Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzjeksiążek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzjeksiążek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 stycznia 2019

Hotel Winterhouse - Ben Guterson Chloe Bristol



Hotel Winterhouse to powieść, która przyciągała mnie jak magnes. Odkąd tylko ujrzałam jej okładkę i przeczytałam opis, chodziłam jak zahipnotyzowana. Nawet podczas lektury innych tekstów, w głowach wciąż miałam ją - historię jedenastoletniej Elizabeth Jones, nastolatki, kochającej rozwiązywać łamigłówki i wielbicielki książek. Oto dziewczynka zostaje wysłana przez wujostwo do tajemniczego Hotelu Winterhouse. Nie wiadomo kto opłacił pobyt, ale mimo szczerej niechęci do opiekunów, spędzenie Gwiazdki poza domem nie napawa bohaterki optymizmem. Zwłaszcza, że już w drodze na miejsce spotkają ją dziwne rzeczy - ma wrażenie, że jest śledzona przez podejrzaną parę przyodzianą w czerń. Co gorsza, oni również zmierzają w to samo miejsce. Na szczęście sam hotel robi na dziewczynce piorunujące wrażenie, szybko też zaprzyjaźnia się ona z jego właścicielem, bibliotekarką oraz z Freddiem - jedyną osobą będącą mniej więcej w jej wieku i tak samo kochającą zagadki.

Przemierzając długie korytarze i zaglądając na kolejne piętra, bohaterowie będą próbowali zgłębić sekret skrywany w hotelowych murach - sekret, sięgający lata wstecz, związany z pewnym proroctwem i darem rodu Fallsów, o którym ci taktownie milczą. Sekret, którego istotą jest Książka.

Hotel Winterhouse to szalenie wciągająca, naszpikowana akcją i aż prosząca się o odkrywanie kolejnych zagadek powieść, która nie pozwala się nudzić podczas lektury. Co prawda rozwiązania byłam pewna już w połowie książki, nie jestem jednak jedenastolatką (a tyle lat ma przecież główna bohaterka i do takiego odbiorcy przeznaczona jest całość), więc miałam na względzie to, że zagadka musi być na miarę docelowego czytelnika i zupełnie mi to nie przeszkadzało - przeciwnie, z zaciekawieniem przyglądałam się temu jak rozwija się akcja i w którym kierunku zmierza.
                                            
Jeśli kochacie książki (a kochacie), jeśli lubicie zagadki (a na pewno lubicie), jeśli chcielibyście pobuszować po ogromnej bibliotece (a chcielibyście!), to nie potrafię Wam wskazać lepszej nowości. Nic to, że w zamyśle książka dedykowana jest dla młodszego czytelnika. Ja bawiłam się świetnie i Wy również będziecie. 

Bardzo dobra rzecz - gorąco polecam.


niedziela, 18 marca 2018

Rozmowy przy stole - Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Jerzy Bralczyk



Rozmowy przy stole Katarzyny Lengren, Jacka Wasilewskiego i Jerzego Bralczyka to prawdziwa uczta – językowa i kulturowa.

Pełna smaczków, ciekawostek, dobroci i badania lingwistycznego zaplecza kulinarnego języka polskiego oraz zwyczajów panujących w kuchni i przy stole. Mniam!

Oto autorzy, analizując bogatą tradycję polskiego biesiadowania, pokazują co mówi ona na temat naszej kultury, społeczeństwa oraz tradycji. Scenografka, publicystka i pisarka; językoznawca, specjalista w zakresie języka mediów, polityki i reklamy oraz pisarz, medioznawca i dziennikarz – w obliczu obecności tak znamienitych osobistości, trudno spodziewać się po książce tej czegoś innego, niż fantastycznej lektury.
   
Co robimy zaraz po przebudzeniu? Jakim posiłkiem wchodzimy w naszpikowany obowiązkami dzień? Czy jemy w samotności, w towarzystwie, niespiesznie czy w biegu? Jakie rytuały towarzyszą spożywaniu posiłków? Co pewne gesty znaczą dziś, a co oznaczały w przeszłości? Jakim językiem posługiwano się przy stole? Jakie obowiązywało nazewnictwo? Dlaczego przygotowywanie jedzenia nie może być obrzydliwe?

Odpowiedzi na te pytania szukać będziemy w dialogu autorów, którzy, posiłkując się (sic!) własną wiedzą i doświadczeniem, a także okraszając całość sowitą dawką humoru, pokazują nam to, co dla Polaków niezwykle ważne – kulturę biesiadowania, wspólnego stołowania się, traktowanego wcale nie jako czas posilenia się, lecz przede wszystkim jako moment spotkania, rozmowy i wymiany myśli. Mowa będzie zatem nie tylko o tradycyjnym już powoli majówkowym grillu (nawiązującym całkiem chyba nieświadomie do szlacheckiego spożywania pieczonego mięsa), ale i o przeróżnych innych zachowaniach Polaków, towarzyszącym jego celebracji spożywania posiłków.

Szalenie interesująca i smaczna to podróż. Choć rozmowy prowadzone podczas jedzenia ponoć zdrowe nie są, te są wyborne, a negatywnych konsekwencji zdrowotnych jeszcze nie zaobserwowałam.

Zatem: bon appétit! Polecam i zachęcam, życząc smacznej lektury!


wtorek, 2 stycznia 2018

Człowiek, który widział więcej - Eric-Emmanuel Schmitt


Człowiek, który widział więcej Erica-Emmanuela Schmitta to powieść wyjątkowa, bo swoiście autotematyczna.

Jednym z bohaterów, znacząco wpływających na całość jest bowiem nie kto inny, jak sam autor. On to, jako jeden z najpopularniejszych i wpływowych postaci ma pomóc głównemu bohaterowi w odkryciu istoty Boga i pochodzenia zła.

Augustin znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Wyrzucony na ulicę po starciu z szefem gazety, w której odbywa staż, tradycyjnie zaczął on spacerować po znanych sobie zakamarkach, będących dla niego jedynym domem. Obserwując pewnego mężczyznę, nad którym unosiła się inna, maleńka postać w dżalabii, widoczna tylko dla niego, staje się niechcianym świadkiem zamachu terrorystycznego zradykalizowanego islamisty, wysadzającego się w imię Allaha.

Jako że bohater z owego zajścia jako jeden z nielicznych wychodzi cało, jego zeznania obejmujące opis podejrzanego towarzyszącego zamachowcy są mętne, a on sam dziwnym zbiegiem okoliczności wchodzi w posiadanie komputera zamachowcy i poznaje jego brata, co rejestrują miejskie kamery, staje się on oskarżony o współudział. Nie może nikomu wyznać, że widzi zmarłych, bowiem wówczas z podejrzanego stałby się osobą uznaną za niepoczytalną, a to wydaje mu się jeszcze gorsze. Jako że przed aresztowaniem wyjadał on resztki ze śmietnika, nie mając grosza przy duszy, teraz sytuacja w jakiej się znalazł, jawi mu się jako bardzo komfortowa. I skłaniająca do refleksji.

Bycie świadkiem zamachu rodzi w Augustinie szereg pytań oscylujących wokół głównego: unde malum?  Bohater zastanawia się, jak to możliwe, że ludzie, którzy pragną miłości i dobra, w  ich imię robią rzeczy szerzące nienawiść i zło. Rozmyśla nad tym, skąd w człowieku tyle skłonności do popełniania zbrodni, często (o zgrozo!) z  imieniem Boga na ustach. Czy to człowiek czyni zło, podpisując się Bożą inspiracją; czy też sam Bóg wykorzystuje człowieka, by siać zło, będące jego szerszym zamysłem?

Chcąc zrozumieć czym kierował się zamachowiec, Augustin wnika w  jego środowisko i sposób myślenia. Co więcej, zrozumienie przychodzi do niego od samego źródła – ma on bowiem wyjątkową okazję przeprowadzić wywiad z Bogiem.

Nie sposób przeoczyć nad wyraz czytelnej aluzji Schmitta do obecnej sytuacji społeczno-politycznej oraz religijnej w świecie. Autor nie daje nam jednak gotowych odpowiedzi. Daleki jest od jednoznacznych ocen i sądów. Pokazuje świat takim, jakim jest, z  punktu widzenia Boga, któremu oddaje głos, a także z  perspektywy postaci znajdujących się na różnych życiowych etapach, wyznających odmienne religie, jak również o innych statusach materialnych. 
 
To co miało być punktem wyjścia do głębokiej refleksji, faktycznie nim jest. Rozczarowujące było jednak dla mnie to, że bohater wiele kwestii potraktował naskórkowo. Uczynione to zostało po to, by czytelnikowi nie narzucać zdania, jednak przyzwyczajona byłam dotąd do dość jednoznacznych stanowisk autora i jego postaci, których tutaj zabrakło, co z  kolei pozostawiło mnie z uczuciem żalu i niedosytu.

Książka ta podejmuje niezwykle ważny i drażliwy temat, potraktowany jednak w pewnym momencie (z całkiem zrozumiałych pobudek) asekurancko, co nijak nie pasuje mi do Schmitta jakiego znam i pamiętam. Przeczytajcie, oceńcie. Jak dla mnie całość jest zbyt mocno osadzona we współczesności, za mało filozoficzna, zbyt upolityczniona i właściwie pozostawiająca bez odpowiedzi i nadziei na nią. 

Odkrywa w niej za to autor wiele kart na swój temat, odpowiadając na zadawane mu co pytania i wyrzucając z siebie sporo sarkastycznych i pełnych żółci zdań. Robiąc to na kartach literatury, prawdopodobnie doznał pewnego rodzaju katharsis, nie podpadając tym samym dziennikarzom. Jest zatem Człowiek, który widział więcej nie tylko świadectwem kondycji człowieka i współczesnego świata zogniskowanego wokół terroryzmu, ale również swoistym wyznaniem autora zmęczonego niektórymi pytaniami od lat zadawanymi mu przez media.


Inne związane ze Schmittem na blogu: