Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastolatkowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastolatkowie. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 września 2015

Papierowe miasta - John Green




Papierowe miasta to zdecydowanie lepsze spotkanie z Greenem niż słynna i w opinii wielu najznakomitsza powieść Szukając Alaski. Teraz, po lekturze, jestem w stanie zrozumieć fascynację autorem i wyjaśnić fakt tak wielkiego uwielbienia jakim jest darzony, szczególnie przez młodzież.
Green po raz kolejny każe nam szukać – porywa w trasę śladem zaginionej dziewczyny, którą my, chcąc, nie chcąc, będziemy próbowali odnaleźć wraz z bohaterami, upatrującymi w poszukiwaniach swojej misji.

Osiemnastoletni Quentin, krócej – Q, od dziecka zakochany jest w swojej sąsiadce, Margo Roth Spiegelman. Rówieśników dzieli właściwie wszystko – ona jest szkolną gwiazdą, uwielbianą przez wszystkich, otoczoną mgiełką tajemnicy, którą sama wokół siebie wytwarza i podtrzymuje. On – stoi raczej na uboczu i nie chwali się swoją fascynacją, która choć jawna, nikogo by nie wzruszyła – Margo jest obiektem czci niemalże wszystkich. Bohaterów łączy jedno – w dzieciństwie znaleźli oni martwego człowieka i to tamto wydarzenie naznaczyło ich relację na zawsze. 

Od tamtego czasu minęło już wiele czasu i choć Margo oraz Q od dawna nie zamienili ze sobą nawet słowa, dziewczyna wybiera właśnie jego, gdy potrzebuje pomocy w realizacji tajemniczego, okrutnego planu zemsty na przyjaciółce, ekschłopaku i wszystkich innych, którzy w jakikolwiek sposób ją zranili. Q myśli, że ta noc wskrzesi ich dziecięcą relację, okazuje się jednak, że Margo ma nieco inne plany – postanawia zniknąć… Wydaje się, że jedyną osobą zdolną ją odnaleźć (skłonną do poruszania się szlakiem pozostawionych przez nią śladów) jest właśnie Q, który skrzykując przyjaciół, postanawia odnaleźć tę, która prawdopodobnie wcale odnaleziona być nie chce, wszak prawnie jest już pełnoletnia i ma możliwość decydowania o sobie.

Poszukiwanie Margo pozwoli Q na coś znacznie ważniejszego – odkryje prawdę o sobie samym, a także o swoim otoczeniu. Green popełnił swoistą powieść inicjacyjną i powieść drogi, nad którą czuwa duch Whitmana, znacząc szlak Margo swoimi wierszami. Wcale nie dziwi, że książka ta omawiana jest w anglojęzycznych szkołach właśnie w zestawieniu z twórczością poety. Dzięki temu liryka staje się oswojona przez powieść współczesną, a oba teksty kultury wzajemnie się naświetlają i uzupełniają.

Green ma niebywały dar opowiadania o emocjach w sposób, który pozwala nastolatkom uporać się z własnym ich przeżywaniem, bez napuszenia, pompatyczności, wielkich słów, choć z domieszką filozofii. Tutaj całość jest niezwykle prosta – to właśnie owa prostolinijność i czytelność przekazu ujmuje i chwyta za serce, sprawiając, że czytaną opowieść traktujemy jak własną, a emocje, o których czytamy projektujemy na siebie samych.  Bohaterami nie są nastolatkowie, którzy jedynie imprezują, piją, ewentualnie spędzają czas na siłowni czy w łóżkach kolejnych seksualnych zdobyczy, jak to często prezentują media (i ostatnie książki, nie da się zaprzeczyć), lecz grzeczni, może nawet ugrzecznieni przedstawiciele swojej grupy społecznej.

U Greena młodzież myśli, zastanawia się nad życiem, nad tożsamością, nad przyszłością i przeszłością. Jego bohaterowie są refleksyjni, ale nie miałcy i nadmiernie uduchowieni. Mają wartości, potrafią sobie pomagać i lojalność stawiają ponad wszystko. Przede wszystkim są normalni i tą normalnością zarażają. I nie są wulgarni, uwierzycie? Może to dążenie Greena do ideału sprawia, że nie wkłada w usta swoich bohaterów kolejnych wykwitów łaciny podwórkowej, jednak trzeba przyznać, że ten zabieg mu się udaje – pokazuje, że można inaczej, że nie trzeba kląć, by być lubianym, nie trzeba pić na umór, by mieć przyjaciół, że nie trzeba w książkę wplatać wulgaryzmów, by być autorem na topie. Wystarczy być sobą, być wiernym swym zasadom i wartościom, a przy tym akceptować innych, także dlatego że są inni niż my.

Tytułowe papierowe miasta sięgają dalej – na ludzkość. Ukazują ludzi innych niż nasze o nich wyobrażenia, pokazują światy odległe od ideału i tego, co projektujemy w naszych głowach. Uwypuklają to, jak bardzo czyjś obraz pod publiczkę może różnić się od tego, co dana osoba o sobie myśli i czego naprawdę oczekuje do życia.

To lektura, po którą warto sięgać w każdym wieku, szczególnie jednak w czasach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, kiedy to kształtuje się nasz światopogląd i dojrzewamy do pewnych kwestii i spojrzeń. A jeśli poza przekazaniem niewątpliwych wartości istotnych do zaszczepienia w życiu, prawd uniwersalnych, zachęci ona do sięgnięcia po Whitmana czy Plath – brawo, panie Green.

Polecam i zwracam honor – nie należało skreślać autora ze względu na jedno nieudane spotkanie lekturowe. Tym razem jest znacznie, znacznie lepiej.


 Książkę tanio kupisz tutaj:




Recenzja Szukając Alaski - tutaj.

poniedziałek, 21 września 2015

Przypadki Callie i Kaydena - Jessica Sorensen


Przypadki Callie i Kaydena to książka budząca wśród czytelników tak wielkie emocje, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. Okładka i opis sugerują klasyczne czytadło w stylu young adult jakich przeżywamy ostatnio prawdziwy wysyp. Wydaje się, że niewiele może zaskoczyć, a jednak  dzieje się zgoła inaczej.

Bohaterami tej powieści, będącej tak naprawdę preludium do dalszej narracji, swoistym wydłużonym prologiem, są Callie i Kayden – zranieni nastolatkowie, którym wielką trudność sprawia prawdziwe zaufanie i okazanie uczuć drugiemu człowiekowi. Oboje przeżyli piekło zgotowane przez własną rodzinę i każdy z nich trzyma swój sekret głęboko na dnie serca, nikomu o nim nie mówiąc i samodzielnie próbując sobie radzić z ranami zadanymi przez życie. I nie, wcale nie chodzi o klasyczne zranienia wieku młodzieńczego, kłótnie rodzinne czy minidramaty, których doświadczył każdy z nas, będąc nastolatkiem.

Ona, mając dwanaście lat i dopiero powoli wchodząc w kobiecość, została zgwałcona przez starszego brata, które to wydarzenie zmieniło ją nie do poznania – zaczęła ukrywać się pod luźnymi bluzami, na siłę próbując uczynić się niewidoczną. Rodzice, choć mocno przeżywali jej zachowanie, złożyli je na karb młodzieńczej depresji. A ona nie chciała wyprowadzać ich z błędu. Przez swoje zachowanie była wytykana przez otoczenie, wyśmiewana i  nierzadko szykanowana, jednak dzięki temu mogła trzymać się z dala od ludzi i ograniczać każdy fizyczny kontakt do minimum.

On, mimo pozornej siły, którą okazuje na zewnątrz jako futbolista, jest tak naprawdę sponiewieranym przez ojca nastolatkiem. Ten, upatrując w nim gwiazdę, karze go fizycznie za każde najdrobniejsze wykroczenie. Przelewa na siebie swoje frustracje, znacząc jego ciało i psychikę kolejnymi bliznami. Pewnego dnia, gdy ojciec osiągnął nienawiść tak wielką, że bicie syna doprowadziło go niemalże na skraj morderstwa, widzi ich Callie, która zmyślnie przerywa ten popis agresji.

Od tamtej pory ścieżki tej dwójki młodych ludzi będą się przecinać, po to, by w końcu młodzi zdołali sobie zaufać na tyle, by zwierzyć się ze swojej przeszłości i spróbować budować prawdziwą relację, której przez wcześniejsze doświadczenia byli pozbawieni.

Sorensen to autorka, która pod osłoną historii dla nastolatków zaprezentowała bolesny i często zbywany milczeniem w tej grupie ludzi problem przemocy domowej i agresji, o której się milczy.

Ważna książka, konieczną do podsuwania młodym ludziom, którzy – mam nadzieję – dzięki tej powieści zaczną nie tylko mówić o swoich problemach i szukać wsparcia, ale przede wszystkim zostaną dotknięci nadzieją na stworzenie relacji z drugim człowiekiem i dojrzeją do zdania, że miłość nie zawsze musi boleć, a rodzina może być (powinna być!) ostoją i pociechą.


Cieszę się z istnienia tej powieści i z niecierpliwością wypatruję kolejnego tomu – jestem okrutnie zainteresowana tym, w jakim kierunku poprowadzona zostanie narracja i jak ułożą się życia głównych bohaterów.