wtorek, 2 stycznia 2018

Człowiek, który widział więcej - Eric-Emmanuel Schmitt


Człowiek, który widział więcej Erica-Emmanuela Schmitta to powieść wyjątkowa, bo swoiście autotematyczna.

Jednym z bohaterów, znacząco wpływających na całość jest bowiem nie kto inny, jak sam autor. On to, jako jeden z najpopularniejszych i wpływowych postaci ma pomóc głównemu bohaterowi w odkryciu istoty Boga i pochodzenia zła.

Augustin znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Wyrzucony na ulicę po starciu z szefem gazety, w której odbywa staż, tradycyjnie zaczął on spacerować po znanych sobie zakamarkach, będących dla niego jedynym domem. Obserwując pewnego mężczyznę, nad którym unosiła się inna, maleńka postać w dżalabii, widoczna tylko dla niego, staje się niechcianym świadkiem zamachu terrorystycznego zradykalizowanego islamisty, wysadzającego się w imię Allaha.

Jako że bohater z owego zajścia jako jeden z nielicznych wychodzi cało, jego zeznania obejmujące opis podejrzanego towarzyszącego zamachowcy są mętne, a on sam dziwnym zbiegiem okoliczności wchodzi w posiadanie komputera zamachowcy i poznaje jego brata, co rejestrują miejskie kamery, staje się on oskarżony o współudział. Nie może nikomu wyznać, że widzi zmarłych, bowiem wówczas z podejrzanego stałby się osobą uznaną za niepoczytalną, a to wydaje mu się jeszcze gorsze. Jako że przed aresztowaniem wyjadał on resztki ze śmietnika, nie mając grosza przy duszy, teraz sytuacja w jakiej się znalazł, jawi mu się jako bardzo komfortowa. I skłaniająca do refleksji.

Bycie świadkiem zamachu rodzi w Augustinie szereg pytań oscylujących wokół głównego: unde malum?  Bohater zastanawia się, jak to możliwe, że ludzie, którzy pragną miłości i dobra, w  ich imię robią rzeczy szerzące nienawiść i zło. Rozmyśla nad tym, skąd w człowieku tyle skłonności do popełniania zbrodni, często (o zgrozo!) z  imieniem Boga na ustach. Czy to człowiek czyni zło, podpisując się Bożą inspiracją; czy też sam Bóg wykorzystuje człowieka, by siać zło, będące jego szerszym zamysłem?

Chcąc zrozumieć czym kierował się zamachowiec, Augustin wnika w  jego środowisko i sposób myślenia. Co więcej, zrozumienie przychodzi do niego od samego źródła – ma on bowiem wyjątkową okazję przeprowadzić wywiad z Bogiem.

Nie sposób przeoczyć nad wyraz czytelnej aluzji Schmitta do obecnej sytuacji społeczno-politycznej oraz religijnej w świecie. Autor nie daje nam jednak gotowych odpowiedzi. Daleki jest od jednoznacznych ocen i sądów. Pokazuje świat takim, jakim jest, z  punktu widzenia Boga, któremu oddaje głos, a także z  perspektywy postaci znajdujących się na różnych życiowych etapach, wyznających odmienne religie, jak również o innych statusach materialnych. 
 
To co miało być punktem wyjścia do głębokiej refleksji, faktycznie nim jest. Rozczarowujące było jednak dla mnie to, że bohater wiele kwestii potraktował naskórkowo. Uczynione to zostało po to, by czytelnikowi nie narzucać zdania, jednak przyzwyczajona byłam dotąd do dość jednoznacznych stanowisk autora i jego postaci, których tutaj zabrakło, co z  kolei pozostawiło mnie z uczuciem żalu i niedosytu.

Książka ta podejmuje niezwykle ważny i drażliwy temat, potraktowany jednak w pewnym momencie (z całkiem zrozumiałych pobudek) asekurancko, co nijak nie pasuje mi do Schmitta jakiego znam i pamiętam. Przeczytajcie, oceńcie. Jak dla mnie całość jest zbyt mocno osadzona we współczesności, za mało filozoficzna, zbyt upolityczniona i właściwie pozostawiająca bez odpowiedzi i nadziei na nią. 

Odkrywa w niej za to autor wiele kart na swój temat, odpowiadając na zadawane mu co pytania i wyrzucając z siebie sporo sarkastycznych i pełnych żółci zdań. Robiąc to na kartach literatury, prawdopodobnie doznał pewnego rodzaju katharsis, nie podpadając tym samym dziennikarzom. Jest zatem Człowiek, który widział więcej nie tylko świadectwem kondycji człowieka i współczesnego świata zogniskowanego wokół terroryzmu, ale również swoistym wyznaniem autora zmęczonego niektórymi pytaniami od lat zadawanymi mu przez media.


Inne związane ze Schmittem na blogu: