Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2015

Wbrew sobie – Katarzyna Kołczewska


W  jednym zdaniu można by tę książkę streścić jako historię zagubienia i ponownego odnalezienia siebie i swojej drogi do ukochanego, opowieść o utracie i następującej po niej afirmacji życia, docenienia tego, co pozostawało nieszanowane wówczas, gdy znajdowało się na wyciągnięcie ręki. 


Ewelina i Adam to dobrze sytuowane małżeństwo, któremu do pełni szczęścia potrzeba tylko jednego – dziecka, mającego być świadectwem ich miłości. Niestety, wiele lat prób poczęcia potomstwa było bezskutecznych, czyniąc na relacji partnerów niezauważoną dotąd rysę. Gdy w  końcu bohaterka zachodzi w upragnioną ciążę, wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu. Niestety, w dwudziestym drugim tygodniu dziecko umiera, a Ewelina musi je urodzić, z  czym przez bardzo długi czas nie może się uporać. Skupiona na własnym nieszczęściu i przeżywaniu żałoby nie dość, że oddala się od najbliższych, których starań nie docenia i których cierpienia nie zaważa, to jeszcze coraz częściej popełnia błędy w  pracy zawodowej – błędy, które mogą ją sporo kosztować, bowiem jest chirurgiem. Gdy kobieta czuje już, że przekroczyła granice swojej wytrzymałości i przeświadczona jest o tym, że w  nikim oprócz mamy nie ma wsparcia, wystawia walizki męża za drzwi i postanawia wziąć z nim rozwód. Niestety, wówczas nie wie jeszcze jak wiele mu zawdzięcza i jak bardzo jej wygodne życie zależne jest od jego pokaźnej wypłaty. Gdy mężczyzna postanawia odciąć ją od swoich dochodów, Ewelina zaczyna żyć życiem, jakiego dotąd nie znała – zaharowuje się, jeszcze bardziej pogarsza relacje ze starszą siostrą, przestaje być oczkiem w  głowie mamy, coraz częściej podpada szefowi. Bohaterka ma wrażenie, że wszyscy obrócili się przeciwko niej, nie zauważając, że sama jest sobie winna. Gdy na jej barki dodatkowo spada wieść o dzieciństwie jakiego nie pamiętała, a jej matka zaczyna poważnie chorować, kobieta traci siły do dalszej walki.

W tym samym czasie jej, wciąż obecny, mąż powoli układa sobie życie z  inną kobietą, samemu mając jednak wielkie trudności: firma przestaje być dochodowa, ojciec alkoholik odmawia leczenia z powodu raka, przyjaciel planuje odejście z firmy, a on sam musi zrobić wszystko, by znów stanąć na nogi i jak najszybciej zakończyć sprawę rozwodową.

Autorka stworzyła powieść doskonale ilustrującą starą prawdę o nieszczęściach chodzących parami – w tej książce bowiem będzie ich co niemiara. Ich natłok jednak wcale nie przygniata, odpowiadając raczej rzeczywistości jaką większość z  nas zna – bez hollywoodzkiego powodzenia, wiecznego szczęścia, fartu w każdej sferze życia, za to z chorobami, rozstaniami, problemami w pracy, trudnościami rodzinnymi i kłopotami w relacjach. Jest w  tej powieści uderzająca szczerość i odbicie codzienności, co nie sprawia jednak, że jest ona idealna.

Kołczewska czyniąc swoją bohaterkę wziętym chirurgiem, a więc lekarzem z krwi i kości, zapomniała chyba o perfekcyjnym przygotowaniu do roli, popełniając miejscami błędy merytoryczne (jak ten, gdy bohaterka swojej mamie podczas ataku padaczki wkłada między zęby długopis, choć jest to absolutnie niepożądane), co jednak ostatecznie nie ma wpływu na ocenę całości.

Wbrew sobie to powieść obyczajowa i po części psychologiczna: pokazuje jak rodzina (nie) radzi sobie z  bliskimi po udarze, jak ważne są dobre i zdrowe relacje, ile znaczy wsparcie, jak bolesna może być zemsta, jak tragiczna dla związku może być niemożność poczęcia dziecka, a przede wszystkim jak wszystko wydaje się błahe w obliczu choroby, przewijającej się przez powieść nieustannie, tak jak w  życiu: jest alkoholizm, depresja, jest rak, jest udar, jest niepłodność, jest cukrzyca, niewydolność nerek i inne.

Ze wszystkim tym zmaga się bohaterka, która długo nie będzie wzbudzała Waszej sympatii: tak egotycznej, rozwydrzonej, rozpuszczonej, zapatrzonej w siebie i gburowatej postaci dawno na kartkach literatury nie spotkałam. Nie polubiłam jej, choć wiedziałam, że jej zachowanie wynika z wychowania i doświadczeń, jakie ją ukształtowały, nawet jeśli działo się to podświadomie.

Z  powodu tej wielowątkowości powieść jest dość obszerna, choć nie rozwlekła – zajmuje tyle stron, ile było konieczne, by kolejne elementy historii mogły odpowiednio wybrzmieć. 

Kołczewska swoich bohaterów zarysowała na dość szerokim tle, które stanowią nie tylko szpitalne sale, ale także nocne kluby, firmy trudniące się marketingiem, domy rodzinne, klatki schodowe – zdaje się, że zgrabnie połączone zostało tutaj wszystko, pozostawiając wrażenie lektury niezwykle życiowej.


Jeśli liczysz na typową opowieść o trzydziestolatce, która nagle porzuca miasto, ucieka na wieś i zaczyna nowe życie – zawiedziesz się. To historia mocno osadzona w codzienności, która nikogo nie oszczędza, gdzie nie ma miejsca na eskapizm, nie ma na niego czasu. Jeśli zatem nie boicie się braku lukrowych elementów i nie oczekujecie po tej powieści słodkiego cukrowego domku – będziecie zadowoleni.


Inne książki z serii Kobiety To Czytają:



poniedziałek, 23 marca 2015

Niech Ci się spełnią marzenia – Barbara O’Neal



Barbara O’Neal jest amerykańską pisarką cieszącą się bardzo dużą popularnością w Polsce. Czytelniczki obwarowują jej powieści określeniami krzepiące, podnoszące na duchu, dające nadzieję, pogodne, optymistyczne, ciepłe. I choć mam za sobą lekturę dopiero pierwszej z  nich, słowa te mogę potwierdzić. W  przypadku Niech ci się spełnią marzenia autorka oprócz talentów pisarskich wykorzystała swoją wiedzę i umiejętności gastronomiczne – jednym z  głównych bohaterów tej książki jest bowiem jedzenie. W powieści tej stykają się cztery blogerki kulinarne – każda z  nich na innym życiowym zakręcie, w  innym wieku, z  innym bagażem doświadczeń, a nawet z  innymi przyzwyczajeniami żywieniowymi. Jedna z  nich, Lavender, zaprasza pozostałe panie na swoją farmę, by wspólnie mogły obchodzić jej 85-te urodziny. Będzie to pierwsze spotkanie kobiet, które dotąd przyjaźniły się jedynie internetowo i jak łatwo się domyślić – międzypokoleniowo.

Lavender od lat prowadzi farmę lawendy, która zapiera dech w piersiach – widoki są oszałamiające, co można było wyczytać z samego opisu. O’Neal pisze tak barwnie, że nie dość, że oczami wyobraźni widziałam kolejne odcienie tej cudownej rośliny, to jeszcze czułam jej obezwładniający zapach, czuję go nawet teraz, pisząc te słowa. Bohaterka ma świadomość swojego wieku, coraz częściej też odwiedzają ją duchy, w  tym duch bliskiej przyjaciółki, informując, że jej czas na ziemi powoli dochodzi końca. Lavender musi więc koniecznie znaleźć kogoś, kto godnie zastąpi ją na farmie, zanim jej pazerni krewni sprzedają cały majątek, zaprzepaszczając lata jej ciężkiej pracy i pasji. Swoją następczynię widzi w  jednej z wirtualnie poznanych przyjaciółek.

Ginny jest Królową Ciast – mimo że jej blog przyniósł jej ogromną sławę, odkąd jej znajomi i bliscy się o nim dowiedzieli traktowali ją z  pobłażaniem, a nierzadko zdarzało się, że brutalnie z  niej tkwili, sugerując, że swoją „zabawą” ośmiesza całą społeczność Kansas. Ginny z  brakiem wsparcia spotyka się także ze strony męża, który od lat nie chce z  nią sypiać. Zakompleksiona kobieta jedyną pociechę znajduje w  blogowaniu. Po zaproszeniu Lavender pierwszy raz w życiu opuszcza rodzinne strony, by stawić czoła przygodzie i udowodnić sobie, że sama może walczyć o szczęście.

Valerie próbuje przepracować żałobę. Jej dwie córki i mąż zginęli w  katastrofie lotniczej, zostawiając ją z  jedną córką. Obie nie potrafią pogodzić się z bolesną stratą, tracąc jednocześnie między sobą porozumienie.
Ruby to najmłodsza z  czwórki przyjaciółek – ma niewiele ponad dwadzieścia lal, ale i tak już bardzo wiele przeszła. Los mocno ją poturbował – w  dzieciństwie chorowała na białaczkę i widziała śmierć wielu młodziutkich koleżanek z  oddziału. Sama po wyczerpującym leczeniu cudem przeżyła.  Od tamtej pory ojciec dba o nią jak tylko może, bojąc się, że znów będzie mógł ją uttracić. Dziewczyna sześć lat była w  związku z  Liamem. Gdy się rozstali, okazało się, ż Ruby jest w ciąży. Jest to dla niej prawdziwy cud – lata chemioterapii miały bowiem uczynić ją bezpłodną. Teraz dziewczyna postawiona w  niespodziewanej sytuacji musi poukładać swoje życie na nowo. Tym bardziej, że Liam planuje ślub z  inną i nie wie, że zostanie ojcem.
Wszystkie cztery kobiety przybywają na farmę, gdzie mają na nowo przyjrzeć się samym sobie, wyciszyć się i postanowić do robić dalej ze swoim życiem. Dla każdej z nich wyprawa ta będzie odmianą i wyjściem poza to co znane.
O’Neal stworzyła swoistą powieść drogi, przeplataną z romansem, powieścią obyczajową, okraszoną przepisami, wyimkami z  korespondencji mailowej: to wielka mieszanka gatunkowa, która stawia sobie za cel jedno: pokazać, że kobiety mogą same o sobie decydować, jeśli tylko uda im się wyjść poza stereotyp i gorset ról, w które same od lat się przyodziewały. To opowieść o wyzwoleniu, szukaniu wolności, miłości i sensu.
Autorka czerpiąc z  samego życia utkała opowieść krzepiącą i podnoszącą na duchu. Jej bohaterki uczą się wybaczania, dzielą się swoją życiową mądrością i zadają kłam przekonaniom, jakoby starsi nie mogli uczyć się od młodych – tu nie liczy się wiek, lecz doświadczenie i ogromną mądrość wynikła z  cierpienia i jego przepracowywania.
Ciepła historia, którą szczególnie polecić mogę tym z  Wam, które znajdują się właśnie na życiowym zakręcie i nie mają dość odwagi, by zrobić krok w  kierunku innym niż dotychczasowy. Doda Wam odwagi!