

Modlitewnik amerykański – Lucius Shepard


Tytuł: Modlitewnik amerykański
Auror: Lucius Shepard
Wydawnictwo: MAG
ISBN:
9788374803687
Ilość stron: 560
Cena:  49 zł

Mimo że Lucius Shepard, to nazwisko doskonale znane w kręgach miłośników literatury science fiction i fantasy, ja zetknęłam się z nim po raz pierwszy. Wynika to w dużej mierze z mojego umiarkowanego podążania za trendami w owych gatunkach w minionych latach, a także z niewielkiej ilości publikacji Sheparda wydanych z myślą o polskim czytelniku. Literatura fantastyczna przekonała mnie do siebie niedawno, rzucając jednocześnie w wir nazwisk, które koniecznie trzeba poznać, czyniąc Sheparda jednym z nich.
Wydana niedawno przez wydawnictwo MAG publikacja, to książka, będąca zbiorem trzech mikropowieści – Modlitewnika amerykańskiego, Luizjańskiego bluesa oraz Viatora.
Chociaż każda z nich, to suwerenna opowieść, tak naprawdę znalazły się w jednym tomie nie bez przyczyny.

Modlitewnik amerykański ujmuje swoim przekazem. Tytuł ów zaczerpnięty został z dzieła Wardina Stuarta – głównego bohatera. Książka spisana jego ręką podczas odsiadywania dziesięcioletniego wyroku za zabójstwo, stała się tekstem przełomowym dla całego uniwersum. Oto mężczyzna przebywający w zamknięciu stał się ofiarą współwięźnia, który omal nie doprowadza go na skraj śmierci. Sytuacja, w której się znalazł prowokuje go do żarliwej modlitwy. Nie, wcale nie do Boga, Jahwe, Allacha czy Buddy. Jego wybór pada na stworzonego pod wpływem imaginacji Władcy Samotności. On to staje się odbiorcą błagań kreowanych według własnego modłostylu, modłów, mających zagwarantować osiągnięcie powziętego celu. Można by pokusić się o stwierdzenie, że to nic dziwnego, wszak od pokoleń ludzie wymyślali bogów na własne potrzeby, nadając im sobie tylko znane przymioty i wizerunki. W przypadku Wardina jednak, wszystko zaczyna układać się pomyślnie, a prośby zostają wysłuchane. Mało tego, w życiu bohatera pojawia się mężczyzna bliźniaczo podobny do jego wyobrażeń o Władcy Samotności.
Opowieść ta, to tak naprawdę tekst na temat mechanizmów manipulacji, sposobów władania nad masami, próba zrozumienia sposobów funkcjonowania ogólnych zachowań społecznych. Stuart stale walczy o uznanie wyższości jego modłostylu nad innymi, wikłając się w mechanizmy władzy. Jego dążność do zaspokojenia własnych pragnień wszelkimi możliwymi kosztami jest porażająca. Wizja życia przedstawiona w tej historii niebezpiecznie przypomina znane nam światy, czyniąc opowieść tę niezwykle popularną i uznaną przez krytykę.

Mikropowieść druga, to Luizjański blues. W niej to, znajdziemy się wraz z bohaterami w miejscowości Grail. Jack Mustain przybywa tutaj w przededniu nocy świętojańskiej, by świętować ją w tradycyjny, choć w naszej percepcji dość niecodzienny sposób. Zanim jednak dojdzie do celebracji tego wyjątkowego dnia, obchodzonego od wielu lat, rzuceni zostajemy w wir innych wydarzeń. Przez nami stają między innymi Viola – kobieta opętana przez Marsha, a także funkcjonariusze miejscowej policji, dalecy od wizerunku praworządnych przedstawicieli władzy. Tacy bohaterowie możliwi są jedynie w przestrzeniach mrocznych i spowitych tajemnicami. Tak też jest w Grail – ta na pozór niewinna mieścina, to epicentrum mrocznych historii, skażone nieszczęśliwymi zakończeniami. Wraz z bohaterami, staniemy się współuczestnikami wydarzeń trzech dni, nie wyłączając najważniejszego – Nocy Świętojańskiej, wraz z całym jej sekretnym zapleczem. Ciekawa to historia i bardzo wciągająca.

