czwartek, 15 marca 2012

Szósty – Agnieszka Lingas-Łoniewska



W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu... odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem...


Co dzieje się, gdy czytelnik trzyma w ręku książkę będącą wybuchowym połączeniem romansu i kryminału? Tylko jedno – nie sposób jej wypuścić, nie sposób ująć słowa emocji towarzyszących lekturze.

Tytułowy Szósty, to seryjny morderca grasujący na Górnym Śląsku, którego ofiarami padają młode blondynki o zielonych oczach. Wszystkie są przez niego przetrzymywane i poddawane torturom fizycznym i psychicznym, po to by nim minie szósty dzień stać się już tylko wspomnieniem, mającymi uwolnić zabójcę od traumy przeszłości.


Sprawą zajmuje się Śląska Grupa Śledcza, sekcja ciesząca się renomą i poważaniem, która nie raz doprowadzała do szczęśliwego finału pozornie nierozwiązywalne śledztwa. Jej głównodowodzącym jest Marcin Langer. Tym razem dochodzenie wydaje się być na tyle trudne, że sekcja podejmuje decyzję o przydzieleniu do sprawy najlepszego profilera – okazuję się nim być piękna Alicja Szymczak, kobieta, na którą zupełnie nieświadomie czekał Marcin.

Losy dwójki bohaterów nie splotły się bowiem dopiero w Śląskiej Grupie Śledczej. Przed sześcioma laty spotkali się oni w dramatycznych okolicznościach – w przestrzeni szpitalnej.
Ona czuwała przy łóżku swojego ciężko rannego, świeżo poślubionego męża; on leżał w powypadkowej śpiączce. Wtedy też za sprawą onirycznych wizji oraz metafizycznych przeżyć na zawsze splotły się ich losy.

Gdy spotykają się ponownie, nie wiedzą jeszcze jak bliscy sobie są i jak długo wzajemnie się poszukiwali. Ich współpraca zawodowa bardzo szybko przeradza się w namiętny romans, a ten z kolei w prawdziwe uczucie.


Tytułowa szóstka ma tutaj znaczenie fundamentalne. Spotkanie bohaterów po sześciu latach, sześć ofiar, szósty dzień, w  którym morderca dopełniał ofiary. Warto więc przyjrzeć się kulturowemu znaczeniu przypisywanemu tej cyfrze. Od dawien dawna szóstka ma kilka funkcji: jest symbolem doskonałości, ale także walki dobra ze złem. W Apokalipsie cyfrze tej przypisywane jest znaczenie jednoznacznie negatywne – oznacza ona grzech. Jaką wymowę ma ona w tej powieści? Wydawać by się mogło (i z pewnością nie będzie to wrażenie mylne), że u Lingas-Łoniewskiej znaczenia te się nachodzą i wzajemnie uzupełniają. Szósta ofiara ma być najdoskonalsza, ma być rozliczeniem ze złem, a drogą do niego prowadzącą staje się grzech – morderstwo. W ten sposób cyfra ta całkowicie realizuje swoje kulturowe znaczenie i osiąga swoją pełnię.

Choć książka ta jest gatunkowo synkretyczna, tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się wątek romansowy, dla którego zagadka kryminalna staje się jedynie tłem.
Sprawa śledztwa jest przez autorkę niezwykle przemyślana, zaskakuje swoją nieprzewidywalnością i napięciem trzymającym do ostatniej stronicy.
Nim przerzuciłam setną stronę miałam w swojej głowie wizerunek mordercy, byłam niemalże w 100% pewna, że rozgryzłam zagadkę i tylko czekałam na jej rozwiązanie na kartach powieści. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dałam się całkowicie nabić w butelkę! Ja, kryminalny wyjadacz, pomyliłam się w swoich podejrzeniach o milimetry!
W tym momencie kłaniam się autorce, która tak niezwykle mnie zaskoczyła. Doskonale poprowadzony wątek, rewelacyjnie zarysowane postaci – wszystko to czyni lekturę niezapomnianą.

Książkę tę można czytać na wielu poziomach. Polecam co najmniej dwukrotne prześledzenie tej historii: pierwszy raz ze zwróceniem szczególnej uwagi na cechy gatunkowe kryminału, drugi raz, spojrzenie na Szóstego jako na romantyczną historię miłosną.
Mojej pierwszej lekturze towarzyszyło wejrzenie drugie. Co tam morderca! Co tam ofiary! Najważniejsze było uczucie łączące Marcina i Alicję, ich stykające się spojrzenia, wyraźnie wyczuwalne napięcie i dialog prowadzony w ich głowach. Ich historia pochłonęła mnie całkowicie, łapałam się nawet na tym, że przeskakiwałam wzorkiem momenty nie dotyczące bezpośrednio tej dwójki, po to, by jak najszybciej dowiedzieć się co dalej. Później wracałam do ominiętych fragmentów i ponownie czytałam co u "moich" Ali i Marcina.

