środa, 25 października 2017

Fit Mom - Ania Dziedzic


Fit Mom to książka dedykowana kobietom planującym ciążę i w tejże już będącym. Autorka, Ania Dziedzic, prezentuje w niej treningi odpowiednie dla przyszłej mamy na każdy trymestr ciąży, posiłkując się swoim własnym doświadczeniem i pokazując różnice w jej przeżywaniu dwu ciąż, diametralnie od siebie różnych pod względem jej samoświadomości.

Ciąża jest dla większości kobiet czasem tyleż pięknym, ile trudnym. Ciało zmienia się wówczas nie zawsze tak, jakbyśmy sobie tego życzyły. Nie każda kobieta nabiera krągłości podręcznikowo, część nie tyle przybiera na wadze, ile tyje w sposób zupełnie niekontrolowany. Wariujące hormony, inne potrzeby organizmu, nierzadko szalone reakcje ducha i ciała, to elementy, do których wbrew pozorom można się przygotować. Dziedzic udowadnia, że wszystko, co zrobimy dla siebie, będąc w ciąży, zaprocentuje w  przyszłości. Sprawi, że poród będzie łatwiejszy, a późniejszy powrót do formy znacznie szybszy. Oprócz tego regularna aktywność fizyczna poprawi nasze samopoczucie i zadba o nasze zdrowie. Nie musicie się bać, że ćwiczenia będą zbyt forsowne i obciążające – porady Dziedzic podparte są opiniami ekspertów z zakresu ginekologii, położnictwa, endokrynologii oraz dietetyki, którzy dzielą się swoim doświadczeniem i wiedzą, dzięki czemu całość stanowi bezpieczną i kompletną formę dbania o siebie w ciąży.

Autorka proponuje nie tylko odpowiednie ćwiczenia, ale również sposób odżywiania dostosowany do etapu, na jakim jesteśmy – od okresu poprzedzającego ciążę aż do porodu (znajdziemy tutaj przykładowe menu). Zwraca uwagę również na konieczne do przeprowadzenia badania, postawę ciała oraz zmiany jakie zachodzić będą we wszystkich układach organizmu podczas ciąży. Prezentuje ćwiczenia dozwolone i podkreśla, które są zabronione, robiąc także przegląd najpopularniejszych ciążowych dolegliwości oraz mitów.

Tak naprawdę Fit Mom to swoiste kompendium wiedzy o tym, jak przejść przez ciążę zdrowo, aktywnie i spokojnie, zachowując sprawność, urodę, dobre samopoczucie i zyskując świadomość tego, jak wrócić do formy po porodzie i połogu.


Kompleksy – idźcie precz! Dzieci udowadnia, że ciąża może przysłużyć się Waszej urodzie i formie. 

wtorek, 24 października 2017

Kropka - Peter H. Reynolds




15 września 2017r. na całym świecie obchodzony był Międzynarodowy Dzień Kropki inspirowany książką Kropka Petera H. Reynoldsa, wydaną w Polsce na dwa dni przed tegorocznymi obchodami nakładem wydawnictwa Mamania. 

Opowieść jest krótka, oszczędna w słowa, jednak szalenie inspirująca - oto Vashti na lekcji plastyki nie potrafi wykrzesać z siebie ani jednego pomysłu. Za namową i zachętą nauczycielki, stawia na kartce kropkę - tę jedną, która niczym lawina uwolni twórczą ekspresję dziewczynki i udowodni jej, że w każdym człowieku drzemie nieodkryty jeszcze talent, który trzeba wydobyć, i o który należy zadbać. 

Bohaterka dowiaduje się, że kropka jest jedynie początkiem opowieści...

Kropka dzięki swej prostocie i genialności, stała się inspiracją dla milionów nauczycieli i bibliotekarzy, pragnących w swoich podopiecznych obudzić pokłady kreatywności i nieszablonowego, nieskrępowanego niczym myślenia.

Do czasu, gdy książka nie była w Polsce dostępna, historię dziewczynki można było poznać za pomocą filmiku:


Jeśli chcecie dołączyć do wydarzenia w przyszłym roku, gorąco zachęcam do śledzenia strony http://www.thedotclub.org/dotday/, na której zgromadzony jest szereg pomocnych materiałów. Niezwykle inspirująca jest również polska strona: http://kropka-dot.blogspot.com.

W tym roku także i ja miałam możliwość dołączyć do celebracji tego wyjątkowego dnia. Moi uczniowie (klasy IV i VI)  przyszli do szkoły wystrojeni w kropki (bluzki, broszki, spódnice, rajstopy, ozdoby do włosów, przyklejone papierowe kropki) po to, by każdy wiedział, jaki dzień jest dziś obchodzony. Na lekcji otrzymali oni ode mnie kartki, na których w różnych miejscach znajdowały się kropki Vashti - wielobarwne i o różnych wymiarach. Zadaniem dzieci było stworzenie historii, której punktem wyjścia byłaby właśnie kropka - początkowo dorysowywali świat, którego była ona częścią, później zaś pisali opowiadania, będące prawdziwym hołdem dla dziecięcej wyobraźni. 

W starszych klasach rozmawialiśmy także o związkach frazeologicznych, których elementem byłaby własnie 'kropka'. 

Prace były kapitalne, uczniowie zostali zaś nagrodzeni specjalnie wygenerowanym dyplomem z podziękowaniami samego Autora Kropki. 

Historia Vashti spodobała im się na tyle, że wielu z nich pobiegło prosto do księgarni, by w swoim księgozbiorze mieć opowieść inspirującą ich do działania. Mimo że początkowo zadanie wydawało się trudne, okazało się fantastyczną zabawą.


Zachęcam Was do lektury książki i podjęcia podobnych działań wraz ze swoimi dziećmi. Gwarantuję, że zaskoczą Was swoimi pomysłami!


poniedziałek, 23 października 2017

Jadłonomia. Kuchnia roślinna - Marta Dymek



Kuchnia roślinna nigdy mnie na dłuższą metę nie przekonywała, jednak za sprawą Jadłonomii Marty Dymek skłonna jestem zrewidować swoje poglądy i do swojego jadłospisu wprowadzić znacznie więcej jej elementów.

Autorka Kulinarnego Bloga Roku 2013 miała szczęście do kapitalnego wydania swojej książki – już sama warstwa graficzna przyciąga wzrok i udowadnia, że warzywa i owoce wcale nie są nudne, a wręcz przeciwnie – mienią się na stole feerią barw i kuszą bogactwem aromatów.

Publikacja zawiera 100 przepisów na dania wegańskie, wśród których znajdziemy śniadania, obiady, kolacje i desery. Kto by pomyślał, że z buraka można zrobić smaczne ciasto (czekoladowe!), a dynia może nabrać takiej pikanterii. Dzięki Dymek słodka kalarepa zupełnie zmieniła swoje walory smakowe, a burgery nigdy więcej nie będą nudne – po co komu wołowina, skoro są buraki, kasza jaglana i cudownie aromatyczne dodatki? Do tej pory na hasło „pierogi”, dodawałam „mięso”, które teraz ustępuje miejsca soczewicy, do niedawna zupełnie dla mnie niejadalnej.

Nigdy nie ukrywałam, że bez mięsa nie ma dla mnie obiadu, teraz jednak widzę, że porządnie najeść można się także niepozornymi liśćmi, bulwami i nasionami.

Bardzo cieszę się, że Wydawnictwo Dwie Siostry zdecydowało się na wypuszczenie na rynek poręcznego wydania publikacji – korzysta się z niej dużo łatwiej, co dla mnie stanowi niewątpliwą zaletę. Zamiast funkcji albumowej (jaką prędzej czy później przyjmują u mnie książki kucharskie formatu A4) i ozdobnikowej, pełni ona bowiem rolę pełnoprawnego uczestnika kuchennych zabiegów.


Polecam. Jest pysznie i kolorowo. 


niedziela, 22 października 2017

W Jeżynowym Grodzie - Jill Barklem




W Jeżynowym Grodzie Jill Barklem, to książka dla dzieci będąca odpowiedzią na tęsknoty czytelniczego serca, dotyczące tekstów oraz ilustracji klasycznych.

Tak urokliwej, pełnej ciepła, subtelności i piękna publikacji dla najmłodszych nie miałam w ręku już dawno. Opowiadania skoncentrowane na Jeżynowym Grodzie zamieszkałym przez życzliwe, ciekawskie i serdeczne myszki, z miejsca wywołują szeroki uśmiech na twarzy, a obcowanie z doskonałymi ilustracjami jedynie w zachwycie tym utwierdza.  

Oto świat znajdujący się nisko przy ziemi, przestrzeń, na której rzadko się skupiamy, a która rozbrzmiewa tupotem małych łapek, piskami maleńkich myszek i niesie wszędzie wokół fluidy radości, rezolutności i sąsiedzkiej troskliwości. Na książkę składa się osiem opowiadań: Opowieść wiosenna, Opowieść letnia, Opowieść jesienna, Opowieść zimowa, Tajemnicze schody, Wysokie wzgórze, Morska opowieść oraz Dzidziusie Makóweczki. Każde z nich tak samo urokliwe i mądre. Urzekła mnie wzajemna troska jaką wykazują się bohaterowie, chwyciło za serce dbanie o każdego mieszkańca Grodu, życie we wspólnocie, bycie razem – to, czego dziś brakuje coraz bardziej i bardziej.

Język opowiadań jest niezwykły – przez każdą historię płynie się z prawdziwą przyjemnością, wiedząc, że nawet jeśli pojawią się sytuacje trudne, wszystko skończy się dobrze, bo sama przestrzeń lingwistyczna jest bezpieczna i oswojona. Nazwy potraw to zaś prawdziwa poezja! Uwierzycie, że kawy nie lubię, ale na hasło „kawa z żołędzi” moje receptory smakowe zaczynały wariować? Barklem czaruje słowem, stwarzając świat niebywale pozytywny, wiedziony szacunkiem do siebie nawzajem oraz do otaczającego świata.

Ach, jakże marzyłoby się o tym, by ową mysią życzliwość i spokojne życie pełne zachwytu nad codziennością i drobnostkami przenieść na świat ludzki! 

Mimo że swoje lata już mam, popołudnie spędzę z serialową Mysią Doliną oraz W jeżynowym Grodzie. Wam zaś polecam prędko kierować się do księgarni, gdzie czekają pełne wdzięku, sympatyczne myszki: lady i lord Drewienkowie, pani i pan Żabuchowie, pan Jabłuszko, pani Chrupiskórka, Fredzio, Makóweczka Bystrzycka, Dereń Mączniak, Bazyli, Kasztanek, Prymulka, Bazia, Oset, Koniczynka, Lilijka, Len, Skrzętka, Kamyczek, Muszelka, Portulaka, Krewetka, Różyczka, Jaskierek i Pestek.


Gwarantuję, że zarówno mali, jak i duzi, mogą się od nich wiele nauczyć.

Szczerze polecam!



Jeśli macie ochotę zajrzeć do środka, zapraszam na krótki filmik:



sobota, 21 października 2017

Silmarillion. Wydanie ilustrowane - J. R. R. Tolkien


J.R.R. Tolkien był, jest i będzie dla mnie synonimem erudyty, człowieka z niekrępowaną wyobraźnią, której szlachetności dodał ogromny kunszt literacki i nieprawdopodobna wiedza. Te trzy elementy złączone w książkach mistrza fantastyki po dziś dzień zachwycają coraz to nowe rzesze fanów, zdolne docenić ponadczasowy talent i nieprawdopodobną zdolność do snucia wielopoziomowych opowieści.



Silmarillion jest tak naprawdę tym, od czego rzadko fani Tolkiena zaczynają wędrówkę przez Śródziemie, a od czego zaczynać powinni. Książka ta stanowi relację o Dawnych Dniach, a więc Pierwszej Erze Świata, o tym, co zdarzyło się na długo przed Władcą Pierścieni, przynależącego do końca Trzeciej Ery. Publikacja ta jest preludium do tego, co w kulturze masowej najbardziej rozpowszechnione. Nakreśla początki panowania Władcy Ciemności, Morgotha, władającego dużo wcześniej niż osławiony Sauron. Jest także świadectwem walk Elfów Wysokiego Rodu, mających na celu odzyskanie kamieni zwanych Silmarilami – tymi, które zawłaszczył Morgoth. Te jednak opowieści są jedynie wstępem do historii o wiele bogatszej i o wiele szerzej nakreślonej. Na kartach Silmarillionu poznamy bowiem nie tylko opowieść o kamieniach i ich losach, lecz także cztery pomniejsze historie Muzykę Ainurów (Ainulindalë) traktującą o powstaniu świata mocą muzyki, Historię Valarów (Valaquenta) – te dwie ściśle z Silmarillionem powiązane, jak i Upadek Númenoru (Akallabêth) oraz Pierścienie Władzy. Ostatnia z nich czytelnikowi znana będzie najbardziej, bo jest swoistym streszczeniem tego, co znamy z uniwersum Władcy Pierścieni.

Mimo że uznaję się za wielką miłośniczkę twórczości Tolkiena, muszę z pewnym żalem przyznać, że podobnie jak większość znanych mi osób, znajomość jego tekstów rozpoczęłam od Hobbita, do którego dziś sentyment mam wybitny. Jestem jednak zdania, że w życiu czytelnika nic nie dzieje się bez powodu i to, czego jako trzynastolatka prawdopodobnie bym nie zrozumiała i nie objęła kształtującym się dopiero umysłem, dziś doceniam w dwójnasób, widząc w Tolkienie nie tylko sprawnego powieściopisarza, ale przede wszystkim twórcę wysokiej próby, zdolnego kreować światy nie do podrobienia.

Jego pisarska wirtuozeria mnie zachwyca, wprawiając nierzadko w osłupienie. Częstokroć zastanawiam się, jak udało mu się napisać coś, co tak kapitalnie się łączy, zazębia i tłumaczy, jak stworzył uniwersum tak kompletne, że nawet najuważniejszy czytelnik początkowo bez linii rodów i map nie poradzi sobie z lekturą pełną. Mnogość dat, postaci, wydarzeń jest wręcz niepoliczalna, wszystkie jednak są spójne i wynikają jedne z drugiego. Silmarillion to kapitalne wprowadzenie do świata Śródziemia, doskonałe ukazanie początków tego, co w kolejnych tekstach zostaje uzupełnione. Język, którym posługuje się Tolkien jest tak bogaty i plastyczny, że odpowiednio nim nakierowana wyobraźnia czytelnika może wytworzyć w głowie takie obrazy, do których będzie się tęsknić.

Cudowne ilustracje Teda Nasmitha dodają całości dodatkowych walorów (choć nie brakuje mu ich wcale). Żałuję jedynie, że zostały one wydrukowane na zwykłym papierze, nie zaś na papierze kredowym, jak miało to miejsce w poprzednich edycjach. Nadawał on całości głębi, tutaj nieco utraconej. W żaden sposób nie wpływa to jednak na przyjemność lektury i wrażenie obcowania z literaturą najwyższej próby – ponadczasowej, uniwersalnej i tak głębokiej, że nie sposób przestać do niej wracać.

Ted Nasmith - źródło



Genialna, choć niełatwa w odbiorze, z pewnością nieprzeznaczona dla osób spragnionych lektury pospiesznej. 

Polecam gorąco.

***

piątek, 13 października 2017

Labirynt duchów - Carlos Ruiz Zafón




Labirynt duchów, to najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka roku. Ponowne wejście do świata zainaugurowanego przez Carlosa Ruiza Zafóna w fenomenalnym Cieniu wiatru, a rozwijanego później w Grze anioła i Więźniu nieba było czasem niezwykłym, a co najważniejsze – wyjaśniającym i naświetlającym to, co dotąd autor skrzętnie przed czytelnikiem ukrywał, lawirując wątkami jak wytrawny mistrz.

Wraz z bohaterami przenosimy się do Barcelony lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to Hiszpanię spowija reżim generała Franco, a władzę trzymają ci, którzy wiedzą wokół kogo i kiedy się zakręcić. W  tych okolicznościach poznajemy Alicję Gris, agentkę pozbawioną skrupułów, działającą inaczej niż policja, bowiem za nic sobie mającą większość z obowiązujących zasad. Jest piękna, inteligentna, nie boi się niczego, a co najważniejsze – jest skuteczna. Te cechy zostają zauważone, a kobiecie powierzona sprawa o najwyższym wymiarze poufności – ma zając się zaginięciem ministra kultury Mauricia Vallsa, niegdysiejszego dyrektora więzienia Montjuic.

Alicja dostaje do pomocy (a może raczej do przypilnowania jej, by łamanie zasad nie przerodziło się u niej w rytuał) kapitana policji, który to, podobnie jak większość mężczyzn, do współpracy z kobietą o takiej sławie nie był przekonany. Ich zadaniem jest odnalezienie ministra w jak najszybszym tempie. Poszukiwania zataczają szerokie kręgi i prowadzą w odległą przeszłość. Wszystko to za sprawą odnalezionego nie do końca uczciwie siódmego tomu niezwykle trudno dostępnej serii Labirynt duchów, która to książka prowadzi Alicję do popularnej niegdyś księgarni Sempere i Synowie, nas zaś w znane objęcia bohaterów znanych z poprzednich części – dorosłego już Daniela, od którego wszystko się zaczęło, jego żony Beatrice, synka Juliana i Firmina, który okaże się Jokerem całego cyklu.  

Odnaleziona przez bohaterkę książka stanie się początkiem jej drogi w przeszłość i poznania samej siebie. Okaże się bowiem, że jej losy nieodłącznie splecione są z księgarnią Sempere i Synowie oraz wszystkimi jej pracownikami. Sam zaś wolumin nieść będzie ze sobą ogromne niebezpieczeństwo wiodące ponownie na Cmentarz Zapomnianych Książek, gdzie wszystko się zaczęło i wszystko będzie mieć swój finał.

Zafón po latach milczenia i – może niesłusznie – oskarżania go (mea culpa) o odcinanie kuponów od popularności Cienia wiatru i tworzenie tekstów niedopowiedzianych, nieukończonych, przedziwnych, wraca, by udowodnić, że wszystko to, co brane było za spadek formy, było tak naprawdę przygotowaniem na Labirynt duchów i ostatecznie rozplątanie wielopiętrowej intrygi snutej od lat i umyślnie niefinalizowanej na kartach poprzednich tomów, po to, by całość mogła wybrzmieć jak najdonośniejszy i najpiękniejszy dzwon.

Od pierwszego momentu zetknięcia się z Labiryntem... aż do jego ostatniej stronicy odnosi się wrażenie, że ma się do czynienia z tekstem niezwykłym, obiecującym spotkanie z bohaterami, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić i rozwiązania, których niecierpliwie oczekiwaliśmy, nawet nie zdając sobie z  tego sprawy. Zafón udowadnia, że włada piórem jak prawdziwy mistrz, a snucie intryg to jego chleb powszedni. Labirynt duchów tak lingwistycznie, jak merytorycznie spełnia oczekiwania czytelnika stęsknionego emocji towarzyszących przemierzaniu Cmentarza Zapomnianych Książek. Autor zaś składa za pomocą tej książki hołd literaturze w najdoskonalszej formie.

Ja, jako wierna fanka cyklu, jestem urzeczona, uwiedziona i ukontentowana takim sfinalizowaniem tego, co od kilku lat stanowiło moją największą literacką przygodę, okraszoną niejednym intensywnym wspomnieniem zapachu antykwarycznych zbiorów, księgarnianych półek i ciepła witającego mnie na progu księgarni Sempere i Synowie.


Polecam ogromnie. Jeśli nie znacie serii – Waszą powinnością jako miłośników literatury jest ją odkryć. 



Inne książki Autora na blogu: