wtorek, 24 września 2013

W komnatach Wolf Hall – Hilary Mantel


Tytuł: W komnatach Wolf Hall
Autor: Hilary Mantel
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 9788375087529
Ilość stron: 656
Cena: 41,90 zł

Jeśli macie dużo czasu, dysponujecie przestrzenią umożliwiającą skupienie, interesujecie się historią, szczególnie zaś losami Tudorów, a przy tym pragniecie rzetelnej i sprawnie napisanej powieści – przedstawiam Wam Hilary Mantel i jej W komnatach Wolf Hall.

Tudorowie to dynastia od wieków ciesząca się nieprzemijającym zainteresowaniem. Nie zliczę filmów ani projektów literackich czy opracowań naukowych im poświęconych, a każdy kolejny stara się podejść do tematu w sposób innowacyjny, by móc ciekawić. Mantel również przełamała model – nie prezentuje jedynie perypetii Henryka VIII, tak namiętnie eksploatowanych w przeróżnych tekstach kultury. Pochyla się za to nad wieloma postaciami, zdawać by się mogło – pobocznymi – a jednak ogromnie znaczącymi dla historii, przyglądając się Tudorom oczami Tomasza Cromwella.
Trylogia Mantel, zapoczątkowana tomem W komnatach Wolf Hall, to kolejny głos, mający przybliżyć przeciętnemu zjadaczowi chleba losy tej niezwykłej dynastii. Któż bowiem dziś o nich nie słyszał? Któż nigdy nie zetknął się chociażby z serialem poświęconym ich losom i nie wiem o kim tak naprawdę mowa? Myślę, że nie wielu. Tudorowie mają doskonały PR.
A jednak – wciąż można powiedzieć o nich coś nowego, wciąż jest szansa na świeżość opowieści, co udowadnia swoimi działaniami Mantel.
Oczywiście, jest to historia fabularyzowana, toteż wielu bohaterów nabrało rumieńców dzięki literackim zabiegom autorki, mającym sprawić, by jawili się oni nie tylko jako ciekawe postaci historyczne, ale też atrakcyjne postaci literackie. Nie dzieje się to kosztem prawdy – Mantel daleka jest od uciekania się do zabiegów zakłamujących historię, jej opowieść jest podparta ogromną wiedzą merytoryczną, co czyni ją wiarygodną. Można z powodzeniem traktować ją jako źródło historyczne – oczywiście nieco podkoloryzowane, ale nie inaczej tworzono przecież wszelkie kroniki, biografie, a do niedawna także i powieści historyczne.
Autorzy biegli byli w zmyślaniu niebyłych dialogów po to, by ich opowieść stała się bardziej absorbująca i paradoksalnie – wiarygodna. Mantel idąc tym śladem, dodaje od siebie rozmowy nigdy niemające miejsca, a jednak to właśnie one nadają kolorytu jej opowieści.

Przedmiotem narracji są oczywiście losy dynastii Tudorów, szczególnie zaś Henryka VIII i jego żon, widziane oczami wspomnianego już Cromwella. To on dostarcza czytelnikowi wiedzę o wszystkim, co dzieje się na dworze. Posiadł ją gdy z prawnika kardynała Wolseya awansował na najważniejszego doradcę króla. To w jego rękach dzierżona była odpowiedzialność za rozdzielenie kościoła anglikańskiego od Rzymu, to on uzyskał zaszczytny w mniemaniu monarchy tytuł „wicekróla do spraw religijnych”. Był zatem Cromwell obecny wszędzie tam, gdzie działo się coś znaczącego, dzięki czemu może relacjonować wydarzenia i być przy tym niezwykle godny zaufania.
W ciekawy sposób zbudowała Mantel bohaterów – w dużej mierze dzięki charakterystycznej i nieco trudnej w odbiorze narracji – poznajemy ich bogaty rys psychologiczny, a często także o drugie oblicze, zupełnie nieznane z kart historii. Cromwell, po lekturze tej nagrodzonej Bookerem książki, to już nie tylko bezlitosny i bezkompromisowy polityk, lecz także czuły mąż i ojciec, a także wielki dyplomata, o co nigdy nie podejrzewałby go król. Zmiana naszego stosunku do postaci wynika z jego hojnie przedstawionych losów – poznajemy jego życie niejako od zaplecza, wchodzimy niczym podglądacze w miejsca i zdarzenia, które go ukształtowały i nakazały przybrać maskę polityka bez skrupułów, czyniąc go szwarccharakterem każdej relacji o życiu Tudorów.
Już sam fakt tworzenia tak bogatych portretów swoich postaci, wyraźnie sugeruje jak drobiazgowa i precyzyjna jest w opisach Mantel. Jej tekst, to mozaika szczegółów, tworzących przepiękny witraż mieniący się tysiącem barw. Gdyby nie zamieszczony na początku książki spis bohaterów, ich koligacji rodzinnych oraz drzew genealogicznych, z łatwością można by się zgubić w korowodzie niezliczonych postaci. Mantel wychodzi jednak naprzeciw czytelnikowi, wykonując kawał rzetelnej pracy, mającej ułatwić nam lekturę tej wymagającej, ale jakże wartościowej książki.
Rewelacyjny tekst, który należy czytać z podobnym pietyzmem, z jakim autorka go skonstruowała. Nieprawdopodobna zdolność do łączenia wątków i umiejętność zachowania logiki i chronologii. Doskonała, naprawdę doskonała książka, której lekturę zalecam każdej osobie spragnionej wiedzy o Tudorach, podanej w nowy, kapitalny sposób.

poniedziałek, 23 września 2013

Konkurs

Sygnalizuję ostatnie dni na wysłanie zgłoszenia w konkursie:)



niedziela, 22 września 2013

Targi Książki w Katowicach - jak było?

Na katowickie targi zawsze czekam z ogromną niecierpliwością, licząc na ogrom wrażeń, wspaniałe spotkania, inspirujące wymiany zdań z wydawcami i autorami, książki w atrakcyjnych cenach, eBukę i inne.. W tym roku moje oczekiwanie było tym dotkliwsze, że nasza grupa Śląskich Blogerów Książkowych miała przestać działać jedynie w blogowej i spotkaniowej konspiracji - staliśmy się aktywnymi uczestnikami targów, prowadząc dwa panele dyskusyjne, na które zaprosiliśmy nie tylko przedstawicieli blogosfery, ale też wydawnictw. Jestem ogromnie dumna, że to co do tej pory było jedynie teorią wypadło tak dobrze, a nade wszystko - że w ogóle się odbyło i wzbudziło tak duże zainteresowanie. Cieszę się niebotycznie, że znaleźli się przedstawiciele literackich oficyn [a nie było to proste], którzy chcieliby i mieliby odwagę wejść w dialog z blogerami, odpowiadając na szereg pytań dotyczących współpracy recenzenckiej [opiniowej?:)].
Z tego miejsca ogromnie dziękuję Silaqui i Q. za ich chęć bycia przedstawicielami naszej grupy, a także reszcie członków ŚBK za ogromne zaangażowanie i pragnienie tworzenia czegoś wspólnie, czegoś co może realnie wpływać na rzeczywistość blogerów na Śląsku. Wielkie dzięki także za After Party, na którym mogłam poznać wielu z Was, których do tej pory kojarzyłam jedynie z pseudonimu na blogu - wspaniale jest spotkać się twarzą w twarz i wymienić doświadczeniami.
Troszkę zawiodłam się w tym roku na małej liczbie wystawców, którzy mogliby mnie szczególnie zainteresować. Prawdopodobnie dlatego [i z powodu kary narzuconej samej sobie] wróciłam z nich bez ani jednej książki. Obłowiłam się za to dodatkami, o których ze względu na sobie znane przyczyny muszę na razie milczeć:) Żeby jednak nie kompromitować się brakiem jakichkolwiek zakupów, zaprezentuję stos zgromadzony przez Sebastiana [wyłączając z niego Nową Ziemię, która należy do mnie, a którą właśnie czyta].
Do zobaczenia za rok!

Kluski, mydło i powidło - cudowne!

 Jak to na targach - były kluski, mydło i powidło. Oprócz książek - książkowe gadżety, ręcznie robione zakładki, kalendarzyki, torebki, maskotki, koszulki, koszyczki, zabawki, gry etc. Urodzaj w każdej dziedzinie.
Grzegorz Raczek i tegoroczna eBuka - gratuluję wszystkim laureatom!

Od lewej: Pani Dorota Malinowska-Grupińska - Wydawnictwo MG, pani Agata Napiórkowska - Wydawnictwo Nasza Księgarnia, pani Lidia Miś i pani Magda Rykiel - Wydawnictwo Dreams.

Q. i Silaqui
Ślascy Blogerzy Książkowi  i goście:)

Czy na pewno za darmo? Rola współpracy blogerów z wydawnictwami - panel dyskusyjny ŚBK.

After party - prawe skrzydło przybyłych:)
Zakupy Bastka







Minione wieki, tajemnice zabytkowych komnat. Chcesz wejść? - "Posiadłość" - Maggie Moon


Tytuł: Posiadłość
Autor: Maggie Moon
Wydawnictwo: Novae Res
Udostępnienie: Autorka
ISBN: 9788377225721
Ilość stron: 294
Cena: 33 zł



Posiadłość Maggie Moon, to literacki debiut dwudziestotrzyletniej autorki skrywającej się pod tym intrygującym pseudonimem. Chciałoby się dodać – debiut rewelacyjny i bardzo obiecujący. Rzadko zdarza się, by początkujący twórca potrafił swój doskonały projekt literacki przenieść ze sfery wyobrażeń do rzeczywistości, nie czyniąc krzywdy samej historii, która przecież „tak dobrze brzmiała w myślach, a tak źle prezentuje się na papierze”. Moon się udało – dzięki frapującej historii, którą zdecydowała się opowiedzieć, porwała mnie na kilka godzin do świata pachnącego historią i tajemnicą.
Zara Dormer, to utalentowana i obiecująca studentka malarstwa na Wyższej Akademii Sztuk. Dzięki wsparciu rodziców, którzy za punkt honoru postawili sobie dać swojej córce to, co najlepsze, udało jej się pobierać nauki na tej prestiżowej uczelni, zrzeszającej w swoich murach młodych ludzi z wyższych kręgów, mimo że sama pochodziła z nizin społecznych. To właśnie jej proweniencja  stała się przyczyną szykan ze strony znajomych, którzy zaślepieni mamoną, nie potrafili ujrzeć w niej prawdziwej artystki – w ich mniemaniu nie miała prawa należeć do ich towarzystwa, toteż skutecznie ją z niego wykluczyli.
Dzięki wsparciu finansowemu Dory – swojej najlepszej przyjaciółki – młodej malarce udało się wziąć udział w warsztatach organizowanych w posiadłości Debrettów – rodziny tyle inspirującej, co kontrowersyjnej. Wstęp na ich włości mają jedynie nieliczni, toteż ów wyjazd staje się dla Zary szczególną szansą i nobilitacją. Oprócz nauk, które będzie mogła pobierać od jednego z najważniejszych malarzy współczesnych, bohaterka liczy na uporanie się ze śmiercią swojej młodszej siostry.
Pierwsze chwile spędzone w zabytkowej posiadłości upływają jej pod znakiem oczarowania klimatem i magią miejsca, w którym się znalazła. Szybko jednak dziewczyna zaczyna czuć się nieswojo – bynajmniej nie z powodu stałych uszczypliwości dosięgających ją ze strony innych kursantów, lecz przez wzgląd na właścicieli i dziwne wrażenie bycia pod stałą obserwacją.
Umiejętności Zary, takie jak wyjątkowa spostrzegawczość, które w jej artystycznej pracy są atutem, w posiadłości okazały się jej przekleństwem, doprowadzającym do odkrycia sekretów, które nigdy nie miały wyjść na jaw. Dziewczyna przez swoją przenikliwość i zmysł obserwacji, stała się nieproszonym gościem, którego za wszelką cenę należy zmusić do milczenia.
Narracja prowadzona jest dwutorowo, dzięki czemu równolegle poznajemy historię współczesną jak i mamy wgląd w retrospektywne wizje sięgające XIX wieku.
Moon decydując się na poprowadzenie fabuły śladem powieści grozy, strzeliła w dziesiątkę. Misterna tajemnica skrywana od lat w budynku pamiętającym minione epoki, dumni właściciele, wystawne bale, tajemne przejścia, podziemne lochy, legenda o wygłodniałych wilkach i naiwnych dziewczętach zapuszczających się głęboko w las: to elementy, które przywodzą na myśl zarówno wiktoriańskie opowieści, jak i horrory inicjowane przez Poego. Autorce udało się zbudować synkretyczny i formalnie nawiązujący do wielu wcześniejszych tekstów kultury utwór, który zaskakuje i staje się obietnicą pojawienia się na świetlistym niebie polskiej literatury kolejnej gwiazdy – oby świecącej jak najdłużej i jak najjaśniej.

Polecam Wam debiut tej młodej pisarki – jeśli tylko nie boicie się wędrować po minionych epokach i tajemniczych piętrach wiekowych posiadłości.

 ________________
Książka przeczytana w ramach nowych wyzwań Śląskich Blogerów Książkowych.

sobota, 21 września 2013

ŚBKowe zboczenia książkowe


Nie jesteście pewni czy jesteście uzależnieni od książek? Poniższy kwestionariusz pomoże Wam to sprawdzić! Portal Buzz Feed opublikował listę zachowań, które mogą świadczyć o tym, że czas się leczyć...
Moje odpowiedzi zostały pogrubione a dopiski - kursywą:)

  1. W dzieciństwie książki były Twoimi najlepszymi przyjaciółmi. [raczej: jednymi z najlepszych]
  2. Kiedy czytasz dobrą książkę zapominasz o jedzeniu i spaniu.
  3. Twoje wzloty i upadki są całkowicie uzależnione od tego, co akurat czytasz. [Niekoniecznie, staram się, na ile to możliwe, rozdzielać fikcję i rzeczywistość i brać odpowiedzialność za swoje życie i działanie]
  4. Przeżywasz traumę przez coś, co zdarzyło się „tylko” w książce.
  5. Masz w portfelu na wierzchu kartę do biblioteki, a nie prawo jazdy. [nie mam prawa jazdy, ale przypuszczam, że i tak byłoby daleko :) Dowód i legitymacja również giną w odmętach portfela, udostępniając lepsze miejsce wszystkim kartom bibliotecznym:) ]
  6. Myślisz o kolorach w kategoriach serii Penguin Classics.

  7. Deszczowe dni>słoneczne dni. [mogłabym postawić znak równości - z każdego deszczowego mogę zrobić słoneczny, ale to nie oznacza, że naturalnie słoneczny jest dla mnie mniej wartościowy:)]
  8. Tak wyobrażasz sobie idealny dom.

  9. Przechodzenie obok zamkniętej księgarni jest torturą, a kiedy jest otwarta, nie jesteś w stanie wyjść bez kupienia czegoś. Zadurzyłaś/eś się w sprzedawcy w księgarni tylko na postawie jego gustu książkowego. [Ostatnio udaje mi się nie kupować! Ale to naprawdę bolesne chwile:)]
  10. Za każdym razem kiedy rozpoczynasz nowy projekt, musisz najpierw przeczytać mnóstwo książek na jego temat. Zakładasz, że z książek nauczysz się wszystkiego.
  11. Nigdy nie wyśmiewasz tego, kto coś przeczytał, ale szydzisz z tych, co nie czytali. Nie szydzę z nikogo, nie uważam się za lepszą tylko dlatego, że czytam, ale też nigdy nie wyśmiewam doboru lektur przez innych. Każdy czyta to, co go rozwija i sprawia mu przyjemność. Zbyt duży jest wybór bym miała prawo do jakiejkolwiek oceny w tej kwestii.]
  12. Kiedy ktoś przychodzi do Ciebie po radę, dajesz mu książkę. [Nie inaczej:)]
  13. Tak wygląda Twoja walizka gdy jedziesz na wakacje. [zazwyczaj są dwie albo jedna jest o wiele bardziej wypchana - do oporu + oczywiście czytnik:)]

  14. Nie masz pojęcia, co robią na plaży ludzie, którzy przychodzą tam bez książek.
  15. Stos książek przy Twoim łóżku zaczyna przypominać wieżę z gry Jenga.  [już dawno przestał "zaczynać".:)]

  16. Najseksowniej wyglądają dla Ciebie osoby, które trzymają w ręku książkę.
  17. Im grubsza książka, tym lepsza. [Apetyt rośnie w miarę jedzenia:))]

  18. Oceniasz ludzi na podstawie ilości książek, które mają w domu. Ale książki i tak są lepsze niż konieczność zmagania się z ludźmi.  [Jestem trochę aspołeczna, nie ukrywam:) A jeśli chodzi o ocenianie - osoba, która ma wiele książek od razu wydaje mi się bliższa, ale nie oznacza to, że jeśli ktoś ich nie ma, to jest dla mnie skreślony - zawsze można nawracać:)]
  19. Twoja wiara w ludzi wraca, kiedy ktoś przeczyta książkę, którą mu polecałaś/polecałeś.
  20. Książka jest zawsze, zawsze lepsza.
  21. Jedną z największych przyjemności w twoim życiu jest zapach książek.
  22. Bardzo przejmujesz się przemocą wobec książek.
  23. Oczywiście, że ćwiczysz! [W ten sposób - nie! Patrz punkt wyżej]
  24. Zachowujesz się czasami jakbyś cierpiała/ł na bezsenność.
    A kiedy już zasypiasz, to zwykle z książką w ręku.
  25. Kończenie dobrej książki jest jak strata przyjaciela. Pomiędzy jedną a drugą książką jesteś zagubiona/y.


    Źródło: http://www.ksiazka.net.pl/index.php?id=4&tx_ttnews[tt_news]=17225&tx_ttnews[backPid]=1&cHash=b7ed90cf7c