Z tego też powodu za mocniejszą stronę książki uważam właśnie wątek miłosny oraz doskonałe zarysowanie portretów psychologicznych postaci. W sprawie kryminalnej, dość typowej, a mimo to zaskakującej zdecydowanie najbardziej interesujące jest wejście w umysł mordercy, poznanie przyczyn jego zachowania oraz próba przeniknięcia jego świadomości.

Książka ta jest pełna sprzeczności – brutalność opisów molestowania mordercy przeplata się z niezwykle sugestywnymi i pikantnymi opisami scen łóżkowych głównych bohaterów; racjonalizm zderza się z metafizycznymi wizjami, przeczuciami i marzeniami; zło ustępuje miejsca dobru. Lingas-Łoniewska jest mistrzynią w obrazowaniu zarówno najbardziej brutalnych scen, jak i tych delikatnych, subtelnych momentów, w których górę biorą uczucia. Z każdą stroną chce się czytać więcej i więcej.

Zakończenie – takie jak lubię. Otwarte. Czekające na kontynuację.
Podobnie jak ja.

Pani Agnieszko, chapeau bas!

___________
A tak mniej formalnie – najlepszą recenzją tej książki niech będzie fakt, że czytając ją w autobusie zostałam tak pochłonięta, że o mały włos przegapiłabym swój przystanek. Byłam obrażona na mój środek lokomocji za to, że tak szybko dojechał do celu.
Czy może istnieć lepsza rekomendacja czy dowód na „wciągliwość” tej pozycji?:)

PS Wszystkie książki Pani Agnieszki od miesięcy stoją na moich półkach. Z wypiekami na twarzy zjawiam się na każdym katowickim spotkaniu autorskim, kupuję kolejne powieści, lecz nigdy nie zaczęłam ich czytać. W moich zbiorach brakowało jedynie Szóstego. Teraz wiem, że to na niego czekałam. Od niego zaczynam tę, mam nadzieję, fascynującą przygodę z powieściami autorki.



Baza recenzji Syndykatu ZwB



15 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że książka faktycznie wciąga :) No i przyznam, że jestem bardzo jej ciekawa.
    Powodzenia w czytaniu kolejnych pozycji autorki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy czytałam o tej książce w zapowiedziach, to byłam pewna, że mnie nie zainteresuje, ale tyle zbiera pozytywnych recenzji, że zmieniłam zdanie. :) Z chęcią ją przeczytam kiedy będzie okazja. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I Ty przeciw mnie?:( Ja do niej wzdycham, szlocham i wg... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bujaczku drogi, jak wiesz w każdej chwili mogę Ci pozyczyc!:)

      Usuń
    2. Wieeem ;D
      Ale wiesz chciałabym mieć swój egzemplarz, jednak jeśli nie uda mi się zdobyć w najbliższym czasie to się uśmiechnę do Ciebie ;*
      A i pamiętam, że chciałaś pożyczyć książki Kasi Michalak, daj znać tylko kiedy l)

      Usuń
    3. Chciałam, chciałam, ale w tej sprawie będę się do Ciebie uśmiechać dopiero w czasie wakacji - póki co niestety lektury uczelniane dominują moje codzienne czytanie, a nie chcę Ci przetrzymywać książek w nieskończoność;)

      Usuń
  4. Nie czytałem żądnej książki Agnieszki. Wstyd. Muszę coś z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie kwestia tego kto jest owym Szóstym jednak była bardzo łatwa do rozgryzienia nie mniej jednak uważam, że książka jest bardzo udana. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja cały czas byłam pewna, że to prokurator Andrzej. Dziwnie się zachowywał:P

      Usuń
    2. Ja również sądziłam, że to prokurator. Ale to chyba miała być zmyłka :-) Natomiast prawdziwego mordercy nie wytypowałam do końca :-) Pozdrawiam :-)

      Usuń
    3. Cieszę się, że nie byłam sama;))

      Usuń
  6. To przejechanie przystanku mnie przekonało. Na pewno zajrzę do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo entuzjastyczna recenzja, na początku nie byłam przekonana, ale może się skuszę! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. na pozytywna recenzja. Myślę, że sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń