wtorek, 6 grudnia 2011

Front burzowy - Jim Butcher



Akta Dresdena Jima Butchera to wyjątkowy cykl, który otwiera Front burzowy.

Głównym bohaterem, któremu towarzyszyć będziemy przez wszystkie części jest Harry Dresden, który często dodaje sobie przydomek Copperfield. I nie bez powodu. Jest on bowiem magiem stacjonującym w okolicach Chicago. Swoje zdolności wykorzystuje jednak nietuzinkowo – prowadzi śledztwa, nie tylko paranormalne, aktualnie zaś pomaga detektyw z wydziału dochodzeń specjalnych – Karrin Murphy. Razem próbują rozwiązać sprawę podwójnego morderstwa, wskazującego na silnego maga, który z wielką prawdopodobnością złamał Pierwsze Prawo z  Siedmiu Praw Magii. Policja nie potrafi dac sobie rady ze schwytaniem maga, prosi więc o pomoc tego, który nie powinien mieć z  tym zadaniem żadnych trudności.

Śledztwo nie jest jednak dla Dresdena łatwe, bowiem ci, którzy znali ofiarę, głównego podejrzanego upatrują właśnie w nim Mało tego, pewien mafioso proponuje mu olbrzymie pieniądze w zamian za porzucenie sprawy, a bohaterowi od jakiegoś czasu doskwiera brak gotówki. Wydaje się, że ktoś bardzo nie chce, by prawda ujrzała światło dzienne i wykorzystuje do tego wszystkie jego znane słabości…

Morderstwu towarzyszy pojawienie się w mieście narkotyku zwanego TrójOkiem, po zażyciu którego możliwe jest poznanie obrazów Trzeciego Wymiaru. Czy sprawy te są ze sobą połączone? Kto kryje się za panoszącym się w  ostatnich czasach złem? I wreszcie – czy w Dresdenie zwycięży chęć schwytania złoczyńców czy żądzą pieniądza?

Butcher wyróżnia się spośród innych pisarzy wykorzystaniem w kryminale wątków paranormalnych. Jego powieści nie są ciężkie i przytłaczające, lecz okraszone sporą dawką (czarnego) humoru. Nie ma także szans na nudę, gdyś poza ludźmi na scenę wkraczają przedstawiciele świata fantasy – elfy, wampiry, demony, a także duchy. W zestawieniu ze schematyczną sprawą kryminalną, wytwarza się niepowtarzalny klimat, a całość wciąga dalece bardziej niż niejeden rasowy kryminał. 





poniedziałek, 5 grudnia 2011

Sherlockista - Graham Moore



Któż z nas nie zna Sherlocka Holmesa, słynnego londyńskiego detektywa urzędującego przy Baker Street? A któż nigdy nie słyszał o grupach sherlockistów, specjalizujących się w badaniu powieści Artura Conana Doyle’a pod kątem literackim oraz poszukiwaniom zaginionego rękopisu twórcy? Prawdopodobnie wśród miłośników jednego z najpopularniejszych detektywów świata takich osób będzie niewiele.
Graham Moore, choć ma dopiero 28 lat i jest niemalże „świeżym” absolwentem Uniwersytetu Columbia, gdzie ukończył historię religii, już zdążył popełnić rewelacyjny debiut, na miarę samego Doyle’a.
Powieść młodego pisarza inspirowana jest wydarzeniami autentycznymi, stanowi jednak całkowity wytwór wyobraźni autora i jest stuprocentową fikcją historyczną. Znajdziemy w niej postaci istniejące naprawdę, takie jak Artur Conan Doyle, Bram Stoker czy Oscar Wilde. Obok nich jednak spotkamy bohaterów wymyślonych na potrzeby opowieści.
Jeśli macie jeszcze w pamięci sposób pisania kreatora Sherlocka, Graham Moore Was zaskoczy – i to pozytywnie. Napisał on bowiem doskonały pastisz i gdyby nie okładka sugerująca nazwisko rzeczywistego twórcy oraz lata, w jakich toczy się część akcji; z dużą dozą prawdopodobieństwa wiele osób mogłoby pomylić się w kwestii prawdziwego autorstwa.

Książka składa się z dwu części wzajemnie się uzupełniających – pierwsza, to opowieść rozgrywająca się w latach życia Doyle’a i stanowiąca wyżej wspomniany pastisz; druga to historia osadzona w czasach nam współczesnych, której motywem przewodnim jest próba odnalezienia zaginionego rękopisu twórcy Sherlocka oraz rozwiązania sprawy morderstwa. Ciekawym wątkiem poruszonym przez Moore’a problematyka ruchu sufrażystek, który ściśle wiąże się ze śledztwem i stanowi atrakcyjny  i niezwykle frapujący element historii.

Autor postanowił zabrać nas do samego serca dwóch historii, które dzieli niemalże wiek. Dzięki temu jego powieść czyta się jednym tchem. Choć oba opisywane śledztwa nie są pełne zaskakujących zwrotów akcji, stanowią jednak doskonałą historię i zabawę dla fanów Holmesa. Dlaczego? Poznajemy bowiem prawdziwy stosunek autora do stworzonej przez siebie postaci, stajemy się świadkami tego jak wielki wpływ na twórcę ma wykreowany przez niego bohater oraz jak trudno uwolnić się od schematu, w który raz się wpadło. Autor jawi się czytelnikowi, tak samo jak filmowy amant, który raz decydując się na zagranie w komedii romantycznej, zostaje ofiarą przylepionej do siebie łatki. Podobnie rzecz ma się z pisarzem, który po uśmierceniu stworzonej przez siebie postaci, staje się znienawidzonym przez rzesze czytelników zabójcą.

Graham Moore napisał książkę pełną intryg i tajemnic, w której teoretyczni znawcy kryminałów będą musieli zmierzyć się z praktycznym zastosowaniem znanych sobie zasad. Staną się uczestnikami tego, o czym wielu z nas marzy – amatorskiego śledztwa na własną rękę, z wykorzystaniem metod zapożyczonych od swojego ulubionego książkowego detektywa.
Polecam wszystkim fanom gatunku, a także poszukiwaczom przygód i entuzjastom odkrywania tajemnic z przeszłości.


niedziela, 4 grudnia 2011

Matka wszystkich lalek – Monika Szwaja




Najnowsza książka Moniki Szwai, to pozycja, o której od miesiąca zrobiło się bardzo głośna, a która niemalże jednogłośnie została okrzyknięta przez recenzentów najlepszą w całym dorobku pisarki. Już sama nobilitacja ze strony czytelników, powinna zachęcić niezdecydowanych do lektury. Tym jednak, którym nie wystarczą frazesy, przybliżę pokrótce fabułę tejże książki.

Akcja powieści toczy się w kilku miejscach jednocześnie, a wszystko to za sprawą bohaterek, których różnią historie życia, a które mimo to w pewnym momencie splotą swoje losy.

Pierwsza z nich, Klara, to w połowie Polka, w połowie Francuzka. Choć większość życia spędziła w urokliwej Bretanii, na maleńkiej wyspie zewsząd otoczonej wzburzonym Atlantykiem; to tak naprawdę jej miejsce na ziemi znajduje się w nieznanej dotąd Polsce. Bohaterka mieszka wraz z rodzicami, siostrą i babcią, a jej głównym zajęciem stają się robótki ręczne: dzierganie przepięknie zdobionej odzieży oraz wyrób niepowtarzalnej biżuterii. Pewnego dnia spokój jej rodziny zaburzają dwaj Polacy, którzy wraz ze swoim przyjazdem wywracają dotychczasowe życie Klary do góry nogami. Przekazują jej oni informację, która może zaważyć na losach nie tylko samej bohaterki, ale także wszystkich jej najbliższych. Okazuje się bowiem, że pochodzenie dziewczyny jest zupełnie inne niż przypuszczała…


Równolegle poznajemy historię życia Elżuni – kobiety, która we wczesnym dzieciństwie została odebrana biologicznym rodzicom przez organizację Lebensborn i „wrzucona” w całkowicie nowe realia: poznała swoich nowych, niemieckich opiekunów, została nauczona ksenofobicznego spojrzenia na Polskę, znacjonalizowana i wyzuta z miłości do ojczystego kraju. Jej życie zostało przewartościowane bez jej wiedzy, została poddana praniu mózgu i całkowicie zniemczona.

Choć historie obu kobiet pozornie się różnią, obie dotykają jednak tego samego problemu: zatracenia własnej tożsamości. Bohaterki będą musiały stanąć przed trudnymi wyborami, ponownie poznać swoją przeszłość i nauczyć się siebie na nowo. Obie odkryją Polskę, jako swoje prawdziwe miejsce na ziemi, obie docenią to, co zabrano im w dzieciństwie.

Monika Szwaja ma niezwykły dar do opisywania historii ludzkich dramatów tak lekkim piórem, że nie stają się one przytłaczającymi opowieściami, lecz narracjami pełnymi optymizmu i wiary w człowieka. To nie jest kolejna smutna książka – to nauka życia w zgodzie ze sobą i swoim sercem. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, odkrywaniu własnych uczuć i życiu z nimi w zgodzie.

Kochani, nie czytajcie opisu na okładce zanim nie sięgniecie do książki! Tak naprawdę nie odsłania ona zbyt wiele z fabuły, może być zatem myląca.
Zachęcam, polecam. Ta pozycja może nieść ze sobą (i niesie!) tylko jedną reakcję czytelników – oczarowanie. Dajcie się porwać.


sobota, 3 grudnia 2011

Ty – Zoran Drvenkar



Zoran Drvenkar staje się coraz popularniejszym pisarzem na rynku polskim. Choć z pochodzenia jest z Chorwatem, na stałe mieszka nieopodal Berlina. To właśnie między innymi w stolicy Niemiec osadził akcję swojej najnowszej książki – Ty.
Po bestsellerowej powieści Sorry, okrzykniętej przez portal Crimi-Coach „jednym z najlepszych niemieckojęzycznych thrillerów w międzynarodowym formacie”, polski czytelnik oczekiwał kolejnej porcji niesłabnących emocji we wspaniałym wydaniu. Czy autor podołał wyzwaniu?

Ty, to historia opowiedziana w sposób nietuzinkowy. Autor balansuje pomiędzy dwoma sposobami narracji – raz jego sprawozdawca zwraca się niejako do bohatera, o którym akuratnie mówi, po to, by za chwilę zgrabnie przejść do narracji trzecioosobowej i konkretnego opisywania wydarzeń. Zabieg ten jest jedną z najmocniejszych stron książki. By czytelnik nie zagubił się w gąszczu wydarzeń i postaci, każdy kolejny rozdział tytułowany jest imieniem bohatera, którego ma bezpośrednio dotyczyć.
Przejdźmy jednak od meritum – fabuły. Akcja rozpoczyna się, gdy mroźnej, zimowej nocy roku 1995, indywiduum zwane Podróżnikiem, znajduje się na zakorkowanej autostradzie, po to, by wędrować od samochodu do samochodu i kolejno pozbawiać życia wszystkie napotkane istnienia. O co chodzi? Dowiemy się później. Teraz zostajemy przeniesieni do Berlina, by poznać historię sześciu nastoletnich przyjaciółek. Ich losy przypieczętowują kolejne złe decyzje, zapoczątkowane „wyskokiem” jednej z nich – Tai. Każdy kolejny pomysł, na który wpadają, zamiast wyzwolić ich z kłopotów, w które niepostrzeżenie wpadły, pogrąża je coraz bardziej. Dziewczyny posuwają się do kradzieży narkotyków, samochodów, wielu kłamstw wplątujących w intrygę niewinnych ludzi, którzy za ich nieodpowiedzialne decyzje niejednokrotnie będą musieli zapłacić życiem. Młode bohaterki uciekają do Norwegii, niestety w ślad za nimi podążą już wuj Tai – osoba, z którą lepiej nie zadzierać, a która właśnie została okradziona z własnego towaru.
Każdy z bohaterów próbuje odzyskać to, co należy do niego – narkotyki, syna, spokój, godność, duszę. Niestety, nie wszyscy będą mogli zdobyć, to czego pragną. Zanim sytuacja się wyklaruje wiele osób zginie, wiele istnień zostanie poświęconych, wiele historii życia zachwianych.
W tym czasie Podróżnik wciąż poszukuje zagubionej cząstki siebie, nie pozostawiając przy życiu nikogo, kto stanął mu na drodze…

Zorna Drvenkar wykreował rzeczywistość brutalną, w której jedno wydarzenie zapoczątkowało nieprzewidzianą reakcję łańcuchową, splatającą losy wielu postaci. To historia o ciemności duszy, o mrokach serca, o pierwotnych instynktach, ojcostwie i zagubieniu. Przyjaźń, autorytety, godność, stają się tu jedynie figurami retorycznymi, które całkowicie zatracają swoją semantyczną wartość. Nie ma tu stałości, każdy zmienia się w zależności od sytuacji, w zależności od przewidywanych korzyści. U Drvenkara do celu dochodzi się po trupach. Paradoksalnie nie ma tutaj odwiecznego poszukiwania szczęścia i jasności, lecz okrucieństwa i mroku.

