poniedziałek, 5 października 2015

KONKURS - Pocałunki piasku


Kolejny konkurs dzięki uprzejmości wydawnictwa WAM. Dziś do rozdania mam jeden egzemplarz książki Pocałunki piasku. 
Zabawa potrwa  do 13 października. Nagroda zostanie wysłana przez Wydawcę na wskazany przeze mnie adres.

Zasady:
1. W komentarzu wymień dwie inne powieści autorki wydane przez WAM.
2. Zostaw swój adres e-mail.
3. W miarę możliwości udostępnij banner z linkiem do konkursu na blogu/ FB/ Google+/ etc.
4. Jeśli jesteś obserwatorem bloga - napisz drugi komentarz, w którym podasz jedynie swój nick, pod którym obserwujesz - tym samym zwiększysz swoje szanse na wygraną.


Osoby anonimowe oczywiście mogą brać udział, nie jest to konkurs zarezerwowany jedynie dla obserwatorów.

Konkurs odbywa się równolegle na Facebooku. Wzięcie udziału tu i tu oczywiście zwiększa szansę na wygraną.
Jeśli wciąż się wahacie, zachęcam do zapoznania się z recenzją.


niedziela, 4 października 2015

Eksplozja smaków [Facet i kuchnia - Szymon Kubicki]





Mówią, że mężczyźni gotują lepiej.

Ja znam zarówno rewelacyjne kucharki, jak i kucharzy, nigdy dotąd nie spotkałam się jednak z mężczyzną, który z taką pasją gotowałby dania bezglutenowe jak Szymon Kubicki, autor książki Facet i kuchnia. Publikacja, jak to facet, trochę waży – przyczynia się do tego doskonałej jakości papier i twarda oprawa. Wizualnie całość prezentuje się świetnie – sami zresztą zerknijcie jak pysznie wszystko wygląda. Podczas pierwszej lektury musiałam mocno się powstrzymywać, by całej książki nie zaślinić, tak działa na zmysły! Wzrok i smak, a nawet węch wskakują na najwyższe obroty i na zamieszczone w tomie ilustracje reagują natychmiastowym zadowoleniem.

Jak jest jednak z samą zawartością treściową? Nie jestem osobą, która unika glutenu, nie jestem też zaznajomiona ze sporą ilością (jak się okazało) produktów, które w tej książce zostały wymienione. Pierwszy raz usłyszałam o mące kasztanowej i kilku innych towarach, które z wielką przyjemnością w najbliższym czasie wykorzystam i których chętnie spróbuję. Jednak właśnie przez wzgląd na wykorzystanie w znakomitej większości przepisów podobnych ingrediencji, miałam problem z upichceniem czegoś od ręki. Podejrzewam jednak, że dla tych, którzy bezglutenową kuchnię znają i w jej obrębie się poruszają, nie będzie to żaden kłopot, bo większość składników mają po prostu w domu.

Wszystko, co przygotował Kubicki wygląda po prostu obłędnie, a moim Top3 zostają omlet z białek z malinami i czekoladą, placki twarogowe z jagodami i miodowo-limonkowe serniczki z ricotty. Tak, jestem łasuchem, tak oblizuję się przy samym wymienianiu nazw i ponownym, ukradkowym zerkaniu na fotografię gotowych deserów.
Coś niebywałego dzieje się dzisiaj w kuchni, to cieszy.

Cieszy moda bezglutenowa, która jest wielką łaską dla osób ze względów zdrowotnych nie mogących sobie na jego spożycie pozwolić, a które teraz mają dostęp do tak fantastycznych przepisów, że nawet nie zauważą jakiegoś braku, lecz będą cieszyć się eksplozją smaków.

Polecam ogromnie! Jest pysznie i zdrowo.
I wybaczcie – muszę kończyć, bo samo pisanie o tej książce prowokuje u mnie ślinotok i absolutny brak skupienia.

Smacznego!

sobota, 3 października 2015

O tym jak dobrze się bawię, plotąc warkocze. (Warkocze. Przewodnik krok po kroku - Laura i Marie)


Miłość do warkoczy przejęłam od babci. Przez lata to ona plotła na mojej głowie cuda, a gdy jej zabrakło, sama – mimo szczerych chęci – nie potrafiłam odtworzyć wszystkich splotów, nawet posiłkując się internetowymi tutorialami. 

Wszystko przez wyjątkowy ciężar i gęstość moich włosów. Właściwie powinno mnie to cieszyć, ale gdy przychodzi do ich upinania (szczególnie, gdy są długie, a to kwestia mgnienia oka, bo rosną w szalonym tempie) pojawia się problem – każda fryzura opada, bez względu na ilość lakieru czy wsuwek – są za ciężkie. Nie powinno zatem dziwić, że nawet plecenie warkoczy sprawiało mi trudność – ręce odpadały z wysiłku i nie byłam w stanie udźwignąć kaskady na mojej głowie, a co dopiero dodatkowo sprawnie manipulować palcami, by stworzyć ładną i prostą fryzurę.


Minęło jednak trochę czasu, a postanowiłam wziąć się na sposób i spróbować jeszcze raz. I udało się – od kilku miesięcy potrafię sprawnie zrobić na swojej głowie wiele warkoczy, przy których nie potrzebuję pomocy nikogo z zewnątrz. Jaka to radość móc znów nosić piękne fryzury i nie musieć nikogo prosić o pomoc!


Ale, ale. Ile można nosić wciąż te same upięcia? Szybko się nudzę, więc z braku pracy często przeglądam internet w poszukiwaniu inspiracji.

Jakiś czas temu natknęłam się na instagramowy profil Laury i Marie i przepadłam.
Gdy więc dowiedziałam się, że część ich warkoczy ujęta będzie w przewodniku wydanym nakładem Między słowami – oszalałam! 

I tak – mam to cudo w domu, mogę nie tylko zachwycać się efektem końcowym, ale też krok po kroku zobaczyć jak niektóre upięcia i sploty zostały osiągnięte. Autorki postarały się o szczegółowy opis każdej fryzury oraz ujęcie ich według kategorii trudności – dzięki temu od razu widzę, co dam radę zrobić sama, a do czego będę potrzebowała pomocy kogoś, kto włosy w odpowiedniej chwili podtrzyma.


Wspaniała książka! Jeśli tylko lubicie warkocze i dobrze bawicie się tworząc nowe fryzury – to publikacja dla Was. Albumowe wydanie zachęca do zakupu, a choć ilość zaprezentowanych warkoczy nie jest ogromna, stanowią one doskonałą bazę do dalszych – może własnych – pomysłów na upięcia.

Oprócz podstawowych splotów francuskich i holenderskich, znajdują się tu także przewodniki po tworzeniu kłosa, liny, splotu koronkowego, opaski z warkocza, skręconego wodospadu, precla, warkocza Katniss czy zsuwanej plecionki. Możecie wybierać, inspirować się i przerabiać upięcia na własną modłę.



Świetna zabawa!

piątek, 2 października 2015

Babula Babalunga - Joanna Jagiełło



Gdy do starej willi Nad Modrym Stawem przybywa Babula Babalunga, życie jej mieszkańców nabiera barw. Franek i Ola cieszą się z przyjazdu, choć od początku kobieta wydaje im się nieco dziwaczna. Wyraża się językiem młodzieżowym, przytargała ze sobą wojskowy plecak, walizkę, dwie plastikowe torby, laskę, dwa pudła – i to wszystko o własnych siłach.

Ich podejrzenia stają się coraz większe, gdy co noc słyszą dobiegające z jej piętra dziwne hałasy… Dzieciaki podejrzewają różne okropności, mogące toczyć się każdej nocy nad ich głowami, nie mają jednak dość odwagi, by sprawdzić co tak naprawdę dzieje się tuż pod ich nosem. Mimo że tak naprawdę owe hałasy uniemożliwiają im wypoczynek…
Sytuacja zmienia się, gdy nagle odgłosy niespodziewanie milkną…

Książeczka ta wpisuje się w drugi poziom (Składam zdania) serii Czytam sobie. Frapująca historia jest punktem wyjścia do zaciekawienia młodego czytelnika, który będąc już na tym etapie nauki samodzielnego składania zdań, z powodzeniem poradzi sobie z tekstem liczącym około 800-900 słów, zawierającym elementy dialogu oraz wypowiedzenia złożone.


Nie muszę chyba powtarzać, że jestem fanką cyklu i polecam go z całego serca – może być niezwykle przydatny nie tylko w warunkach domowych, ale także do korzystania szkolnego, gdzie dzieci z trudnościami w nauce czytania i pisania mogłyby przekonać się, że składanie zdań to prawdziwa frajda i szansa na odkrywanie nowych światów. Warto nad tym pomyśleć!

Gwiezdne wojny w serii Czytam sobie [Droga mocy - Zofia Stanecka]



Wasze dzieci mogą odetchnąć - seria Czytam sobie doczekała się kolejnych pozycji!

