Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Drugi dziennik – Jerzy Pilch


Tytuł: Drugi dziennik
Autor: Jerzy Pilch
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-05282-2
Ilość stron: 282
Cena: 39,90 zł

O tym, że Jerzy Pilch jest moim polskim pisarzem numer 1, nikogo przekonywać nie muszę.
O tym, że na każdą kolejną jego książkę czekam z utęsknieniem – również. Jednak od czasu, gdy wydał on pierwszy tom swoich diarystycznych zapisków, z większą intensywnością śledzę jego losy – nie, nie dlatego, że mam pragnienie natychmiastowego dowiedzenia się jak sobie radzi z sytuacją chorobową, w której się znalazł, nie dlatego, że mam chroniczną potrzebę wkraczania w czyjeś życie. Dlatego jednak, że o ile dziennik pierwszy jedynie symptomatycznie wspominał o dolegliwości, z którą zmaga się Pilch, o ile był on jedynie sygnałem, wypowiedzią międzywierszową, próbą prześlizgnięcia się przez temat bez konieczności nazywania pewnych zjawisk, bez prób usprawiedliwiania się z przykrej koincydencji objawów chorobowych i typów bohaterów-alkoholików w jego książkach z podobnymi reakcjami organizmu się zmagającymi, o tyle drugi tom jest już jawnym wyznaniem, jest już dziennikiem choroby, powtarzając za Pilchem, w sensie ścisłym.
W nim też to ujawnia się parkinsonik, będący „kronikarzem własnego zaniku”, unaoczniają się neurologiczne zmagania człowieka, którego głównym narzędziem pracy był i jest mózg, tak często teraz wymykający się spod kontroli. Świadomy i o wiele bardziej wyczuwalny dziennik czasu choroby, w którym ta wysuwa się na plan pierwszy, jako czynnik organizujący życie i sprawiający, że zmienił się stosunek Pilcha do świata i życia w ogóle (pozostał Bóg i sport!).
Wiele uwagi poświęca autor rozważaniom o nałogach i człowieczych próbach tłumaczenia się z własnej nieudolności. Ciekawe to refleksje, zastanawiające i jakże trafne. Błyskotliwość i przenikliwość autora tekstu Pod mocnym aniołem, a także niezwykła celność i precyzyjność w nazywaniu omawianych zjawisk zawsze budzi mój największy podziw.
Nie jest Pilch, mimo – jak sądzę – świadomości swoich talentów, napuszonym celebrytą, lecz człowiekiem zdolnym dojrzeć swoją własną ewolucję w obliczu choroby. Widzi, jak bardzo zmienił się jego sposób myślenia, jak przewartościowało się życie, ustaliły priorytety. Ujawnia swoje lęki – wspomina, że boi się utraty polszyczny, jedynego języka jakim się porozumiewa, boi się utraty zachwytu nad literaturą i możności wyrażania go. Wie, że jego przypadłość to nie tylko trzęsące się ręce, w których tak silnie widzą niektórzy efekt ciągłego pisania o alkoholikach (jak sądzą – pisania autobiograficznego). Dziennik z minionego, ciężkiego roku, to już nie zapiski o charakterze społecznym, lecz intymne wyznanie, w którym Pilch wielokrotnie zaznacza swoją obecność i podejmuje walkę z nową rzeczywistością, w której, jak konstatuje, może przyjąć dwie postawy: rezygnacji i obrazy na cały świat lub widzenia dobra w sytuacji, zdawałoby się, bezsensownej. Wybiera opcję drugą, trudniejszą.

Często przywołuje Pilch fragmenty innych dzieł traktujących (nieraz zdawkowo, ale percepcja w obliczu pewnych doświadczeń zostaje na nie jednoznacznie sfokusowana, a domowa biblioteka przez to samoistnie ustala swój profil) o chorobie, przemijalności, nałogach, umieraniu – tym wszystkim, na czym i on zdecydowanie więcej się zastanawia. Choć dziennik ów z całą pewnością pełni dla jego autora funkcję terapeutyczną, jest próbą oswojenia się z nową rzeczywistością chorobową, próbą przepracowania tego doświadczenia, wspomina on jednak, że „rzemiosło nie ocala”. W jego pojmowaniu „choroba po prostu nie lubi, jak się o niej pisze”. Dlatego to robi, dlatego konfesyjnie zwierza się z każdego kolejnego kłopotu z niej wynikającego.

Obok tematu wiodącego, na równych prawach, pojawiają się w dzienniku refleksje o charakterze uniwersalnym – zamyślenia nad literaturą, procesem tworzenia, sytuacją dzisiejszych debiutantów-ignorantów, dialogu między kolejnymi tekstami kultury.

Jak to u Pilcha – mimo gorzkiego i przytłaczającego tematu choroby, na którą wciąż nie wynaleziono lekarstwa, jest dużo prób oswojenia jej ironią, zabawą słowem, a nawet – o bogowie! – kokieterią.

Jak zawsze – czytałam z prawdziwą przyjemnością. Muszę nawet powiedzieć, że większa to była uciecha nawet niż lektura pierwszego tomu jego dzienników.
Cenię Pilcha-diarystę i Pilcha-felietonistę, lubię podglądać jego myśli, śledzić tok myślenia – bardziej nawet niż przy lekturze fikcji. W pisaniu ad hoc jest on mistrzem, a jego inteligencja tak bardzo powala mnie na łopatki, że nie tylko – jak to Pilcha (bardzo Pana, Panie Jerzy przepraszam) obklejam karteczkami tak, że ciężko znaleźć wolne miejsce, ale też śmieję się w głos, budząc tym samym zdziwienie, a nieraz i konsternację towarzyszy podróży komunikacją miejską.
Bawi mnie, rozbraja trafnością spostrzeżeń, nierzadko zmusza do refleksji, poddaje w wątpliwość to w co śmiałam wierzyć, nadbudowuje sensy tam, gdzie ich nie widziałam, uczula na ohydy językowe, a wszystko to robi w sensie ścisłym.

Polecam ogromnie!

czwartek, 9 maja 2013

Żegnaj, pulpecie! Kasia Bosacka cudnie chudnie – Katarzyna Bosacka


Tytuł: Żegnaj, pulpecie! Kasia Bosacka cudnie chudnie
Autor: Katarzyna Bosacka
Wydawnictwo: Publicat
Ilość stron: 128
ISBN: 9788324519514




Książek o odchudzaniu naczytałam się w swoim życiu niezliczone ilości. Co jedna to mądrzejsza – diety cud, które zapewnią nam wieczną młodość, wieczną szczupłość, wieczną witalność przejmują władzę nad światem i umysłami rzeszy kobiet. W większości z nich brakuje jednak krztyny racjonalności i poważnego podejścia do tematu. Powtarza się za to schemat: książka ma wabić potencjalnego kupca pięknie brzmiącymi obietnicami i gwarancjami efektów. I tak:  liść sałaty na śniadanie, szklanka wody na obiad, obierek ziemniaczany na kolację i tak przez dwa miesiące. Później wygłodniały i wyniszczony organizm bierze się do prawdziwej obżerki, fundując sobie dodatkowe 10 kg. I tak, zamiast schudnąć – tyjemy; gwarantowanych efektów nie ma, a książka wydaje się wizualizacją pieniędzy wyrzuconych w błoto.
Znasz to?

Jeśli tak, a wciąż jesteś zdeterminowana, by schudnąć i  cenisz sobie zdrowe, sycące, bogate w witaminy, a przy tym – niskokaloryczne jedzenie, zapoznaj się z książką Kasi Bosackiej, która, chyba jak nikt inny w Polsce, jest ambasadorką zdrowej żywności, troski o siebie, a ostatnio także – osobą chcącą schudnąć i robiącą w tym kierunku małe, ale mądre kroki. Pożegnaj się z dietą-cud, która w 5 dni pozwoli Ci zrzucić 30 kilogramów, po to, by za kolejne 5 oddać Ci Twoje 30 plus dodatkowe 10 za wytrwałość. Nastaw się na prawdziwą walkę z wrogiem, pełną poświęceń, samodyscypliny, harówki i bardzo powolnych, choć widocznych efektów. Uzbrój się w cierpliwość, odrzuć marzenia o natychmiastowej zmianie. Nie przytyłaś w tydzień, toteż w tydzień nie schudniesz. Bądź z sobą szczera, weź do ręki ołówek, zaparz sobie herbaty i umów się na wizytę u Bosackiej – podpowie Ci jak wziąć się w garść, będzie z Tobą szczera i na pewno oszczędzi Ci złudzeń i czczych obietnic.
Wszystko to z charakterystycznym dla niej humorem, ciętym językiem, ironią. Mimo pozornej uszczypliwości, jej rady prawdziwie pobudzą Cię do działania, zmuszą do wyrzucenia wysokotłuszczowych dań, cukrów i chemii. Jej wezwanie będzie dla Ciebie inspiracją do wstania z kanapy, uśmiania się nad wszystkimi dietetycznymi mitami i rozpoczęcia powolnej walki z wrogiem. W książce tej znajdziesz przykładowe jadłospisy, fakty i mity o wspomagaczach odchudzania, plusy i minusy każdego typu jedzenia i ogrom motywacji.
Wszystko to wzbogacone zabawnymi, barwnymi ilustracjami, równie mocno zachęcającymi do walki o wymarzoną sylwetkę i samopoczucie.
Chcesz cudnie schudnąć? To Twoja wielka szansa! Polecam serdecznie – Bosacka udowadnia, że nad dietą nie trzeba płakać, a można się uśmiechać i podejść do niej z humorem. Kobiety, bierzcie z niej przykład!
Rewelacyjna pozycja!

niedziela, 24 czerwca 2012

Anatomia w urazach sportowych. Ćwiczenia i rehabilitacja – Leigh Brandon




Najnowsza książka Leigha Brandona, to świetna propozycja dla osób na co dzień uprawiających jakieś sporty, bądź też wiążących swoje życie zawodowe z tą właśnie dziedziną. Anatomia w urazach sportowych to bogato ilustrowany przewodnik po najpopularniejszych urazach, które dosięgnąć mogą każdą osobę przejawiającą wzmożoną aktywność fizyczną. Publikacja ta zawiera podstawowe informacje o najczęściej pojawiających się kontuzjach oraz informacje mające pomóc w szybkim powrocie do zdrowia. Autor prezentuje czytelnikom ćwiczenia mające wzmocnić mięśnie oraz pomóc jak najszybciej wrócić do zdrowia. Jego propozycje, jeśli tylko dobrze wykonywane, zapewniają efektywność i gwarantowaną poprawę stanu fizycznego.

Jest to jednak nie tylko suchy zbiór informacji, z których najważniejsze to fachowa terminologia i definicje, ale także zbiór wskazówek mających pomóc w zapobieżeniu urazom. Autor nie ucieka również od wiadomości na temat pierwszej pomocy, długookresowej rehabilitacji, a także terapii manualnej. Zwraca również szczególną uwagę na znaczenie odpowiedniego stylu życia w późniejszym leczeniu urazów.

By ułatwić czytelnikowi poruszanie się po książce, podzielono ją na kilka zasadniczych części. Podstawowy podział to trzy główne obszary – ogólny zarys urazów; najczęstsze urazy oraz rehabilitacja.
Wszystkie fragmenty mają dodatkowe podziały, z których najważniejsze i najbardziej przydatne mogą okazać się te należące do dwu ostatnich części.
Na drugi moduł składają się urazy uszeregowane ze zwróceniem uwagi na poszczególne obszary ciała, zawierające wskazania na temat ich prawdopodobnych przyczyn oraz skutków.
Trzecia z kolei część, to zapis ćwiczeń z podziałem na rozciągające, stabilizujące oraz siłowe.
Wszystkim zagadnieniom towarzyszą obrazki ilustrujące przebieg poszczególnych ćwiczeń oraz ich prawidłowe wykonywanie.
Dodatkowym walorem publikacji są praktyczne wskazówki dotyczące wykonywanych ćwiczeń, a także znajdujący się na końcu słowniczek.

Książka jest niezwykle estetyczna, a także – co ważne – nieprzegadana. Zawiera informacje najważniejsze, podane w przystępnej formie. Jeśli czytelnik zechce znaleźć konkretną wiadomość, zrobi to bez problemu, bowiem publikacja jest przejrzysta, łatwo się po niej poruszać [co zapewnia także stosowny opis na jednej z pierwszych stron], a wszelkie nagłówki są w niej odpowiednio wyróżnione. Przy każdym urazie autor zamieszcza odnośnik do konkretnego ćwiczenia, dzięki czemu odbiorca nie pozostaje sam ze swoimi problemami.
Polecam serdecznie!