Po książce spodziewałam się wielu emocji, a tak naprawdę pozostałam z niejasnym uczuciem rozczarowania. Postaci wydały mi się niedopracowane, żadna nie przykuła mojej uwagi na dłużej. Jedynym co ratowało książkę od sztampowości stała się unikatowa narracja, dodająca atmosfery grozy. Niestety, poza nią nie znalazłam u Drvenkara niczego, czego nie spotkałabym wcześniej. Choć narracja poprowadzona jest płynnie, mam niejasne wrażenie, że fabuła nie została przez autora do końca przemyślana. Przewracając ostatnią stronę książki nie towarzyszyły mi żadne emocje. Równie dobrze powieść ta mogła się skończyć dwieście stron wcześniej, jak i dwieście stron później. Nie miałoby to dla mnie znaczenia.
Polecam miłośnikom gatunku, którzy nie boją się brutalności i lubią urozmaiconą formę narracji. Nie spodziewajcie się jednak niczego wielkiego – tylko wtedy nie unikniecie rozczarowania. 



piątek, 2 grudnia 2011

Prasłowiańska bajka – Paweł Janikowski



Mam przed sobą niesłychanie ciekawą książkę autorstwa Pawła Janikowskiego. Choć jak sam twórca mówi, nie była ona pomyślana jako wierne odtworzenie rzeczywistości pierwszych Słowian, to tak naprawdę doskonale oddaje ducha epoki.
Większość z nas kojarzy początki Polski z panowaniem Mieszka I. Niewielu zdaje sobie sprawę, że wcześniej było coś więcej niż tylko stek legend i podań, które z rzeczywistością miały niewiele wspólnego, a które stanowiły dodatkowo źródło wierzeń i domniemywań na temat  pierwocin naszego państwa. Autor postanowił „wrzucić” swoich bohaterów w realia Prasłowian, w realia Siemomysła – ojca pierwszego księcia Polski. Jak przystało na fikcję literacką, zarówno imiona autorów jak i przestrzeni, w której rozgrywa się akcja są całkowicie wymyślone. Nie sposób nie zauważyć jednak, że Janikowski wykreował świat bardzo realistyczny, mogący z powodzeniem zmylić nieskalanego historią czytelnika. 
Skupmy się jednak na tytule: Prasłowiańska bajka. O ile jego pierwszy człon nie stanowi żadnego problemu, o tyle człon drugi niesie ze sobą szereg konotacji. Bajka bowiem, to z definicji utwór krótki, posiadający charakter dydaktyczny i moralizatorski. Gdybyśmy mieli przyporządkować tekst Janikowskiego do tejże kategorii, uznałabym go za bajkę narracyjną, z wyraźnie zarysowaną fabułą. Czy jednak znajdziemy w niej jakieś pouczenie lub wytknięcie ludzkich wad? Jak najbardziej!
Autor nie ma bowiem na celu nauczenia nas prahistorii Polski czy wyłącznie przeniesienia w czasy dawno zapomniane. Celem nadrzędnym jest snucie opowieści o ludzkich charakterach i cechach, które od tysięcy lat pozostają wciąż takie same.
U Janikowskiego, tak naprawdę nie fabuła jest ważna, lecz postaci – postaci, które stanowią ewidentne uosobienie znanych nam wad: chciwości, pychy, zazdrości, bezwzględności, okrucieństwa [mamy tutaj między innymi Brunona] oraz cnót: odwagi, honoru, patriotyzmu, uczciwości [Lech]. Szwarccharaktery zostają tu przeciwstawione osobom urzeczywistniającym wszelkie pożądane zalety, a Prasłowiańska bajka staje się ostatecznie piastowską historią o sile miłości.
Książka zadziwia swoją autentycznością, którą dodatkowo podkreśla mistrzowska stylizacja na język pierwszych Słowian. W momencie, gdy jako studentka znajduję się na etapie badania języka prasłowiańskiego właśnie, a także dokonywania wszelkich słownych rekonstrukcji, tekst Pawła Janikowskiego staje się dla mnie nieopisanym źródłem materiałów do ćwiczeń.
Bez zająknięcia mogę powiedzieć, że większość użytych przez autora słów faktycznie istniała w opisywanych czasach, w podanej formie. Oczywiście, nie wszystkie – w tym momencie tekst przestałby być stylizacją, a stał się naśladownictwem.
Do czego jednak zmierzam – Prasłowiańska bajka oprócz tego, że może być źródłem wiedzy o człowieku i próbą umotywowania podejmowanych przez niego decyzji, stanowi także studnię bez dna wypełnioną językiem i próbą jego rekonstrukcji. To opowieść dla każdego – dla czytelnika ceniącego sobie wątki mniej lub bardziej oparte na historii, dla miłośnika języka, dla poszukiwacza wątku miłosnego, dla osoby chcącej sięgnąć po literaturę dydaktyczną, a także dla pozostałych – dla tych, którzy chcieliby, aby tak jak w powieściach, także i w życiu dobro zwyciężało nad złem, a nasze czyny nigdy nie pozostawały bez konsekwencji.
Moi Drodzy, polecam bez dwóch zdań. Książka do zadań specjalnych.
 


Ludzka miłość - Andrei Makine - zaproszenie do lektury

cid:image003.jpg@01CCB02E.760699B0Do księgarń trafiła właśnie najnowsza książka Andreïa Makine’a, jednego z najpoczytniejszych francuskich pisarzy, którego powieści przetłumaczono dotąd na ponad 30 języków.

Bohater książki Andreïa Makine’a, Eliasz Almeida, przechodzi przez życie, będąc świadkiem bestialstwa na granicy ludzkiej wytrzymałości. Poznaje hipokryzję i okrucieństwo rewolucji. Towarzyszenie Almeidzie w jego wędrówce przez ogarnięte rewolucyjną gorączką kraje XX wieku pokazuje, że tylko dzięki miłości można pozostać człowiekiem i zachować godność wbrew barbarzyństwu otaczającego świata…
Na przykładzie aktualnych stosunków między Afryką a krajami europejskimi autor w drastyczny sposób ukazuje mechanizmy rządzące działalnością międzynarodowych organizacji pozarządowych – korupcję oraz egoistyczną walkę o wpływy.
„Ludzka miłość” jest powieścią wstrząsającą – w naturalistyczny sposób pokazuje okrucieństwo, przynosząc jednak pełne nadziei przekonanie, że podążanie za humanistycznymi ideałami jest możliwe.
Angolczyk, Eliasz Almeida, jako mały chłopiec jest świadkiem śmierci matki torturowanej przez Portugalczyków za udział męża w walce o niepodległość u boku Lumumby. Po jej śmierci Eliasz przedziera się do ojca, by walczyć o wolność ludu. Po walkach w afrykańskiej dżungli, gdzie spotyka Ernesta Che Guevarę, Almeida jedzie na Kubę, gdzie styka się z rewolucją kubańską i jej wodzem, Fidelem Castro, a następnie udaje się do Moskwy, by wykształcić się na zawodowego rewolucjonistę. W Moskwie poznaje Annę, którą będzie kochał do końca życia miłością bez granic. Nie zmieni tego ani oddalenie, ani małżeństwo Anny, ani okrucieństwa, jakich Eliasz będzie świadkiem podczas walk w Afryce, do której powróci po latach, by poświęcić życie afrykańskiej rewolucji. Zanim to jednak nastąpi, odkrywa z Anną Syberię i poznaje dzięki naocznym świadkom drugą stronę rewolucji – syberyjskie gułagi.
Książkę można dostać w dobrych księgarniach na terenie całej Polski oraz w promocyjnej cenie w księgarni internetowej wydawnictwa Akcent http://ksiegarnia.wydawnictwoakcent.pl/.
O autorze:                                                                                               
Andreï Makine urodził się w 1957 r. na Syberii. W 1985 roku uzyskał doktorat z literatury na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. W 1987 roku podczas podróży do Francji uzyskał azyl polityczny i osiadł w tym kraju na stałe, poświęciwszy się wyłącznie pisarstwu. Andreï Makine pisze po francusku. W 1990 roku ukazała się jego pierwsza książka Córka bohatera Związku Radzieckiego (La fille d'un héros de l'Union soviétique). Makine jest laureatem prestiżowych francuskich nagród literackich: Goncourtów, Medicis, RTL, Laterna Magica (za najlepszą powieść, którą można przełożyć na język kina). Poza granicami Francji został uhonorowany nagrodą Eevy Joenpelto w Finlandii w 1995 roku za Francuski testament oraz nagrodą Księcia Monako za całokształt twórczości. W Polsce ukazały się dotąd następujące powieści Makine’a: Francuski testament, Zbrodnia Olgi Arbeliny, Rzeka miłości, Requiem dla Wschodu i Muzyka życia.