Za kilka miesięcy do kin wejdzie najnowsza część Gwiezdnych wojen, która to premiera staje się okazją nie tylko do nadrobienia kinowych zaległości, ale też szansą na odświeżenie historii w wersji dla dzieci. Tego zadania podjęła się Zofia Stanecka, pisząc Drogę Mocy – krótką opowieść, mającą zaświadczyć o treningu i późniejszych działaniach Luke’a Skywalkera.

Autorka, jako fanka wyjściowego tekstu kultury, nie mogła pozwolić, by w jej książce zabrakło Yody czy też Lorda Vadera.

Książeczka, jak wszystkie w serii posiada ramki ze słowami do czytania głoskami i jest przyjazna początkującym czytelnikom – tekstu na poziomie 1 jest niewiele, wyprzedzają go bogate ilustracje, a sama czcionka jest na tyle duża, by przyszły miłośnik książek nie miał trudności z prawidłowym odczytaniem kolejnych zdań.

Same ilustracje choć dalekie od odpowiedników filmowych, mają jednak jednego klona – z jednej stronicy na czytelnika spoziera młody Harrison Ford, nie ma mowy o pomyłce, a tym mogą być zainteresowane młode mamyJ


A więc – duzi, młodzi, fani Star warsów, którzy chcieliby zaszczepić swoją pasję młodszemu pokoleniu, a przy tym zadbać o ich uczenie się samodzielnego czytania – Droga mocy to propozycja dla Was. Z pewnością niejeden ucieszy się z dołączonych do wydania nalepek z najpopularniejszymi filmowymi cytatami – jest i Ciemna strona Mocy i niech Moc będzie z Tobą, nie brakuje także naklejki z hasłem zaufaj Mocy. 

Czytajcie sobie!

czwartek, 1 października 2015

Kiedy nadejdą dobre wieści? – Kate Atkinson



Kiedy nadejdą dobre wieści jako całość nieco mnie rozczarowała. Przez większość książki brnęłam z trudem, przedzierałam się przez narrację, czekałam na rozwój akcji i niestrudzenie oczekiwałam emocji wbijających w fotel. Mniej więcej po przekroczeniu połowy powieści, coś drgnęło. Napięcie zaczęło wzrastać, akcja się komplikować, ciemność niejasności rozpraszać – książka zaczynała nabierać kształtów.

Powieść otwiera brutalne morderstwo, którego świadkiem jest sześcioletnia dziewczynka. Po trzydziestu latach od wydarzenia, sprawca wychodzi na wolność, a dorosła już kobieta znika bez śladu. Niestety nikt, poza opiekunką jej dziecka, nie jest zainteresowany tym faktem. Dziewczyna postanawia na własną rękę wszcząć poszukiwania. Do pomocy namawia Jacksona Brodiego – śledczego wezwanego do morderstwa przed laty, po którym to zawiesił swoją karierę. Teraz ma szansę odnaleźć tamtą dziewczynkę w dorosłej już kobiecie.

Atkinson zaczyna z pompą – scena mordu robi ogromne wrażenie i od początku wysoko podnosi poprzeczkę. Później napięcie nieco opada, by wzmóc się dużo dalej. Zanim jednak do tego dojdzie, dość ślamazarnie będziemy poznawać kolejnych bohaterów i ich wzajemne związki, co – niestety – bywa dość nużące, mimo frapującej fabuły i pomysłu na całość. Przez długo czas powieści brakuje iskry zdolnej przykuć naszą uwagę.

Moją ulubioną wstawką jest intertekstualne wspomnienie odcinka CSI, który doskonale pamiętam – ucieszył mnie ten kulturowy dialog, który nie miał jednak większego znaczenia dla całości – był raczej ciekawostką, oczkiem puszczonym w stronę fanów tegoż. Dodatkową frajdę sprawiły mi rozważania na temat nużącego czytania o seksie, jakże na czasie w momencie wydawania kolejnych tomów literatury erotycznej, które to prześcigają się w coraz bardziej strywializowanych opisach aktu seksualnego. 

Te dwa „momenty” książki dodają jej smaczku, w nich bowiem wyjaskrawione jest inteligentne i krytyczne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, co jest dziś rzadkością, tym bardziej w literaturze skądinąd kryminalnej. Wtrącenia te nie są jednak clue powieści, a jedynie perełkami znalezionymi w całości, trzeba dodać – skarbami, dla których warto było tę książkę wziąć do rąk.


Fanów Atkinson namawiać do lektury z pewnością nie muszę – reszcie polecam rozpoczęcie od innej książki. Tę zachęcam zostawić sobie na później, co by apetyt nie zmalał. Wymaga ona bowiem nieco więcej cierpliwości.