Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog literacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog literacki. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 marca 2017

Judasz. Biografia kulturowa - Peter Stanord



Judasz. Biografia kulturowa Petera Stanforda to wieloetapowa wędrówka szlakiem Iskarioty, wiodąca od czasów Chrystusa, aż po współczesność, próbująca nakreślić kształtowany przez lata wizerunek jednego z największych zdrajców wszech czasów.

Autor podążą śladem Judasza, sprawdzając czy w świetle najnowszych odkryć archeologicznych (jak chociażby głośna przed paru laty Ewangelia Judasza) nie okaże się aby, czy postać ta nie została niesłusznie zakłamana przez historię, a jej imię potępione zupełnie niesłusznie.

(...)

Stanford zdecydował się na ujęcie postaci w bardzo szerokim kontekście kulturowym, robiąc to jednocześnie bardzo zachowawczo. W książce tej na próżno szukać jego prywatnych opinii na temat analizowanej postaci. Całość jest niezwykle obiektywna i szczegółowa – tak w miejscach jednoznacznie Judasza przekreślających, jak w tych punktach, które próbują go wybielić i zrekonstruować jako bohatera tragicznego, którego ofiara (sic!) była konieczna dla dopełnienia się misji chrystusowego zbawienia ludzkości.  Autor odmalowuje jego wizerunek na tle przemian politycznych, historycznych, kulturowych, religijnych i społecznych.

(...)

Poza odnotowaniem wizerunku Iskarioty, książka obfituje w ciekawostki uporządkowane alfabetycznie – każdej literze alfabetu przyporządkowane jest wykorzystanie imienia Judasz w ziołolecznictwie, współczesnej kulturze (grach komputerowych) oraz wielu innych dziedzinach.
Autor stawia pytanie o to, kim był Judasz – skończonym łajdakiem czy też trybkiem w boskim planie? Kwestia pozostaje pozostawiona bez jednoznacznej odpowiedzi. Tę czytelnik musi odnaleźć sam.


Bardzo dobra rzecz. 


Tekst dostępny w całości na:


poniedziałek, 27 lutego 2017

Wszystko, co mam - Katie Marsh



Po pięciu latach małżeństwa, Hanna postanawia odejść od męża pracoholika. Ma już dosyć jego pretensji, wyrzutów, obrażania jej, lekceważenia i stałego stawiania na drugim miejscu – tuż za pracą.
Do tej pory kobieta poświęcała mu wszystko – dla niego zrezygnowała z marzeń o podróżach i pracowała w szkole, która od czasu zmiany dyrektorki nie dawała jej radości, lecz rodziła jedynie frustrację i nieustanną presję. Gdy otwiera się przed nią szansa na pracę z dziećmi w Tanzanii, postanawia definitywnie zakończyć swoje małżeństwo.

Gdy w końcu zdobywa się na odwagę, by powiedzieć Tomowi prawdę, znajduje go leżącego na podłodze w ich sypialni – bełkoczącego i sparaliżowanego, wykazującego wszystkie objawy niedawno przebytego udaru.

Trzydziestoośmioletni Tom trafia do szpitala i dzięki natychmiastowo wdrożonemu leczeniu oraz szybko podjętej rehabilitacji, bardzo szybko robi postępy w odzyskiwaniu sprawności. Stale wymaga jednak opieki. Hanna, do niedawna zdecydowana na odejście od męża, teraz musi po raz kolejny zweryfikować swoje pragnienia i zastanowić się, kto potrzebuje jej bardziej – Tom czy tanzańskie dzieci. Wybór okazuje się oczywisty, mimo że prowokuje kolejne odłożenie siebie i swoich marzeń na bliżej nieokreślone potem.

Kobieta mimo rosnącej frustracji i strachu o każdy kolejny dzień pomaga mężowi, w którym udar budzi jedynie rozpacz – dotąd niezwykle aktywny zawodowo, teraz uniezależniony jest od innych. Oboje nie wiedzą jeszcze jednak, że choroba męża to wcale nie przekleństwo, lecz błogosławieństwo dla ich rozpadającego się małżeństwa. Dzięki wymuszonej bliskości, mają szansę po raz kolejny się w sobie zakochać i zrozumieć, że są dla siebie najważniejsi - bardziej nawet niż superpilne zadania czekające do wykonania w pracy.

Powieść Katie Marsh to nie tylko obyczajówka na więcej niż przyzwoitym poziomie, lecz przede wszystkim historia prowokująca morze refleksji – o chorobie przebytej w młodym wieku; o sensie cierpienia; o poświęceniu dla bliskich kosztem rezygnacji z siebie; o coraz szybciej rozpadających się związkach, nawet tych, które zdawały się idealne; o szalonej pogoni za pieniądzem i awansem; o pracy zawodowej rodzącej jedynie frustrację i zmuszającej do życia pod ciągłą presją i wreszcie o ucieczce od rodziny, znajomych i bliskich i egoistycznym zapatrzeniu jedynie w siebie samego.