czwartek, 19 września 2013

To, co zostało - Jodi Picoult



Tytuł:  To co zostało
Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 978-83-7839-604-8
Ilość stron: 560 
Jodi Picoult jest pisarką, po której teksty sięgać bardzo lubię, a jednak robię to z umiarkowaną częstotliwością. Wynika to z ciężkiej materii podejmowanych przez nią wątków. Zdarza się, że po lekturze którejś z jej książek, czuję się przytłoczona przez wiele dni, podczas których nie potrafię pożegnać się z bohaterami i światem przedstawionym. Ktoś mądry powiedział, że zakończenia z happy endem są złe dla autora, pragnącego skupić uwagę czytelnika na swojej twórczości, bo mają to do siebie, że bardzo szybko zapominamy o losach postaci, których życie potoczyło się nad wyraz szczęśliwie: nie mamy bowiem o czym myśleć, komu współczuć, czym się przejmować, gdyż wszystko pobiegło z góry wytyczonym torem. Wiele w tym racji - to zakończenia pozbawione lukrowej polewy są tymi, o których pamięta się przez długi czas. To one, choć wcale niekolorowe, choć odarte z jasnych rozwiązań, są przyczyną trwałego zafascynowania twórczością pisarza zdolnego do budzenia emocji uśpionych.
W swojej najnowszej powieści Picoult podejmuje próbę odnalezienia odpowiedzi na pytania o sens wybaczenia, sens kar wymierzanych na zbrodniarzach hitlerowskich, sens ofiar i prawo współczesnych do oceniania ludzi, którzy przed kilkudziesięcioma laty podejmowali decyzje na zawsze zmieniające bieg historii - nie tylko powszechnej, ale przede wszystkim jednostkowej. 
Opowieść Josefa, to swoiste confiteor. Funkcja konfesyjna jego wyznania wysuwa się na pierwszy plan powieści. Mężczyzna spowiada się zupełnie obcej kobiecie, by uzyskać jej przebaczenie, udzielone w imieniu Żydów, którym nie udało się ocaleć z Holocaustu. Jego historia, to tak naprawdę zapis prania mózgu, jakiemu poddawani byli młodzi Niemcy w Hitlerjugend; a także opis ludzi zbyt słabych, by wyplenić zło, które zapuściło w nich korzenie. 
Sage Singer właśnie straciła mamę, która zmarła w wyniku wykończenia organizmu chorobą nowotworową. Jej życie to pasmo porażek, którego nie potrafi przerwać. Kobieta uwikłana jest w romans z żonatym mężczyzną, a jedyną pociechę niesie jej praca w piekarni. Mimo miłości, którą otacza ją babcia, bohaterka nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami. Rozpoczyna więc terapię, na której poznaje ponad dziewięćdziesięcioletniego mężczyznę - Josefa, z którym szybko się zaprzyjaźnia. Człowiek ów zaczyna ufać jej na tyle, by poprosić ją o nietypową i wielce kontrowersyjną rzecz - pragnie, by Sage pomogła mu umrzeć, wysłuchawszy najpierw jego wyznania. Okazuje się, że ten miły, altruistyczny staruszek, to esesman z historią zbroczoną krwią niewinnych ludzi; pragnący uzyskać przebaczenie. Sage wydaje się idealna - ma bowiem korzenie żydowskie, a jej babcia, to jedna z więźniarek, które przeżyły Zagładę.
Picoult przekrojowo maluje rzeczywistość ludzi dopasowujących się do panujących reguł, zarysowuje mikroświat rodziny, która przeżyła wojnę, będący alegorią wielu podobnych historii. Choć nie jest to opowieść prosta, czyta się ją łapczywie, mając nadzieję na triumf sprawiedliwości. 
Picoult, podobnie jak jej bohaterowie wie, że opowieść raz puszczona w świat, zatacza coraz szersze kręgi, a mimo to, bycie świadkiem wydarzeń Holocaustu nie zmienia historii - po dziś dzień na całym świecie istnieją obozy, w których kończy się ludzkie życie. Prawda jest o wiele trudniejsza niż fikcja, rządzona przez ułomne środki, jakimi dysponuje autor. Słowa, które w obliczu niewypowiedzianej tragedii stają się jedynie marną próbą uchwycenia emocji i przeżyć tak złożonych, że nie sposób przelać je na papier, stają się u Picoult odzwierciedleniem skomplikowanej sytuacji, w jakiej w obliczu wyznania znalazł się po latach kat i (niespodziewanie) wnuczka ofiary. Mimo że nie sposób w pełni wyobrazić sobie opisywanego dramatu, słowa nie są wyświechtane i bez kształtu: pokazują, że wolność, błędnie dziś rozumiana, to nie prawo, a ogromny przywilej, którego dziś nie doceniamy.To, co zostało to świadectwo bestialstwa nazistów, ich bezlitosnego mordowania, skrajnego odczłowieczenia, ale też obraz ludzi, którzy potrafili poświęcać życie dla drugiego. To przejmujący głos o drugiej wojnie światowej, zbierającej obfite ziarna niewinnych istnień.
PS O wiele bardziej trafny wydaje się tytuł oryginalny;)
PS O wiele bardziej trafny wydaje się tytuł oryginalny;)