wtorek, 6 września 2011

Pamiętnik z przyszłości – Cecelia Ahern




Wszyscy pamiętamy Cecelię Ahern jako autorkę słodko-gorzkich romansów, z PS Kocham Cię czy Podarunkiem na czele. Kilka dni temu na polski rynek trafiła jej kolejna książka – Pamiętnik z przyszłości.
Fani pisarki mogliby spodziewać się kolejnej historii miłosnej, dla której tłem będzie zielona Irlandia i jej tradycje. Tym razem Cecelia Ahern zaskakuje. Odbiorca nie dostaje do ręki kolejnego romansu, lecz przemyślaną i dobrze skomponowaną powieść obyczajową o poszukiwaniu własnej tożsamości.
Książka dedykowana jest czytelnikowi – to między innymi takim ciepłym podejściem autorka zaskarbiła sobie moją sympatię.  
Ale do rzeczy!
„Jest to opowieść, przy której niedowiarkowie będą musieli odłożyć na półkę swoje zwątpienie”.[1]
Główną bohaterką książki jest szesnastoletnia [jak jej się wydaje] Tamara Goodwin. Do tej pory miała wszystko – wysoko postawionych rodziców, którzy gwarantowali jej życie wśród wygód, bez zmartwień i trosk o cokolwiek; przyjaciółki spędzające z nią mnóstwo czasu; wyjazdy dokąd chciała i kiedy chciała. Jej jedynym zmartwieniem był wybór kolejnego markowego ubrania na kolejną ekstrawagancką imprezę. Mimo pozornego szczęścia Tamara nie potrafiła porozumieć się z ojcem – okazywanie wdzięczności nigdy nie było jej mocną stroną, zamiast tego traktowała swojego tatę jak zło konieczne, a ranienie go słowami przynosiło jej niezwykłą radość. Wszystko zmieniło się, gdy pewnego dnia zastała martwego ojca w jego gabinecie – obok niego leżały tabletki nasenne, a w ręce trzymał butelkę whisky.
Jak się okazało, rodzina miała kłopoty finansowe, o których nie informowała swojej dorastającej córki – ich majątek w większości został przejęty przez bank.
Po śmierci ojca, Tamara wraz z mamą przenosi się na wieś do swojego wujostwa. Realia, które tam zastaje w niczym nie przypominają dotychczasowych. Jedynym urozmaiceniem okazuje się być objazdowa biblioteka, w której bohaterka znajduje niezwykłą księgę, na zawsze zmieniającą jej życie…

Ahern stworzyła przepiękną powieść o dojrzewaniu do poznania własnej przeszłości. Wykreowała bohaterów o niezwykłych osobowościach – każdy jest wielkim indywidualistą skrywającym morze tajemnic. Tylko część z nich uda się odkryć na kartach tej książki. Autorka nie zrezygnowała ze swojego dotychczasowego stylu: choć nie jest to już romans, w dalszym ciągu opowieść po brzegi wypełniona jest magią i aurą tajemniczości. A Miłość nadal jest jej główną bohaterką. Pamiętnik z przyszłości to książka mądra, ucząca w jak prosty sposób możemy kształtować swoją teraźniejszość i przyszłość, pokazująca jak wiele zależy od naszych codziennych, drobnych wyborów. Ukazuje, że to nie bogactwa są miarą człowieka i że nie zawsze wszystko jest takie, jakie pozornie się wydaje. Bohaterowie ksiązki Ahern są postaciami przeżywającymi silne emocje, zmagającymi się ze swoimi decyzjami sprzed lat. Każdy z nich jest źródłem ogromnej wiedzy o człowieku. Cecelia po raz kolejny oczarowuje czytelnika. To pozycja obowiązkowa zarówno dla fanów jej prozy, jak i dla osób, którym do tej pory czegoś w niej zabrakło – ona zmienia sposób patrzenia na świat. Mimo wielu przyziemnych spraw, na które zwraca uwagę jest tak bardzo nastrojowa, że na długo pozostanie w mojej pamięci. Gorąco polecam!

Tej nocy nauczyłam się czegoś ważnego. Nie powinno się dążyć do stworzenia idealnej przeszłości. Czasami człowiek powinien się poczuć dziwnie, obnażyć duszę przed drugim człowiekiem. To wszystko droga do poznania siebie. Droga do następnego dnia. Pamiętnik nie zawsze ma rację.[2]





Tytuł: Pamiętnik z Przyszłości
Oryginalny: The book of tomorrow
Autor: Ahern Cecelia
Wydawca: Świat Książki
Data premiery: 2011-08-31
Ilość stron: 352


[1]  Cecelia Ahern, Pamiętnik z przyszłości, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2011, s. 9.
[2] Tamże, s. 193.

niedziela, 4 września 2011

Tajemnica – Joanna Krauzowicz-Tarczoń



Po kilku nieudanych spotkaniach z autorami Wydawnictwa Novae Res nadszedł w końcu czas na Joannę Krauzowicz-Tarczoń. Pełna obaw wzięłam w swoje ręce jej Tajemnicę i… przepadłam. Autorka zafundowała mi kilka godzin prozy na naprawdę przyzwoitym poziomie. Świat przez nią wykreowany to rzeczywistość krasnoludów, elfów i hobbitów. W nim też znajduje się pewne górskie miasteczko, w którym co wieczór w barze jeden z miejscowych bardów snuje opowieść o potworze zamieszkującym Góry Głębokiego Cienia. Według opowieści wszystkie osoby próbujące dostać się do skarbu ukrytego na tym szlaku, zostają zaatakowane przez monstrum, które zabija każdego próbującego się wzbogacić. Wielu śmiałków zostało już pochłoniętych przez góry… Jedyną osobą, która nie dość, że wraca z nich cało, to jeszcze spędza w nich długie tygodnie jest Shania – Wojowniczka. Jednego dnia historii wysłuchuje szlachcic, który uciekł z własnego kraju, po to by zrobić coś zasługującego na sławę. Wydawać by się mogło, że zabicie potwora to dla niego doskonała okazja. Jak się jednak okaże nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.
Czytając, raz po raz znajdujemy się w świecie magii. Autorka udziela nam odpowiedzi na pytanie o to, jak zachowałyby się postaci fikcyjne, gdyby nagle przyszło im się odnaleźć w naszej rzeczywistości. Rzeczywistości, która tak naprawdę niewiele różni się od świata szlachcica Thomasa – również i nas charakteryzuje szerząca się ksenofobia oraz megalomania. Często nie potrafimy otworzyć się na piękno innych kultur i zamykamy się we własnym środowisku. Choć jest to powieść fantastyczna, wiele w niej zapytań, oczywiście nie podanych wprost, które powinniśmy wziąć pod uwagę przy swoich rozmyślaniach.
Co drażniło, to niektóre dialogi usilnie próbujące "brzmieć" naturalnie. Momentami były sztuczne do bólu.

Joanna Krauzowicz-Tarczoń dokonała zderzenia dwóch światów – naszego oraz postaci fantastycznych. Który z nich okaże się prawdziwy?

Naprawdę dobry, polski, kobiecy debiut. I, pewnie dlatego, że kobiecy, to choć pełen przygód, to mimo wszystko subtelny, a to właśnie tej cechy zabrakło mi w kilku poprzednich spotkaniach z twórcami tego Wydawnictwa. Dodatkowo otwarte zakończenie sugerujące powstanie kolejnych części  - zabieg, który bardzo cenię. Serdecznie polecam.

Zastrzeżenia i uwagi kieruję jedynie w stronę korektora. Przez niemalże całą książkę błędy pojawiały się jedynie sporadyczne, były niewielkie i prawie nie do zauważenia. Jednak wraz z ostatnimi stronicami stało się coś horrendalnego – miałam wrażenie, że korektor zasnął i zapomniał nanieść poprawki. Od strony 205 w tekście zaczynają szerzyć się rażące błędy – złe zastosowanie dużych i małych liter, zła pisownia partykuły „nie”.  Przykład? Chociażby moja ulubiona, nagminna „nie prawda”. 
To małe niedopatrzenie jednak wcale książki nie dyskwalifikuje, więc mogę z wielkim uśmiechem wystawić dobre 4+. Z niecierpliwością czekam na kolejne utwory Pani Joanny i mam szczerą nadzieję, że takowe powstaną.

4,5/6

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu.

piątek, 2 września 2011

Co się dzieje w tym mieście?! – Adam Molenda



W kategorii książek dla dzieci powstało już bardzo wiele. Coraz to nowi autorzy prześcigają się w pisaniu tekstów, które oprócz zabawy niosą ze sobą tak ważną dla rozwoju naukę – o wartościach, dobrze i złu. Powoli zaczyna brakować pozycji, które bardziej niż na edukacji, skupiłyby się na dostarczeniu dziecku, starszemu dziecku, jedynie rozrywki. Co więcej – rozrywki graniczącej ze światem dorosłych, o którym tak marzą. Każde dziecko prędzej czy później zaczyna śnić o obejrzeniu/przeczytaniu horroru, jednak rodzice często się przed tym wzbraniają. Niezdecydowanym wychodzi naprzeciw Adam Molenda ze swoją książką Co się dzieje w tym mieście?! będącą czymś w rodzaju powieści grozy dla najmłodszych. Pamiętam jak sama będąc dorastającym dzieckiem zaczytywałam się m.in. w Panu Samochodziku, a każde popołudnie spędzałam na oglądaniu Gęsiej skórki. Potrzeba przygody i strachu, nad którym można zapanować dotyka każdego. Dziecko oprócz nauki potrzebuje emocji, a chwile z książką, która mu ich dostarczyła zapamięta na długo. Na dobry początek warto podsunąć mu ósmą pozycję z dorobku literackiego Adama Molendy.
Autor, to dziennikarz, pisarz, laureat ogólnopolskich konkursów publicystycznych, reportażowych oraz literackich. Jego utwory były publikowane zarówno w czasopismach, jak i pracach zbiorowych oraz radiu. Oprócz książek dla dzieci i młodzieży, pisuje także powieści dla dorosłych.
Akcja tej mini-powieści toczy się w Żywcu. Tam też grupa przyjaciół wspólnie spędza ferie świąteczne: robią nocne zdjęcia, grają na instrumentach. Coraz częściej zdarza się, że każdy z nich spotyka tajemnicze indywidua.  Dodatkowo w domu jednej z dziewczyn – Wandy – pojawia się Anglik chcący odkupić jej stare skrzypce za niebotyczną kwotę. Dzieciaki poznają także niepełnosprawnego Kubę, który jako miłośnik historii i znawca podań żywieckich zaraża ich legendą o ukrytych w mieście klejnotach księżnej Alicji. Bohaterowie postanawiają wyruszyć na ich poszukiwanie, razem penetrują podziemia, wysłuchują opowieści dziadków. Niestety ich próby wydają się być udaremniane przez innych Zawodowych Poszukiwaczy Skarbów, a skrzypce Wandy giną w niejasnych okolicznościach…
Młodzi odkrywcy spotkają na swej drodze wiele tajemniczych postaci, nie obejdzie się bez utopców, fruwających książek, podstaw demonologii, tuneli, ukrytych przejść, podróży do przeszłości i krótkiej lekcji historii. Ksiązka ta dostarcza niesamowitych emocji i wrażeń. Jest doskonałym źródłem rozrywki. Dla osób pasjonujących się historią i poszukiwaniami skarbów stanie się także niezwykłym przewodnikiem po najodleglejszych czasach. Jako powieść „z dreszczykiem” sprawdza się doskonale: napięcie jest stopniowane i zachowane do samego końca. Raz po raz następują kolejne zwroty akcji.
Nie można powiedzieć, że jest to książka „rozrywkowa i nic więcej”. Każdy młody czytelnik pozna w niej wartość przyjaźni, pierwszego zakochania. Autor dotyka problemu niepełnosprawności, tolerancji, szacunku. Zachęca do wychodzenia naprzeciw przygodzie, promuje otwartość na drugiego człowieka. Co najważniejsze jednak: pozwala rozkochać się w gatunku już od najmłodszych lat.
 Wszystkim zainteresowanym zalecam czytanie jej zimą. Akcja toczy się o tej porze roku i w aktualnych warunkach atmosferycznych dość męczące jest kilka pierwszych rozdziałów, kiedy to chłopcy ubierają szaliki, czapki, ciepłe kurtki i buty. Można się niepotrzebnie zgrzać i napocić:)  Książka ta będzie doskonałym pomysłem na lekturę dla dorastającego dziecka  w okresie przerwy świątecznej lub zimowej. Zastrzegam, że jest to jednak pozycja dla starszych czytelników: tekstu jest o wiele więcej niż obrazków, fabuła jeść dość złożona. Polecam.

4,5/6




czwartek, 1 września 2011

Kieszeń pełna żyta – Agatha Christie



Mamy rok 1953. Wraz z rytmem kropli deszczu Agatha Christie wystukuje na maszynie ostatnie zdanie swojej najnowszej powieści z Panną Marple – Kieszeni pełnej żyta.
Uwielbiam jej tytuł! Kojarzy mi się z późnym, dojrzałym latem, podczas którego wieczory są już chłodniejsze, a dni tak samo upalne jak podczas miesięcy poprzednich. Właśnie w takiej scenerii wyobrażam sobie akcję tej książki.
Pozytywnie wpływa na mnie również jej przynależność do serii tych z „wierszykiem dla dzieci w tle”. O co chodzi? Agatha Christie miała tendencje [bardzo słuszne!] do pisania kryminałów opartych na wyliczankach, według których postępowali mordercy. Przyznaję, że są one jednymi z najlepszych powieści – intryga niesamowicie pokrywa się z tekstami rymowanek, a detektywi muszą wykazać się nie lada oczytaniem, by wpaść na trop scenariusza zabójstwa. Oczywiście prym w śledzeniu tego typu historii wiedzie niezrównana Panna Marple. Jej przypuszczenia zazwyczaj traktowane są przez policję na poły poważnie, na poły z przymrużeniem oka. Ot, zdziwaczałości starszej Pani. Nie inaczej sprawa ma się w Kieszeni pełnej żyta, gdzie dokonane morderstwa dziwnie pokrywają się z treścią pewnego wierszyka:

Piosenka za szóstkę, kieszeń żyta i
Zapiekanych w cieście kosów mendle trzy.
Przekrojono ciasto, ptaszków zabrzmiał chór.
Co za pyszne danie na królewski dwór!
Król był w skarbcu, liczył tam pieniądze swe,
Królowa w komnacie bułkę z miodem je.
Służebna w ogrodzie wietrzy ubrań stos,
Wtem przyleciał ptaszek, oddziobał jej nos.

Choć akcja tej powieści zamyka się w małej przestrzeni, jaką jest jedna rodzina i jej posiadłość, osób podejrzanych zamiast ubywać – przybywa. Gdy od zatrucia toksyną ginie senior rodu, właściciel wielu wartościowych akcji i nieruchomości, w kręgu podejrzanych automatycznie znajduje się jego synowie Parcival i Lancelot Fortescue oraz ich żony: Patrcyja i Jennifer. Oprócz nich zamieszani w okazują się być pracownicy Rexa: Elaine, Mary.
Dochodzeniem zajmuje się inspektor Neele, który na miejscu zbrodni dowiaduje się, że motyw miał… każdy. Denat bowiem nie cieszył się w Domu Pod Cisami szacunkiem. Każda napotkana osoba życzyła mu rychłej śmierci. Na miejsce zbrodni szybko przybywa Jane Marple, która przyznaje się do znajomości ze służącą Elainą i uważa swoją pomoc przy dochodzeniu za niezbędną. Akcja się zagęszcza, giną kolejne osoby, a podczas przesłuchiwań wychodzą na jaw stare grzeszki zamordowanego, które rzucają na sprawę całkowicie nowe światło i które mogły stać się bezpośrednią przyczyną jego zabójstwa.
Detektyw Neele ma nie lada problem. W domu pojawia się coraz więcej osób, podejrzani są wszyscy, a rozwiązanie nie przybliża się ani o krok.
Wraz z Panną Marple muszą podjąć próbę przesłuchania wszystkich i to na wielorakie sposoby. On, tradycyjnie, z notesikiem i długopisem, skrzętnie notując każde zasłyszane słowo. Ona, niekonwencjonalnie, rozmawiając, popijając herbatkę, zdobywając zaufanie, plotkując. Jak się okaże, moc plotki jest o wiele silniejsza niż wszystkie z metod stosowanych przez detektywa. Po raz kolejny amatorka podsunie specjaliście rozwiązanie pod nos, a wyjątkowo brutalny morderca zostanie schwytany. Jak niebezpieczny byłby świat gdyby nie czujne oko kobiety z niepozornego St Mary Mead?
Agatha Christie po raz kolejny podkreśla rolę zmysłu obserwacji oraz studiowania ludzkich zachowań i charakterów. To jedna z lepszych jej powieści w ogóle. Warto przeczytać!
Jako uzupełnienie wszystkich powieści polecam adaptacje filmowe z wspaniałą Geraldine McEwan w roli Jane Marple oraz wybornego Davita Sucheta jako Herkulesa Poirot.


5,5/6


_________________

PS Wszystkim Miłośnikom Książek rozpoczynającym dziś rok szkolny, życzę samych sukcesów !:)

wtorek, 30 sierpnia 2011

Relikwiarz - Douglas Preston & Lincoln Child


Przede mną i przed Wami kolejna powieść mistrzowskiego duetu: Lincolna Childa i Douglasa Prestona. Także i tym razem mamy na celowniku wydanie kieszonkowe tego thrillera wypuszczone na rynek przed oficynę G+J. Zacznę od skarg – bardzo cenię sobie pocketowe wersje wielu książek, jednak mają one podstawową wadę, która dla mnie jako osoby krótkowzrocznej jest wielką niedogodnością – chodzi mianowicie o wielkość czcionki. Przy czytaniu wzrok męczy się niemiłosiernie i chociaż dzięki ciekawej fabule ani myślę o odłożeniu książki, oczy błagają o litość w bardzo cyklicznych odstępach. Psuje to komfort czytania i bardzo źle oddziałuje na całościowy odbiór. Rozumiem, że tego typu wydania żądzą się swoimi prawami, jednak wolałabym, by książka miała stron osiemset i ewentualnie łamał jej się grzbiet, niż żebym ja musiała bardzo, bardzo nadwyrężać wzrok, by cokolwiek przeczytać.  Faktem jednak jest, że na tle wydań kieszonkowych nie jest tutaj najgorzej, jednak bądź co bądź znajdujemy się na granicy, którą bardzo łatwo przekroczyć. Mniej cierpliwi czytelnicy mogliby odrzucić książkę czym prędzej, a byłoby szkoda.
Na tym bowiem wady się kończą.

Relikwiarz to kontynuacja bestsellerowego Reliktu. Przypomnę pokrótce o czym owa powieść traktowała: do jednego z nowojorskich muzeów sprowadzono wyjątkowe okazy mające uświetniać wystawę o przesądach i wierzeniach. Na kilka dni przed jej otwarciem miastem wstrząsa fala niecodziennych, brutalnych morderstw. Ślady pozostawiane na ciałach zmarłych nie należą ani do człowieka, ani do żadnego znanego zwierzęcia. Podejrzewa się, że w podziemiach muzeum zamieszkała bestia. Dzięki współpracy udaje się odnaleźć odpowiedzialnego za dokonane mordy.
Jak jednak głosi stare, mądre przysłowie „nie chwal dnia przed zachodem słońca”. Nowojorska policja pochwaliła, więc na odzew nie trzeba było długo czekać. Po osiemnastu miesiącach od schwytania bestii zaczynają ginąć kolejni ludzie, a ich ciała wyłowione przez nurków. Sposób ich zamordowania przypomina wydarzenia, o których wszyscy chcieliby zapomnieć. Do pracy w śledztwie zaproszono Margo Greek, kustosza Muzeum Historii Naturalnej, która oprócz analizy antropologicznej będzie przydatna policji do czegoś jeszcze.

Ekipa śledcza uda się w najodleglejsze zakamarki podziemi Nowego Jorku, by wraz z Kretami, odszukać Pomarszczonych, na których pada główne oskarżenie. Niestety, nic w tej sprawie nie będzie proste i oczywiste.

Jak udało mi się przekonać już ostatnio Preston i Child w sposób rewelacyjny budują atmosferę grozy. Tym razem wykreowany przez nich świat wciągnął mnie tak bardzo, że zaczęły zacierać się granice między fikcją a rzeczywistością. Książka pobudza wyobraźnię, jest widowiskowa i emocjonująca. Nagłe zwroty akcji do końca nie pozwalają przewidzieć co tak naprawdę kryje się za serią tajemniczych morderstw.

Duet Preston&Child powoli staje się moim ulubionym duetem, którego książek z pewnością będę wypatrywać zarówno w bibliotekach jak i na sklepowych półkach. Z każdym kolejnym thrillerem poziom napięcia wzrasta, a lektura mija w szalonym tempie. Ich powieści są gwarancją dobrze zainwestowanego czasu i pieniędzy, w końcu co dwóch pisarzy w świetnej formie, to nie jeden.

Polecam! Szczerze żałuję, że do tej pory nie czytałam Reliktu. Jednak bez obaw – najważniejsze wydarzenia z te powieści są przypomniane na tyle, na ile są one potrzebne w odbiorze Relikwiarza. Kolejność czytania jest tu moim zdaniem dowolna, zwłaszcza, że kontynuacja rządzi się swoimi prawami.

5/6



niedziela, 28 sierpnia 2011

Zatrute Pióro – Agatha Christie



 
Zatrute Pióro, to jedna z kilkunastu książek Agathy Christie, w których śledztwem zajmuje się doskonała obserwatorka i przesympatyczna starsza Pani – Jane Marple. Inne powieści z jej udziałem, to między innymi Noc w bibliotece, Morderstwo na plebanii, 4:50 z Paddington [moja ulubiona!], Nemezis, Hotel Bertram, Morderstwo to nic trudnego czy strzały w Stonygates.

Akcja Zatrutego Pióra jest skonstruowana tak zmyślnie, że nasza Pani Detektyw pojawi się w nim dopiero na ostatnich stronicach, po to by naprowadzić miejscową policję na prawidłowy trop. Jak? Oczywiście dzięki swojemu zmysłowi obserwacji ludzkich zachowań, emocji i często podświadomych reakcji i wypowiedzi. 

Zacznijmy jednak od początku. Jerry Burton, to młody lotnik, który po wypadku został przeniesiony na przymusową rekonwalescencję do cichego miasteczka, w którym nie będzie miał możliwości spotkać nikogo znajomego. Wszystko po to by móc nawiązywać nowe znajomości oraz w spokoju wyleczyć ciało oraz skołatane nerwy. Wraz z siostrą Joanną wybierają Lymstock, które według nich najlepiej spełnia wszystkie wymagania. Jak się jednak okazuje ich wybór był dość niefortunny: od kilku dobrych tygodni miasta tego nie można nazwać bowiem spokojnym. Krążą w nim paszkwile, bolesne i co najgorsze – kłamliwe. „Jej ekscelencja plotka miele językiem!”[1] Mieszkańcy oraz policja nie potrafią rozstrzygnąć tego kto i w jakim celu trudni się rozsyłaniem tychże anonimów. Wiedzą jedynie, że z pewnością winną jest wykształcona kobieta próbująca zasiać ziarno nienawiści i niepokoju wśród mieszkańców. Policja obawia się, że winowajca, nazywany Zatrutym Piórem, prędzej czy później doprowadzi do tragedii. Tak też się dzieje. Miasteczkiem wstrząsa samobójstwo pani Symmington – kobiety, która wydawała się jednostką słabą i skłonną do depresji, a po otrzymaniu anonimu nie wytrzymała i targnęła się na swoje życie. Choć do tej pory listy były serią obraźliwych kłamstw, mieszkańcy zaczynają zastanawiać się czy aby na pewno „nie ma dymu bez ognia”. Na samobójstwie bowiem się nie kończy… Zatrute Pióro czuje się coraz bardziej bezkarnie i przestaje się ograniczać jedynie do wysyłania ohydnych listów – Lymstock staje się świadkiem morderstwa. Jak w takich warunkach leczyć skołatane nerwy? Paradoksalnie ciekawość sprawia, że Jerry biorąc udział w toczącym się śledztwie coraz szybciej wraca do siebie – ślady po wypadkowych urazach stopniowo zanikają.

Nie muszę chyba dodawać, że wielkim uczuciem darzę klasyczne kryminały – ze stopniowanym napięciem, bez dramatycznego rozlewu krwi, jedynie z dozą wiary w czytelnika i z misternie skonstruowaną intrygą. Z napisanych przez Agathę Christie kilkudziesięciu powieści, na palcach jednej ręki zliczę te, w których udało mi się odgadnąć kim jest morderca. Tego właśnie najbardziej brakuje mi w kryminałach współczesnych – może i napięcie jest większe, akcja szybsza, jednak z łatwością można wykryć sprawcę. W większości – nie mówię, że w każdym, nie lubię generalizacji – brakuje tego co Christie opanowała do perfekcji: elementu zaskoczenia i niesamowitego zmysłu do tworzenia zagadek nie do rozwikłania. Dzięki temu zabawa trwa do końca, a czytelnik z tym większą radością i przyjemnością obserwuje jak książkowi detektywi wpadają na trop sprawcy i z chirurgiczną precyzją potrafią odtworzyć przebieg zbrodni. Umysłowy majstersztyk, wielki hołd dla rozumu. Nie zapominajmy, że nie są to czasy, w których za pomocą techniki można było dojść wszystkiego. Jane Marple za swojego największego pomocnika miała właśnie rozum i zmysły – tylko tyle i aż tyle.

Polecam!

5,5/6






[1] Agatha Christie, Zatrute Pióro, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2010, s. 129.