Pokazywanie postów oznaczonych etykietą senność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą senność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 września 2016

Darmowy fragment najnowszej powieści Małeckiego!


28 września odbędzie się premiera nowej książki Kuby Małeckiego pt. Ślady.
Tymczasem mamy dla Was niespodziankę – w linku poniżej znajdziecie darmowy e-book z tekstem z książki – Senność.
Udanej lektury!


Wielobarwny i zaskakujący kalejdoskop ludzkich życiorysów
Koniec świata za każdym razem wygląda inaczej. Jest pędzącą kulą, błyskiem szkła, odgłosem pukania do drzwi. Czasami nadchodzi w huku. Czasami cicho krąży wokół stołu.
Tadeusz Markiewicz ginie na wojnie, ale nie umiera cały. Pada na ziemię z rozerwaną głową, aby od tej pory trwać w życiach innych. Bożena Czerska, jego daleka krewna, zostaje światowej sławy modelką, nigdy jednak nie przestaje uciekać przed samą sobą. Ludwik, jej ojciec, co rano budzi się, nie wiedząc, kim jest, a jednak próbuje być kimś. Kolejne życiorysy przeplatają się coraz gęściej, tworząc niepokojącą mozaikę radości, tęsknot i lęków.
Wojna, miłość, szaleństwo i wspomnienia. Samotnicy, kochankowie i ofiary. Ludzie z wielkimi marzeniami i przeszłością, o której nieraz chcieliby zapomnieć. Ci, którzy żyją tylko w połowie, i ci, którzy chcą żyć wiele razy.
A pośród nich coś, o czym żaden z nich nie ma pojęcia. Choć niektórzy przeczuwają.               

Jakub Małecki zostawia w swoich tekstach tytułowe ślady i tylko od nas zależy, czy je wyłapiemy i zinterpretujemy. Poszczególne opowiadania zazębiają się ze sobą, tworzą jedną fabułę o uniwersalnym charakterze: rodzenie się, życie możliwie proste, wreszcie odchodzenie. Tylko że nie jest to sielankowy portret wsi – w każdej historii jest bowiem jakiś zadzior, strach. Nad drewnianą chatą zawsze fruwa czarne ptaszysko i zagarnia spokój czytelnika.
Sylwia Chutnik




poniedziałek, 30 września 2013

Sklepy cynamonowe – Bruno Schulz


Tytuł: Sklepy cynamonowe
Autor: Bruno Schulz
Wydawnictwo: MG
ISBN: 9788377791219
Ilość stron: 256
Cena: 34,90 zł


Pisanie recenzji Sklepów cynamonowych Brunona Schulza, to zadanie zgoła karkołomne, co do którego nie czuję się w pełni predysponowana, toteż recenzji nie będzie. Będzie za to opinia – subiektywna, pozbawiona mądrości znawcy i czujnego krytycznego oka, będzie opisem przeżyć lekturowych człowieka zafascynowanego tą wyjątkową twórczością, aczkolwiek świadomego, że o owym zbiorze opowiadań pisało już tak wiele znamienitych nazwisk, że nieprawdopodobnością byłoby dodanie czegoś znaczącego od siebie.

Bruno Schulz – urodzony w Drohobyczu, polski prozaik żydowskiego pochodzenia, grafik, malarz, rysownik i krytyk literacki. Wydaje się, że wszystkie te talenty i zdolności połączone zostały w jedno w najnowszym wydaniu jego najpopularniejszego zbioru opowiadań, pisanego pierwotnie jako postscriptum do korespondencji z Deborą Vogel.
Akcja usytuowana jest w miasteczku do złudzenia przypominającym rodzinne strony autora. Różni je jedynie pewna fantasmagoryczność, efemeryczność i przebiegłość rzeczy martwych do płodnego tworzenia nowych przejść uformowanych w miejski labirynt -  nie do pokonania pod osłoną nocy.
Postacią najważniejszą i dominującą jest Ojciec – łącznik pomiędzy światem iluzorycznym a realnym, mężczyzna stąd, a jednocześnie nie stąd. Bohaterów ów wymyka się wszelkim klasyfikacjom, jest tak samo złudny, jak i cały świat, w który został wtłoczony. Ojciec to kupiec, poważany i znany w mieście, mający jednak pragnienie wznioślejsze – chce być demiurgiem, kreatorem i stworzycielem nowego, co obficie klaruje w swoim monologu o manekinach, jednym z najbardziej rozpoznawalnych opowiadań tomu.
Postacią nieco mniej widoczną, a jednak ogromnie ważną jest narrator – młody chłopiec, oczyma którego śledzimy eksperymenty i wariactwa Ojca, a także jego własne wędrówki zwodniczymi ulicami miasteczka.
Schulz to mistrz metafory, eksperymentator pracujący na przenośniach, na nich budujący całą sieć powiązań. To właśnie one, jako druzgocąco przeważający środek stylistyczny, wpisują się w zamysł autorski i sprawiają, że Sklepy cynamonowe istnieją jako świadectwo bogactwa językowego i obfitości zwrotów dawno wypartych z oficjalnego obiegu.
To właśnie strona lingwistyczna sprawia, że lektura tej książki jest doświadczeniem odurzającym, przypominającym narkotyczny trans, senne miraże. Zacieranie granic snu i jawy, sprawia że czytelnik (ja) porusza się jakby we mgle – otumaniony mnogością doświadczeń bombardujących zmysły, ospały i upojony kapitalnym doświadczeniem całkowitego wchłonięcia przez świat przedstawiony.

Schulz swoją zdolność malowania przenosi nie tylko na płótno, ale i na papier – jego pociągnięcia piórem mają moc oddziaływania smagnięcia pędzlem – wszystko, każde słowo, każda sceneria jest nie tyle napisana, co namalowana, delikatnie rozmyta, podobnie jak kontury postaci zdobiących to wydanie.
Wyobraźnia autora jest nieposkromiona, wybujała i tak niepowtarzalna, że nie sposób mówić o niej inaczej jak tylko w kategoriach oniryczności. Wszystko, co przelał na papier jest umowne, ulotne i unikalne. Jego świat przepoczwarza się na naszych oczach, zmienia, tworząc panoramy świeże i chwilowe, a przy tym sprawiając, że książka ta jest przeznaczona do lektury wielokrotnej: każdorazowo znajdziemy się w innej scenerii, w nowej przestrzeni, zawsze do złudzenia przypominającym Drohobycz, ale właśnie – będącej li jedynie halucynacją.

Polecam.

środa, 14 sierpnia 2013

Obok Julii – Eustachy Rylski


Bohaterem książki Obok Julii jest Jan Ruczaj, którego poznajemy, gdy ten ma 20 lat i pracuje w bazie samochodowej.  Jego życie przewraca się do góry nogami, gdy ktoś w miasteczku widzi jego nauczycielkę – Julię.
Proza Eustachego Rylskiego charakteryzuje się pewną sennością, niespieszną akcją, leniwie sącząca się fabułą, dusznością i gęstością. Ma się wrażenie, że wydarzenia są lepkie i narzucające się, mimo że tak naprawdę jest ich niewiele. Chciałoby się rzec – idealna na upały, kiedy wszystko wydaje się powolniejsze, ospałe, mozolne. Rylski doskonale żongluje słowami, przechodząc od wypowiedzi czysto refleksyjnych do opiewających konkretne wydarzenia, mające fundamentalne znaczenie dla snutej opowieści.
Jego opowieść determinowana jest przez przemijanie ukazane w formule pór dnia. Młodość symbolizowana jest przez znane w kulturze zestawienie z porankiem, dojrzałość i starość zaś – z południem i resztą dni. Tekst Rylskiego skrzy się od aluzji i niedopowiedzeń, którymi ten operuje z nieprzeciętną biegłością.
Podobnie rzecz ma się z melancholią wyzierającą niemalże z każdej stronicy: Julia – nauczycielka narratora, będącego jednocześnie jednym z głównych bohaterów – stanowi ucieleśnienie tęsknot za przeszłością, pewnym niespełnieniem i niewykorzystaniem darowanych szans. Jej postać rzuca się cieniem na całe życie opowiadającego, który raz po raz oddaje się przemyśleniom dotyczącym wspomnień, próbuje je uporządkować, nadać im właściwą hierarchię i stawia pytania o sens owych uporządkowań.
Język powieści jest bardzo zróżnicowany – raz stanowi poetyckie rozważania, sentymentalną pogoń za przeszłością ubraną w liryczne zwroty, za chwilę przeobrażając się w potoczysty i wulgarny. Jego użycie uzależnione jest od sytuacji, w której znajduje się bohater – gdy przebywa sam ze sobą, oddając się wspomnieniom, język upodabnia się do języka poezji; gdy zaś znajduje się w towarzystwie kolegów, dostosowuje się do nich i wspina się na rejestry wulgarne, męskie, oschłe, całkowicie odmienne od używanych w samotności. Ciekawa jest ta gra językiem widoczna u Rylskiego, to jedna z ciekawszych przestrzeni tego tekstu: przestrzeń lingwistyczna, bardzo specyficzna, oddająca nastrój i ukazująca przybieranie masek, odsłaniająca uczuciowość, ale też przed nią się wzbraniająca.
Nad opowieścią tą snuje się widmo Hemingwaya i Iwaszkiewicza, obecnych w opowiadaniach przywoływanych przez narratora. Ich duchy zdają się patronować opowiadanej historii.

Proza Rylskiego może męczyć i męczy. Jest ciekawa, ale ta senność i niespieszność po czasie już nie dodaje jej uroku, lecz dekoncentruje, powoduje roztargnienie. Perypetie Julii i głównego bohatera nie skupiają na sobie uwagi czytelnika, dopiero finał rekompensuje wiele. Mam wrażenie, jakoby autor z rozwagą zaplanował taki nastrój: uśpił czujność czytelnika, rozleniwił go, wprowadził bezruch, po czym zakończył mocniejszym akcentem.