Marsh te wszystkie refleksje udało się skumulować na kilkuset stronach, nie tracąc przy tym z oczu rozwoju fabularnego. Jej bohaterowie do bólu przypominają współczesnych młodych ludzi, stąd każdy odbiorca z łatwością się z nimi zidentyfikuje, czytając w nich co najmniej kilka cech własnych. Powieść rodzi wiele emocji oraz nieustannie tlącą w tyle głowy świadomość własnej kruchości i przemijalności. Uczy doceniać życie i cieszyć się nim, póki czas. Pozwala na otrząśnięcie się i dostrzeżenie, że praca to nie wszystko, że praca, to tak naprawdę nic. Najważniejsi są ludzie, którzy czekają na nas w domu.

Pokazuje nam, że czasem choroba to nie dopust Boży, lecz dar, pozwalający na zmianę życia i ponowne dostrzeżenie jego sensu, jednoczący bliskich, dotąd rozproszonych i oddalonych.

Jako że akcja powieści prowadzona jest dwutorowo – z perspektywy teraźniejszości i przeszłości, gdy bohaterowie dopiero się poznawali i zaczynali wspólne życie – mamy szansę na spojrzenie z boku na ich relację, na to, jak łatwo zniszczyć to co kruche i z jaką lekkością przychodzi ludziom ranienie się i wyzywanie, będące nierzadko reakcją na stres przynoszony do domu z pracy.

Książkę dosłownie wchłonęłam jednego popołudnia. Ani się obejrzałam, a losy bohaterów – tak mi bliskie – zaangażowały mnie w pełni, nie pozwalając oderwać się od lektury. Dobra rzecz.



Inne książki z serii Kobiety to czytają na blogu:

piątek, 13 stycznia 2017

Święta dzieci z dachów - Mårten Sandén, Lina Bodén



Święta dzieci z dachów to opowieść składająca się z dwudziestu czterech rozdziałów, do docelowego czytania po jednym z nich przez każdy kolejny wieczór grudnia, aż do Bożego Narodzenia. 

(....)

Oto troje dzieci ucieka z domu dziecka. Ich kroki kierują się wprost na sztokholmski dworzec, skąd odebrać ma ich ojciec jednego z nich, do którego dziewczynka nieustannie pisywała. Na miejscu młodzi bohaterowie spotykają wyjątkowego bezdomnego, który stracił pamięć.

(...)

Mårten Sandén stworzyła piękną opowieść wzbogaconą materiałem ilustracyjnym Liny Bodén. Nastrojowe, zimowe rysunki idealnie oddają świąteczną atmosferę Sztokholmu – zabytkowe kamieniczki, prószący śnieg, światło lampek, latarn i witryn sklepowych, surowy, a jednocześnie przytulny wizerunek miasta.

Opowieść ta uczy jak łatwo ocenić nam drugiego człowieka na podstawie jego wyglądu, biedy, samotności, a jak rzadko stać nas na gest wyciągnięcia ręki czy dalej – chęć poznania historii człowieka, który może nas niejednokrotnie zaskoczyć.

Doskonała, nienachalna namowa do tego, by uboższym od siebie pomagać nie tylko materialnie, ale nade wszystko obdarzać ich szacunkiem, dobrym słowem i brakiem osądzania. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie historie mogą  kryć się pod zniszczonymi twarzami i ubraniami.
Piękna historia, uwydatniająca lepsze widzenie dziecka – istoty, której nie zdążył zepsuć świat.
Polecam.






Cała recenzja dostępna na portalu:



wtorek, 2 sierpnia 2016

Lipcowe nowości






W lipcu byłam naprawdę grzeczna, przynajmniej jak na moje standardy:) Mam nadzieję, że w sierpniu będzie jeszcze mniej nowości na półkach, bo postanowiłam się ograniczać - czuję się coraz bardziej przytłoczona ilością książek, których nie jestem w stanie przeczytać od razu. Muszę dać sobie i swoim półkom czas na oddech.
Zaczęłam z pompą - nie kupiłam  nic na absolutnie niesamowitej promocji w Biedronce. Nic. Oby tak dalej;)


A w lipcu moje regały zasiliły:
Powrót do tajemniczego ogrodu, Rita i Cosiek [recenzja], Kobiety w kąpieli, Oblany test, Nigdy nie zapomnieć, W  góry [recenzja wkrótce], NIENASYCONY. Robert Lewandowski, Maestra, Miasto cieni, Osobliwe szczęście Arthura Peppera, Mapy [recenzja wkrótce], Muki w podróży dookoła świata [recenzja wkrótce], Anne of Green Gables & Anne of Avonlea, The secret Garden, Pani Dalloway, Rok szczura, Tajemniczy ogród (wyd. 2016), Szum (+ebook), Oto jest ogród [recenzja wkrótce], Jak powietrze, Rzeka podziemna [recenzja jutro, 03.08.16], Okrążyć słońce, Urodzony, by się nie bać, Błąd, Idealna. 

Mam co robić;)
Co polecacie pierwszej lekturze? Z czym warto poczekać?


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Układ - Elle Kennedy (+niespodzianka dla czytelników)




Hannah Wells jako jedna z nielicznych uczennic zdołała zaliczyć test u nowej nauczycielki. Dla niej to powód do radości, niemający jednak większego wpływu na jej dalsze życie, dla innych jednak, wyniki tegoż miały znaczenie fundamentalne.

Jedną z  takich osób jest Garrett Graham, kapitan drużyny hokejowej, mięśniak, do którego wzdycha połowa szkoły, bawidamek i nieznośnie egotyczny chłopak, mający siebie za półboga. Jego celem jest zawodowa kariera sportowa, jednak szyki te może popsuć mu niebezpiecznie spadająca średnia ocen. Bohater przypadkowo wpadając na Hannah, i widząc jaki wynik testu udało jej się osiągnąć, próbuje wszelkimi sposobami przekonać ją, by udzieliła mu korepetycji. Dziewczyna jednak jest bardzo oporna. Jedynym argumentem jaki ją przekonuje, jest stworzenie niebezpiecznego układu – ona przygotuje go do poprawki, on z kolei umówi się z nią na fałszywą randkę, by wzbudzić  zaciekawienie i zazdrość u chłopaka, na którego uwadze dziewczynie niezwykle zależy.

Zasady wydają się jasne, jednak z każdym kolejnym dniem para coraz bardziej się ze sobą zżywa. Nieskory do tworzenia innych niż seksualne relacji z kobietami Garrett otwiera się przed nową znajomą, ona zaś ufa mu bardziej niż komukolwiek innemu. Nikt nie mógł przypuszczać (oprócz przewidującego czytelnika), że zrządzeniem losu ta dwójka zacznie się w  sobie zakochiwać.
Co jednak z układem?

Mimo że książka Elle Kennedy nie jest zaskakująca, a wręcz banalnie przewidująca, czyta się ją z wielką lekkością. Bohaterowie nie są jednoznaczni – budzą sympatię, tym bardziej, że ich pozorny obraz znacząco różni się od rzeczywistego. Fakt, że kapitan drużyny nie jest głupkiem na jakiego wygląda, skupionym jedynie na seksie z jak największą liczbą kobiet, a kujonka daleka jest od stereotypowego wyobrażenia wcale jednak nie dziwi - jest oczywiste, stanowi bowiem stały element literackich romansów, szczególnie w ostatnim czasie. To klasyczna Piękna i Bestia naszych czasów – pozory mylą, piękno ukryte jest we wnętrzu, a każdy człowiek niesie ze sobą bagaż historii, sprawiający, że buduje wokół siebie taki a nie inny mur, odgradzający go od bolesnej rzeczywistości
.
Nieco zadziwiają mnie hurraoptymistyczne opinie na temat tej książki, bowiem w  żaden sposób nie stanowi ona novum zdolnego zachwycić oryginalnym konceptem, nie jest także spektakularną realizacją znanej konwencji. Stanowi raczej poprawnie opowiedzianą historię, wolną od obscenicznej i wszechobecnej w gatunku nadmiernej wulgarności, którą właśnie z tego powodu, a także ze względu na bardzo szybkie zżycie się z bohaterami, czyta się przyjemnie i z ochotą.  Z  tego również względu bez obaw i większego zastanawiania się sięgnę po kolejny tom cyklu – moja ciekawość została rozbudzona, zastanawiam się jak autorka poprowadzi narrację, jakie jeszcze zawiłości czekają na drodze głównych bohaterów. Nie jest to jednak tego typu książka, po której nie sposób zasnąć, która zniewala i powoduje niemożność sięgania po cokolwiek innego. Nie ukrywam jednak, że bohaterowie na tyle wzbudzili moją sympatię, że z radością będę śledziła ich dalsze losy.

To powieść dobra na jedno lekkie popołudnie lub wieczór – zarezerwujcie je tylko dla siebie, nalejcie do kieliszka szampan (lub wodę – jak ja) i delektujcie się chwilą. 


***
Jako że ostatnio większość konkursów odbywała się na Facebooku, pora na zmianę zasad i wyrównanie rachunków:) Tym razem zabawa przeznaczona jest jedynie dla obserwatorów blogu - w ramach podziękowania i docenienia Waszej stałej obecności.

Co należy zrobić? Poza byciem obserwatorem, napisz w komentarzu jaką książkę o tematyce miłosnej powinnam Twoim zdaniem obowiązkowo przeczytać. Jeśli masz ochotę (a wierzę, że palce będą Cię aż świerzbić!) napisz proszę w kilku zdaniach, dlaczego wybór padł akurat na tę.

Jeśli możesz i chcesz - poinformuj o konkursie na blogu, G+, Facebooku czy gdzie tylko Ci się spodoba.

Ciekawskim zdradzę, że w przygotowaniu drugi tom cyklu, stąd warto zapoznać się z częścią pierwszą:)
Bawimy się do 23.04 - dzień po Światowym Dniu Książki ktoś otrzyma miłą wiadomość uświetniającą tę okazję;)




sobota, 9 kwietnia 2016

Sekrety francuskiej kuchareczki




Sekrety francuskiej kuchareczki to książka, z którą miałam spory problem. Zaczęłam ją czytać ponad miesiąc temu i od razu poczułam, że nie była to odpowiednia chwila. Na kilometr śmierdziało mi ramotką, toteż zrażona, przez długie tygodnie nie potrafiłam się przemóc, by do tekstu Marie-Morgane Le Moel wrócić.

Sama siebie zwabiłam jednak podstępem i szczęśliwie lekturę zakończyłam, utwierdzając się jednak w przekonaniu, że najmocniejszą stroną tejże są umieszczone pomiędzy kolejnymi rozdziałami przepisy. Nie oznacza to wcale, że całość wypada w całościowym ujęciu miernie.

W moim odczuciu nie jest to jednak książka do pochłonięcia na raz, lecz raczej pozycja do podczytywania między innymi lekturami – w ramach odciążenia, zrelaksowania, może nawet zresetowania. Nie stawia ona sobie bowiem za cel ani skłonienia do głębszych refleksji, ani nie prowokuje do intelektualnego wysiłku. Jej funkcja jest czysto ludyczna – ma bawić i odprężać, pozwalając na chwilkę zapomnienia.

Sekrety francuskiej kuchareczki to swoisty pamiętnik – prostota językowa wysuwa się na plan pierwszy, język przypomina codzienny, daleko mu do literackiego, a opisywane wydarzenia wybrane zostały – mam wrażenie – przypadkowo. Są to właściwie zapiski kobiety, która od dzieciństwa nastawiona była na rywalizację – najpierw z bratem bliźniakiem, później o względy mężczyzn, wreszcie – o uwagę czytelników. Jej losy są dość zwichrowane – z dużą konsekwencją zakochiwała się w kolejnych Kanadyjczykach, którzy ranili ją mniej lub bardziej. Odnosiłam wrażenie, że z kolejnych związków autorka nie wynosiła żadnej nauki – żyła chwilą, nie myślała o konsekwencjach, zapominała o zaszłościach, bez cienia zwątpienia dawała kolejną i kolejną szansę. Wiało nudą, wszak ileż można czytać o nieudanych związkach na chwilę. Właściwie moją uwagę udało się autorce skupić skutecznie tylko raz – w momencie, gdy opisywała starania bohaterki o to, by pozostać w Australii, w której znalazła sobie narzeczonego. Perspektywa Francuzki nie do końca zrozumianej w nowym świecie, nie zawsze traktowanej poważnie, lecz raczej – uważnie – była dość ciekawa, choć i tutaj można było pokusić się o więcej szczegółów.

Lekka lekturka, do której z powodzeniem można zerkać w chwilach, w których większe skupienie jest nieosiągalne: w drodze do pracy, w kolejce do lekarza czy sklepu, w przerwie od codziennych obowiązków. Na próżno szukać w niej jednak czegoś ambitnego, niewolna jest ona także od fragmentów niezwykle słabych (szczególnie zniechęcający jest właśnie początek, później autorka zaczyna nabierać rozpędu w  swej narracji. Zanim jednak na dobre się rozkręci, całość zostaje urwana – zakończenie także pozostawia wiele do życzenia. Owo zawieszenie akcji potęguje wrażenie, jakoby za ostatnią stroną kryło się kilka kolejnych, które zapomniano dołączyć do wydania. Kompozycja jest nie do końca spójna, a jedyna konsekwencja jaką widzę, zachowana została przy cytowaniu kolejnych receptur na mamine potrawy przerobione na własną modłę, dodawane do każdego wydarzenia łączonego we wspomnieniach z jakąś potrawą).


Moich oczekiwań książka ta nie spełniła, być może jednak miłośniczki Francji znajdą w niej upodobanie. Jeśli nie - warto przynajmniej zakosztować potraw, które proponuje autorka.