czwartek, 22 września 2016

Kobiety Witkacego. Metafiyczny harem - Małgorzata Czyńska



Bogate życie Witkacego – tak uczuciowe, jak erotyczne i umysłowe – jest znane niemalże każdemu. Otwarty związek z Niną Witkiewiczową pozwolił artyście na spełnianie się w każdej ze sfer życia, a liczne zdrady stały się dla kobiety sprawą tak oczywistą i codzienną, że dopóki nie dotyczyły innych bliskich jej sercu osób, starała się przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Dzięki takiemu postawieniu sprawy, Witkacy mógł oddawać się twórczości – a ta, co rusz pchała go w ramiona kolejnych kobiet, których faktyczny (meta)fizyczny harem przetoczył się przez całe jego życie. Witkacy, niczym wspomniany przez Małgorzatę Czyńską Pigmalion, próbował stworzyć swoją Galateę i na tych próbach upłynęło mu całe życie.

Jako mężczyzna tak chmurny, jak błyskotliwy i przystojny – zachwycał płeć przeciwną nieustannie. Intrygował, zdaje się, wszystkich. Szybko się zakochiwał i szybko odchodził, a jedyna kobieta, której – na swój rozum – pozostawał wierny, to Nina.

W jego ramionach lądowały kobiety różne,  w tym Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (największy cios dla żony artysty) czy Zofia Boy-Żeleńska. Czarował je, mamił, uwodził, zachwycał demonicznym spojrzeniem, uwieczniał na portretach i…odchodził do innej.

Autorka przedstawia wyskoki Witkacego tak naturalnie, jakby były one zachowaniem co najmniej akceptowanym społecznie i często spotykanym. Mimo że niemalże każda strona książki, to nowy romans czy narkotyk, publikacja daleka jest od kontrowersji. Witakcy był jaki był. Każdy to wie(dział) i nie ma tu już miejsca na szokujące wyznania czy nowe fakty. Możemy obserwować życie artysty przez wiele lat, aż do tragicznego końca.

Mimo niewątpliwie fascynującej tematyki, zbyt wielki chaos i brak linearności działa na niekorzyść książki – sprawia ona raczej wrażenie szkicu, migawek z życia, albumu z krótkimi adnotacjami, ze zdjęciami dołączonymi w  przypadkowych miejscach.

Nie dość, że żadna z przedstawionych sylwetek nie została zarysowana w pełni, to jeszcze skoki czasowe burzą konstrukcję publikacji, sprawiając, że mimo doskonałego zamysłu, realizacja pozostawia wiele do życzenia. To, co jest napisane – zrobione jest dobrze, widać, że autorka urodziła się z piórem w ręku, szkoda tylko, że treściowo wszystko jest potraktowane tak bardzo po łebkach, a i redakcja i uporządkowanie rozdziałów nie do końca zadowala.


Wartością dodaną jest jednak z całą pewnością inspiracja do sięgania po teksty samego Witakacego, przede wszystkim zaś po listy do żony, które we fragmentach były tutaj cytowane. I jako wstęp do dalszej lektury – sprawdza się. Poza tym jednak mocno mnie rozczarowała. To, na co czekałam jak na szpilkach, okazało się niedopracowane i przede wszystkim – mało obszerne.