Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Lindgren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Lindgren. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 sierpnia 2017

Jak Kalle rozprawił się z bykiem - Astrid Lindgren, Marit Tornqvist


Jak Kalle rozprawił się z bykiem to kolejna, dwudziesta pierwsza (jeśli nie liczyć wydań zbiorczych) książka obrazkowa Astrid Lindgren wydana nakładem oficyny Zakamarki. Wynik jest imponujący, a gwarantuję, że to jeszcze nie koniec – bardzo płodna pisarka jeszcze długo będzie bawić Wasze dzieci.

Tym razem autorka snuje opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce na smalandzkiej wsi w pewną niedzielę wielkanocną. Świąteczny dzień zapowiadał się dobrze, jednak radosną atmosferę celebracji zepsuł pewien bardzo duży i równie silny byk, Adam Engelbrekt.

Zrywając się z powroza, uciekł, porzucając zagrodę i pozostawiając głowiących się nad metodą ponownego zagonienia go na właściwe miejsce właścicieli. Mieszańcy wsi bardzo szybko zgromadzili się wokół zagrody, jednak żaden z nich nie miał pomysłu, jak poradzić sobie z  tak rosłym bykiem. Wszyscy zapomnieli już, że są święta, próbując raz po raz pomóc Svenssonowi w zagonieniu byka do obory. Niestety, wszyscy byli przerażeni. Czas mijał, a zwierzę ani myślało wracać czy też okazywać jakiekolwiek zmęczenie. 

(...)

Dzięki przyjaznym dla oka literom, stosunkowo niewielkiej ilości tekstu oraz dominującym nad nim ilustracjom Marit Tornqvist, całość stanowi doskonałą propozycję dla początkującego czytelnika, który będzie mógł oddawać się lekturze samodzielnie, nie tylko przeżywając radość z  niej płynącą, ale także kształtując umiejętność czytania i czerpiąc przyjemność z obcowania z  dobrą literaturą dla młodego odbiorcy.



Czytaj całość:




niedziela, 21 maja 2017

Peter i Lena - Astrid Lindgren, Ilon WIkland




Peter i Lena to zbiór dwu opowiadań Astrid Lindgren, w których bohaterami są tytułowe dzieci będące rodzeństwem.

Pierwsza z historii, Ja też chcę mieć rodzeństwo, dotyczy czasów, kiedy to Peter, jeszcze jako jedynak, bardzo pragnął mieć rodzeństwo. Oznajmiając mamie, że podobnie jak jego kolega, chciałby mieć braciszka lub siostrzyczkę, nie spodziewał się, że jego prośba zostanie tak szybko zrealizowana. Pojawienie się na świecie małej istoty, to jednak nie tylko spacery z wózkiem w parku, lecz także konieczność dzielenia się uwagą, miejscem, czasem i miłością rodziców. Małemu Peterowi zaczynają doskwierać emocje znane chyba każdemu dziecku, które posiada młodsze rodzeństwo – zazdrość, brak zrozumienia i próba zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę. Jak poradzą sobie z nimi chłopiec i jego mama?

Druga opowieść, Ja też chcę chodzić do szkoły, sięga czasów nieco późniejszych, kiedy to Lena, siostrzyczka Petera, jest już na tyle duża, że mogą się oni swobodnie razem bawić, nie zważając przy tym na nic ani na nikogo. Ich sielanka kończy się, gdy Peter zaczyna chodzić do szkoły. Dziewczynka, chcąc go naśladować, pewnego razu wyrusza wraz z nim, by obserwować jak wygląda dzień z życia ucznia. Towarzyszy bratu na lekcjach, przerwach, przy obiedzie i na zajęciach w-f. Podgląda zachowania starszych i z entuzjazmem je naśladuje.

(...)



Czytaj dalej:


wtorek, 27 października 2015

Szwedzkie wspomnienia - część I.

Pierwsze zderzenie ze Szwecją - szybka rezerwacja wysp z samolotu;)

Tych siedmiu dni w Sztokholmie nie da się ubrać w słowa ani streścić w jednej czy nawet kilku notkach.
By dać Wam choć namiastkę moich przeżyć, postanowiłam podzielić relację na 4 części – tę związaną mniej lub bardziej z literaturą, tę obejmującą przyrodę i zabytki oraz tę, która przedstawiać będzie odwiedzone przez nas muzea i miejsca niewpisujące się w żadną inną kategorię. 4 część to niespodzianka i moja ulubiona notka;) Bardziej niż słowem, operować będę obrazem, bo wiem, że to zdjęć najbardziej oczekujecie;)

Pokrótce muszę jednak odpowiedzieć na najbardziej nurtujące wszystkich pytanie.
Jak było? Fenomenalnie, obłędnie, cudownie, nie do opisania! Gdybym tylko miała okazję, wróciłabym i odwiedzała kolejny raz te same i inne miejsca. Sądzę, że autor zdania „Sztokholm to miasto na weekend”, był w zupełnie innym Sztokholmie niż ja. Siedziałam w nim 7 dni i nie sposób było obejść wszystkiego (mam wrażenie, że nawet do połowy wartych uwagi miejsc nie dotarłyśmy), zwłaszcza jeśli chciało się swój pobyt uczynić ekonomicznym i trafić na darmowe wstępy do muzeów;)

Pogoda była fenomenalna, tak niebieskiego, czystego nieba nie widziałam już dawno, a zmieszane z nim czerwienie i żółcie liści oraz kamieniczek robiły piorunujące wrażenie. Poczułam wewnętrzny imperatyw zmuszający mnie do biegania albo jakiejkolwiek innej aktywności fizycznej. Widok biegających od rana do wieczora Szwedów wprawił mnie w kompleksy:P
Przepiękne miejsce!

Pierwszy raz leciałam samolotem i… w ogóle tego nie poczułam. Na ziemi mam wieczne problemy z bólem głowy i uszami, a w powietrzu te nie zatkały mi się ani na chwilę ,nie zakręciło mi się też w głowie czy w brzuchu. Nie wiem kiedy wystartowaliśmy! Zamiast przejmować się dolegliwościami mogłam podziwiać cudowne widoki i piękną Polskę oraz wspaniałą Szwecję z lotu ptaka. Jestem chyba stworzona dla nieba:)


Na miejscu poruszałyśmy się przede wszystkim metrem lub pieszo. Kupiłyśmy specjalną kartę umożliwiającą przejazdy na cały nasz pobyt, z którą miałam magiczną przygodę, ale którą ostatecznie oceniam jako niezwykle wygodną i praktyczną:) (pomijam już oczywistą kwestię oszczędności)

A teraz… do dzieła!

Zaczynamy od zdjęć i miejsc poświęconych książkom. Odwiedziłyśmy dwie ważne biblioteki – Stockholm Public Library, usytuowaną w centrum Sztokholmu, widoczną z daleka, okrągłą budowlę, której wnętrze po brzegi wypełnione jest książkami. Na zdjęciach wygląda na znacznie większą niż jest w rzeczywistości, niemniej to miejsce-raj! 







Oczywiście ulubiona półka znaleziona bezbłędnie;)

Nie zapomniałam też o Sebastianie i "jego" regale;)




Biblioteka znaleziona w Royal Coin Cabinet


Muzeum Historii Naturalnej

Muzeum Sportu, Riksidrottsmuseet



Astrid wszędzie!
Oprócz ścisłego centrum Sztokholmu, wybrałyśmy się także na obrzeża, do centrum handlowego Kista Galleria. Biblioteka ta została nazwana najlepszą biblioteką świata. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj. W bibliotece można jeść, położyć się w książką w wyznaczonych do tego hamakach, zamknąć się w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, by w spokoju móc pracować lub poczytać. Świetna opcja w gwarnym centrum handlowym.












W Uppsali nakryłam też czytającego dziadka;)

Uppsala Museum








Muzeum Nobla powinno znaleźć się także w innej notce, jednak to własnie nad literaturą szczególnie się w nim pochylałam. Mamy zatem polskich noblistów docenionych w tejże kategorii:





Tutaj mój mały muzealny smaczek, ukryty między innymi wystawami.



Książki widziałam właściwie wszędzie, miałam wrażenie, że Szwecja nimi oddycha. Najbardziej ubolewam nad niemożnością robienia fotografii w miejscu, w którym znajdowały się najstarsze woluminy, w tym srebrna Biblia. Mam na myśli bibliotekę Uniwersytetu w Uppsali. Obłędna rzecz!
Na dodatek pokażę jeszcze takie oto ciekawostki:





Do literatury dołożyć też mogę makietę szwedzkiej szkoły, w której usilnie próbowałam uczyć polskiego:D





Podróż pokazała mi szwedzką kulturę czytania, która stoi na naprawdę wysokim poziomie. Fantastyczne miejsce dla książkolubów!:)

Ciąg dalszy relacji nastąpi... :)))


niedziela, 29 marca 2015

Kim była Astrid Lindgren? (Astrid Lindgren – Margareta Strömstedt)



Astrid Lindgren jest jedną z  głównych pisarek mojego dzieciństwa – obok Frances Hodgson Burnett i Tove Jansson wprowadzała mnie w  dorastanie, towarzyszyła dziecięcym rozterkom i godzinom spędzonym w  szkolnej czytelni oraz świetlicy.
Pippi Pończoszanka, Dzieci z  Bullerbyn, Zwierzenia Britt-Marii, Rasmus i włóczęga, Ronja, córka zbójnika, Lotta z  ulicy Awanturników, Madika i berbeć z  Czerwcowego Wzgórza – aż się łezka w  oku kręci na wspomnienie tych lektur i emocji im towarzyszących! Mało tego – chce się do nich wracać, teraz, po latach, przypomnieć sobie to, co przeżywało się naście lat temu i pewnie przeżyć to inaczej.

A wszystko dzięki biografii Astrid Lindgren spisanej ręką Margarety Strömstedt, wzorcowo wydanej przez Wydawnictwo Marginesy. Nad wydaniem mogłabym się rozpisywać długo: znów feeria barw, bogactwo cytatów, kopalnia zdjęć, mnogość ilustracji, cudne rozwiązania graficzne i oddzielenia rozdziałów, słowem: majstersztyk. Jeśli idzie o wydawanie biografii Marginesy nie mają dziś sobie równych! Dotąd ta kategoria książek kojarzyła się z nudnym wydaniem, nijaką okładką, niczym, co mogłoby zwrócić na siebie uwagę potencjalnych czytelników. A tutaj – już wizualnie zachęca tak bardzo, że podejrzewam kilkakrotny wzrost liczby czytelników w stosunku do wydań dotychczasowych. To wydawnictwo całym sobą rozkazuje, by je zakupić, czytać i czcić.

Jeśli zaś idzie o treść: musicie wiedzieć, że jest to ponowna redakcja książki, którą Strömstedt po raz pierwszy wydała w  1977 roku. Po latach zdecydowała się ją uzupełnić i wzbogacić wciąż jednak skupiając się głównie na tym, jak życie autorki wpłynęło na jej twórczość. Wiele tutaj historii z  życia wziętych, podpartych późniejszymi cytatami z  wydanych książek, mnóstwo wskazań na konkretne postaci będące inspiracją dla ich fikcyjnych realizacji. Tak właściwie jest to opowieść o tym, jak niełatwe życie Lindgren odbiło się w  jej twórczości, w  której na zawsze chciała zamknąć swoje idylliczne dzieciństwo. 

Strömstedt rysuje pisarkę jako osobę, która na zawsze zapragnęła zostać dzieckiem i nawet będąc już dorosłą kobietą, nie utraciła ducha dziecięctwa, tego zawadiactwa i nieokiełznania typowego dla wczesnych lat życia.
Choć jest to książka niewątpliwie bogata, uwidacznia się w niej broniony przez Astrid dostęp do jej prywatności – dzieciństwo nie jest tajemnicą, jednak późniejsze życie prywatne to jedynie strzępki informacji, wyimki z  większej całości, gdzie właściwie wielu elementów układanki musimy się domyślać, posiłkując się tym, co gdzieś zasłyszane czy doczytane. 

Z  całą pewnością lektura biografii zachęci Was do ponownego (lub dziewiczego) zetknięcia się z  jej prozą – i to jej największa siła rażenia. Sama zapragnęłam skompletować wszystkie jej dzieła, co mam nadzieję niedługo nastąpi. Podobną moc oddziaływania miała biografia Tove Jansson, wydaje się zatem, że mądrym krokiem wydawnictwa (choć nie do końca zgodnym z  jego profilem) byłoby wydanie dzieł zebranych. Cóż to byłaby za perełka!

Jeśli zatem podobnie jak ja, z  rozrzewnieniem wspominacie dzieciństwo naznaczone prozą Lindgren – sięgnijcie, by dowiedzieć się skąd pomysły na tak wyjątkowe postaci jak Pippi.
Jeśli jednak pragniecie głównie poznać życie dorosłej Astrid – możecie tutaj nie znaleźć  wszystkiego, co dusza podglądacza cudzych żyć od Was wymaga.