środa, 21 listopada 2018

Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover



Colleen Hoover jest autorką, której nazwisko zna chyba każdy interesujący się światem literatury. Nawet jeśli dotąd nie czytaliście jej książek, na pewno o uszy obiły Wam się takie tytuły jak Hopeless czy Maybe someday.

W przypadku gdy podobnie jak ja, nie mieliście dotąd styczności z twórczością tej pisarki, koniecznie sięgnijcie po Wszystkie nasze obietnice. 

Rzadko płaczę podczas czytania książek. Nieczęsto zdarza mi się krzyczeć, denerwować, uderzać pięściami w poduszkę i tak silnie przenosić doświadczenia bohaterów na własne życie, jak w przypadku tej powieści.

Oto Quinn i Graham, para małżonków, której historia wcale nie zaczęła się szczęśliwie.

Poznali się oni pod drzwiami ówczesnego narzeczonego bohaterki, gdy ten zdradzał ją z dziewczyną Grahama. Będąc niemymi świadkami swych rozpadających się związków, zbudowali jednocześnie więź, której nie dało się przeoczyć. Mimo że połączył ich najgorszy dzień ich życia, to właśnie on stał się początkiem czegoś wspaniałego.

Bohaterowie w dniu swojego ślubu napisali do siebie listy, które następnie ukryli w szkatułce, mającej być zamkniętą przez najbliższe 25 lat lub też do czasu rozpadu ich związku. Uczucia ujęte w słowa, symbolizować miały ich nieprzemijające uczucie.

Hoover oddała swoim bohaterom głos w czasie, gdy po 10 latach związku, ich małżeństwo chyli się ku upadkowi. Przyczyną jest nie tylko wkradająca się do niego rutyna, ale przede wszystkim niemożność poczęcia potomka, z którą to para walczy od lat, zamieniając swój związek w koszmar bez krzty spontaniczności.

By czytelnik mógł zrozumieć głębię ich dramatu, narracja jest prowadzona dwutorowo - z perspektywy obecnej oraz oczami zakochanych w sobie bohaterów sprzed dziesięciu lat. Ta retrospekcja pozwala na prześledzenie ich miłości od jej źródła, aż po chwilę obecną.

Nie pamiętam już, jaka książka ostatnio tak mną wstrząsnęła, tak mnie zabolała, a ostatecznie przyniosła takie katharsis. Wydawało się, że będzie to zwykły romans, jednak niezwykły ładunek emocjonalny, jaki serwuje autorka, połączony z głębią doświadczeń i tragedią głównych bohaterów, mocno mnie pokiereszował, ostatecznie prowadząc jednak do oczyszczenia i pocieszenia.

Zarwałam dla niej noc, pokłóciłam się z mężem - wszystko dlatego, że tak bardzo kibicowałam miłości Quinn i Grahama oraz że tak ogromnie współodczuwałam ich cierpienia. Do ostatniej chwili nie mogłam się pogodzić z tym, do czego zmierzała ich historia...

Idealna książka, w idealnym czasie  - poruszająca, emocjonująca i wzruszająca. Pełna pięknej miłości, ale też problemów z jakimi mierzymy się każdego dnia i świadectwem tego, że ze wszystkim można sobie poradzić. Razem. 

Dajcie się porwać tej historii - musicie ją poznać i doświadczyć na własnej skórze jej mocy.