Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Słowo klucz: OTWARTOŚĆ

źródło
Zawsze miałam kłopot z otwartością. Wiele rzeczy chciałam zrobić, posiadałam ich dokładny obraz w swojej głowie, a jednak zawsze paraliżowała mnie nieśmiałość i to co na swoje własne potrzeby nazywam umiarkowaną niechęcią do przebywania wśród ludzi i bycia w centrum zainteresowania.
Wielokrotnie widziałam siebie jak robię to czy tamto, zachowuję się w ten czy inny sposób, choć doskonale wiedziałam, że wizualizacja nigdy nie przemieni się w rzeczywistość. Zazdrościłam innym, tym, którzy potrafią sprzedać siebie, swoją osobowość, przeżyć i dowiedzieć się więcej właśnie dlatego, że nie paraliżuje ich strach (przed opinią innych, krytyką, właściwie często irracjonalny) i nie ogranicza nadmierna skromność. Zdaję sobie sprawę, że mogę wiele, potrafię wiele, mam wiele uzdolnień, a mimo to - na przekór wieloletniej pracy nad sobą - wciąż często brakuje mi tej właśnie otwartości. Boję się gdzieś pojechać, pójść sama, bo nie daj Boże będę zmuszona kogoś o coś zapytać, gdzieś wstąpić, coś o sobie opowiedzieć, wyciągnąć rękę do kogoś obcego - co to, to nie!

Zapytacie jak w takim razie mógł przyjść mi do głowy tak idiotyczny pomysł, by zostać nauczycielem? Znam swoje ograniczenia, a mimo to rzucam się na głęboką wodę, prawda?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale to chyba kwestia dużego poczucia humoru Boga, który wyposażając mnie w chorobliwy lęk przed nowymi sytuacjami, jednocześnie dodał mi w pakiecie niepohamowaną chęć do uczenia i stawania przed młodymi ludźmi, którzy często - bardzo! - mogą postawić właśnie w takich niecodziennych sytuacjach, w których - chcąc, nie chcąc - trzeba sobie poradzić.
I wiecie co? Właśnie tu włącza się moja definicja otwartości. Otwartość, to dla mnie przede wszystkim pokonywanie siebie. A szkoła, to dla mnie miejsce, w którym jak nigdzie indziej się jej uczę. 

Parę lat temu wielu rzeczy nigdy bym nie zrobiła, dziś - właśnie po szkolnych praktykach i późniejszej pracy - nie są one dla mnie żadnym problemem. Otwarcie walczę o swoje (nawet na egzaminach, kłócąc się, jeśli ktoś niesprawiedliwie ocenia - gdybyście mnie znali, 3 lata temu ta sytuacja mogłaby wam się wydać rodem z filmu science fiction), wyrażam swoje zdanie, intuicyjnie i natychmiastowo reaguję w mało komfortowych sytuacjach, "z głową" odpowiadam na jawne prowokacje, pierwsza zagaduję, powoli wychodzę z norki introwertyka, staram się być towarzyska.
źródło

Co dziwniejsze, dziś o wiele łatwiej być mi otwartym przed obcymi niż przed znajomymi - to dopiero postęp na drodze! Jestem o wiele bardziej bezpośrednia, naturalna, nie kryję się ze swoją opinią, bronię siebie i innych, walczę o swoje i powoli, bardzo, bardzo powoli uczę się sprzedawać siebie - ale wśród obcych:P Nad resztą wciąż muszę pracować.
Otwartość to przecież ciekawość świata i poznawania nowych rzeczy, przekraczania granic bezpieczeństwa (to mam) połączona z czynem i odwagą  (nad tym pracuję). Trzymajcie kciuki za dalsze postępy!

 ____________________________________
Wpis powstał z inspiracji Asi z Od deski do deski, która zaprosiła mnie do wzięcia udziału w akcji organizowanej przez Mocną Grupę Blogerów, dotyczącą otwartości. Wydaje się, że to słowo wytrych, używane przy każdej sposobności, nie zawsze w sposób przemyślany. Jak to zwykle bywa z podobnymi wyrazami - dla każdego znaczy on coś innego, często na przekór słownikowym definicjom, co poniekąd widać powyżej. Do dalszej zabawy ukazującej różne jej oblicza zapraszam Agnes  z Dowolnika, Karolinę z blogu Zwiedzam wszechświat i Magdalenardo. Mam nadzieję, że się podejmiecie;)
http://mocnagrupablogerow.pl/slowo-klucz-otwartosc/


sobota, 22 lutego 2014

Książki z ... sufitu! - Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego w Bibliotece Śląskiej

W ramach Dnia Języka Ojczystego w Bibliotece Śląskiej w Katowicach  wczoraj trwała akcja "Książka z sufitu".
Wisiała tam instalacja – z sufitu na sznurkach zwisały książki. Każdy, kto przyszedł do biblioteki, mógł wybrać jedną z nich i zabrać ją do domu.
Akcja ta, według słów profesora Jana Malickiego, dyrektora Biblioteki Śląskiej, miała podkreślić, że książki to także forma rozrywki, przyjemność.
Z sufitu spadało kilkaset tytułów, pochodzących z programu Dyskusyjne Kluby Książki. Wśród nich Bieguni Tokarczuk, Madame Libery, Zmierzch Meyer, , Droga McCarthy'ego i wiele, wiele innych atrakcyjnych pozycji.





Choć wybór książek był ogromny, gdy tylko znalazłam tę jedną, wiedziałam, że właśnie z nią wrócę do domu - i tak jestem bogatsza o Lalę Dehnela. Podobno mnie i Adę można było wczoraj posłuchać w jakimś radiu - niestety nie wiem ani w jakim, ani czy ta audycja jest jeszcze dostępna on-line. Gdy z obłędem w oczach przeglądałyśmy kolejne tytuły, podszedł do nas jakiś dziennikarz, wypytujący nas o nasze wybory i ocenę akcji, a ja nawet z emocji nie zwróciłam uwagi do kogo mówię :)

Część zdjęć pochodzi ze strony Biblioteki Śląskiej, reszta jest moja;)






poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Młody Sherlock Holmes. Zabójcza chmura – Andrew Lane


Wariacji na temat dalszych losów Sherlocka Holmesa czy odnośnie jego przygód mających miejsce gdzieś pomiędzy tymi kanonicznymi, zapisanymi przez Artura Conan Doyle’a powstała niezliczona ilość. Twórcy żerując na dokonaniach tego słynnego pisarza wielokrotnie podejmowali, ba! nadal podejmują próbę zdobycia rozgłosu kosztem postaci słynnego detektywa. Niektórym się to udaje, innym nie.
Andrew Lane, brytyjski pisarz i miłośnik twórczości Doyle’a, pokusił się o rozpoczęcie serii będącej zapisem wydarzeń z życia młodego Holmesa – tego, który nie posiada jeszcze wykształconej umiejętności dedukcji, nie jeździ konno, nie uprawia boksu, a co chyba najbardziej zaskakujące – nie ma żadnych przyjaciół.
Seria Lane’a ukazuje się za oficjalnym przyzwoleniem spadkobierców Conan Doyle’a, co pozwala domniemywać, że teksty wchodzące w jej skład posiadają dużą wartość. Tak też jest w istocie.
Wiele utworów wzorowanych na pisarstwie Conan Doyle’a przewinęło mi się przez palce, ale to właśnie Zabójcza chmura, pierwszy tom cyklu Młody Sherlock Holmes jest tą najlepszą.

Lane zabiera nas w czasy trudnego dzieciństwa Holmesa. Gdy ten miał czternaście lat i miał właśnie wracać na wakacje do domu, stało się coś nieoczekiwanego. Zamiast ojca czekał na niego brat Mycroft, niosący złe wiadomości – oto ich ojciec został wcielony do armii, która wyrusza do Indii; a matka bardzo źle znosi tę sytuację. On, ze względu na swoją pracę nie będzie mógł się nim należycie zaopiekować, dlatego na czas przerwy letniej, Sherlock zatrzyma się u stryjostwa, z którym od lat rodzina ni utrzymuje kontaktów – ciotki Anny i wuja Sherrinforda. Już sam fakt spędzenia wakacji pod czujnym okiem obcych ludzi wydaje się być dla młodego bohatera czymś katastrofalnym, najgorsze jednak dopiero ma nadejść. Ochmistrzynią domu Holmesów jest Pani Eglantine – osoba bardzo nieprzyjemna i budząca wiele podejrzeń. Mycroft ostrzega brata przed kobietą, sugerując, że nie jest ona przyjaciółką ich domu. Tak bezpośrednia przestroga jest dla Sherlocka zaskakująca, ale to dzięki niej uniknie on wielu nieprzyjemnych sytuacji.
Wakacje spędzone u stryjostwa jawią mu się jako najnudniejsze w całym jego dotychczasowym życiu – wszystko zmienia się jednak, gdy na swojej drodze spotyka Matty’ego, a ten opowiada mu o tajemniczej chmurze, którą zauważył. W miejscu jej ukazania się zmarła jedna osoba. Spotkanie z miejscowym chłopakiem wydaje się Sherlockowi prawdziwym darem niebios. Młody bohater nie będzie mógł jednak zachowywać się całkowicie swobodnie – jego brat zadbał, by chłopak nie nudził się w obcym sobie mieście i zatrudnił opiekuna – Amyusa Crowe’a. Ten jednak staje się dla Holmesa prawdziwą inspiracją i nauczycielem sztuki obserwacji i dedukcji. To podczas jednej z ich wspólnej lekcji, Sherlock odkrywa zwłoki mężczyzny pokryte wieloma pęcherzami, a nad nimi unoszącą się zabójczą chmurę. Wydarzenie to zapoczątkuje całą serię niebezpiecznych wydarzeń, w które wplącze się przyszły detektyw i będzie inicjacją na jego drodze do chwytania prawdziwych przestępców.
Dzięki swoim nowym przyjaciołom: Mattiemu, Panu Amyusowi jego córce Virginii, Sherlock przeżyje największą przygodę swojego dotychczasowego życia, a my będziemy świadkami narodzin jednego z największych detektywów w historii literatury.
Zabójcza chmura to doskonałe preludium do całej twórczości Conan Doyle’a, a także niezwykła próba prześledzenia losów młodego bohatera i wyjaśnienia pochodzenia jego umiejętności.
Conan Doyle’a bowiem przedstawia nam Holmesa jako dojrzałego, ukształtowanego mężczyznę, nigdy nie zdradzając gdzie nabył  on swoje zdolności i skąd wzięło się u niego zainteresowanie wykonywanym zawodem. Niedomówienia te w niezwykle wiarygodny sposób rozwiewa Lane, prezentując nam dojrzewającego Sherlocka, którego już cechowała niespotykana bystrość umysłu, przenikliwa inteligencja, pęd do chłonięcia wiedzy oraz znana skądinąd z powieści Conan Doyle’a arogancja często prowadząca do zguby.
Zabójczą chmurę czyta się rewelacyjnie, z łatwością uznając ją za wypełnienie luki w historii Holmesa, której autorstwo śmiało można by przypisać samemu Conan Doyle’owi. Wyjątkowy styl i wspaniała atmosfera. Polecam serdecznie!



sobota, 1 października 2011

Przeklęty zakon – Craig Smith




Co jest jedną z najbardziej charakterystycznych i popularnych tendencji objawiających się na rynku literackim? Oczywiście jest to pojawianie się całej masy współczesnych powieści apokryficznych lub pseudo apokryficznych.
Pojęcie apokryfu jest wieloznaczne i trudno o jedną spójną definicję, gdyż czym innym będzie on dla teologa, a czym innym dla literaturoznawcy. Samo słowo „apokryf” ma swoje korzenie w języku greckim i oznacza to, co ukryte, tajemne, nie stworzone z Bożego natchnienia.
Kościół katolicki apokryfami nazywa dzieła powstające obok Ewangelii, często opowiadania o życiu Jezusa oraz dwunastu Apostołów. Pochodzą one z początków naszej ery.
Dziś słowo apokryf jest używane w szerszym kontekście i niejednokrotnie ma zabarwienie negatywne. Oznacza  bowiem wszelkie utwory pisane na podstawie fabularnych wątków biblijnych. Apokryfy powstawały i nadal rozwijają się bez jakichkolwiek ograniczeń.
Ich autorami kiedyś byli ludzie prości, próbujący wytłumaczyć sobie swoją wiarę, znaleźć odpowiedzi na dręczące problemy i wątpliwości. Często teksty te jako akt obrony przed atakami na wiarę. Dziś mamy do czynienia z sytuacją odwrotną – ma się wrażenie, że autorzy apokryfów usilnie chcą podważyć wiarę katolicką, wykorzystując utarte schematy, wprowadzając kontrowersyjne wątki. Wszystko to, w większości pisane jest jedynie dla pieniędzy i rozgłosu. W sieci nowo powstających tekstów o tematyce apokryficznej istnieją jednak jeszcze ciągle autorzy stawiający sobie za punkt wyjścia nakreślenie bogatych portretów psychologicznych przy wykorzystaniu historii znanych z historii postaci. [1]
Tekst Craiga Smitha to połączenie współczesnego apokryfu z sensacją wzorowaną na prozie Dana Browna.

Narracja prowadzona jest z dwu perspektyw. Jesteśmy uczestnikami zarówno wydarzeń współczesnych osadzonych w roku 2006, jak i świadkami początków naszej ery.
Według legend około roku 30 na polecenie Poncjusza Piłata wykonano portret Chrystusa, który, jeśli wierzyć podaniom przetrwał po dziś dzień. Wizerunek ten miał przynosić nieśmiertelność każdemu z jego właścicieli. Niestety, był on skrzętnie ukrywany przez Zakon Templariuszy. Dzisiaj nadal każdy chce stać się posiadaczem legendarnego dzieła uchodzącego w niektórych kręgach za Całun Turyński czy Chustę z Manopello. Jakie korzyści dla elity politycznej może mieć taka własność?
Craig Smith pozwala nam śledzić zarówno moment skazywania Chrystusa oraz malowania obrazu, jak i współczesne próby jego odnalezienia i zawłaszczenia.
Najważniejsze jest jednak kreślenie bogatych portretów psychologicznych. Poznamy Piłata nieustępliwego okrutnika, furiata, który chce uchodzić za łaskawego i miłosiernego, a tak naprawdę jest bezwzględnym mordercą. Antagonistycznymi postaciami będą Żydzi, którzy ukazani są jako żarliwi wyznawcy wiary, charakteryzujący się niezwykłą cierpliwością i determinacją.

Mimo tego, że wydarzenia współczesne są nasycone wartką akcją, ścielącym się gęsto trupem i wiecznymi pościgami, to tak naprawdę o wiele ciekawsza jest część poświęcona zdarzeniom z początków naszej ery.
Craig Smith nie zawarł w swoim tekście nic odkrywczego. Wykorzystał dobrze sprzedające się motywy [patrz: święty Graal, okultyzm, stylizacja na Dana Browna], nie dodał nic nowatorskiego, powielił znane schematy, po to by w ostatecznym rozrachunku otrzymać poprawną powieść ni to sensacyjną, ni obyczajową.

Wielkim atutem tekstu są właśnie bogate portrety psychologiczne, jednak nie jestem pewna czy to właśnie ich nakreślenie było głównym celem przyświecającym autorowi, czy jedynie skutkiem ubocznym prowadzonej narracji.

Ważnym elementem książki jest nota historyczna zawarta na końcu – dzięki niej czytelnik może przekonać się jak zręcznie autor połączył fakty z fikcją i jak wiele pracy włożył w dokładne, szczegółowe opisanie dwóch odległych rzeczywistości.

Zaskakującym elementem jest tytuł – owszem zakon templariuszy przewija się na kartach tej powieści kilkakrotnie, jednak nie jest w żaden sposób odpowiedzialny za rozwój akcji. Nie jest głównym motywem ani elementem, którego nie można by pominąć. Kiepski przekład z oryginału, co nie jest w Polsce zjawiskiem wcale rzadkim.

Powieść polecam, takim jak ja, miłośnikom i amatorskim badaczom tekstów apokryficznych, ale także fanom zagadek, tajemnic, roboczo zwanej „prozy brownowskiej”, a także osobom poszukującym w książkach bogatych portretów psychologicznych.

4/6





[1] Przy pisaniu wstępu korzystałam ze swojej pracy naukowej APOKRYF W LITERATURZE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ. Postać Poncjusza Piłata w apokryfach staropolskich i współczesnych powieściach apokryficznych. Niektóre ze zdań są cytatami z tejże. 






czwartek, 3 lutego 2011

"Satelita" Aleksander Janowski

Aleksander Janowski, to autor powieści sensacyjnych takich jak "Mucha"  czy  "Podwójna przynęta". Jego
przeszłość jest  niezwykle bogata, parał się między innymi nauczaniem w szkole w Jeleniej Górze, był górnikiem w dolnośląskiej kopalni, tłumaczem z języka angielskiego i rosyjskiego. Wielką wiedzę na
temat działania struktur ONZ zebrał podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych, w których wielokrotnie uczestniczył.
Jego najnowsza powieść - Satelita- przenosi nas w wiele odległych miejsc rozłożonych na całej kuli
ziemskiej- do Mongolii,  Chin, Stanów Zjednoczonych czy na Syberię. Czytaniu wydarzeń mających
miejsce na Syberii bardzo sprzyja aktualna pogoda- mróz, opady śniegu. Wszystko to sprawiało, że po
zakończeniu kolejnej części książki wychodziłam na dwór i w polskich warunkach próbowałam przenieść dalszą akcję na polskie zimowe warunki klimatyczne.
Książka ta jest demaskacją mechanizmów rządzących ONZ. Autor nawiązuje do wielu znanych pisarzy-
Joanny Chmielewskiej, Agathy Christie, Michaela Prousta czy Artura Conan Doyle'a.
Choć akcja nie toczy się w Polsce- Polaków na kartach powieści nie brakuje.
Bohaterką, która staje się przyczyną walki wielkich mocarstw jest Wala- młoda Rosjanka, która wraz z
przyjacielem Wasią odkrywa złoże berylu.  Oboje zostają oddelegowani w odległe kraje- on do Mongolii,
ona do Afryki. Są oni przeświadczeni, że ich wyjazd to swego rodzaju awans. Bardzo szybko okazuje się jednak, że za tą sprawą kryje się coś jeszcze. Wszystkie osoby zamieszane w sprawę odkrycia złóż Berylu giną w podejrzanych okolicznościach. Wszystkie, oprócz Wali.
W Afryce poznaje ona Jana- Polaka, w którym szybko się zakochuje. Oboje odkrywają w złoża słonej
wody, które mają przynieść im kolosalne zyski. Jednak w ich obozach coraz częściej dochodzi do
dziwnych wydarzeń- zostają ostrzelani przez bezzałogowy samolot, pożary trawią ich namioty. Autor
wciąga nas w wartką akcję,w której centrum znajduje się niczego nieświadoma, zakochana kobieta,
której poszukują wszystkie wielkie mocarstwa, chcące zagarnąć dla siebie odkryte przez nią złoża. Muszą ją odnaleźć, gdyż oprócz niej nikt dokładnie nie wie, w którym miejscu szukać. W powieści nie brakuje szantażu, morderstw, przekupstwa, manipulacji opinią publiczną. Wszystko w grze o miliardowe stawki. Przywódcy mocarstw nie cofną się przed niczym, by zniszczyć konkurencję. Dochodzi do otwartej wojny między Chinami a Rosją.
Mimo wielu niezaprzeczalnych plusów, książka rozczarowała mnie swoim zakończeniem, a właściwie
jego brakiem. Akcja nie kończy się, dochodzimy do punktu kulminacyjnego i wątek się urywa. Mam
nadzieję, że to zapowiedź kolejnej części, która powstanie. Jeśli nie- będę rozczarowana podwójnie.
Niewątpliwym plusem książki jest nietuzinkowa tematyka. Jednak mimo to, czegoś mi brakowało. Nie
zostałam pochłonięta całkowicie, wątek sensacyjny nie pogłębiał się, nie było  momentu,  w którym
czułabym wielką adrenalinę, czego- przyznaję-oczekuję po tego typu powieściach. Irytujące było również cudowne wychodzenie z opresji głównej bohaterki. Rzecz, którą zawsze zarzucam filmom- na 3 sekundy przed wielkim wybuchem, główna bohaterka, oczywiście nieświadoma grożącego jej niebezpieczeństwa, oddala się z miejsca przyszłego wypadku i z cudem uchodzi z życiem. Wali, zdarzyło się to "niestety" kilkakrotnie. Zbyt proste, zbyt przewidywalne. Jak na powieść sensacyjną zdecydowanie za dużo szczęścia. Niestety, za te małe niedociągnięcia końcowa ocena znacząco spadnie.
3,5/6


Za możliwość zrecenzowania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Comm