poniedziałek, 5 maja 2014

Mały zbój – Anna Dmytruszyńska


Tytuł: Mały zbój
Autor: Anna Dmytruszyńska
Wydawnictwo: Ovo
ISBN: 9788393570911
Ilość stron: 23

Mały zbój to kolejna propozycja Wydawnictwa Ovo ze świetnymi ilustracjami Katarzyny Kołodziej. Autorką tego zbiorku dedykowanego młodemu pokoleniu rozbójników jest Anna Dmytruszyńska.
Tomik ten zbiera w sobie teksty, które szczególnie przypadną do serca małym urwis(k)om.  Pisarka pochyla się między innymi nad Demonem Prędkości, roztrząsa problem migrujących skarpet, rozmyśla nad fenomenem znikających pod stołem potraw, nad którymi mamy pracują godzinami, rozważa kolejne zwierzęce wcielenia dzieci, zapisuje co dzieje się w domu, gdy tata śpi, usprawiedliwia późne powroty dzieci ze szkoły, analizuje wydarzenia mające miejsce w dziecięcych pokojach, przedstawia szeroki zakres młodzieńczych możliwości, wreszcie na tapecie pojawia się kwestia rodzicielskich wierzeń zarysowywanych z wielką pieczołowitością, ale i niedowierzaniem.
Utwory Dmytruszyńskiej to pogodne, zabawne, pełne humoru teksty, w których niejedno dziecko (i rodzic) odnajdzie siebie. Każdy maluch powinien zainteresować się tą barwną propozycją, będącą inteligentną i humorystyczną odpowiedzią na codzienność naszych pociech. Dwanaście wierszyków można z równym powodzeniem przeczytać jednym tchem, jak też podzielić ich lekturę na kolejne dni.
Niewielki format książeczki umożliwia jej zabranie w każde miejsce: publikacja zmieści się w każdej torebce i z pewnością zapewni dziecku przednią zabawę w przestrzeniach, w których mógłby się nudzić. Mały zbój chętnie pójdzie z nami do lekarza, potowarzyszy paniom stojącym w sklepowych kolejkach, umili podróż autobusem czy samochodem. To propozycja na każdą okazję!
Niewielka ilość słów i obecność rymów sprawiają, że książeczka nadawać się będzie także do samodzielnego czytania, gwarantując wybuchy śmiechu i wiele radości.
Całości dopełniają barwne, pogodne ilustracje przyciągające wzrok.

Ale uwaga: książeczka może inspirować do psot! Kupujecie więc na własną odpowiedzialność:)

A jak urosnę… – Julianna Michorczyk


Tytuł: A jak urosnę...
Autor: Julianna Michorczyk
Wydawnictwo: Ovo
ISBN: 978-83-935709-0-4
Ilość stron: 42

A jak urosnę… to tomik wierszy dla najmłodszych, charakteryzujący się prostotą i łatwością przekazu.
Autorka- Julianna Michorczyk – to poetka debiutująca w 2009 roku, tomikiem wydanym przez Gminę Trzebnica. Od samego początku poświęca soje teksty miastu i regionowi, z którego się wywodzi, a także jego mieszkańcom, szczególnie zaś tym najmłodszym.
Książeczka ta jest wyjątkowa dlatego, że zbiera w sobie teksty Michorczyk, które uświetniały wiele uroczystości przeznaczone dla dzieci lub też przez nie organizowane. Autorce nie obce jest tworzenie scenariuszy, ale również utworów przeznaczonych dla dojrzałego czytelnika. Są to przede wszystkim wiersze i teksty o charakterze satyrycznym. Choć jej utwory szczególnie bliskie będą właśnie tym, którzy we wspomnianych już uroczystościach brały czynny lub bierny udział oraz mieszkańcom miasta, z którego autorka się wywodzi, także i pozostali czytelnicy odnajdą w niej wiele interesujących miejsc.
Cechą wyróżniającą ową publikację jest szata graficzna, która pokazuje jak silny jest związek autorki z dziećmi – to właśnie one są autorami ilustracji wykorzystanych przy tworzeniu oprawy książki. Co więcej – obrazki te nie są jedynie dodatkiem do całości, lecz równoprawnymi elementami, stawianymi na jednej szali z tekstami Michorczyk. Dopiero współistnienie obu jest pełnią, do której dążyła autorka, tworząc ów projekt literacki.
Przedszkolak biorący do ręki tę książkę poczuje się doskonale! Zobaczy w niej bowiem bliźniacze odbicie własnych prób plastycznych, bliską mu interpretację tego, co czytane, nieporadnie stawiane kreski, kropki, wypełniane kolorami. Przekaz będzie dla niego jasny i oczywisty, a sama publikacja natychmiast przyjęta jako własna i swojska.

Tomik A jak urosnę… zbiera w sobie poza ilustracjami dwadzieścia dziewięć tekstów o różnorodnej tematyce. To miejsce spotkania z wiosennym sadem, skrzącym się feerią barw; wizją dorosłości; troską o zwierzęta; zaświadczenie o ciężkiej pracy przedszkolaka; relacjach rodzinnych; zetknięcie z czasem Bożego Narodzenia, śnieżną rzeczywistością; jesienną paletą kolorów; to kalejdoskop wrażeń i doświadczeń gromadzonych przez cały rok, a następnie przelanych na papier. Teksty mają bardzo charakterystyczny rytm i rytm, znany ze szkolnych przedstawień. To właściwie gotowe do podziału na role fragmenty projektów przedstawień.
Przede wszystkim jednak to książka dla dzieci, z myślą o dzieciach, z rysunkami dzieci o niewątpliwym uroku.
Polecam!

niedziela, 4 maja 2014

Wakacje z Lawendynką – Justyna Bajda


Tytuł: Wakacje z Lawendynką
Autor: Justyna Bajda
Wydawnictwo: Ovo
Ilość stron: 50

Prowansja, lawendowy kolor, pastelowe odcienie, delikatne barwy – wszystkie te elementy łącząc się ze sobą przywołują skojarzenia z wakacjami, leniwymi popołudniami i całkowitą beztroską.
Zapachy, wspomnienia dzieciństwa, rozmowy z przyjaciółką na parapecie – wszystkie te elementy znajdziemy w książce Justyny Bajdy – literaturoznawczyni i historyka sztuki, pracowniczki Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Choć na co dzień zajmuje się ona literaturą i sztuką przełomu XIX i XX wieku, Wakacje z Lawendynką to zupełnie inna propozycja, dedykowana dzieciom powyżej piątego roku życia.
W niej to spotykamy się z Natalką i jej fioletową przyjaciółką – Lawendynką, zrodzoną w tajemniczy sposób na prowansalskich polach skąpanych deszczem.
Gdy dziewczynka opowiada o niej swojej mamie, ta przeszukuje wszystkie sklepy w poszukiwaniu niezwykłej przyjaciółki swojej córeczki. Zagląda na półki z pachnącymi mydełkami, lalkami ze wszystkich stron świata, szuka na stronicach książek. Niestety nie wie, że Lawendynka jest nie do kupienia. Ona sama odnajduje czekające na nią dziecko, by wraz z nim spędzać kolejne dni. I znajduje! Gdy tylko rodzina wybiera się na wakacje do pachnącej lawendą Prowansji, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przed Natalką materializuje się jej od dawna wyczekiwana przyjaciółka, czyniąca wyjazd niezapomnianym.
Choć publikacja ta opowiada o przyjaźni i zachwycie nad naturą, autorka przelała na nią całą swoją miłość do Prowansji, której nie zdołała i nie chciała zamaskować. Atmosfera tego fragmentu świata jest wyczuwalna niemal namacalnie. W książeczce tej roi się od synestezji, potęgowanych malowniczymi ilustracjami autorstwa Katarzyny Kołodziej (piękne!), rozmytymi niczym pociągnięcia pędzla. Oprócz pól skrzących się fioletem i żółcią, zabiera nas autorka nad lazurowe wybrzeże, do miejsca, w którym morze zamyka w sobie wszystkie kolory, po to, by na zakończenie zachwycić nas wizją niekończącej się nigdy tęczy, skupiającej w sobie piękno całego świata – tak barwnego jak tylko możemy sobie wyobrazić.
Na tym tle zarysowana została uniwersalna opowieść o przyjaźni, rodzącej się niespodziewanie, jeśli tylko czekać  na nią cierpliwie. Relacji, o której wie się jedynie tyle, że jest i że nie sposób jej kupić ani nikogo do niej przymusić. Związku dusz, stworzonym na długo przed bezpośrednim spotkaniem.
Przyjaźni, która choć czasem odchodzi, pozostawia w nas niezatarty ślad – wspomnienia, ciepło w sercu i radość ze wspólnie spędzonych chwil.
Bajda namalowała słowami przestrzeń bezpieczną i przyjazną, pełną ciepła, zrozumienia, troski i dbania o drugiego człowieka oraz nieustannego uczenia się otaczającego świata, którą zachwyci się pewnie niejedna dziewczynka (i pewnie jej mama).
Polecam!


sobota, 3 maja 2014

Duuuszki - bądź szybki jak błyskawica!


Tegoroczną majówkę, oprócz filmów oglądanych w rozsądnych ilościach, wycieczki, pracy i nadrabianiu pisania recenzji, urozmaiciła kolejna gra Egmontu - Duuuszki, autorstwa Jaquesa Zeimeta z ilustracjami Gabrieli Silveiry. Przyznaję, że urzekła mnie ona odkąd tylko ją zobaczyłam, wiedziałam zatem, że pierwsza rozgrywka będzie jedynie kwestią czasu, a sama zabawa przednia;)
Jest to gra, która nie wymaga wiele czasu - zwłaszcza w podstawowej wersji (wydawcy informują, że runda trwa okołu 20 minut, nam zajęła niecałe 10). W związku z tym spokojnie możecie umilać nią sobie przerwy w domowej pracy. W paczce znajdziecie 5 drewnianych elementów, widocznych na powyższym zdjęciu: białego ducha, zieloną butelkę, czerwony fotel, niebieską książkę i szarą mysz, a oprócz nich 60 kart.

Celem gry jest zdobycie jak największej ilości kart we wszystkich rundach.
Przebieg? Emocjonujący!

Najważniejszy w tej grze jest bowiem refleks i koncentracja. A zasady są banalne: jedna osoba wyciąga kartę ze stosu i kładzie ją w taki sposób, by pozostali uczestnicy widzieli, co się na niej znajduje.Wszyscy gracze jednocześnie przyglądają się karcie i starają się jak najszybciej złapać właściwy przedmiot.
Jeśli na karcie widnieje obrazek odpowiadający drewnianemu przedmiotowi (w 100% - także w barwie) nie ma problemu. Jeśli jednak kolory przedmiotów na karcie nie odpowiadają kolorom drewnianych przedmiotów, gracze muszą złapać przedmiot, którego na karcie nie ma i którego kolor nie występuje na karcie. Osoba, która jako pierwsza złapie odpowiedni element - zabiera kartę. Wszyscy, którzy się pomylili muszą oddać jedną ze zdobytych wcześniej kart do pudełka.



II wariant gry - wariant trudniejszy, dotyczy tylko kart, na których znajduje się książka.
Gdy taka karta zostanie odwrócona, gracze zamiast łapać odpowiedni przedmiot, muszą jak najszybciej wypowiedzieć jego nazwę. Nietrudno tutaj o pomyłki, a co za tym idzie - oddawanie kart do pudełka:)

Mimo że bawiliśmy się stosunkowo krótko, to emocji nie brakowało:) Polecam!

Więcej informacji o grze po kliknięciu w logo Krainy Planszówek:
http://www.krainaplanszowek.pl/aktualnosci/art,230,duuuszki-polska-wersja-swiatowego-bestsellera.html

 A po obniżonej cenie kupicie ją tutaj:

http://sklep.egmont.pl/gry-planszowe/wszystkie/p,duuuszki,10278.html



Kręte ścieżki – Richard Paul Evans


Tytuł: Kręte ścieżki
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-2355-4
Ilość stron: 272
Cena: 32,90 zł

Kręte ścieżki, to trzeci tom powieści-drogi Richarda Paula Evansa, kontynuacja tekstów Dotknąć nieba i Na rozstaju dróg.
Alan jest człowiekiem, który w bardzo krótkim czasie stracił wszystko: ukochaną żonę, pracę i dorobek całego życia. Nie mając przed sobą właściwie żadnych perspektyw, spakował się i ruszył w drogę, bez planów i szczegółowego rysu. Podążał z Seattle do Kay West, najdalszego punktu, jaki mógł sobie obrać za cel.
Podczas swojej wędrówki napotkał wielu ludzi, którzy w krótkim czasie zmienili w nim bardzo wiele. Intensywność owych spotkań przełożyła się na jego sposób widzenia świata, sytuacji w jakiej się znalazł i samego siebie.
Homo viator w pierwszej kolejności spostrzegł, że śledzony jest przez Pamelę – matkę swojej zmarłej żony. Mimo jego jawnej niechęci, kobieta uparcie przemierza szlak w ślad za nim, po to, by pozyskać możliwość rozmowy, a później także i przebaczenia od jedynej osoby na świecie, która mogłaby jej teraz zapewnić spokój ducha. Rozmowa z nią, choć trudna, jest jednak dopiero preludium do  spotkań o wiele boleśniejszych i wymagających, między innymi z Leszkiem: Polakiem żydowskiej proweniencji, współczesnym dobrym samarytaninem, i ofiarą Holokaustu.
Podczas swej wędrówki w poszukiwaniu nadziei i sensu, Alan zdobędzie znacznie więcej – pokój, zapewniony przez przebaczenie Bogu, sobie i innym.

Przyjacielu – ciągnął Leszek – zniewalają nas rzeczy, których nie wybaczamy.[1]

Książka ta niesie przede wszystkim jedną uniwersalną prawdę – chowając urazy i decydując się na brak wybaczenia tym, którzy nas zranili, zapewniamy im miejsce w swojej przyszłości i codzienności, gwarantując sobie wciąż uciekające ku danej osobie myśli, wywołujące w nas zgorzknienie i cynizm. Wybaczając zatem – czynimy największy prezent samym sobie, uwalniając się od niechcianej obecności tych, których stała bliskość wciąż ewokuje w nas ból.

Wybaczyć to znaczy otworzyć klatkę, w której więził nas zły czyn innego człowieka i wyjść na wolność[2].

Mimo że prawda ta jest powszechnie znana, z jej realizacją bywa znacznie gorzej. Choć Alanowi wydawało się, że wybaczył – nigdy dotąd tego nie zrobił. Na swej drodze spotkał jednak wielu mądrych ludzi, którzy uświadomili mu sens i sposób w jaki należy dokonywać katharsis pojednania.
Kręte ścieżki to jednak tekst nierówny – rozpoczyna się niczym kolejna miałka powieść-droga, w której wszystko dzieje się zbyt szybko i bez namysłu: ludzie zatwardziali w sekundę weryfikują swoje poglądy i osądy, po czym następuje znacząca, choć niekoniecznie łatwa do uchwycenia zmiana – kolejne spotkania są już bardziej przemyślane, a przemiany czasochłonne, choć i tak, zważając na długość książki –  zbyt prędkie. Na niewielu ponad dwustu stronach, zawarty został tak silny ładunek emocjonalny i takie bogactwo metamorfoz, że nie sposób uwierzyć, by w prawdziwym życiu doszło do nich w takim szaleńczym tempie, co nieco rozmywa wiarygodność powieści, czyniąc z niej bardziej parabolę wyzutą z ram czasowych, emanującą symboliką, niż dziennik podróży. Rany nie znikają w mgnieniu oka. Nawet jeśli po latach ślepoty znajdziemy lekarstwo: kuracja trwa. U Evansa natomiast mamy do czynienia raczej z cudownym i natychmiastowym uzdrowieniem. Duszy, bo ciało kuleje.
Przypowieściowy charakter tekstu ma jednak dużą zaletę: posiada moc uwalniania i może być pomocny tym, którzy potrzebują uzdrowienia (jak sądzę – wszyscy) i przebaczenia. Lektura ta dla wielu może trącić banałem, dla wielu jednak stanie się przyczynkiem do odczytania w niej siebie i zachęty do wyjścia z gorsetu zatwardziałości i wyzwolenia samych siebie z okowów nienawiści.
I choćby dlatego – warto! I niekoniecznie musicie znać poprzednie tomy trylogii, by wydobyć z Krętych ścieżek to, czego w tym momencie najbardziej Wam potrzeba.


[1] Richard Paul Evans, Kręte ścieżki, Kraków 2014, s. 134.
[2] Tamże, s. 145.

czwartek, 1 maja 2014

Zieleń szmaragdu – Kerstin Gier


Tytuł: Zieleń szmaragdu
Seria: Trylogia Czasu
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323752660
Ilość stron: 455
Cena: 34,99zł


Zieleń szmaragdu wysunęła się właśnie na prowadzenie w kategorii najlepsza część, obejmującej Trylogię Czasu autorstwa Kerstin Gier.
Choć z czytaniem ostatnio u mnie krucho i kradnę każdą minutę notorycznie czytając na raty, czego szczerze nie znoszę, nawet to nie przeszkodziło mi wciągnąć w tę zwichrowaną opowieść.
Gdy ja zasiadałam do lektury z nadzieją na klasyczne rozsupłanie akcji, typowe dla trzecich tomów, często nużących i przewidywalnych, autorka tymczasem zacierała rączki, patrząc na mnie znad książki i mrucząc: „haha, ja ci dam rozwiązanie”. Mieszała jednocześnie w kotle fabularnym, dorzucając do niego kolejne wybuchowe składniki, czyniące książkę tę frapującą ponad miarę. Nastolatką już od kilku lat nie jestem, a mimo to dałam się złapać na przynętę i do samego końca wodzić za nos.
W poprzedniej części rozstaliśmy się z Gwendolyn cierpiącą, która teraz próbuje uporządkować swoje uczucia i uzdrowić złamane serce, metodą iście dziewczyńską: długie rozmowy przez telefon z przyjaciółką, rozpacz, próby uzasadnienia zachowania Gideona, rozkładanie swojego cierpienia na czynniki pierwsze i sadomasochistyczne próby wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, oczywiście ze zogniskowaniem całej winy na sobie. W międzyczasie na jej oczach rozgrywają się wydarzenia, mające mieć ogromny wpływ na losy jej, jej rodziny, a może i świata. Gwen musi więc mimo złamanego serca wziąć sprawy w swoje ręce. Nie po to, by pomóc Kręgowi Dwunastu, bo cierpiącej dziewczynie nie takie rzeczy w głowie, lecz po to, by przeżyć i w spokoju móc dalej rozpamiętywać swój ból.
Część ta lokuje nas na wyższym poziomie niż poprzednie. O wiele więcej w niej niebezpieczeństw, intryg, spisków. Bohaterka musi zdecydować się komu zaufać, a także wykazać ogromną pomysłowością. Mimo że zaplanowała sobie niemalże wszystko, by powstrzymać hrabiego de Sain Germain przed osiągnięciem celu, jej szyki popsuje niespodziewanie wyjawiona prawda o jej życiu, burząca jej dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa i przynależności.
Niezmiennie moją ulubioną postacią pozostaje Xemerius, choć w tym tomie w mych oczach zyskali także bohaterowie epizodyczni oraz – o dziwo! – Gideon, do tej pory kojarzący mi się niezbyt pozytywnie. Zieleń szmaragdu pełna jest niespodzianek, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że zachwyty nad całą trylogią nie są przesadzone, lecz w dużej mierze uzasadnione.
Mimo że nie jest to lektura najwyższych lotów, lecz prosta, mająca sprawić czytelnikowi przyjemność opowieść, jako młodzieżówka spisuje się rewelacyjnie! Pochłania, wyzwala z linearności, pozwala czytelnikowi na bezpieczne dryfowanie między XVIII a XXI wiekiem bez konieczności posiadania genu podróży w czasie, a jedynie za niewielką opłatą w formie poświęcenia kilku godzin z życia na lekturę. I te koszty warto ponieść!

Choć seria ta powstała wcześniej niż film, o którym chcę wspomnieć,  nie sposób nie dostrzec pewnych podobieństw i inspiracji. Już od pierwszego tomu w mojej głowie otworzyła się szufladka z produkcją Czas na miłość, w której to bohaterowie (tam jedynie mężczyźni, za to wszyscy) po przekroczeniu pewnego wieku otrzymywali dar podróżowania w czasie. Pomysł z zapisaniem w genach możliwość przekraczania ciągłości, jak i ogromu możliwości z tym związanych jest znany i… wciąż jeszcze nie do końca wyeksploatowany.
Jeśli spodobał wam się wspomniany film, a z trylogią tą nie mieliście jeszcze do czynienia – zachęcam! Nie są to idealne odwzorowania, bo przecież nie o to chodzi, ale powtarzalność motywów i stopnień przyciągania odbiorcy jest ten sam.

Poprzednie tomy (recenzje po kliknięciu):

http://shczooreczek.blogspot.com/2014/04/czerwien-rubinu-kerstin-gier.htmlhttp://shczooreczek.blogspot.com/2014/04/bekit-szafiru-kerstin-gier.html