sobota, 10 sierpnia 2013

Puste gniazdo – Alicia Gimenez-Bartlett


 Puste gniazdo  wyd. Noir Sur Blanc
Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece.

Dawno już nie natknęłam się na kryminał, podejmujący tak drastyczną tematykę. Drastyczną, bo dotykającą sferę bardzo delikatną – dzieciństwo.  Pornoprzemysł z udziałem dzieci, matki sprzedające własne pociechy, siedmiolatki potrafiące zabić z zemsty – takie wydarzenia ewokują przerażenie, a zło, przyjmujące maskę niewinności ciężko wykryć. Dzieciństwo, dotąd kojarzone z prostodusznością i naiwnością, zaczyna jawić się jako równie bezwzględny czas, co dorosłość przesycona zemstą, gromadzonym przez lata lękiem, brutalnością i nieprawdopodobną bezlitosnością.

Gdy inspektor Petra Delicado przebywa w centrum handlowym, nie spodziewa się, że zostanie jej skradziony służbowy pistolet. W momencie gdy jednak do tego dochodzi, jeszcze większym przerażeniem niż sama utrata, napawa ją świadomość, że złodziejem była mała dziewczynka.
Na pozór wszystko mogło wyglądać niewinnie, jednak w niedługim czasie z broni giną kolejne osoby, a rany wylotowe u ofiar, znajdują się na wysokości wzroku dziecka…
Poszukiwanie pistoletu zamienia się w krucjatę przeciwko zabójcy, a kolejne poszlaki prowadzą do miejsc, których nie chciałoby się znać – barcelońskich ośrodków handlujących żywym towarem, pornobiznesu opartego na zdjęciach małoletnich, ale także do skazańców, których wpływy sięgają daleko poza więzienne kraty. W śledztwie pomaga Petrze jej wieloletni współpracownik – Fermin Garzon. Para detektywów, to niezwykle barwny duet, kłócący się niczym stare małżeństwo i godzący, by ze zdwojoną energią dążyć do złapania sprawcy. Oprócz stosunków zawodowych łączy ich przyjaźń, która w tej książce będzie miała ogromne znacznie. Oboje bowiem niespodziewania się zakochają i zaplanują po raz kolejny stanąć na ślubnym kobiercu. Ich rozmowy stanowią niemały atut tej powieści, nadają jej bowiem smaczku i pokazują, jak życie detektywa determinuje życie prywatne. Opowieść o ich życiu poza służbą snuta jest równolegle do wydarzeń związanych ze śledztwem. Wydaje się, że stanowią one wątki równoznaczne, choć kryminalny w dużej mierze wpływa na osobisty. Nieco surrealistyczne jest połączenie w jednej opowieści sprawy niezwykle przytłaczającej, jaką jest pornobiznes z udziałem dzieci oraz radosnej, którą powinien być ślub. Buduje to nieco poczucie absurdu, ale jednocześnie podkreśla, że w świecie zło i dobro równoważą się, koegzystują i że z każdego zła można wyprowadzić dobro – bowiem narzeczony Petry to ojciec dziecka, będącego świadkiem w sprawie. Bez popełnionej zbrodni prawdopodobnie nigdy by się nie poznali. Przykra koincydencja splotła ich losy. Ponadto zabieg ten umiejętnie sprawiał, że czytelnik nie stawał się nadmiernie przytłoczony ciężarem prowadzonego nieprzyjemnego śledztwa, sprawy mętnej i dusznej.
To, co jest niewątpliwym plusem książki to narracja prowadzona z perspektywy Petry, kobiety o charakterystycznych poglądach. Dzięki temu zabiegowi zachowało się bardzo charakterystyczne poczucie humoru, a także umożliwione zostało „wejście” w umysł osoby nieskorej do dzielenia się własnymi emocjami i przemyśleniami. Doskonale pomyślane i przeprowadzone.
Alicii Gimenez-Bartlett udało się stworzyć bardzo dobry kryminał, łączący w sobie zbrodnię, ale też bogato zarysowane i barwne postaci, wątki obyczajowe i miłosne. Wszystko to sprawia, że książka ta stanowi jeden z lepszych kryminałów, jakie było mi dane czytać w ostatnim czasie. I może akcja nie była porywająca ani okrutnie wciągająca, a jednak czytałam tę powieść z nieskrywaną przyjemnością.
Polecam!