piątek, 30 września 2016

Pamiętajmy o Osieckiej - kolekcja Empiku.




Tej jesieni coroczny Konkurs Wokalny „Pamiętajmy o Osieckiej” poprzedzi premiera kolekcji, inspirowanej twórczością poetki. Z okazji 80. rocznicy urodzin artystki, która była szczególnie uważna na drobiazgi, nastroje, detale, powstała specjalna seria przedmiotów codziennego użytku, ozdobiona najpopularniejszymi cytatami z jej piosenek. Kolekcja Agnieszki Osieckiej jest dostępna w Empiku od 14 września.


9 października 2016 roku przypada 80. rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, poetki, pisarki, autorki sztuk teatralnych, dziennikarki, a przede wszystkim autorki ponad dwóch tysięcy tekstów piosenek. Wiele jej utworów weszło do kanonu piosenki literackiej, a cytaty z nich przeniknęły do języka potocznego. Z tej okazji Empik wraz z Fundacją Okularnicy, przygotowali niespodziankę dla wszystkich miłośników twórczości „Poetki Piosenki” – kolekcję Agnieszki Osieckiej.




Kolekcję tworzą przedmioty codziennego użytku ozdobione ilustracjami malarki Marianny Sztymy, która inspirowała się najpopularniejszymi utworami Agnieszki Osieckiej. Powstały barwne i dowcipne grafiki, lekko nawiązujące do stylistyki lat 60., które umieszczone m. in. na kubkach i torbach nadają im literackiego sznytu. W nowym kontekście, dobrze znane cytaty Tylko nie mów do mnie, jak do żony, A ja jestem, proszę pana, na zakręcie, Małgośka mówią mi, czy Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd mogą towarzyszyć porannej kawie (kubki ceramiczne i termiczne), być ozdobą wnętrz (poduszki, talerze, pościele, magnesy) i drobiazgów przydatnych w pracy (wizytowniki, pokrowce na okulary czy notesy). Kolekcja Agnieszki Osieckiej będzie dostępna od 14 września w wybranych salonach Empik i na empik.com.


Przywołując szlagiery autorstwa Agnieszki Osieckiej, warto przypomnieć sobie klasyczne i poznać nowe interpretacje jej piosenek. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, Empik, Universal Music Polska i Fundacja Okularnicy przygotowali płytę pt. Pamiętajmy o Osieckiej. Kolekcja Okularników. Premiera płyty – 12 września 2016.

Marianna Sztyma – urodzona w 1973 polska malarka i ilustratorka. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu. Jej grafiki ukazują się m.in. w „Zwierciadle”, „Twoim Stylu” i „Newsweeku”. Otrzymała wyróżnienia za ilustracje i opracowanie graficzne w konkursach Książka Roku 2013 Polskiej Sekcji IBBY za „Legendy o głowie wawelskiej” oraz Najpiękniejsze Książki Roku 2012 powołanym przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek za Oto kot Pauliny Wierzby.


Część kolekcji już mam, co widać poniżej, wciąż jednak choruję na przepiękny kubek z napisem To był maj, no i ta pościel... marzenie;))


Polecam Waszej uwadze tę wyjątkową kolekcję - jest na czym oko zawiesić, upamiętniając jednocześnie wyjątkową Agnieszkę Osiecką.


Link do kolekcji - klik.

czwartek, 29 września 2016

Nowe na półce #wrzesień




Wrzesień i październik to rokrocznie miesiące horroru dla moich półek. Jednocześnie kocham i nie znoszę tych miesięcy, kiedy wydawcy przed serią targów książek wypuszczają na rynek wszystko, co mają najlepszego na dany rok. A ja tylko do domu znoszę, znoszę, znoszę, bolejąc przy tym nad brakiem czasu na natychmiastową lekturę wszystkiego.

Tegoroczny sezon obfitości również został, jak widać na załączonym obrazku, zainaugurowany z należytą pompą.

Zatem - częstujcie się! 



Ebooki:
Rój [recenzja 01.10]
Sekretne życie drzew

Dziecięca:
Ariol. Wszyscy jesteśmy osiołkami
Wielkie odkrycie Bubal [recenzja 06.10]
Binek i Pulpet w  świątyni Majów
Znajdź kropki

Prezenty:
Miejsce na ziemi [dziękuję Marlenie]
Pokochaj swoje ciało
Dwadzieścia siedem snów
Dziedzictwo Orchana
Dziewczyny

Cała "wstydliwa" reszta;)
Królowa  [recenzja]
Dziewiąty grób
Nie jesteś sobą [recenzja]
Meryl Streep. Znowu ona
Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem [recenzja]
Urodziny Alberta
Wzburzenie (nowe wydanie)
Mock
Working it
Jeszcze się spotkamy [recenzja 03.10]
Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku [recenzja]
Osaczenie
Lampiony [recenzja]
Jesień [recenzja 02.10]
Jak Internet ratował Kubę 
Krótka historia siedmiu zabójstw
Carnivia. Rozgrzeszenie
Szumowiny
Ślady [recenzja 05.10]
Granat poproszę
Miłość bez granic [recenzja 04.10]
Agatha Christie. Zamknięta trumna
Interwencje 2
My new roots
Puste niebo
Belgravia
Tam mieszkam
Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia
Biblioteka dusz

Aktualnie - co zdarza mi się niezwykle rzadko - podczytuję kilka książek na raz, nie mogąc zdecydować się na jedną. A Wy po co polecacie sięgnąć?




wtorek, 27 września 2016

Lampiony - Katarzyna Bonda

Lampiony – długo wyczekiwana trzecia część tetralogii Katarzyny Bondy, której żywiołem patronackim jest ogień, wchodzi do księgarń już jutro.

Tym razem autorka bardziej niż na wątek kryminalny – który nota bene wciąż króluje – postawiła na grę miastem. To Łódź, nie kto inny, nawet nie Sasza Załuska, jest tutaj główną bohaterką.

Od Okularnika, który wzbudził we mnie ogromne emocje, minęło już nieco czasu. Głowa uwolniła się od myśli towarzyszących tamtej lekturze i gotowa była na rozniecenie prawdziwego ognia.

Czy się udało? Czy Bonda po raz kolejny rozpaliła moją wyobraźnię, czy też pozostawiła po lekturze jedynie mały, tlący się płomyk dobrych wrażeń?

Sasza Załuska, co nie w  smak jest niektórym jej byłym współpracownikom, dzięki sile kobiecej zostaje przyjęta do gdańskiej policji. Jej pierwszym zadaniem jest stworzenie profilu podpalacza, który dziesiątkuje Łódź. Przestępca nie tylko sprawia, że miasto płonie, ale wielokrotnie także i wybucha. Zdaje się, że ktoś przyjął za punkt honoru wypalić je do cna. Jakby tego było mało wydarzeniom towarzyszą napady, szczególnie na bezdomnych, cudzoziemców oraz naiwnych starszych ludzi, od których wyłudzane są pieniądze. Krążą także plotki, że w mieście pleni się szajka należących do ISIS terrorystów, co wzbudza powszechną panikę. Załuska nie ma łatwego zadania – mnogość dramatycznych wydarzeń wydaje się zacierać ślady, maskować trop prawdziwego podpalacza, rzucając podejrzenia na coraz to nowe osoby. Wydaje się również, że wszystko to, co dzieje się w  Łodzi dąży do szaleńczego oczyszczenia i wypalenia miasta – ze zła czy z dobra – odpowiedź na to pytanie musi znaleźć bohaterka sama.

Bonda wie co robi, wprowadzając na scenę mnogość bohaterów, którzy początkowo wprawiają czytelnika w  dezorientację – dzięki temu zabiegowi może on choć przez moment, choć w minimalnym stopniu poczuć się jak wrzucona w  centrum wydarzeń profilerka.

Mimo jednak, że na scenę wprowadzonych zostaje gros postaci, a całość powinna pędzić jak szalona – większą część powieści wynudziłam się, oczekując chwil napięcia, zmian kierunku śledztwa czy chociażby momentu zaskoczenia. Dopiero ostatnie kilkadziesiąt stron wciągnęło mnie na dobre, nie zdołały one jednak zatrzeć w pamięci kilkuset minionych, których lektura szła mi nieco opornie.

Dużo w części tej wątków z  prywatnego życia Saszy – mogę Wam zdradzić, że wiele się w nim zmieni. Powieść oczywiście urywa się – ale do tego nas już Bonda przyzwyczaiła – w  punkcie zapalnym, sprawiając, że kolejnego tomu – mimo nie do końca spełnionych oczekiwań – tęsknie będziemy wypatrywać w  zapowiedziach wydawniczych.

I tak też robię. Oczekuję zakończenia tetralogii co najmniej na miarę Okularnika,a mam nadzieję, że i na jeszcze lepszą, nie zrażając się chwilowym zawodem.

Recenzje poprzednich tomów:

Inne książki Bondym na blogu:

poniedziałek, 26 września 2016

Konkursy, konkursy


Czy wiecie, że na Facebooku dużo się dzieje?
W ciągu minionych dwu tygodni mieliście już szansę zgarnąć Dziedzictwo Orchana, Pokochaj swoje ciało i Dwadzieścia siedem snów.



Dziś ruszył kolejny konkurs, a Wam mogę zdradzić w sekrecie, że najbliższe dni, to kolejne niespodzianki:)

Sami zobaczcie, co Was czeka:)




Zapraszam!:)



czwartek, 22 września 2016

Kobiety Witkacego. Metafiyczny harem - Małgorzata Czyńska



Bogate życie Witkacego – tak uczuciowe, jak erotyczne i umysłowe – jest znane niemalże każdemu. Otwarty związek z Niną Witkiewiczową pozwolił artyście na spełnianie się w każdej ze sfer życia, a liczne zdrady stały się dla kobiety sprawą tak oczywistą i codzienną, że dopóki nie dotyczyły innych bliskich jej sercu osób, starała się przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Dzięki takiemu postawieniu sprawy, Witkacy mógł oddawać się twórczości – a ta, co rusz pchała go w ramiona kolejnych kobiet, których faktyczny (meta)fizyczny harem przetoczył się przez całe jego życie. Witkacy, niczym wspomniany przez Małgorzatę Czyńską Pigmalion, próbował stworzyć swoją Galateę i na tych próbach upłynęło mu całe życie.

Jako mężczyzna tak chmurny, jak błyskotliwy i przystojny – zachwycał płeć przeciwną nieustannie. Intrygował, zdaje się, wszystkich. Szybko się zakochiwał i szybko odchodził, a jedyna kobieta, której – na swój rozum – pozostawał wierny, to Nina.

W jego ramionach lądowały kobiety różne,  w tym Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (największy cios dla żony artysty) czy Zofia Boy-Żeleńska. Czarował je, mamił, uwodził, zachwycał demonicznym spojrzeniem, uwieczniał na portretach i…odchodził do innej.

Autorka przedstawia wyskoki Witkacego tak naturalnie, jakby były one zachowaniem co najmniej akceptowanym społecznie i często spotykanym. Mimo że niemalże każda strona książki, to nowy romans czy narkotyk, publikacja daleka jest od kontrowersji. Witakcy był jaki był. Każdy to wie(dział) i nie ma tu już miejsca na szokujące wyznania czy nowe fakty. Możemy obserwować życie artysty przez wiele lat, aż do tragicznego końca.

Mimo niewątpliwie fascynującej tematyki, zbyt wielki chaos i brak linearności działa na niekorzyść książki – sprawia ona raczej wrażenie szkicu, migawek z życia, albumu z krótkimi adnotacjami, ze zdjęciami dołączonymi w  przypadkowych miejscach.

Nie dość, że żadna z przedstawionych sylwetek nie została zarysowana w pełni, to jeszcze skoki czasowe burzą konstrukcję publikacji, sprawiając, że mimo doskonałego zamysłu, realizacja pozostawia wiele do życzenia. To, co jest napisane – zrobione jest dobrze, widać, że autorka urodziła się z piórem w ręku, szkoda tylko, że treściowo wszystko jest potraktowane tak bardzo po łebkach, a i redakcja i uporządkowanie rozdziałów nie do końca zadowala.


Wartością dodaną jest jednak z całą pewnością inspiracja do sięgania po teksty samego Witakacego, przede wszystkim zaś po listy do żony, które we fragmentach były tutaj cytowane. I jako wstęp do dalszej lektury – sprawdza się. Poza tym jednak mocno mnie rozczarowała. To, na co czekałam jak na szpilkach, okazało się niedopracowane i przede wszystkim – mało obszerne.

środa, 21 września 2016

Zimne ognie - Simon Beckett



Nie jest to Beckett jakiego znamy z serii rozpoczynającej się naturalistyczną Chemią śmierci, lecz poziom pisarstwa został utrzymany. Fani mający w pamięci poprzednie książki pisarza mogą być rozczarowani, bowiem podobnie obrazowych opisów zbrodni tu nie znajdziemy – rzecz bowiem zbrodni jako takiej nie dotyczy.

Kate Powell to samowystarczalna singielka. Wykształcona, odnosząca sukcesy zawodowe, spełniona w pracy i przyjaźni, coraz częściej jednak myśląca o dziecku. Jako że w związek nie chce się wikłać, jedynym sensownym rozwiązaniem sprawy wydają jej się kliniki oferujące opcję sztucznego zapłodnienia nasieniem nieznanych kobiecie, choć przebadanych i gruntownie sprawdzonych – tak fizycznie jak psychologicznie – dawców. Bohaterce nie podoba się jednak wizja ojca, którego nie widziała, i którego nie może sprawdzić na własną rękę. Tak jak i we wszystkich dziedzinach życia, tak i tu decyduje się przejąć kontrolę. Postanawia zamieścić anons w specjalistycznych czasopismach. Dzięki temu, w swojej opinii, będzie miała pewność, że jej ogłoszenie trafi jedynie do mężczyzn wykształconych i na poziomie, czytujących fachowe magazyny.

Na notkę odpowiada Alex Turner – zdawałoby się, dawca doskonały. Przystojny, zawstydzony całą sytuacją psycholog, którego bogata historia pracy w zawodzie przekonuje Kate, że znalazła odpowiedniego kandydata. Kobieta wbrew pierwotnym planom, spędza z  mężczyzną coraz więcej czasu, chcąc, nie chcąc, angażując się emocjonalnie…

Szybko okazuje się, że nie nad wszystkim – mimo chęci i zaangażowania – można w życiu zapanować, a każda drobna pomyłka może prowadzić do prawdziwego nieszczęścia.

To co wydawca nazywa thrillerem psychologicznym, zaczyna nim być bardzo późno, tym bardziej jak na tak krótką powieść – mniej więcej po lekturze ¾ książki. Wcześniej mamy do czynienia z bardzo długim, aczkolwiek koniecznym wprowadzeniem do sedna sprawy, nakreśleniem kontekstu i zarysowaniem całej sytuacji ze wszystkich niezbędnych stron.

Autor bardzo sprawnie zarysowuje portrety psychologiczne bohaterów i gra z czytelnikiem – choć po jakimś czasie możemy już spodziewać się rozwiązania, niewątpliwą przyjemność sprawia dochodzenie do niego wytyczonym przez pisarza szlakiem.

Mimo że Beckett wciąż pozostaje mistrzem kryminału, do perfekcji w budowaniu napięcia na miarę rasowego thrillera psychologicznego wiele mu brakuje. Książka napisana jest sprawnie i gwarantuje rozrywkę na poziomie, doskonałą na jeden z coraz dłuższych jesiennych wieczorów.