sobota, 3 grudnia 2011

Ty – Zoran Drvenkar



Zoran Drvenkar staje się coraz popularniejszym pisarzem na rynku polskim. Choć z pochodzenia jest z Chorwatem, na stałe mieszka nieopodal Berlina. To właśnie między innymi w stolicy Niemiec osadził akcję swojej najnowszej książki – Ty.
Po bestsellerowej powieści Sorry, okrzykniętej przez portal Crimi-Coach „jednym z najlepszych niemieckojęzycznych thrillerów w międzynarodowym formacie”, polski czytelnik oczekiwał kolejnej porcji niesłabnących emocji we wspaniałym wydaniu. Czy autor podołał wyzwaniu?

Ty, to historia opowiedziana w sposób nietuzinkowy. Autor balansuje pomiędzy dwoma sposobami narracji – raz jego sprawozdawca zwraca się niejako do bohatera, o którym akuratnie mówi, po to, by za chwilę zgrabnie przejść do narracji trzecioosobowej i konkretnego opisywania wydarzeń. Zabieg ten jest jedną z najmocniejszych stron książki. By czytelnik nie zagubił się w gąszczu wydarzeń i postaci, każdy kolejny rozdział tytułowany jest imieniem bohatera, którego ma bezpośrednio dotyczyć.
Przejdźmy jednak od meritum – fabuły. Akcja rozpoczyna się, gdy mroźnej, zimowej nocy roku 1995, indywiduum zwane Podróżnikiem, znajduje się na zakorkowanej autostradzie, po to, by wędrować od samochodu do samochodu i kolejno pozbawiać życia wszystkie napotkane istnienia. O co chodzi? Dowiemy się później. Teraz zostajemy przeniesieni do Berlina, by poznać historię sześciu nastoletnich przyjaciółek. Ich losy przypieczętowują kolejne złe decyzje, zapoczątkowane „wyskokiem” jednej z nich – Tai. Każdy kolejny pomysł, na który wpadają, zamiast wyzwolić ich z kłopotów, w które niepostrzeżenie wpadły, pogrąża je coraz bardziej. Dziewczyny posuwają się do kradzieży narkotyków, samochodów, wielu kłamstw wplątujących w intrygę niewinnych ludzi, którzy za ich nieodpowiedzialne decyzje niejednokrotnie będą musieli zapłacić życiem. Młode bohaterki uciekają do Norwegii, niestety w ślad za nimi podążą już wuj Tai – osoba, z którą lepiej nie zadzierać, a która właśnie została okradziona z własnego towaru.
Każdy z bohaterów próbuje odzyskać to, co należy do niego – narkotyki, syna, spokój, godność, duszę. Niestety, nie wszyscy będą mogli zdobyć, to czego pragną. Zanim sytuacja się wyklaruje wiele osób zginie, wiele istnień zostanie poświęconych, wiele historii życia zachwianych.
W tym czasie Podróżnik wciąż poszukuje zagubionej cząstki siebie, nie pozostawiając przy życiu nikogo, kto stanął mu na drodze…

Zorna Drvenkar wykreował rzeczywistość brutalną, w której jedno wydarzenie zapoczątkowało nieprzewidzianą reakcję łańcuchową, splatającą losy wielu postaci. To historia o ciemności duszy, o mrokach serca, o pierwotnych instynktach, ojcostwie i zagubieniu. Przyjaźń, autorytety, godność, stają się tu jedynie figurami retorycznymi, które całkowicie zatracają swoją semantyczną wartość. Nie ma tu stałości, każdy zmienia się w zależności od sytuacji, w zależności od przewidywanych korzyści. U Drvenkara do celu dochodzi się po trupach. Paradoksalnie nie ma tutaj odwiecznego poszukiwania szczęścia i jasności, lecz okrucieństwa i mroku.

Po książce spodziewałam się wielu emocji, a tak naprawdę pozostałam z niejasnym uczuciem rozczarowania. Postaci wydały mi się niedopracowane, żadna nie przykuła mojej uwagi na dłużej. Jedynym co ratowało książkę od sztampowości stała się unikatowa narracja, dodająca atmosfery grozy. Niestety, poza nią nie znalazłam u Drvenkara niczego, czego nie spotkałabym wcześniej. Choć narracja poprowadzona jest płynnie, mam niejasne wrażenie, że fabuła nie została przez autora do końca przemyślana. Przewracając ostatnią stronę książki nie towarzyszyły mi żadne emocje. Równie dobrze powieść ta mogła się skończyć dwieście stron wcześniej, jak i dwieście stron później. Nie miałoby to dla mnie znaczenia.
Polecam miłośnikom gatunku, którzy nie boją się brutalności i lubią urozmaiconą formę narracji. Nie spodziewajcie się jednak niczego wielkiego – tylko wtedy nie unikniecie rozczarowania.