piątek, 1 maja 2015

Książki, książki, książki...



Mój kwiecień był całkowicie osadzony w książkach. Jego druga połowa minęła jednak w towarzystwie nie do końca tych, których bym chciała, a które widać poniżej;)




Praca dyplomowa w toku, wielkimi krokami zbliżam się do końca, zatem mam nadzieję, że wszystko co pojawiło się u mnie teraz (a z rożnych przyczyn jest tego naprawdę bardzo, bardzo dużo:P) zostanie przeczytane już po oddaniu ostatniego rozdziału. Nie mogę się doczekać, bo kwiecień obfitował w naprawdę starannie dobrane lektury!

Zresztą sami zobaczcie:

Na 7 rocznicę dostałam wymarzone nowe wydanie Muminków, do którego już tęsknie wyglądam, co rusz je kartkując - wraz z zakładką prezentuje się przecudnie.

Na zabrzańskiej wymianie pokusiłam się tym razem o bardzo wiele (ustawiczne oddawanie książek i wymienianie ich na inne staje się powoli moim nałogiem, nieubłaganie nadchodzi moment, w którym z żalem stwierdzę, że nie ma już co wynieść z domu). Wróciłam z wyproszoną Anią ze Wzgórza Świętego Edwarda, wyzwaniową Wodą dla słoni, Dantem na tropie, Trochę większym poniedziałkiem, drugą częścią Kobiet dyktatorów. Jest także Organista. Szeskpir, przeklęta wyspa i legendarne rękopisy oraz dwa tomy Rozlewiska, na które skusiło mnie spotkanie autorskie.
A tydzień wcześniej w Katowicach zawłaszczyłam Wiśniowy klub książki.

Oczywiście Biedronka w tym miesiącu również nie współpracowała. Zmusiła mnie do powrotu do domu z czwartym tomem sagi Virginii C. Andrews oraz klasyką. Jest więc Północ i południe, Panie z  Cranford, Opactwo Northanger, Rozważna i romantyczna  i Duma i uprzedzenie.

Także i Znak miał (jak ciągle) korzystne promocje, więc oczywiście skusiłam się i na grę (o niej przy innej okazji:P) i na dwie brakujące do pełnej kolekcji książki Schmitta: Napój miłosny i Papugi z  placu D'arezzo.

Jakby tego było mało  wydawnictwa również kusiły nad wyraz intensywnie! Oparłam się wielu, wielu, wielu tytułom, które naprawdę chciałabym mieć i czytać na korzyść tych które widzicie: Błąd w zeznaniach Sophie Hannach (po naprawdę sprawnie napisanych Inicjałach zbrodni nie mogłam przejść obojętnie), Tam, gdzie nie sięga już cień  Kowalewskiej, wyśniona, wymarzona Kiedy Cię poznałam Ahern, druga część serii After - Już nie wiem, kim bez ciebie jestem (to chyba z przekory:P), interesujące felietony Masłowskiej, które podczytuję między analizowaniem kolejnych e-nimów - Więcej niż możesz zjeść, dobrze rokujący Czas Beboka, dwie lżejsze, ale niezmiernie ciekawe: Szczęście na dzień dobry (recenzja) oraz Polak, Rusek i Niemiec... czyli jak popsuliśmy plany naszym sąsiadom (recenzja). Ostatnie jest Życie na pełnej petardzie o księdzu, który od dawna mnie inspiruje.


Są wreszcie niewidoczne na zdjęciach e-booki: Ostatnie pięć dni oraz Papierowy chłopiec.

Ufff. Kolejna monumentalna zbieranina, której gabaryty poznałam dopiero podczas prób ułożenia wszystkiego w całość i ustawienia do zdjęcia. Nieźle, prawda?:)

sobota, 25 kwietnia 2015

Spotkanie autorskie z Małgorzatą Kalicińską




Wczoraj, 24 kwietnia, w Filii nr 16 MBP w Rudzie Śląskiej odbyło się spotkanie autorskie z Małgorzatą Kalicińską.

Było dokładnie takie jak lubię: autorka prowadziła je właściwie sama: prowadząca zadawała pytanie wstępne i reszta już płynęła. Było o drodze do pisania, jej źródłach umiejscowionych w pisaniu listów i pamiętnika "na rozpisanie się", było o pokoleniu head down, o przyczynach spadającego poziomu czytelnictwa, było o serialu, o facetach, cywilizacji w jakiej żyjemy, było o domowej przemocy, pokoleniu agresorów, o uczeniu się relacji, ilości książek wydawanych w Polsce tygodniowo, trudności w odnajdywaniu "perełek", planach na pisarską przyszłość, literaturze "dotulającej" i wielu innych liźniętych tematach. Był też klucz do jednej z jej książek, który uświadomił mi jak bardzo budowanie postaci osadzone jest w rzeczywistości.


Naprawdę przyjemne, ciepłe, spędzone w miłej atmosferze spotkanie. Choć dotąd Kalicińską znałam jedynie z Ireny zostałam skutecznie zachęcona do Rozlewiska i lektury maili wymienianych przez nią z córką, Beatą Grabowską:)



Biblioteka zgromadziła sporą liczbę fanów autorki i członków DKK, którzy po części oficjalnej stanęli w kolejce po autografy z nadzieją na krótką wymianę zdań:) 
 Jedyne co nie umknęło mojej uwadze, to drobne, podprogowe przekazy, że autorka chyba woli swoją nieco straszą publiczność - tę, która jest w wieku jej bohaterek:) No cóż, jeszcze się nie klasyfikuję, byłam najmłodsza na sali i zdarzały się momenty, w których miałam wrażenie, że autorka sądzi, że nie jestem w stanie ogarnąć tego co się dzieje, bom czarną owcą wśród tłumu - wcale niesłusznie;)


______

Przypominam o rozdawajce:
tutaj. Piękne kubki z serii Book Porn mogą być Wasze:)

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdanie z okazji obchodów Światowego Dnia Książki - wygraj kubki serii BookPorn.





Drodzy czytelnicy! Przed Wami długo oczekiwany konkurs, w  którym do wygrania będą fantastyczne kubki Dotdesign z  serii BookPorn. Sama posiadam kilka ich modeli i mogę zaświadczyć, że picie z  nich herbaty/kawy w  towarzystwie książki to prawdziwa przyjemność! Całą sytuacja czytania nabiera dzięki nim wyjątkowej aury: napój smakuje lepiej, książka podoba się bardziej:)






Dzięki uprzejmości Dotdesign Wam do zaproponowania kubki z  tej właśnie serii. Trafią one do trójki szczęściarzy, którzy w  komentarzu tutaj i/lub na Facebooku (zgłoszenie tu i tu podwaja głos) wyrażą swoją chęć posiadania;)
Cała zabawa odbywa się w  ramach świętowania Światowego Dnia Książki, który – przypominam – już jutro.

Zgłoszenia będę przyjmować nieco dłużej, by dać szansę wszystkim chętnym na wzięcie udziału w  zabawie:)

ZASADY


Zabawa odbywa się równolegle na blogu i Facebooku


1.W komentarzu wyrazić chęć udziału w zabawie.
2. Polubić fanpage Dotdesign na Facebooku (dla tych, którzy mają Facebooka, reszty ten punkt nie obowiązuje).
3. Na swoim blogu udostępnić podlinkowany baner informujący o konkursie i/lub na swoim Facebooku udostępnić zdjęcie z informacją :)
4. Anonimowi użytkownicy również mogą brać udział w rozdaniu.
5. Będzie mi bardzo miło jeśli polubicie również mój fanpage TU 

Zwycięzcy otrzymają jeden z  trzech losowo wybranych kubeczków z  serii – wszystkie są śliczne, więc myślę, że taka niespodzianka będzie dodatkową atrakcją;)

Zabawa trwa od 22.04-30.04.2015 do godz. 24.00 
ogłoszenie zwycięzcy nastąpi do 3 dni od tej daty :)


Biorąc udział na blogu i Facebooku PODWAJACIE swój los :)

* źródło zdjęć tutaj

wtorek, 21 kwietnia 2015

Usmiech Madeline – Darien Gee


Uśmiech Madeline to kontynuacja poprzedniej książki Darien Gee – Herbaciarni Madeline, opisująca codzienne życie mieszkańców małego miasteczka Avalon. Jak w  każdej społeczności, także i tutaj znajdują się postaci wiodące i te, które dają się wieść.

Bettie Shelton, to dość ekscentryczna i nieznosząca sprzeciwu (a właściwie tak zmyślnie tocząca dyskusję, że jakikolwiek sprzeciw przestaje być możliwy) kobieta o wielkim sercu, założycielka i główna agitatorka Klubu Miłośniczek Albumów i Scapbookingu. Spotkania członkiń klubu odbywają się w  herbaciarni Madeline i zrzeszają coraz większą grupę pasjonatów i tych, których „szefowa” skutecznie próbuje przeciągnąć na swoją stronę.  Zebrania nie są jedynie szansą do zetknięcia się z  podobnymi sobie fascynatkami i okazją do stworzenia czegoś niebanalnego – to tak naprawdę centrum wydarzeń kulturalnych miasteczka, ośrodek wsparcia i pomocy, przestrzeń dobroci i miejsce rozwiązywania sporów, to wreszcie tętniące serce Avalon. 

Uczestnikami spotkań są między innymi Connie – młodziutka menażdżerka herbaciarni, zakochana w znalezionek kozie Serenie; Isabel rozpamiętująca swoje życie i zdradę męża; Ava – samotna matka, była kochanka tragicznie zmarłego męża Isabel i matka jego syna, Maxa, która nie ma nikogo na świecie i jako osobę kontaktową podaje właśnie kobietę, której odebrała ukochanego; Frances, która mimo posiadania dwójki synów stara się o adopcję dziewczynki - Mei Ling, która ma jednak spore kłopoty zdrowotne oraz Yvonne – hydraulik pochodząca z bogatej rodziny plantatorów żurawiny, która po odejściu narzeczonego w  dniu ślubu wciąż próbuje uporządkować sobie życie. Dla tych młodych kobiet spotkania i tworzenie albumów to próba przepracowania strat i zranień, która połączona z  rozmowami staje się skuteczną drogą do osiągnięcia katharsis, a także wszczepieniem się w  życie miejskiej wspólnoty.

Świetnym zwieńczeniem tej publikacji jest umieszczenie na końcu przepisów kulinarnych, porad dotyczących scrapbookingu, a także adresy portali społecznościowych, które zrzeszają miłośników ozdabiania albumów. To opowieść, którą czyta się z dużym zadowoleniem, przypomina leniwie toczącą się serialową sagę, kojarząca się z latem, pozytywnym nastawieniem, dobrym humorem.
Uśmiech Madeline to książka do niespiesznej lektury, kojąca i przekazująca strumień ciepła zainicjowany przez prawdziwe relacje serdeczności i życzliwości. Historia o tym, jak nawet największe zranienia i cierpienia można przekuć w dobro, pokazująca, że także to, co wydaje nam się przypadkowe i niesprawiedliwe jest częścią większego planu mającego wyzwolić nas z  pęt ograniczeń nakładanych przez samych siebie. Czasem troska, której nie rozumiemy to jedynie pretekst do walki o takie wersje nas samych, które chcielibyśmy widzieć. Powieść ta jest także świadectwem tego, jak ważna jest bliskość i wsparcie bliskich osób, jak gruntują one przyjaźń i cementują dobre relacje, pozwalając życiu toczyć się zgodnie z  jego rytmem.  Choć początkowo wydaje się, że snute tutaj historie mają niewiele ze sobą wspólnego, dość szybko okazje się, że splata je niewidzialna nić przeznaczenia umocniona ludzką dobrocią.

Polecam tę opowieść w  szczególności tym, którzy lubią zatopić się w opowieści pokaźnych rozmiarów, zostać w  niej na dłużej, niespiesznie oddychać codziennością bohaterów, z  którymi – gwarantuję – bardzo łatwo się zżyć. Choć książka jest pokaźnych gabarytów – w  ogóle ich nie odczujecie, całkowicie poddając się naturalnemu rytmowi narracji.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Słowo klucz: OTWARTOŚĆ

źródło
Zawsze miałam kłopot z otwartością. Wiele rzeczy chciałam zrobić, posiadałam ich dokładny obraz w swojej głowie, a jednak zawsze paraliżowała mnie nieśmiałość i to co na swoje własne potrzeby nazywam umiarkowaną niechęcią do przebywania wśród ludzi i bycia w centrum zainteresowania.
Wielokrotnie widziałam siebie jak robię to czy tamto, zachowuję się w ten czy inny sposób, choć doskonale wiedziałam, że wizualizacja nigdy nie przemieni się w rzeczywistość. Zazdrościłam innym, tym, którzy potrafią sprzedać siebie, swoją osobowość, przeżyć i dowiedzieć się więcej właśnie dlatego, że nie paraliżuje ich strach (przed opinią innych, krytyką, właściwie często irracjonalny) i nie ogranicza nadmierna skromność. Zdaję sobie sprawę, że mogę wiele, potrafię wiele, mam wiele uzdolnień, a mimo to - na przekór wieloletniej pracy nad sobą - wciąż często brakuje mi tej właśnie otwartości. Boję się gdzieś pojechać, pójść sama, bo nie daj Boże będę zmuszona kogoś o coś zapytać, gdzieś wstąpić, coś o sobie opowiedzieć, wyciągnąć rękę do kogoś obcego - co to, to nie!

Zapytacie jak w takim razie mógł przyjść mi do głowy tak idiotyczny pomysł, by zostać nauczycielem? Znam swoje ograniczenia, a mimo to rzucam się na głęboką wodę, prawda?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale to chyba kwestia dużego poczucia humoru Boga, który wyposażając mnie w chorobliwy lęk przed nowymi sytuacjami, jednocześnie dodał mi w pakiecie niepohamowaną chęć do uczenia i stawania przed młodymi ludźmi, którzy często - bardzo! - mogą postawić właśnie w takich niecodziennych sytuacjach, w których - chcąc, nie chcąc - trzeba sobie poradzić.
I wiecie co? Właśnie tu włącza się moja definicja otwartości. Otwartość, to dla mnie przede wszystkim pokonywanie siebie. A szkoła, to dla mnie miejsce, w którym jak nigdzie indziej się jej uczę. 

Parę lat temu wielu rzeczy nigdy bym nie zrobiła, dziś - właśnie po szkolnych praktykach i późniejszej pracy - nie są one dla mnie żadnym problemem. Otwarcie walczę o swoje (nawet na egzaminach, kłócąc się, jeśli ktoś niesprawiedliwie ocenia - gdybyście mnie znali, 3 lata temu ta sytuacja mogłaby wam się wydać rodem z filmu science fiction), wyrażam swoje zdanie, intuicyjnie i natychmiastowo reaguję w mało komfortowych sytuacjach, "z głową" odpowiadam na jawne prowokacje, pierwsza zagaduję, powoli wychodzę z norki introwertyka, staram się być towarzyska.
źródło

Co dziwniejsze, dziś o wiele łatwiej być mi otwartym przed obcymi niż przed znajomymi - to dopiero postęp na drodze! Jestem o wiele bardziej bezpośrednia, naturalna, nie kryję się ze swoją opinią, bronię siebie i innych, walczę o swoje i powoli, bardzo, bardzo powoli uczę się sprzedawać siebie - ale wśród obcych:P Nad resztą wciąż muszę pracować.
Otwartość to przecież ciekawość świata i poznawania nowych rzeczy, przekraczania granic bezpieczeństwa (to mam) połączona z czynem i odwagą  (nad tym pracuję). Trzymajcie kciuki za dalsze postępy!

 ____________________________________
Wpis powstał z inspiracji Asi z Od deski do deski, która zaprosiła mnie do wzięcia udziału w akcji organizowanej przez Mocną Grupę Blogerów, dotyczącą otwartości. Wydaje się, że to słowo wytrych, używane przy każdej sposobności, nie zawsze w sposób przemyślany. Jak to zwykle bywa z podobnymi wyrazami - dla każdego znaczy on coś innego, często na przekór słownikowym definicjom, co poniekąd widać powyżej. Do dalszej zabawy ukazującej różne jej oblicza zapraszam Agnes  z Dowolnika, Karolinę z blogu Zwiedzam wszechświat i Magdalenardo. Mam nadzieję, że się podejmiecie;)
http://mocnagrupablogerow.pl/slowo-klucz-otwartosc/