piątek, 7 lutego 2014

Miodowa pułapka - Unni Lindell


Tytuł: Miodowa pułapka
Autor: Unni Lindell
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788375546323
Ilość stron: 376
Cena: 34,90 zł

Uwierzycie jeśli powiem, że czytałam tę książkę trzy tygodnie?
Rekord (wcale nie chwalebny), jeśli idzie o lekturę kryminałów. Wydawać by się mogło, że książka ta ma wszystko, czego wymagam od dobrego tekstu: silne bohaterki kobiece, wartką akcję, dość bogate portrety psychologiczne podejrzanych, mnogość wątków, nieprzewidywalność, subtelne związki między dwoma sprawami, które ciężko jest zakończyć i konflikty na najwyższym szczeblu.
Niestety, okazuje się, że elementy te nie wystarczają, gdy książce brakuje charakterystycznej dla kryminałów „lekkości w narracji”, która pcha fabułę do przodu, powodując w czytelniku wrażenie współuczestniczenia w, często brutalnych, wydarzeniach.
Nic takiego nie stało się przy lekturze tej książki, toteż ślimaczyła mi się ona niewyobrażalnie.

Historia rozpoczyna się, gdy znika Patrick – jeden z chłopców, którzy namiętnie przebiegali przez ogródek Very Mattson, będący dobrym skrótem na ich drodze ze szkoły. Wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejna typowa sprawa porwania, do czasu jednak, gdy odnalezione zostaje ciało Elny Druziki. Początkowo śmierć Łotyszki uznana zostaje za tragiczny wypadek, po czasie jednak w śledczych budzą się wątpliwości co do prawdziwości tej teorii.
W toku dwu śledztw, okazuje się, że te pozornie różne sprawy są ze sobą powiązane cienką siatką zależności.

Śledztwo spoczywa na barkach Cato Isaksena, wpieranego przez Marian – policjantkę niezwykle zdolną, ale też wybuchową i bardzo stanowczą. Mimo jej niewątpliwych umiejętności, Cato nie potrafi się z nią porozumieć – zdaje się bowiem, że to ona sprawuje nad nim władzę a nie odwrotnie, co zupełnie nie jest mu w smak. Pikanterii dodaje fakt jej przyprowadzenie do pracy psa, którego cała załoga śledcza uwielbia, a którego Cato uznaje za jawny przejaw bezczelności i nieposłuszeństwa ze strony partnerki. Oboje są przekonani własnej wyższości, wykłócają się na każdym kroku, co być może mogłoby być uzasadnione i wnieść coś do fabuły, a wniosło… prawie nic.
Prowadzenie sprawy przez dwójkę ludzi o tak silnych osobowościach, których starcia powodują ciągłe wybuchy gniewu jest sprawą wielce trudną.
Tym bardziej, że w gronie ich podejrzanych są mężczyzna, mający ciągoty do dorastających dziewczynek, schizofreniczka i dostawca lodów. Przy prowadzeniu dochodzenia z takimi indywiduami, warto byłoby się postarać o zgranie zespołu śledczego, co niestety nie ma prawa zaistnieć u Lindell.

Choć zakończenie nabiera tempa i pozwala na błyskawiczną lekturę, bardzo monotonny początek zmusza nas do żmudnego brnięcia przez szeregi zapisanych kartek, na których próżno będziemy szukać napięcia żądanego przy kryminałach. Trudno zatem jednoznacznie ocenić tę książkę, której niewątpliwy potencjał nie został w pełni wykorzystany, powodując wiele momentów przestoju i skrajnej nudy.

Intrygował mnie tytuł - i to on pozostaje najmocniejszą stroną książki.