czwartek, 19 lutego 2015

Ostatnia noc świata – C. S. Lewis


Tytuł: Ostatnia noc świata
Autor: C.S. Lewis
Wydawnictwo: Esprit
ISBN: 9788364647130
Cena: 26,90 zł
Ilość stron: 158






Ten, kto naprawdę lubi jakiekolwiek książki, być może pewnego dnia polubi dobre książki. Nie jest pozbawiony zmysłu krytycznego. Nie jest impotentem[1]
Książka-bomba.
Na tę ogromną dawkę mądrości składa się siedem esejów Lewisa, publikowanych przez niego na łamach różnych anglojęzycznych czasopism, a teraz zebranych jako jedno wydanie.
Tematem wiodącym – i wydaje mi się – ogromnie dziś istotnym (a zwróćcie uwagę na datę pierwszych wydań, cóż za uniwersalizm!)  staje się problematyka szerzącego się zła i związanego z  nim nadejścia końca świata (i vice versa).
Pisze o zmianach w  postrzeganiu wiary i religii, o swojej nieufności do tej drugiej (zestawionej zresztą zmyślnie z polityką). Drąży problem rozwijającego się zła, sięgającego swoimi mackami w  zakazane dotąd rewiry.
Niewiele mi trzeba, by dać się porwać rytmowi myślowemu Lewisa – jego błądzenie między kolejnymi tematami, wirtuozerskie nawiązania do różnych doktryn, teorii, dzieł, misternie wplecione w  całość, raz po raz każą mi boleć nad własną niewiedzą i zachwycać się tym, co pozostaje jeszcze do odkrycia i tym, co udaje mi się dla siebie zaczerpnąć od jednego z  najwybitniejszych myślicieli.
Urzekł mnie już esej pierwszy dotykający tematu skuteczności modlitwy – autor gra paradoksami, prowadzi nas przez labirynt skojarzeń, zmusza do ogromnego wysiłku intelektualnego, kokietuje, zapytuje o to skąd wiemy, że modlitwa jest skuteczna. Skąd wiemy, że nie jest? Co rzeczywiście dowodziłoby jej skuteczności, czy w ogóle coś takiego istnieje?

Nie sposób przytaczać całych rozważ, bo też mijałoby się to z  celem. Warto jednak zaznaczyć, że Lewis podejmuje także temat wytrwałości w  wierze; potędze dobrych uczynków, tego jak ma się wystrzelenie rakiety w  kosmos do wizji Boga kochającego i jaki wpływ na wiarę miałoby odkrycie życia na innych planetach; rosnącej sile diabła (tu gratka dla czytelników Listów starego diabła do młodego – pojawia się Krętacz we własnej osobie!) – esej ten wyróżnia się znacząco na tle innych: autor przenosi nas do piekła, gdzie trwa diabelska uczta, na której to mistrz kuszenia przemawia do adeptów, prezentując im najskuteczniejsze formy manipulowania ludźmi. W  ten przewrotny sposób poznajemy najważniejsze duchowe zagrożenia dzisiejszych czasów.

Autor między wersami każe nam zatrzymać się i zastanowić – co gdyby właśnie dziś, za parę godzin, właściwie parę chwil, nastąpiła ostatnia noc świata? Czy jesteśmy na nią gotowi? Jak przejawiamy swoją gotowość? Ważkie pytania postawione w  typowy, Lewisowski sposób.
Czy tylko ja jestem pod tak wielkim wrażeniem autora? Gdzie podziali się dziś ci wszyscy wielcy erudyci?!
Gnajcie do księgarni, warto!


[1] C.S. Lewis, Ostatnia noc świata, Kraków 2015, s. 50.

środa, 18 lutego 2015

Konkurs - książki wyd. Prószyńskiego do zgarnięcia! (Milcząca siostra, Bramy raju)






Tak jak obiecałam, mam dla Was egzemplarze dwu najświeższych książek wypuszczonych na rynek przez Wydawnictwo Prószyński. Są to Bramy raju - czwarty tom serii o rodzinie Casteel Virginii C.Andrews [recenzje poprzednich tomów: Mroczny Anioł, Rodzina Casteel] i Milcząca siostra Diane Chamberlain [recenzja tutaj].




Co zrobić, aby wejść w ich posiadanie?
W zależności od tego, na którą książkę macie ochotę [można wybrać obie:)] musicie w komentarzu pod tym postem napisać krótką wypowiedź:



Jeśli wybierasz:
Bramy raju  - napisz, co dla Ciebie stanowi bramy raju.
Milczącą siostrę - opisz jedno najlepsze/najśmieszniejsze/najbardziej wzruszające/zapadające w pamięć wspomnienie związane ze swoim rodzeństwem [szczególnie mile widziane siostry, ale nie jest to obowiązek:)].

Wszystkich proszę o pozostawienie adresu e-mail.
Spośród nadesłanych odpowiedzi wybiorę dwie i to do ich autorów powędrują książki. O wygranej poinformuję do trzech dni od zakończenia na blogu oraz mailowo. Na wysłanie mi adresu macie tydzień, w innym wypadku wybiorę kolejnego zwycięzcę.
Konkurs potrwa do  02 marca 2015.
Będzie mi miło, jeśli poinformujecie o nim na swoich blogach. W konkursie mogą brać udział także użytkownicy anonimowi.

Jeśli chcecie zwiększyć swoje szanse - zgłaszajcie się również na Facebooku, gdzie konkurs trwa równolegle, na ciut innych, dopasowanych do strony zasadach.
Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Prószyński.


Milcząca siostra – Diane Chamberlain


Tytuł: Milcząca siostra
Autor: Diane Chamberlain
Wydawnictwo: Prószyński
ISBN: 9788379611676
Ilość stron: 456
Cena: 38 zł


Każdy nosi jakąś bliznę (...). Jedni dlatego, że walczyli z ciężką chorobą. Inni, bo stracili dziecko lub zranił ich ktoś, kogo kochali. Niektórzy mają to nieszczęście, że nabawiają się blizn w wyniku utraty całej rodziny. chociaż  z drugiej strony... (...) niekiedy mają to szczęście, że znajdują nową [1].

Diane Chamberlain, to wielokrotnie nagradzana autorka, po którą – pisałam o tym nie raz – sięgam bez zastanowienia. I tym razem, mając świadomość wszelkich czekających na mnie zobowiązań, rzuciłam nimi w  kąt, by w spokoju delektować się jej najnowszą książką. Choć sformułowanie – delektować się – jest w  przypadku Chamberlain głębokim nieporozumieniem. Jej książki nie nadają się do powolnej lektury umożliwiającej relaks. Przypominają raczej czynny wulkan, który lada moment może wybuchnąć i – nie ma innej opcji – robi to, zalewając wszystko rozżarzoną lawą. Nie ma dokąd uciekać, trzeba się poddać gorącej atmosferze.
Tak było i tym razem.
Riley MacPherson właśnie straciła drugiego z  rodziców i teraz musi uporać się z  uporządkowaniem jego majątku. Wsparcia próbuje szukać u brata – weterana wojennego – z  którym kiedyś łączyły ją dobre relacje, zburzone jednak upływem czasu i zniszczone bolesną pamięcią o zaginionej przed laty siostrze, oskarżonej wówczas o zabójstwo z  premedytacją, borykającej się z  depresją i ostatecznie w bardzo młodym wieku popełniającej samobójstwo. Ciężar tej historii przygniótł rodzinę, na zawsze zmieniając jej losy. Gdy teraz, po wielu latach, Riley porządkuje papiery wpada na bardzo dziwny ślad sugerujący, że Lisa tak naprawdę nigdy się nie zabiła. Odtąd bohaterka zrobi wszystko, by odnaleźć utraconą siostrę, po drodze wypuszczając na światło dzienne gros innych tajemnic, które na zawsze miały pozostać nieodkryte. Dowiaduje się przy tym jak mało wiedziała o własnych rodzicach… By odkryć prawdę musi całkowicie przekreślić dotychczasowe życie.

Chamberlain ma niebywały talent do „dobijania” czytelnika: gdy sprawa jest już skomplikowana do granic możliwości i wydaje się, że całość osiągnęła punkt kulminacyjny, że przed nami jedynie rozwiązanie akcji, okazuje się, że historię można jeszcze parokrotnie „podkręcić”, nie popadając przy tym w  przesadę. Dzięki tej zdolności, przy okazji książek autorki nigdy nie wiem, kiedy mogę przestać wstrzymywać oddech, kiedy wreszcie wszystko zacznie się rozwiązywać. To niezwykła siła tej historii – ani na moment nie pozwala uśpić czujności, na skutek czego czytelnik nie jest stracony dla powieści.
Świetna opowieść o tym jak bardzo skomplikowane mogą być ludzkie losy, historie rodzin, które sami znamy. Bo przecież – gdyby spisać nasze – czy byłoby prościej?



PS Tę i jeszcze jedną książkę Wydawnictwa Prószyńskiego będzie można wygrać jeszcze dziś w  konkursie, który ogłoszony zostanie wieczorem. Zachowajcie czujność, bo naprawdę warto!

[1] Diane Chamberlain, Milcząca siostra, Warszawa 2015, s. 449.

wtorek, 17 lutego 2015

Lepsza Rowling czy Galbraith? Bombyx mori, czyli "Jedwabnik".


Tytuł: Jedwabnik
Autor: Robert Galbraith
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN: 9788327152121
Ilość stron: 480
Cena: 39,90 zł



Jedwabnik, to już drugi kryminał J.K. Rowling napisany pod pseudonimem. O ile początkowo poddawałam w  wątpliwość sensowność pseudonimowania się w  XXI wieku, teraz mogę śmiało powiedzieć, że był to przemyślany krok autorki Harry’ego Pottera. Nazwisko twórcy ma wielką moc – i, co przedziwne, zupełnie inaczej czyta się kryminał, nad którym unosi się duch Roberta Galbraitha, niż gdyby w  to samo miejsce okładki wpisać J.K. Rowling. Kilkakrotnie podczas lektury Jedwabnika próbowałam to zrobić i zawsze – chcąc, nie chcąc – przed moimi oczami stawał Daniel Radcliffe i Hermiona Granger. Nieciekawa perspektywa, gdy przed sobą ma się sprawę trupa pozbawionego wnętrzności, którą ma się zajmować weteran wojenny, a nie pojawiający się w  głowie dorastający chłopak z  blizną na czole. Niestety nić łącząca autorkę z tymi nazwiskami jest tak silna, jak trwała może być tylko nić jedwabnika. Dziękuję zatem za pseudonim, który pozwala na chwilowe oderwanie się od utrwalonych w  popkulturze wizerunków.
Ad rem.
Cormoran Strike staje przed kolejną sprawą mogącą albo go pogrążyć, albo znów wynieść na piedestał. Oto do jego biura przychodzi zdenerwowana żona Owena Quina, sądząca, że jej mąż zaginął na parę dni. Jako że nie byłby pierwszy raz, gdy kobieta zgłaszałaby podobną sprawę na policję, tym razem zdecydowała się na pomoc prywatnego detektywa. Zależało jej na czasie, bowiem od czasu jego zniknięcia, coraz trudniej podołać jej obowiązkom związanym z  opóźnioną w  rozwoju córką, Orlando.
Detektyw bardzo szybko odnajduje pisarza, niestety – martwego, zabitego według scenariusza pochodzącego z  jego osławionej, niewydanej dotąd książki – tytułowego Bombyx mori – będącego paszkwilem na wielu znajomych i liczących się w  opinii publicznej pisarzy.
Nie uczynił tego wprost – odwołał się natomiast do szeregu znanych z  kultury postaci i wzorców, nadając książce znaczenia symbolicznego. W  niej to – mówiąc najoględniej – Quine obsmarował wszystkie osoby, mające co nieco za skórą. Wspominał o sprawach, które mogłyby je całkowicie zrujnować, obracając wniwecz dotychczasowe zasługi.
W  świetle tych rewelacji, podejrzanych w  sprawie popełnionej zbrodni rodzi się spora ilość – poczynając od żony zgłaszającej zaginięcie, przed wydawców, współpracowników, aż do kochanek.
Strike, na przekór prośbom i działaniom policji, z  pomocą asystentki Robin, próbuje rozwikłać tę niecodzienną sprawę brutalnego morderstwa, ujawniając przy okazji kolejne skrywane w  zaangażowane w  sprawę osoby sekrety…

Do książki tej trzeba mieć cierpliwość – Galbraith utkał(a) gęstą od wydarzeń i przewijających się przez kolejne stronice postaci całość, przez którą dość mozolnie brnie się do przodu. Na szczęście jednak, ten dość ślamazarny proces nagradza świetna konstrukcja i pomysł na rozwinięcie akcji. W  mojej opinii i czysto subiektywnym odczuciu, Jedwabnik przewyższa jakością Wołanie kukułki. Autor(ka) wierny pozostał rozpoczynaniu kolejnych rozdziałów mottami zapowiadającymi, przyjął podobną strategię pisarską, a jednak – co było dla mnie odczuwalne – poszedł dalej, skupiając się nade wszystko na bogatej w  szczegóły opowieści, nadającej historii wyjątkowy, nieco senny rytm.
Nie jest to opowieść, którą pochłania się w  dwie godzinki – obfitość faktów często każe od niej odpocząć, odłożyć na chwilę. To jednak właśnie ta – nawiasem mówiąc nietypowa dla kryminałów – niespieszność lektury stanowi mocny punkt książki.
Jeśli jeszcze nie znacie Galbraitha – spróbujcie, zakosztujcie. A nuż Wam zasmakuje, podobnie jak mi.


poniedziałek, 16 lutego 2015

A.S.A. Harrison – W cieniu


Tytuł: W cieniu
Autor: A.S.A. Harrison
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-2657-9
Ilość stron: 352
Cena: 36,90 zł


W cieniu to książka, której marketing opiera się w  dużej mierze na próbie doszukania się podobieństw między nią a Zaginioną dziewczyną czy Zanim zasnę.
Zabieg tyleż w  moim wypadku bezowocny, że żadnej z  powyższych czytać nie miałam okazji, co nie przeszkodziło mi zainteresować się nowym, ciekawie zapowiadającym się thrillerem.
I rzeczywiście – sformułowanie zapowiadający się – stanowi doskonałe podsumowanie lektury.
Oto A.S.A. Harrison podjęła się stworzeniu projektu okrzykniętego przez innych znamienitych twórców gatunku znakomitym, pięknie napisanym, ostrym, inteligentnym etc. Spostrzeżenia skądinąd trafne, a jednak… Tak mozolnie czytanego thrillera dawno w  rękach nie miałam i tak trudnego w  jednoznacznej ocenie również.
Bo i owszem: napisana zgrabnie jak na thriller przystało, akcja zawiązana wyśmienicie, rozwiązanie fabularne również, droga do tegoż niczego sobie. A jednak gdzieś w  tym wszystkim, w  tej hochsztaplerce technicznej, narracyjnej obudowie zabrakło miejsca na zwykłe czytelnicze zaciekawienie: ta powieść najzwyczajniej nie była w  stanie mnie wciągnąć.
I gdyby w innych gatunkach było to wybaczalne, gdyby forma miała większe znaczenie niż treść i jakość „wciągania” tak przy thrillerze, którego niekwestionowany urok tkwi w  porywaniu czytelnika właśnie, wady tej rozgrzeszyć nijak nie umiem.
W  czym cała rzecz? Todd zostawia Jodi, z  którą tkwił w  wieloletnim konkubinacie, opierającym się na dużej wolności dawanej sobie wzajemnie: Todd zdradzał Jodi o czym ta doskonale wiedziała, lecz nic sobie z  tego nie robiąc przygotowywała dla partnera przepyszne posiłki, co by ten mógł się posilić po powrocie do domu – kobieta wiedziała, że zatrzyma go przy sobie jedynie wówczas, gdy z  całej sprawy zdrad nie zrobi afery, udając, że o niczym nie ma pojęcia. Wszystko działało perfekcyjnie do czasu, gdy Todd uwikłał się w romans z  Natashą – córką swego wieloletniego przyjaciela – i gdy ta poczęła jego dziecko. Wówczas bohater postawiony został pod ścianą i zmuszony do zerwania relacji z  dotychczasową partnerką, która w  świetle prawa została z  niczym: zabrano jej dom, zakończono jej życie pełne luksusu, stabilizacji i rutyny.  Za namową przyjaciółki, kobieta za jedyne rozsądne rozwiązanie uznaje zamordowanie Todda, zanim ten zmieni testament, który dotąd uwzględniał ją jako jedyną prawowitą spadkobierczynię.
Prawda, że proste?

I w  tym momencie można by zakończyć, ale sprawa idzie dalej – kwestia morderstwa przeciąga się i kończy dość nieprzewidywalnie, a jednak bez pompy. To jednak przemilczę.
Znacznie istotniejsze wydaje się, że ta książka to tak naprawdę – znacznie bardziej niż thriller –studium rozpadu związku i wiążącej się z nim przemiany dotychczasowych partnerów. Wiarygodny, możliwy, prawdopodobny – przypuszczalnie znaleźliby się nawet świadkowie, zdolni potwierdzić istnienie podobnych przypadków. Książka ta w  swoim rytmie oddaje codzienną rutynę wieloletnich związków, brakuje w  niej jednak mocnego punktu zwrotnego, który zaistniał na przestrzeni treści, a zapomniał wybrzmieć formalnie. Dla wnikliwych czytelników czytelna stanie się aluzja do Dennisa Lehane’a, którego autorka – nie do końca wiadomo jednak czy zamierzenie, czy tez zupełnie przypadkowo – niemalże cytuje, delikatnie parafrazując fragment jednego z  jego powieści z  Angie Gennaro i Patrickiem Kenzie. I to jeden z nielicznych dla mnie plusów, bardzo możliwy do przeoczenia przez czytelników, którzy nie pałają podobną miłością jak ja do Lehane’a.
Wszystko wymienione czynniki ostatecznie sprawiają, że z  powieści o dużym potencjale powstała mała ramotka, ot, przeciętna opowiastka jakich mamy na pęczki. Dobra na jedno popołudnie, ale z  pewnością niezasługująca na miano najlepszego thrillera ostatnich czasów – nie przekonuje nawet nagroda „Guardiana”.

niedziela, 15 lutego 2015

Wiadomośc – Tove Jansson


Tytuł: Wiadomość
Autor: Tove Jansson
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 9788364700729
Ilość stron: 320
Cena: 39,90 zł



Świat poznał Tove Jansson jako autorkę Muminków. I dla większości znajomość jej twórczości albo jakakolwiek wiedza o czymś nadto napisanym na tym się zamyka. Przykładów z  życia mogłabym wymienić sporo: siostra widząc leżącą na łóżku Wiadomość, zaskoczona zapytała: To Jansson napisała coś więcej niż Muminki?
I w  pytaniu tym nie jest odosobniona, bo jak we wstępie pisze Philip Teir takich osób jest wiele, a jemu samemu najzwyczajniej jest ich żal. Czy słusznie?
Rytm opowiadań Jansson jest nadzwyczajny – refleksyjny, spokojny, subtelny, nieporównywalny do żadnych innych narracji. Cała autorka zmieściłaby się w  tych kilku słowach.
Wiadomość zaś, to krótkie formy, w  którym tematem wiodącym, przyświecającym całemu zbiorkowi jest sztuka. Szeroko pojęta: mamy tu bowiem zarówno malarzy, pisarzy, poetów, jak i sztukmistrzów codzienności. Pojęcie to nie zamyka się na artystów kręgu wysokiego.
I tak jak Muminki były kopalnią cytatów na każdą okazję, dla dużych i małych, tak Wiadomość dostarcza ich kolejną, świeżą porcję. Rację miał Dehnel wspominając o tym w  swej wypowiedzi dotyczącej tejże. Skrzydlata myśl goni tu skrzydlatą myśl, mądrości ujmujące codzienność w  prostych, acz idealnie wyważonych słowach dominują i nadają niepowtarzalny rytm całości.
To nie jest książka na raz – nią trzeba się smakować, trzeba ją sączyć jak najlepszy w  świecie orzeźwiający koktajl. Tylko wtedy, układając powoli na języku kolejne zdania, doznamy ukojenia i pociechy – bo tę właśnie łatwo tu odnaleźć, jeśli tylko dobrze się wsłuchać.
Nie sposób opowiadań tych streszczać, bo to nie fabuła jest ich mocą, lecz to co z  niech wyziera – oszczędnie ujęte prawdy, w sposób niemal dziecinny, obdarty z  pompatycznej dorosłości, sztucznej podniosłości. Wszystko tu jest proste, naturalnie płynące z  nieskażonego pomnikowością wnętrza.

Czyta się wyśmienicie. Ale uwaga – należy być w  formie, skupionym, wyciszonym, otwartym. Nie ma mowy o czytaniu przed snem, gdy zmęczenie pozwala uciekać uskakującym sensom, nie ma szans na odnalezienie sedna przy dudniącej muzyce.
Najlepiej zabrać Jansson na łono natury i tam wsłuchać się w  jej Wiadomość.