Viator, to tekst zamykający tę publikację, wisienka na torcie, crême de la crême, doskonałe zwieńczenie. W tej opowieści spotykamy grupę Skandynawów, wywodzących się ze społecznego marginesu, niesieni zawsze pod prąd, okaleczeni przez niepowodzenia. Do nich to pewnego dnia, uśmiecha się na krótką chwilę los. Cała piątka dostaje pracę na wraku Viatora, który lata temu osiadł na mieliźnie, nadając się jedynie do rozbiórki. Bohaterowie mieli zająć się demontażem, szybko jednak okazuje się, że oficjalny cel przedstawiony przez ich szefa różni się od realnego. Viator skrywa w sobie więcej tajemnic niż można by przypuszczać. Osoby znajdujące się na jego pokładzie bardzo szybko zaczynają zmieniać swoje zachowanie, co może sugerować opętanie frachtowca przez demony. Jak jest naprawdę dowiedzą się jedynie ci, którzy zdecydują się wyruszyć w głąb mrocznych tajemnic, skrywanych od lat. Doskonała lektura, rewelacyjne studium szaleństwa. Umieszczenie tego tekstu na końcu książki, było posunięciem perfekcyjnym. Dzięki temu, czytelnik pozostawia książkę z wrażeniem bycia skołowanym, nie od razu powraca do rzeczywistości, której granice zaczynają się zacierać. Świetna historia!

Charakterystyczną cechą stylu Sheparda jest pociąg do wulgaryzmów i erotyzmu, co jednak nadaje jego książce niepowtarzalny klimat. Autor posiada niesłychany zmysł obserwacji, rewelacyjnie włada piórem, czyniąc swych bohaterów i cały świat przedstawiony, przestrzenią godną zapamiętania. W jego tekstach fikcja nakłada się na rzeczywistość, doskonale wyważając proporcje i nie stając się nachalnym peanem na cześć tworów sci-fi.

Gorąco polecam!

czwartek, 3 stycznia 2013

Martwy wróg – Charlaine Harris


Tytuł: Martwy wróg
Autor: Charlaine Harris
Wydawnictwo: MAG
ISBN: 978-83-7480-273-4

Charlaine Harris jest popularną autorką pochodzącą ze Stanów Zjednoczonych.
Na podstawie jej cieszącego się największą poczytnością cyklu o Sookie Stackhouse został nakręcony serial Czysta krew, który szybko stał się kasowym hitem na całym świecie.
Harris jest także twórczynią serii kryminalnych, w których, moim zdaniem wypada lepiej, niż w coraz bardziej nużącym już cyklu opowiadającym losy Sookie.
Martwy wróg, to jedenasty tom serii.
Niezmiennie, główna bohaterka jawi się jako magnes przyciągający kłopoty oraz nowych wrogów.  Jej życie w niczym nie przypomina nudnej egzystencji wielu ludzi. Sookie co rusz musi walczyć o przeżycie, bowiem niemal na każdym kroku ktoś czai się na jej życie.
W tomie tym do prywatnej kolekcji jej kłopotów dołączają te, które ujawniły się za sprawą odkrycia przez nią przedmiotów schowanych na strychu, a które okazały się być nosicielami pamięci o największym rodzinnym sekrecie.
Oczywiście ujawnione tajemnice, spowodują, że bohaterka narażona zostanie na jeszcze większe niebezpieczeństwo.

Jako, że książka ta jest jedenastym z kolei tomem, nie wyobrażam sobie jego lektury bez znajomości poprzednich części. Z drugiej strony – lektura nowych powieści Harris staje się coraz silniej męcząca i przewidywalna.
Czytelnik ze spokojem może zasiadać do lektury, bowiem jeszcze przed odwróceniem strony tytułowej wie co go czeka – tarapaty Sookie, z których niezmiennie uda jej się wykaraskać.
Poza tym utrzymany został prosty język i styl potoczny. Autorka nie rezygnuje również ze scen erotycznych, których w tej części nie zabraknie,

Polecam książkę tę fanom serii, przyzwyczajonym już do śledzenia losów Sookie, dla których stała się ona częścią życia. Harris wciąż stara się wprowadzać do swoich tekstów innowacje w postaci nowych bohaterów czy też wydarzeń, które do tej pory nie miały miejsca, dlatego nie powinni się oni nudzić.
Osobom, które cyklu jeszcze nie poznały, zalecam sięgnięcie do tomu pierwszego.


piątek, 21 września 2012

Szaleństwo elfów


Tytuł:
Szaleństwo elfów
Autor:
Karen Marie Moning
Seria:
Kroniki Mac O’Connor

ISBN:978-83-7480-261-1
Liczba stron: 440
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2012


Szaleństwo Elfów – Karen Marie Moning

Seria Kroniki Mac O’Connor, to aktualnie mój ulubiony cykl fantastyczny. Akcja osadzona w deszczowej i pochmurnej Irlandii, opatulona celtyckimi wierzeniami, mitami i legendami, atmosfera unoszącej się nad miastem mgły, miasta spowitego mrokiem, z zanikającymi uliczkami i drogami, a do tego postaci będące indywiduami nieprzewidywalnymi, których nikt, nawet główna bohaterka, nie potrafi do końca rozpracować – to coś, czego zdecydowanie można oczekiwać po tej książce, co więcej – są to elementy dopracowane do perfekcji. Żadne wydarzenie nie jest przypadkowe, bohaterowie są na tyle tajemniczy, że właściwie niewiele się o nich dowiadujemy, a przez to wciąż są pociągający.
Z wielką przyjemnością i ogromnym zainteresowaniem śledzę dalsze losy Mac, która przeniosła się ze słonecznej Kalifornii do deszczowej Irlandii, by dokonać zemsty za tragiczną śmierć swojej siostry.

Nieskrywaną radość sprawia mi obserwacja, jak ze ślicznej i, co tu dużo kryć, pustej dziewczyny stała się ona zdeterminowaną, cwaną, pomysłową i energiczną kobietą, która potrafi zjednać sobie ludzi i za wszelką cenę dowieść prawdy. Jako widząca sidhe przekonuje się, że jej wartość jest ogromna – prawdopodobnie tylko dzięki temu jeszcze żyje.
Po dramatycznych wydarzeniach ostatnich dwóch części, Mac wchodzi w jeszcze intymniejszą relację z elfickim Księciem, ale też Jericho Barronsem. Odkrywa, że jej znajomi nie są tym, za kogo się podają, a ich życie to ciąg sekretów, których nie sposób odkryć do końca.
Na domiar złego, Mac z coraz większą częstotliwością dostaje do swojej skrzynki listowej fragmenty pamiętnika Aliny – swojej siostry – w której krok po kroku opisuje ona swoje dublińskie życie, lecz także fakty, które odkrywała, a które zaważyły na jej życiu i mogą mieć też ogromny wpływ na życie MacKayli.
Kto i w jakim celu podrzuca Mac urywki słów jej ukochanej siostry? Komu zależy na tym, by bohaterka poznała prawdę?

Jak każda poprzednia część, także i Szaleństwo elfów pozostawia otwarte pole dla następnej części. Wiele spraw wciąż pozostaje niewyjaśnionych, gros komplikuje się coraz bardziej, a stawka jaką są losy całej ludzkości wydaje się jedynie szczytem góry lodowej. Niezmienna pozostaje także wartka akcja, stopniowo narastające napięcie, szereg tajemnic, które miast do rozwiązań, prowadzą do kolejnych sekretów; ograniczone zostały jedynie sceny, w których kipi od namiętności i erotyzmu. W tej kwestii część ta jest bardziej stonowana, skupia się przede wszystkim na akcji właściwej, a nie na pobocznych opisach potencjalnych stosunków seksualnych, które mogłyby zostać odbyte, gdyby nie wielka łaskawość elfów.

Polecam serdecznie, zachęcam jednak do rozpoczęcia od pierwszej części cyklu. Dla niecierpliwych jednak powiem, że na początku skrótowo zostaje przypomniana cała historia Mac, po to, by ktoś, kto dopiero wkracza w jej świat, nie czuł się wyobcowany przez mnogość terminologii. Jak w każdej poprzedniej części, także i w tej na końcu znajdziemy mały słowniczek pojęć, wraz z ich prawidłową wymową. Większość słów pochodzi z języka gaelickiego.

Dla miłośników celtyckich klimatów, będzie to z pewnością duża gratka.
Polecam gorąco!


 Recenzje poprzednich części:




środa, 25 lipca 2012

Reamde, Szaleństwo elfów

NOWOŚCI WYDAWNICTWA MAG.

Tytuł: Reamde
Autor:  Neal Stephenson
ISBN: 978-83-7480-257-4
Tłumaczenie:  Wojciwch Szypuła
Oprawa:  twarda
Liczba stron:  1072
Rok wydania:  27 lipca 2012
Cena detaliczna:  89,00 zł





Nadzwyczajny Neal Stephenson dał nam epicką opowieść o skali obejmującej całe światy, realne oraz wirtualne.
Richard Forthrast, czarna owca klanu farmerów z Iowa, dawny uciekinier przed poborem do Kanady oraz przemytnik marihuany, zgromadził w ciągu lat niewielką fortunę, a potem powiększył ją tysiąckrotnie, tworząc T’Rain, rozległą grę sieciową wartą wiele miliardów dolarów. T’Rain ma miliony zagorzałych fanów na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych aż po Chiny, ale grupka pomysłowych azjatyckich hakerów stworzyła Reamde – wirusa, który koduje pliki wszystkich graczy, by następnie zażądać okupu za ich zwrot. W ten sposób mimowolnie wywołali wojnę, powodującą chaos nie tylko w świecie wirtualnym, lecz również w rzeczywistym. Jej reperkusje dają się odczuć na całym świecie, prowadząc do serii niszczycielskich incydentów, w których uczestniczą: rosyjska mafia, komputerowi maniacy, tajni agenci oraz islamscy terroryści. Forthrast stoi w epicentrum wydarzeń, a jego bliscy znaleźli się pod krzyżowym ostrzałem.„Uniesienie”, czwarta i ostatnia powieść z cyklu „Upadli”, to powieść Lauren Kate, na którą czekał świat.




Tytuł:  Szaleństwo elfów
Autor:  Karen Marie Moning
Seria:  Kroniki Mac O'Connor
ISBN: 978-83-7480-261-1

Tłumaczenie: Anna Studniarek
Oprawa:  miękka
Liczba stron:  440
Rok wydania:  27 lipca 2012
Cena detaliczna:  35,00 zł


Kiedy MacKayla Lane dostaje pocztą kartkę wyrwaną z dziennika jej nieżyjącej siostry, zaskakują ją pełne desperacji słowa Aliny. I wie, że zabójca jest blisko. Ale zło jest jeszcze bliżej. Tak oto widząca sidhe wyrusza na poszukiwania. Odpowiedzi. Zemsty. I starożytnej księgi mrocznej magii tak złej, że demoralizuje każdego, kto jej dotknie.
 Poszukiwania Sinsar Dubh prowadzą Mac na niebezpieczne, zmienne ulice Dublina, a  jej śladem wędruje podejrzliwy gliniarz. Jest uwięziona w niebezpiecznym sojuszu z V’lanem, nienasyconym elfim księciem o zabójczych erotycznych gustach z jednej strony, a z drugiej  z Jericho Barronsem, mężczyzną kryjącym w sobie pierwotne pragnienia i niewypowiedziane tajemnice. Mac musi rozpocząć walkę o ciało, umysł i duszę.



poniedziałek, 4 czerwca 2012

Cień doskonały – Brent Weeks



Brent Weeks, to amerykański autor fantasy. Swoją przygodę pisarską zaczął podobnie jak wielu innych autorów- zapisując myśli na serwetkach w odwiedzanych przez siebie barach.
Jest autorem Trylogii Nocnego Anioła oraz Trylogii Powiernika Światła. To właśnie one przyniosły mu sławę na całym świecie.
Nie dziwi więc, że Weeks zdecydował się na pójście za ciosem i wydanie mikropowieści Cień doskonały, traktującej o początkach historii Durzo Blinta .
Akcja osadzona jest w świecie Trylogii Anioła Nocy i stanowi niesłychaną gratkę dla miłośników tej sagi.

Zanim Durzo Blint stał się Durzo Blintem miał wiele twarzy.
Jako Gaeelan Gwiezdny Żar wiódł szczęśliwy żywot farmera, męża i ojca. Był spokojny, ostrożny, a przy tym… nieśmiertelny oraz niezrównany w walce.
Żyjąc setki lat zmuszony był do przybierania różnych twarzy, po to, aby nikt nie zorientował się jakim darem został obdarzony.
Niestety, połączenie nieśmiertelności i perfekcji w sztuce wojennej stanowi niebezpieczeństwo innej natury – Gaelan nie potrafi egzystować niezauważony. Często rzuca się w oczy, staje się miejscowym bohaterem, którego kolejne imiona zdają się przechodzić do historii. Ludzie znają i kojarzą Acaelusa Thorne’a, Yrica Czarnego, Hrothaa Żelaznorękiego, Tala Drakkana, Rebusa Zwinnego. Jego sława nie schodzi z ich ust, a pragnienie życia w cieniu na zawsze pozostaje niespełnionym.
Pewnego dnia Gaelan zostaje przymuszony do przyjęcia zlecenia pewnej kurtyzany – niezrównanie pięknej i biegłej w swej sztuce. Każdy jej ruch wydaja się być przemyślanym elementem uwodzenia, jednak jeszcze nie to stanowi o jej największej potędze. Okazuje się bowiem, że jest ona jedną z władczyń świata przestępczego – Panią Rozkoszy. Gwinvere zaleca Gaeelanowi zlikwidowanie najlepszych zabójców świata i właśnie to, staje się zaczątkiem powstawania całkiem nowego, kolejnego wcielenia Gaelana.

Pisana żywym językiem mikropowieść, stanowi bardzo dobre uzupełnienie trylogii. Wielbiciele Anioła Nocy będą mogli dowiedzieć, co doprowadziło głównego bohatera do miejsca, w którym aktualnie się znajduje oraz jaka jest jego prawdziwa historia, nie tracąc przy tym nic z przyjemności obcowania z prozą autora.Weeks dba o swoich fanów i nie pozwala im na zapomnienie o swoich bohaterach - nie zapomina także, że kluczem do sukcesu jest dobrze poprowadzona narracja.
Polecam;)

PS Dla osób, które nie znają trylogii Weeksa polecam wcześniejsze zaznajomienie się z nią. Co prawda Cień doskonały stanowi jej prequel, jednak nie znajomość fabuły może stanowić sporą przeszkodę w lekturze.


niedziela, 26 lutego 2012

Krwawe szaleństwo – Karen Marie Moning



Mroczne szaleństwo, które opanowało mnie tamtej pierwszej nocy w Dublinie, zmieniło się w obsesję innego rodzaju – krwawe szaleństwo.


Krwawe szaleństwo, to drugi tom kronik Mac O’Connor. Część pierwsza, Mroczne szaleństwo, podbiła serca czytelników na całym świecie.

Losy MacKayli Lane, która wyrusza z Ameryki do Irlandii, by na własną rękę dokonać zemsty na mordercy swojej siostry, komplikują się coraz bardziej.

W części pierwszej poznała ona Jericho Barronsa – osobę, która wydawała jej się najniebezpieczniejsza ze wszystkich dotąd poznanych – groźniejsza nawet od Wielkiego Pana sprawującego władzę nad Mrocznymi i Elfami, a która postanowiła jej pomóc.
Szybko dowiedziała się, że jest widzącą sidhe, osobą, która potrafi wykrywać PM-y, z których najwartościowszym jest księga Sinsar Dubh. To ona jest obiektem pożądania wielu, w tym także Barronsa.
Mac straci orientację, nie będzie już pewna kto jest jej wrogiem, a kto przyjacielem…

W Krwawym  Szaleństwie na jej drodze staną kolejne postaci, które wprowadzą w jej życie niemałe zamieszanie.
O wartości tej ksiązki stanowią mnożące się zagadki i tajemnice. Z pozornym rozwiązaniem jednej, rodzą się kolejne dwie. Sprawia to, że akcja sinusoidalnie przyspiesza i zwalnia.
Ostatnie pięćdziesiąt stron, to najmocniejszy fragment powieści. Wtedy też dochodzi do zaskakującego zwrotu akcji, który zmienia wszystko. Akcja przyspiesza, staje się wręcz niebezpiecznie szybka, dostarcza niezwykłych emocji i nie pozwala oderwać wzroku od kolejnych stronic.
Czytelnik będzie świadkiem cofania się bohaterki w ewolucji, złamania przez nią najświętszych zasad, powolnego wpływu wszechobecnego zła na jej postrzeganie i podejmowane przez nią decyzje. MacKayla zaryzykuje wieczne wewnętrzne gnicie za cenę przedłużonego życia, wda się w relacje z niebezpiecznym Elfem V’lanem, pozna inne widzące sidhe, a także niebezpiecznie zbliży się do Jericho.
Rozwikłanie tajemniczej zagadki śmierci jej siostry wydaje się coraz bardziej odległe, a mnożące się niebezpieczeństwa sprawiają, że bohaterka zaczyna zapominać o swoim dawnym życiu, coraz bardziej zatracając się w nowym.

Podobnie jak poprzednio, akcja urywa się w momencie największego napięcia. Czytelnik zostaje pozostawiony z uczuciem niedosytu i wielkiego pragnienia sięgnięcia po część kolejną.

Krwawe szaleństwo, to publikacja, w której erotyka, czarna magia i zagadka kryminalna przenikają się, budując niezwykłą atmosferę. Wszystko to w deszczowym klimacie Irlandii i Walii.

Polecam, a sama z niecierpliwością oczekuję tomu trzeciego.




środa, 25 stycznia 2012

Dziedzictwo t.II - Christopher Paolini




Eragon Christophera Paoliniego był dla mnie książką, dla której zarywałam noce – z Brisingrem nie było inaczej. Jednak czym dalej, tym pomysłowość autora zdawała się wyczerpywać, a koncept, który pierwotnie stanowił wspaniałą czytelniczą przygodę wypalił się, obiecując jedynie znużenie i przegadanie.

Oto Eragon i jego smoczyca Saphira stają przed największą bitwą – muszą zmierzyć się z Galbatorixem. Tylko oni są zdolni go pokonać, jednak mają tylko jedną szansę – muszą zatem być doskonale przygotowani, skupieni i skoncentrowani na zwycięstwie. Tylko to może umożliwić im obalenie rządów złego króla oraz przywrócenie pokoju w Alagaesil. 

Tom II Dziedzictwa niestety oczekiwań nie spełnia. To, co rozpoczęło się kapitalnie i urzekło wielu czytelników oraz sprowokowało do nakręcenia (kiepskiego, nomen omen) filmu, kończy się tomem, przy którym nie sposób nie ziewać.

Językowo również bez zaskoczeń - jest nie tyle przejrzyście, ile banalnie, 

Drodzy fani Eragona. Poprzestańcie na dwu pierwszych, ewentualnie trzecim tomie. Nie brnijcie dalej, wyobraźcie sobie swoje własne zakończenie. Dziedzictwo może zatrzeć dobre wrażenia płynące z lektury poprzednich części.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Dziedzictwo t.1 – Christopher Paolini


W 2005 roku światowy rynek szturmem zdobyła powieść Eragon. Gdy w wieku 17 lat Christopher Paolini napisał ją i wydał, nikt nie przypuszczał, że tekst tak młodego autora, w tak krótkim czasie zdobędzie tak wielką sławę i uznanie. Debiut okazała się zachęcający, a reakcja czytelników była ta sama i na tyle motywująca, że młody twórca zamiast wydania pierwotnie planowanych trzech tomów, postanowił wydłużyć sagę o kolejny.
Wszystkie dotychczasowe: Eragon, Najstarszy oraz Brisingr, bez najmniejszego problemu zdobyły moje serce. Gdy w 2008 roku skończyłam lekturę ostatecznego, z zaciśniętym sercem oczekiwałam Dziedzictwa.
Paolini długo kazał czekać czytelnikom na kolejną część sagi. 9 listopada oczekiwanie dobiegło końca: pierwsza partia czwartej części znalazła się na półkach wielu księgarni.
Oczekiwania były wielkie, znajomość dalszych losów Eragona i Saphiry stały się pożądane przez wielu.
Jak poradził sobie Paolini?

Tom 1 Dziedzictwa rozpoczyna się znanym nam już z poprzednich książek wprowadzeniem w temat poprzez przypomnienie najważniejszych wątków z części poprzednich.
Jeśli zaś idzie o samą treść tomu, to nadal jesteśmy świadkami naparcia Vardenów na Imperium. Zajmują oni kolejne miasta stojące na ich drodze, rozszerzają swoje wpływy i powiększają znaczenie.
Pierwsze kilka rozdziałów, to snucie opowieści bez akcji właściwej. Eragon planuje swoją podróż w kierunku odwiecznego wroga Galbatorixa, jednak po drodze czeka go jeszcze szereg innych starć, między innymi z Cierniem. Choć pozornie dzieje się wiele, tak naprawdę akcja toczy się niespiesznie. Ludzie giną, pojawia się coraz więcej postaci, jednak Paolini wciąż większą uwagę zwraca na opisy wszystkiego, co opisać się da: otoczenia, przygotowań do bitwy, myśli i uczuć głównych bohaterów. Nagromadzenie takich środków, powoduje, że zamierzone bądź nie, spowolnienie akcji.
W Dras-Leonie coś zaczyna się zmieniać, bowiem powoli zaczyna się klarować kierunek, w którym zmierza fabuła.

Nie sposób nie zauważyć wielu nawiązań do tolkienowskiego świata. Paolini ewidentnie czerpie z mistrza gatunku, posiłkuje się wymyślonymi przez niego postaciami i schematami.
Długie opisy również przywodzą na myśl twórcę Władcy Pierścienia, jednak są elementy, w których Paolini jaki się jako dość indolentny. Mam tu na myśli opisy bitew, których raz, że jest mało, dwa, że nie przyciągają uwagi tak, jak powinny.

Gdybym miała ocenić jak Dziedzictwo wypada na tle poprzednich części cyklu, powiedziałabym, że dość mizernie. Choć napięcie z każdą stroną powinno dramatycznie wzrastać, podczas całej lektury nie odczułam go ani grama. Znać, że warsztatowi pisarskiemu Paoliniego daleko jeszcze do doskonałości. Mimo, że świat smoków i Smoczych Jeźdźców niewątpliwie ma predyspozycje do mienienia się kultowym, autor tym razem nie wykorzystał potencjału. Tekst broni się dobrym pomysłem na fabułę, wykorzystującym większość elementów powieści fantastycznej, w której dobro walczy ze złem.
Paradoksalnie zakończenie, było na tyle dobre, że nie tyle z konieczności ile z chęci sięgnę po zakończenie cyklu, które na polskim rynku ma ukazać się już w styczniu.
Mam jednak nadzieję, że Paolini poprzez nieudolny finał nie zmarnuje tego, co w tak doskonały sposób zapoczątkował. Liczę na zakończenie godne mistrza. 



czwartek, 22 grudnia 2011

Gorzej niż martwy - Charlaine Harris


Charlaine Harris zdobyła światową sławę dzięki serii książek o Sookie Stockhouse.
Gorzej niż martwy to ósma z kolei część cyklu, która na tle pozostałych wypada dość blado.

Oczywiście dla fanów serii nic zaskakującego w tej części się nie wydarzy: Harris wciąż ma mnóstwo pomysłów na życie swojej bohaterki - kelnerki o zdolnościach telepatycznych. Tym razem  dziewczyna wpadnie w nie lada tarapaty. Akcja toczy się w Luizjanie, gdzie przed kilkoma laty miała miejsce wielka tragedia – Stany Zjednoczone zostały zaatakowane przez nieokiełznany i niszczycielski żywioł – huragan Katrina. Ponadto ludzie nie chcąc ustąpić miejsca przyrodzie, podłożyli bombę w hotelu w Rhodes, gdzie właśnie odbywało się spotkanie wampirów.
Echa tych wydarzeń odbiją się na życiu Sookie. Choć wyszła z nich cało, jej życie dalekie jest od normalności jakiej pragnie. Bohaterka straciła wielu znajomych, a jej chłopak Quinn przestał dawać jakiekolwiek znaki życia.
Sookie stanie w samym centrum gwałtownych zmian, narażając się na wielkie niebezpieczeństwo. Jakby tego było mało, po raz kolejny zostaje zdradzona przez kogoś z kręgu swoich najbliższych.

Choć fabuła jest poprowadzona ciekawie, podczas lektury odczucia miałam ambiwalentne. Czytanie szło sprawnie, jednak językowi jakim operuje Harris mam wiele do zarzucenia.
Słowa wkładane w usta Sookie o wiele bardziej pasowałyby do infantylnej dorastającej nastolatki, niż do kobiety wielkimi krokami zmierzającej do trzydziestych urodzin. Język burzy całą harmonię książki, wielokrotnie fabuła przestaje interesować, bo większa uwagę czytelnik skupia na irytującym zachowaniu głównej postaci.
Na skutek tego powieść ta staje się zwykłym czytadłem, dobrym na ponure dni, jednak niosącym ze sobą wciąż zbyt mało wartości.
Na obronę można jedynie komplementować okładkę, która jak wszystkie poprzednie przyciąga wzrok i stanowi pewną rozpoznawalną markę dla Harris.
Fani autorki z pewnością nie poczują się zawiedzeni, mnie jednak towarzyszy dziwna nutka rozczarowania. Miłośniczką się nie stałam, co nie zmienia faktu, że na tomy kolejne będę czekać pełna wielkich nadziei. Myślę, że wielu z czytelników czyta tę serię głownie z tego powodu – w przeświadczeniu, że przestanie irytować, a zacznie jedynie nieopisanie pasjonować.



wtorek, 22 marca 2011

"Czarny pryzmat" Brent Weeks




Brent Weeks to amerykański autor fantasy, który zasłynął swoją debiutancką trylogią „The Nigt Angel„. Więcej informacji o autorze oraz jego książkach możecie znaleźć na jego oficjalnej stronie http://www.brentweeks.com.

Przyznam szczerze, że o ile o nim słyszałam, o tyle jeszcze nie miałam przyjemności czytać.
Wygooglowałam sobie jednak jego „Drogę cienia” i spotkałam się z szeregiem zaskakująco dobrych opinii na jej temat. Książka otrzymała bardzo wysoką średnią ocenę 5.32.

Zaufałam więc opiniom czytelniczym, zaufałam talentowi Weeksa i rozpoczęłam lekturę „Czarnego Pryzmatu”.
Autor przenosi nas w świat Gaviba Guile’a- Pryzmata, najpotężniejszego człowieka na świecie najwyższego kapłana będącego łącznikiem między ludem a bogiem Orholamem.
Pryzmat jest odpowiedzialny za utrzymanie pokoju. Ma przed sobą jeszcze pięć ważnych niezrealizowanych celów, jednak wie, że zostało my niewiele czasu na ich wykonanie. Pryzmaci bowiem żyją krótko. Zazwyczaj 7 lat lub nieco więcej- jednak zawsze jest to wielokrotność siódemki. Gavin żyje już lat 16 i wie, że zostało mu maksymalnie 5 lat na spełnienie swoich misji .

Niespodziewanie jednak dowiaduje się czegoś co może całkowicie zmienić jego rzeczywistość- okazuje się,  że Gavin ma bękarta w odległym królestwie, którego spłodził po wojnie, będąc zaręczonym z Karris- jedyną osobą, na której mu zależało.
Staje przed decyzją, która może zmienić losy całego świata- musi zdecydować jak wiele jest w stanie poświęcić by jego sekret nie wyszedł na jaw. A jak się okazuje- sekret Gavina ma niejedno oblicze.


Przyznam szczerze, że mam mieszane odczucia po lekturze tejże książki. Początkowo ciężko było mi się w nią wdrożyć, nie wiedziałam o co chodzi. Znikąd pojawili się krzesiciele, wyczyniający dziwne rzeczy z barwami, tworzący luksemy. Dopiero po pewnym czasie udało mi się zaskoczyć. Od tamtej pory lektura była czystą przyjemnością i rozrywką. Obyło się jednak bez wielkich fajerwerków.
Ksiązka z pewnością zasługuje na mocne 4. Mimo swoich 726 stron nie jest naciągana, każde wydarzenie wynika z drugiego, nie ma tu niepotrzebnych przedłużaczy akcji. Jednak z drugiej strony daleko jej do oceny piątkowej. Jestem trochę zaskoczona, zważając na ocenę pierwszej ksiązki Weeksa. Z całą pewnością po nią sięgnę, by porównać moje odczucia, by sprawdzić czym różnią się te książki.
Z przyjemnością sięgnę również po kolejne tomy serii o Powierniku Światła, bowiem Czarny Pryzmat jest księgą ją otwierającą. Jestem ciekawa kolejnych pomysłów autora.
Polecam !


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG.