czwartek, 12 grudnia 2013

Mniej znaczy więcej – Brian Draper


Tytuł: Mniej znaczy więcej. Duchowość dla zabieganych
Autor: Brian Draper
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Udostępnienie: Sztukater
ISBN: 978-83-7785-170-8
Ilość stron: 176

Mniej znaczy więcej stoi od dziś na mojej półce zaraz obok innej, o podobnej tematyce  - Skup się!.
Oba tytuły to niewyczerpane źródło inspiracji i motywacji dla mnie – człowieka zabieganego, chcącego ciągle więcej, szybciej, bardziej. Niezmiennie jest to swoisty kopniak w tyłek, ustawiający mnie do pionu i przypominający o tym, co naprawdę się w życiu liczy. Mimo że świadomość tego, co najistotniejsze ciągle mam przed oczami, w erze konsumpcjonizmu i ogromnej zachłanności, często ciężko jest w odpowiedniej chwili przypomnieć sobie, że tak naprawdę ważniejsza jest jakość, nie zaś ilość, że nie muszę mieć wszystkiego i to natychmiast, że nie warto zaśmiecać sobie głowy bezwartościowymi treściami, podczas gdy chwila oczekiwania i refleksji, pozwoliłaby na uniknięcie wielu wpadek: czy to zakupowych, czy to czytelniczych, czy właśnie – duchowych.
O ile Skup się! skupiało się raczej na konkretnych wskazówkach, przepisach  i zadaniach do wykonania, by w cywilizacji instant pozwolić sobie na chwilę oddechu i wyciszenia, o tyle Mniej znaczy więcej jest raczej refleksją teoretyczną, która – owszem – prezentuje kilka pomysłów do wdrożenia w życie, ale bardziej skupia się na wyjaśnieniu problemu, przy użyciu wielu metafor i anegdot. Przyjmuje także formę – tak ją przynajmniej odczytuję – pogadanki uświadamiającej i dyscyplinującej, mającej wyzwolić nas spod jarzma rozgorączkowanej i zabieganej kultury Zachodu, zalewającej nas z niesłabnącą siłą.

Książa ta stara się wyodrębnić ze świata technologii, szumu informacyjnego i trwałego zalewu treściami dla nasz zupełnie zbędnymi to, co dla nas, konkretnie dla Ciebie, jest sprawą ważką i wartą uwagi. Próbuje odpowiedzieć na pytania i doradzić jak wyrwać się z obezwładniających pęt ciągłego i natychmiastowego uaktualniania statusów, sprawdzania skrzynki pocztowej, odczytywania SMS-ów, zerkania na krótkie i często kłamliwe artykuły, brania na siebie większej liczby obowiązków i projektów, niż jesteśmy w stanie zrealizować bez konieczności rezygnowania ze snu czy spotkań z przyjaciółmi albo też z chwili relaksu w sposób najbardziej nam odpowiadający. Na skutek życia we współczesnym świecie, coraz więcej ludzi niezdolnych do świadomego i w miarę możliwości zorientowanego na to, co wartościowe i konieczne życia, cierpi na załamania nerwowe, depresje i nerwice. Rozpadają się międzyludzkie więzi, a rodzi frustracja, smutek i permanentne poczucie, że nie jest się wystarczająco dobrym.
Draper radzi jak skutecznie temu przeciwdziałać.

I choć książka ta stanowi dla mnie ogromną wartość, nie sposób nie zauważyć, że jej końcówka jest już mocno przegadana i, jak sądzę, zbędna.
To właśnie pierwsze kilka działów świadczy o jej ogromnej sile, uczy zachwytów nad światem; obecności w teraźniejszości, a nie tylko biernego przelewania się przez kolejne dni, których nie dość, że nie przeżywamy w pełni, ale w oczekiwaniu na emeryturę, mającą być wyzwoleniem z okowów tego, co nieinteresujące, to jeszcze trwonimy ją na zajęcia frustrujące. Autor próbuje nauczyć nas jak nie dążyć do posiadania, jak sprawić, by mniej znaczyło więcej, jak przedłożyć jakość nad ilość, jak się dzielić i czerpać z tego radość, jak uporządkować swoją przestrzeń, zrezygnować z zadań i towarzystwa, które nas nie rozwijają, lecz wyzwalają negatywne emocje.
Dzięki tej książce będziecie mogli znaleźć swoje własne duchowe źródło energii i inspiracji, swój własny rytm, nauczycie się robić na raz jedną rzecz i dawać w niej z siebie wszystko, spróbujecie inaczej niż dotychczas spojrzeć na otaczających Was ludzi.
Warto poświęć jedno popołudnie swojego cennego czasu, by dowiedzieć się jak go rozmnożyć. Warto zajrzeć w głąb siebie, dokonać introspekcji i poznać swoje, nawet najgłębiej ukryte i najszczelniej chronione, myśli.


Przed Wami szansa, by coś zmienić.
Nie będzie łatwo – za pierwszym, drugim, a być może nawet za trzecim razem się nie uda. Warto jednak wciąż od nowa próbować i się starać. Efekty przekroczą Wasze najśmielsze oczekiwania. I choć będzie to metoda małych kroczków, nie wolno się zniechęcać. Mniej znaczy więcej.
Zrealizujcie ten plan, uporządkujcie myśli.


Jak więc chcesz przeżyć swoje życie?

Zawsze w biegu?

Ciągle niezadowolony?

Bezustannie chcąc więcej?

Oczywiście, że nie.[1]

W tych pytaniach, niestety, widzę siebie.
Od kilku miesięcy żyję w pogłębiającym się strachu: przed porzuceniem przez przyjaciół, przez tym, że nie spełnię oczekiwań i pokładanych we mnie nadziei, przed tym, że nie będę wystarczająco dobra, przed tym, że zostanę sama, przed samą sobą, przed wszystkim.



Lęki potrafią bardzo szybko się rozprzestrzeniać. Szepczą głośniej, niż większość z nas potrafi krzyczeć.[2]


Strachowi towarzyszą złość, bezsilność i niechęć do korzystania z czyjejkolwiek pomocy, a w konsekwencji frustracja. Kto chciałby tak żyć? Nikt. Zatem książka w ręce - czas na porządki.


[1] S. 27
[2] S. 65.

____

Recenzja książki Skup się!

http://shczooreczek.blogspot.com/2013/09/skup-sie-prosta-droga-do-sukcesu-leo.html?q=skup+si%C4%99